Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Komentarze

Saiyuuki Gaiden

  • Avatar
    M
    Naama 12.07.2015 22:52
    Błyszczysz się, niczym słońce!
    Na samym wstępie warto zaznaczyć, że Saiyuki Gaiden to off­‑spin Gensomaden Saiyuki. Manga utrzymana jest w nieco innym klimacie, opowiada historię z innej perspektywy, a i kreska wydaje się być znacznie bardziej dopracowana. Po za tym, Pani Minekura Kazuya kazała długo czekać na zakończenie, całość powstawała od 1999 do 2009 roku. I tutaj mam nieco mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się, że po tytuł sięgnęłam dopiero teraz. Minął mnie okres oczekiwania i zastanawiania się, co dalej. Z drugiej jednak strony, to Saiyuki – jak można tego nie kochać i jak można tego nie znać? Wstyd mi.

    Jedyną postacią, która łączy obie serie (nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły oraz robić żadnych spoilerów), to nasz ukochany małpiszon – Son Goku. W Saiyuki Gaiden mamy przedstawioną przeszłość Goku, czyli to, co wydarzyło się pięćset lat temu, oraz opowiedzianą historię, dlaczego ten niepozorny dzieciak został zamknięty w więzieniu, na wysokiej górze, z dala od ludzi, z dala od świata.

    Na samym początku pokazany jest świat bogów, w którym dzieje się cała akcja. Znana z wcześniejszych części Kanzeon Bosatsu namawia (to dość mocne słowo, bardziej rozkazuje, nie zważając na wszelkie protesty) swojego bratanka Konzena aby ten zaopiekował się heretykiem, małym chłopcem o złotych oczach i brązowych włosach, przyprowadzonym ze świata ludzi. Nikt do końca nie wie, kim jest istota zrodzona ze skały, dlatego też Kanzeon postanawia przyjrzeć mu się bliżej. A któż nie byłby do tego najlepszy, jak idealny biurokrata, zamknięty w swoim pokoju, prowadzący szare, nudne życie? Przypuszczam, że bogini zrobiła to z dwóch powodów: z własnego kaprysu, oraz z faktu, że pragnęła by jej bratanek chociaż na chwilę wyrwał się z monotonii, w którą popadł. Dodatkowo, gdy Goku po raz pierwszy widzi Konzena, pojawia się piękne zdanie, które staje się myślą przewodnią całej mangi – „Błyszczysz się, niczym słońce!”

    Chcąc nie chcąc, Konzen zabrał małe stworzonko do swojego pokoju i postanowił się nim zaopiekować. I tutaj pojawiły się pierwsze problemy. A mianowicie fakt, że małpka nie lubi siedzieć w jednym miejscu, zadaje bardzo dużo pytań oraz chce poznać innych mieszkańców pałacu. W między czasie, Goku dostaje swoje imię. I przygoda zaczyna nabierać zdecydowanie tempa.

    Pojawiają się nowe postacie: Kenren Taisho (uwielbiający dobre sake i piękne kobiety Dowódca Armii) oraz Tenpou Gensui (Marszałek Wojska, doskonały strateg oraz mol książkowy, zapominający, że czasem warto posprzątać w pokoju). Cała czwórka spotyka się coraz częściej, a wiecznie zamknięty w sobie Konzen otwiera w końcu swoje skamieniałe serce i zaczyna żyć. Najbardziej zapadającą scenerią jest drzewo wiśni, pod którym urządzili sobie mały piknik. Bardzo piękna scena, wzruszające dialogi, a na koniec – dużo śmiechu za sprawą Goku.

    Jeszcze jedną osobą, na którą warto zwrócić uwagę to samotny chłopiec Nataku – Książę Wojny. W świecie bogów panuje jedna zasada – nie można zabijać. Dlatego też powstała specjalna ranga, która ma pełną swobodę jeśli idzie o wyznaczanie kar oraz niszczenie wrogów. W pierwszej scenie Nataku oraz Goku spotykają się przez przypadek. Obaj nic o sobie nie wiedzą. Jednak są w podobnym wieku, i bardzo szybko zaprzyjaźniają się ze sobą. Nataku, podobnie jak Goku, uznawany jest za coś gorszego wśród bogów – w końcu, zabija inne stworzenia. W późniejszych rozdziałach Książę Wojny odgrywa kluczową rolę w zachowaniu biednego małpiszona, bowiem Goku stara się za wszelką ceną podtrzymywać tą dziwną znajomość, co nie podoba się innym bogom.

    Jednak, nie może być tak pięknie. Okazuje się, że świat bogów, tak samo jak świat ludzi, również jest zniszczony przez chciwość oraz zazdrość. Bogowie po trupach wspinają się po szczeblach władzy, przeprowadzają nielegalne eksperymenty, a nawet wysyłają własne potomstwo na pewną śmierć. Byleby tylko zyskać to, co im się należy. W ich mniemaniu oczywiście. I właśnie w takie konflikty zostają wciągnięci nasi bogowie, którzy nie zamierzają dopuścić, żeby ich świat został przejęty przez tego złego. Rozpoczyna się walka o przetrwanie, a kolejne rozdziały rozrywają jedynie czułe serca czytelników.

    Saiyuki Gaiden to bardzo piękna oraz wzruszająca opowieść o przyjaźni, narodzonej między osobami, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego. I gdyby nie Goku, nigdy nie zamieniliby ze sobą ani słowa. Jednak, na wskutek intryg oraz spisków, ich przyjaźń zostaje wystawiona na największą próbę – czy zdołają przetrwać i przezwyciężyć? Niestety, zakończenie jest dość oczywiste, przez co pozostawia po sobie olbrzymi smutek.

    O Saiyuki mogłabym pisać i pisać. Ale wtedy musiałabym wejść w spoilery, a tego nie chcę. Chcę natomiast przekonać, że Gaiden warty jest zainteresowania i poświęcenia uwagi. Mamy tutaj wszystko. I piękne sceny, i wzruszające momenty, i dużo dużo śmiechu. Zakończenie na swój sposób jest cudowne. Ponieważ wprowadza nas w konkretną serię – Gensomaden Saiyuki.

    Mam jedynie nadzieję, że może kiedyś Gaiden zostanie wydany w polskim języku. Na obecną chwilę mamy jedynie scany po angielsku, albo cała manga po japońsku, za olbrzymią kwotę.


    Ze łzami w oczach oraz uśmiechem na twarzy daję 11/10.
    Piękne i cudne.
  • Avatar
    M
    kuroioni 2.04.2014 09:41
    Ugh, ten tag.

    Fantasy? Jak najbardziej.
    Przygodowe? No i owszem, przygody maja, nie powiem.
    Ale komedia? To z tego taka troche… tragiczna. I glownie polegajaca na tym, ze mimo iz *wiesz* jak to sie wszystko skonczy (prawem prequeli), to i tak dajesz sie wessac, pod koniec faktycznie smiejac sie. Tyle ze z wlasnej glupoty, i przez lzy :P