Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 kreska: 7/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,20

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 36
Średnia: 8,06
σ=1,61

Wylosuj ponownieTop 10

Mx0

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2006-2008
Liczba tomów: 11
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia

Czy w szkole podobnej do Hogwart poradziłby sobie nastolatek przyzwyczajony do polegania na własnej sile, zwinności i wytrzymałości? Odpowiedzi na to pytanie szukajcie w Mx0

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Kiedy Taiga Kuzumi podczas rozmowy kwalifikacyjnej do prywatnej szkoły średniej usłyszał pytanie „Co byś zrobił, gdybyś potrafił korzystać z magii?”, jego odpowiedź została skwitowana wybuchem śmiechu ze strony innej kandydatki. Być może nie to akurat było przyczyną jego porażki, lecz reszta wydarzeń po tym, jak się wdał z nią w utarczkę słowną, z tajemniczych powodów wyleciała z jego pamięci. Postanawia więc odwiedzić ją w nowej szkole i wygarnąć, co myśli o całej sytuacji. Na miejscu jednak został przez jednego z nauczycieli uznany za ucznia, który wymiguje się od zajęć i wciągnięty do środka. Nieporozumienie pewnie udałoby się szybko wyjaśnić, jednak okazało się, że pytanie egzaminacyjne zostało zadane nie od parady, bo w Seinagi rzeczywiście kształcą czarowników. Pomimo szoku spowodowanego nietypowymi karami cielesnymi, bohaterowi udaje się obezwładnić nauczyciela. Szybko jednak ściąga na swą głowę prawdziwą lawinę kłopotów i sprawia, że cała szkoła ugania się za nim jako za niebezpiecznym intruzem. Ale w wyniku piętrowych zbiegów okoliczności zostaje ostatecznie uznany za posiadacza złotej karty, czyli nie dość, że osobę uprawnioną do przebywania na szkolnych gruntach, to na dodatek maga najwyższej klasy.

Jak przystało na szkołę magii dbającą o trzymanie w tajemnicy własnej działalności, całą sprawę można zatuszować jednym czarem i pechowy delikwent obudzi się w innym miejscu z wyrwą w pamięci. Jednak Taiga uświadamia sobie, że nie może przestać myśleć o poznanej wcześniej uczennicy, a jeszcze nie miał okazji wyznać jej swoich uczuć. Zyskuje w ten sposób powód (nieważne, że naciągany) do dalszej bytności na terenach szkolnych, a pechowy nauczyciel, który z powodu swej pomyłki musiałby się pożegnać z pracą, niechętnie zgadza się uczestniczyć w tej maskaradzie. Tylko czy bohater aby na pewno poradzi sobie z zerowymi talentami magicznymi i adekwatną do nich kartą M0?

Jeśli zmęczyły was mangi, w których nastolatek po serii tekstów typu „Muszę stać się silniejszy” i mniej lub bardziej rozwlekłym treningu zyskuje moc pozwalającą wdeptać w ziemię wszystkich przeciwników (aż do bossa następnego poziomu, przy którym trzeba powtórzyć cały cykl), czeka tu na was miła niespodzianka. Taiga zaczyna co prawda jako nastolatek preferujący rozwiązania siłowe, jednak ze względu na środowisko niesprzyjające typowym shounenowym bohaterom szybko musi udowodnić, że głowa służy nie tylko do noszenia czapki. Nie dość, że trzeba sobie radzić ze szkolnymi obowiązkami, to od czasu do czasu znajdą się śmiałkowie, którzy zechcą przetestować umiejętności rzekomego geniusza. I jak tu sobie radzić z zerowym poziomem mocy, a przy okazji utwierdzić otoczenie w przekonaniu, że nie używa magii, bo to byłoby dla niego zbyt trywialnym rozwiązaniem? Gdyby postawić Pinokia na jego miejscu, ten już po paru dniach nie mógłby się ruszyć z miejsca pod ciężarem własnego nosa.

Nie obyło się bez okazjonalnego uciekania się do deus ex machina, które ratują bohaterowi skórę w krytycznych momentach. Sądzę jednak, że owe zbiegi okoliczności można wybaczyć w komediowej opowieści. Zresztą w przeważającej części przypadków Taiga potrafi wybrnąć z kłopotów dzięki sprytnemu blefowi, właściwej ocenie sytuacji lub pomocy poznanego w późniejszych rozdziałach sprzymierzeńca (który też potrafi przyprawić o ból głowy swoimi wybrykami). Gdyby bohater był zainteresowany wyłącznie przetrwaniem w szkole, jego przygody byłyby zapewne mniej ekscytujące, więc szybko zostaje odpowiednio umotywowany, żeby własnymi siłami przekuć kłamstwo w prawdę i rzeczywiście stać się elitarnym magiem. Kwestia tego, czy możliwość spełnienia życzenia swej wybranki jest tylko okazją do zyskania u niej paru punktów, czy świadczy o prawdziwym uczuciu, pozostaje niestety otwarta. Jak przystało na przedstawiciela chłopięcych mang, wątki romantyczne rozwijają się z prędkością nieszczególnie chyżego ślimaka (więcej uwagi poświęcono pewnej roślince), który przed dotarciem do mety pada ofiarą buta przypadkowego przechodnia (o tym jednak za chwilę).

Zaprezentowane postacie to standardowy przekrój typów szkolnych – od luzaków uganiających się za spódniczkami, poprzez bardziej zasadnicze dziewczyny (czyli jednocześnie lep i nemesis wcześniejszej grupy), aż do przedstawicieli sfrustrowanej młodzieży. Aika Hiiragi jako obiekt uczuć nie wyróżnia się nadmiernie. Ot, dosyć atrakcyjna (acz nie na poziomie seksbomby) dziewczyna z sąsiedztwa ze specyficznym poczuciem humoru (śmieszy ją właściwie wszystko). Już więcej charakteru przejawia płeć piękna poznana w dalszych rozdziałach. Braki Aiki z punktu widzenia czytelnika nadrabia z nawiązką tatuś, czyli wspomniany już wcześniej pechowy nauczyciel. Swoją zgryźliwością do pewnego stopnia przypomina Severusa Snape'a z Harrego Pottera z poprawką na bycie nadopiekuńczym rodzicem.

Do grafiki nie mam większych zastrzeżeń. Projekty postaci zostały wykonane w estetyczny sposób, autor zadbał też o dobre rozplanowanie kadrów i tła, żeby karty mangi nie świeciły białymi przestrzeniami. Może czasem w sceny akcji wkrada się nadmierny bałagan, lecz na szczęście nie na tyle, żeby nie wiedzieć kto, przeciwko komu, i co się właściwie dzieje.

Przy wszystkich zaletach mangi ostatnie parę rozdziałów skończyłem z pewną dozą rozgoryczenia. Z powodu kiepskich wyników w rankingach popularności (kolejny przykład różnic kulturowych – gusta japońskich czytelników pozostają dla mnie zagadką) „Shonen Jump” dał tylko tyle miejsca na pożegnanie się z czytelnikami. Tak więc zamiast rozwoju obiecujących wątków zderzyłem się ze ścianą i dostałem badziewne otwarte zakończenie. Można tu mówić o pewnej tendencji, ponieważ poprzednią mangę Kano Yasuhiro, czyli Pretty Face, spotkał podobny los. Sądzę jednak, że nowi czytelnicy, wiedząc dokładnie, ile kartek pozostało do końca, będą mogli czerpać przyjemność z całej historii bez podobnego szoku – do czego zresztą zachęcam.

fm, 17 czerwca 2008

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shueisha
Autor: Yasuhiro Kanou