Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Wydawnictwo Waneko 2

Komentarze

Sekai no Owari to Yoakemae

  • Avatar
    M
    Ypsilon 27.07.2010 00:48
    Uwielbiam twórczość Inio Asano, lecz z jakiegoś powodu do tej pory ta tę mangę nie natrafiłam. A jest jedną z niewielu kompletnych, w pełni dostępnych dzieł autora.

    Inio Asano chyba najlepiej radzi sobie z krótkimi historiami – mangowymi etiudami, nowelkami. Solanin podobało mi się, ale Sekai no Owari to Yoakemae mnie zafascynowało: ujęciem tematów, specyficzną dla tego autora narracją, wreszcie stroną graficzną. To jest Asano znany mi z What a Wonderful World! i Nijigahara Holograph.

    Nie wiem, komu mogłabym ten tytuł polecić, bo nie wiem, czy jest sens go polecać – ci, którzy gustują w takich historiach, prędzej czy później sami na niego natrafią, tak jak ja.
    I jeszcze jedno – bardzo chciałabym mieć kiedyś na swej półce polskie wydanie. Ale to tylko fanaberia wielkiej fanki Asano.
    • Avatar
      wildside 28.07.2010 02:18
      Zakochalem sie.. takie kobiety jednak istnieja..fanka Inio Asano, a do tego tak pieknie potrafiaca wyrazic swoje odczucia. Jestem zachwycony! :)
  • Avatar
    R
    Grisznak 26.07.2010 20:15
    Bełkot
    Z każdym razem, gdy usiłuję przeczytać teksty Sześciotonowej Papużki, odpadam zwykle po jednej trzeciej, najdalej po połowie. Tu jest podobnie. Wodniste, pełne słowotoku, które gdyby wziąć w ręce i ścisnąć – zostałaby tylko woda, zero treści. O ile kiedyś było lepiej, tak od pewnego czasu autor chyba naprawdę uwierzył w to, że tworzy jakąś tam „sztukę” i ma już czytelnika w głębokim poważaniu. Zero konkretów, jakieś tam dywagacje, styl egzaltowanego gimnazjalisty i sześć ton waty słownej. Długo się wstrzymywałem, ale w końcu ktoś to musi napisać.
    • Avatar
      Shizuka 26.07.2010 21:04
      Re: Bełkot
      Hm, skoro ktoś już poruszył ten temat, to może ja też się wypowiem :) O ile bełkotem bym tej recenzji nie nazwała, to zgodzę się, że dość ciężko się ją czyta – nagromadzenie cudzysłowów, metafor i „krążenie” wokół tematu zamiast przejścia do rzeczy sprawiają, że konkrety gdzieś giną. A że te konkrety dotyczą głównie osobistych odczuć recenzenta i mało istotnych (z punktu widzenia czytelnika) szczegółów, trudno znaleźć w recenzji odpowiedź na proste pytanie „czy warto to przeczytać?”. A przecież tego się przede wszystkim od recenzji oczekuje.
    • Avatar
      SixTonBudgie 27.07.2010 01:05
      Tokłeb
      Cóż, zastanawiam się czy współczuć czytelnikowi Grisznakowi za męki, które musiał przechodzić z mojego powodu. Na pewno mogę pogratulować cierpliwości i samozaparcia… I nie jest to bynajmniej żadnej szyderstwo. Natomiast co do stawianych „zarzutów”, to…

      ...nie sposób bym się w sporej części z czytelnikiem Grisznakiem nie zgodził. Czemu nie w zupełności? Ponieważ, jak już zdążył czytelnik zauważyć, nie jest to w żadnym razie „czysta” recenzja (czy raczej recenzje, bo chodzi o pewien trend, bardzo czujnie przez czytelnika wypatrzony) i daleko jej do tanukowej normy (pomijając kwestię jakiegokolwiek wartościowania). Nie będę jednak wchodził w zagadnienie „czym ma być recenzja”, mogę jednak powiedzieć, że jak do tej pory redakcja nie wyraziła sprzeciwu względem moich tekstów (przyjmuje je), więc są publikowane. Jeśli jednak teksty będą zaopiniowane negatywnie (jak to czytelnik stwierdził: będą zbyt upłynnione), nie będą publikowane i nie będą powstawały – zależność jest prosta i powinna być oczywista.

      Wspomniałem o trendzie. Otóż o ile kiedyś recenzowałem „wszystko”, o tyle jestem coraz bardziej wybredny i recenzuję jedynie to, co zrobi na mnie jakieś wrażenie i wyróżnia się z mangowej przeciętności. Jednocześnie coraz mniej interesował mnie sam suchy opis fabuły, postaci, argumentów za i przeciw, ew. bezpośrednich porównań do innych tytułów. Recenzja zaczęła stawać się pewną ramą mieszczącą zarówno pewną analizę, jak i interpretację oraz komentarz. Z tego powodu może występować pewna dezorientacja u czytelników, którzy spodziewają się „czystej” recenzji, a napotykają tekst, który być może (bo mnie trudno ocenić) staje się dużo jaśniejszy dopiero po lekturze (bo mnie nie tyle obchodzi sam tytuł, ile to, co z niego wynika). W każdym razie nie czuję się zobowiązany do zmiany stylu i formy pisania, między innymi dlatego, że lubię to, co robię, a „zwykłe” (takie „100% tanukowe”) recenzje mnie nie interesują.

      Na koniec chciałbym się jeszcze ustosunkować do przytyków czytelnika Grisznaka, jak bardzo absurdalne by one nie były (wraz z imputowaniem mi własnego mniemania o sobie). Otóż daleki jestem zarówno od wywyższania się czy samozadowolenia z własnej pracy, widząc jeszcze sporo do poprawy – jeśli czytelnik tak to odbiera to może warto też nad sobą się zastanowić. Chciałbym też wyrazić drobną prośbę względem znanego w tanukowym świecie recenzenta, krytyka i czytelnika – Grisznaka. Wiadome jest że potrafi on napisać świetne recenzje, które nie tylko świetnie się czyta ale są jednocześnie pełne merytorycznej treści i wręcz niepodważalnej, rzetelnej argumentacji, praktycznie wyczerpującej dany tytuł – rozebrany przez niego na czynniki pierwsze i do rosołu. Ponieważ tak wybitny człowiek uważa tę mangę za pozbawioną jakichkolwiek wartości (ba!, za najgorszą jaką kiedykolwiek czytał i ocenił na tanuku), jestem niezmiernie ciekaw jego spostrzeżeń odnośnie tytułu. Skoro moja ocena jest tak bardzo zawyżona (w jego opinii) to może warto, by znalazła się przy niej adekwatna recenzja (najlepiej jego autorstwa), punktująca bez skrupułów wszelkie jej wady.

      PS. Przywróciłeś mi wiarę w ludzi. ;)
      • Avatar
        Grisznak 27.07.2010 09:18
        Re: Tokłeb
        Ocenę wystawiłem recenzji, nie mandze.
        Piszę z o tyle wygodnej pozycji, że nie jestem już w redakcji i nie mam wpływu na to, co jest puszczane na Tanuku (ergo, jest to opinia prywatnej osoby, szeregowego czytelnika). Uczciwie przyznam, że gdybym był w korekcie, z powyższego tekstu wyleciałaby tak 1/4 co bardziej kwiecistych treści, trochę zdań a recenzję odesłałbym do poprawki, prosząc o co najmniej kilka konkretnych zdań wartościujących.
        Przyczyny problemu jestem w stanie zrozumieć. Pisuję recenzje jakieś 15 lat. Miałem w życiu taki okres, kiedy faktycznie uwierzyłem, że recenzja jest nade wszystko dla jej autora, zatem wolno mu pisać ją tak, jak mu się żywnie podoba. Na szczęście, szybko się z tego wyleczyłem. Recenzje piszemy zawsze dla naszych czytelników – to oni są najważniejsi. Skoro zaś piszemy dla nich, to forma i treść winny czynić recenzję:
        a) komunikatywną
        b) konkretną
        c) zawierającą jasno określone sądy
        Nawet jeśli recenzent ma ochotę, powinien raczej kontrolować własną egzaltację i pamiętać, że po jego recenzję sięgną osoby zainteresowane opinią na temat danego tytułu. Gdy zaś przeczytają już pierwszy akapit, w którym o mandze nie ma ani słowa, to najpewniej nie będą już czytać dalej. Recenzja to nie wypracowanie w szkole – nie chodzi w niej o to, aby zaimponować pani od polskiego oczytaniem i bogatym słownictwem. Owszem, są sytuacje, kiedy sama treść tytułu wymaga dłuższej formy. Dwie najdłuższe recenzje na Tanuki („Uteny” autorstwa Ave i „Space Battleship Yamato” mojego autorstwa) są tego dowodem, ale zwracam uwagę zarazem, że obie są wyjątkami na tle innych, krótkich, konkretnych i rzeczowych. U ciebie zaś ten rozwlekły, egzaltowany, pseudoliteracki styl to niestety norma.
        Czytelnik „Tanuki”, wedle danych, jakie miałem, gdy jeszcze byłem w redakcji, poświęca recenzji góra minutę, półtorej. Gdy zobaczy sześć ton tekstu, zaczynającego się na dodatek od rzeczy zupełnie niezwiązanych z interesującym go tytułem, najprawdopodobniej zamknie okno i na tym jego kontakt z recenzja się zakończy.
        I tak na koniec – zajrzałem do twojej recenzji „Ikagami”. Rzeczowa, konkretna (od oceny całościowej słusznie się wstrzymujesz), pokazująca mocne i słabe strony komiksu. Da się? Da się. Można? Można.
        • Avatar
          SixTonBudgie 27.07.2010 11:46
          Re: Tokłeb
          Grisznak napisał(a):
          Ocenę wystawiłem recenzji, nie mandze.

          Postępowanie takie wydaje mi się dość dziwne, bo do tej pory sądziłem, że oceny w pewien sposób pomagają przy wyborze tytułu do przeczytania i wystawia się je tytułowi a nie recenzji. Szczerze mówiąc mocno mnie to zastanawia, gdyż stoi to w dziwnej sprzeczności z tym, co sam twierdzisz o „powinnościach” (i jakże bliskie jest zarzutom, jakie mi stawiasz).

          Kwestia druga: Myślę, że praktycznie wszystko co się pisze, pisze się dla innych, nie inaczej jest też w moim przypadku. Jak już wspominałem, w moich tekstach sporo komentarzy, analiz czy wrażeń, stąd cały rozziew (jednak wbrew temu co piszesz, bynajmniej żadnej „literackości” nie szukam, a na pewno nie na siłę). Zresztą sam szukam w recenzjach czegoś więcej niż tylko opisu fabuły, postaci i stwierdzenia, dlaczego nam się całość podoba lub nie (więc nie jestem Twoim statystycznym czytelnikiem recenzji, z czego akurat raczej się cieszę) – cóż, można powiedzieć, że także za dużo wymagam.

          Cóż… Zauważyłeś, że istnieje grupa tytułów, w przypadku których Twoja statystyczna, przykładowa i rzetelna recenzja nie spełnia swojej roli i trzeba zrobić z nią coś więcej (choć uważam, że akurat długość recenzji jest tu najmniej istotną sprawą). Sam także się z takimi spotykam (coraz częściej odkąd szukam coraz bardziej oryginalnych tytułów) – „Palepoli” składające się z około 120 króciutkich historyjek nie sposób zamknąć w sztywnych ramach jedynej słusznej recenzji, zostawienie „Houmonshy” z suchym opisem byłoby kpiną z tytułu, czytelnika i z siebie samego (jako że przeczyłoby mojej ocenie) – stąd analiza i interpretacja. Także „Sekai…”, jako tytuł składający się z jedenastu niezależnych historyjek nie sposób zamknąć proponowane ramy (rozdrabnianie się nie w chodzi w rachubę), więc częściej pojawiają się ogólne stwierdzenia i wnioski z całości (np. przy opisie bohaterów). Dlatego zupełnie inaczej wyglądają moje recenzje tytułów bardziej „zwykłych”, zachowujących ciągłość fabularną, dosłowność przekazu i nie rozbitych na kawałeczki (choć w tym roku recenzowałem raptem dwa takie tytuły – „Bitter Virgin” oraz „Yuunagi no Machi…”).

          Natomiast wstępy, które tak nie przypadają Ci do gustu, owszem, nie odnoszą się bezpośrednio do mangi, lecz nie są też przypadkowe (mylisz się jednak twierdząc, że z recenzowanym są niezwiązane) – staram się w nich wprowadzić w mangę, jej tematykę albo niuanse, ew. wyjaśnić własne stanowisko względem tytułu (albo stanowisko tytułu względem czytelników). Czy jest to zbędne? Na pewno przywoływani przez Ciebie jednominutowi czytelnicy nie odczuliby jego braku, lecz chyba sam wiesz, że tacy czytelnicy nawet recenzji nie wymagają (bo żadnej w minutę nie przeczytasz, chyba że jesteś przeszkolony w szybkim czytaniu), a tylko kilku podstawowych informacji. Jeśli więc miałbym pisać dla nich, musiałbym zrezygnować z pisania recenzji w ogóle, zajmując się krótkimi notkami, lub wypunktowanymi wadami/zaletami (znów więc trochę sam sobie przeczysz).
          Odnoszę też wrażenie, że Ty traktujesz recenzje trochę jak jakąś zwykłą pracę zarobkową (konieczność przestrzegania formy, robienie tylko tego, czego się od niego oczekuje). Moje podejście na pewno jest trochę inne.
          • Avatar
            Grisznak 27.07.2010 16:57
            Re: Tokłeb
            Napisałem dla Tanuka jakieś 200 recenzji, za żadną nie dostałem ani grosza, nie widzę zatem podstaw do twierdzenia, iż pisząc o recenzjach publikowanych na tym portalu, traktuję to zagadnienie jak, cytuję, „jakąś zwykłą pracę zarobkową”. Zresztą, owa „zwykła praca zarobkowa” to znacznie wyższy poziom dziennikarskiego fachu, którym zajmują się już zawodowi recenzenci. Przez całe Tanuki przewinęły się może 3, góra cztery osoby, którym w życiu za pisanie recenzji płacono (nie tutaj, oczywiście).

            I nie, forma recenzowanej pozycji nie usprawiedliwia miałkości recenzji. Każdy tytuł da się zrecenzować po ludzku, trzeba po prostu umieć zapanować nad własnym samozachwytem i umieć się powstrzymać przed tym i owym. Tego uczy m.in. doświadczenie w pisaniu do magazynów drukowanych – tam masz jasno określone ramy i nie jest ważne, czy recenzujesz tytuł niesamowicie ambitny czy też lekkostrawny – masz te maks. 1500 znaków i musisz się w nich zmieścić. To znakomicie uczy odpowiedzialności za każde słowo, czyli tego, co jest jednym z Twoich podstawowych problemów. Pisanie w Internecie sprzyja wodolejstwu, czego przykładem są recenzje Twoje albo Gentle Monstera na anime. Swego czasu miałem sposobność recenzować najcięższy chyba gatunkowo i treściowo tytuł na Tanuki – „Bradherley no Basha”. Dało się napisać normalną recenzję? Dało. Nie tytuł jest winny, ale autor recenzji. Gwarantuję ci, że da się napisać normalną recenzję „Dark Side of The Moon” Pink Floyd tak jako jak „Diamond Bitch” Dody. Mówiąc krótko – można napisać nawet 10 stron – tylko kto to przeczyta?

            Korekta na Tanuki od pewnego czasu dość mocno siadła, ograniczając się do sprawdzania ortografii. Dlatego też jestem pewien, że Twoje recenzje publikowane będą, o to możesz być spokojny. Natomiast zwróć uwagę na komentarze – ile osób komentujących Twoje recenzje, dyskutuje z wyrażonymi przez Ciebie sądami? Bo patrząc na komentarze pod nimi, mam wrażenie, że czytelnicy w zdecydowanej większości po prostu komentują tytuł, recenzji nie zauważając.
            • Avatar
              fm 27.07.2010 18:20
              Re: Tokłeb
              Korekta na Tanuki od pewnego czasu dość mocno siadła, ograniczając się do sprawdzania ortografii. Dlatego też jestem pewien, że Twoje recenzje publikowane będą, o to możesz być spokojny.

              Może wypowiem się jako jedna z osób odpowiedzialnych obecnie za obróbkę tekstu. Oczywiście, że trudno dorównać profesjonalnemu redaktorowi (czyli Avellanie), ale nie przesadzałbym z oskarżeniami o zajmowanie się wyłącznie ortografią (skoro tak naprawdę nie wiesz, jak wyglądały pierwotne wersje recenzji). Tym niemniej krytykę przyjmuję (bo jest spore pole do rozwoju) i skoro widać społeczne zainteresowanie większym „dokręcaniem śruby” autorom, to całkiem możliwe, że w przyszłości uwzględnię przy pracy takie głosy.
            • Avatar
              SixTonBudgie 27.07.2010 19:12
              Re: Tokłeb
              Może zacznę od końca.
              Grisznak napisał(a):
              Natomiast zwróć uwagę na komentarze – ile osób komentujących Twoje recenzje, dyskutuje z wyrażonymi przez Ciebie sądami? Bo patrząc na komentarze pod nimi, mam wrażenie, że czytelnicy w zdecydowanej większości po prostu komentują tytuł, recenzji nie zauważając.

              Interesujące to twierdzenie z dwóch powodów. Po pierwsze racz zauważyć, że tytuły przeze mnie recenzowane nie pochodzą ze szczytów popularności (co tu dużo mówić – często są mało znane i rzadko kto po nie sięga), więc i samych komentarzy tak jakby niewiele (spora część w ogóle nie jest komentowana).

              Po drugie zastanawiam się, co to za dziwaczną miarę wartości recenzji właśnie stworzyłeś. Że jak? Że im więcej komentarzy polemizujących z recenzją tym lepsza recenzja? Dajże spokój… Nie wiem, być może Tobie zależy, aby komentujący skupiali się przede wszystkim na Twojej recenzji, a nie na tytule, który recenzujesz, ale nie będę wnikał. (Przez chwilę miałem zamiar przytoczyć liczby, psujące trochę nakreślony przez Ciebie obraz świata. Zrezygnowałem jednak po niedługim czasie stwierdzając, że skoro wypowiadasz się na temat, który masz w zasięgu ręki, to wiesz o czym mówisz. Chyba że wolisz „mieć wrażenie” niż „posiadać fakty”, ale Twoje preferencje względem dobieranych metod badawczych także pozostawię Tobie. Tylko wiedz, że do tych komentarzy zawsze możesz zerknąć).

              Wracając jednak do sedna sprawy, czyli recenzji. Najpierw chciałem zaznaczyć, że Twoją recenzję „Bradley…” swego czasu czytałem, a sam tytuł przeglądałem. Jednak naprawdę nie wiem, co ma ciężar gatunkowy do recenzji (poza tym, że i ona musi jakoś poważnie traktować problem). Na pewno wszelkie uwagi, w tym Twoje czy kogokolwiek innego, mogą być dla mnie ew. wskazówką, co by może warto zmienić, gdyż, w przeciwieństwie do tego, co mi cały czas wmawiasz (ale o tym na koniec), zdaję sobie sprawę, że daleko im do bycia „porządnie napisanymi” i bardzo rzadko (a wręcz wcale) jestem ze swoich recenzji zadowolony (może jedynie za przyzwoitą uznałbym recenzję filmu live­‑action Yuunagi no Machi, Sakura no Kuni). Dlatego też, jak już pisałem we wcześniejszych postach, w dość sporej części przyznaję Ci rację (choćby nieraz łamię zasadę mówiącą, że o rzeczach skomplikowanych trzeba mówić/pisać prosto – wiadomo co daje komplikacje skomplikowanego). Jednak nie ze wszystkim się zgodzę, szczególnie jeśli chodzi o sztywne formy, które tak bardzo zachwalasz i rekomendujesz. Ja traktuję recenzją bardziej luźno niż Ty (stąd wzięło się moje porównanie do „pracy zarobkowej”, którą Tobie bynajmniej nie wmawiam, lecz po prostu takie miałem skojarzenie). Doceniam Twój dorobek recenzencki i biorę pod uwagę Twoje wskazówki, jednak nie traktuję ich też jako ostatecznej wykładni (mam nadzieję, że sam ich tak też nie traktujesz, choć mam pewne wątpliwości).

              No i kwestia ostatnia, najmniej przyjemna. Bardzo bym Cię prosił, gdybyś z łaski swojej powstrzymał się od złośliwości, czy (przede wszystkim) imputowania mi swoich własnych poglądów (o moim rzekomym samozadowoleniu z recenzji, samozachwycie i innym takim onanizmie słownym), co powtarza się po raz kolejny. Nie wiem, czy ktoś Ci zwrócił uwagę, ale to jest nie tylko irytujące, lecz także niekulturalne (taaak, śmiesznie takie stwierdzenie musi brzmieć w internecie). Liczę na to, że weźmiesz to pod uwagę i więcej nie będę się od Ciebie dowiadywał, jak to niby się zachowuję, czy w jakim jestem stanie. (Lepiej część energii, jaką na to poświęcasz, przeznacz na analizę własnych słów, bo stwierdzenia, że „nieznajomość Twojego przydomku świadczy o nieuctwie” – jak to się całkiem niedawno wyraziłeś – dałoby Twojej wyobraźni ciekawe pole do interpretacji. Tak, to była uszczypliwość, którą uczyniłem w drodze wyjątku, z pełną premedytacją).
    • Avatar
      Altruista 29.07.2010 21:54
      Re: Bełkot
      Moim zdaniem Grisz to ty od niego mógłbyś się dużo nauczyć. A Stb pragnę pochwalić za kolejną dobrą(moim zdaniem) recenzję. Rozkręcasz się coraz bardziej. I niezmiernie cieszy mnie fakt, że zawsze przy pisania recek wykazujesz w pełni profesjonalizm. Chwała ci za to.