Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 1/10 kreska: 2/10
fabuła: 1/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

3/10
Głosów: 19
Średnia: 2,84
σ=2,23

Wylosuj ponownieTop 10

Moe Moe Darling

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2007
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • My Boyfriend is Shikigami-sama
  • 燃え萌えダーリン
Gatunki: Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Duchy, Youkai; Rating: Nagość, Seks; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Magia, Supermoce, Trójkąt romantyczny

Młoda pogromczyni demonów, podległy jej shikigami oraz pewien seks­‑kontrakt… Czyli głupota w czystej postaci.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: blue

Recenzja / Opis

Maika zawsze chciała wieść normalne życie, zakochać się i mieć chłopaka. Och, gdyby tylko nie musiała kultywować rodzinnych tradycji. Na swe nieszczęście urodziła się w rodzinie, której członkowie od wieków zajmują się eliminacją wszelkiego rodzaju duchów i demonów.

Kiedy Maika skończyła szesnaście lat, nadeszła pora, by to ona przejęła rodzinny interes. Z pomocą swojego dziadka zawiera umowę z shikigamim o imieniu Homura. Jest on „młodym”, przystojnym, czerwonowłosym chłopakiem. Panuje nad ogniem, a co najważniejsze — jako wierny sługa będzie bronił swej pani, póki śmierć ich nie rozłączy. Jego umiejętności nie biorą jednak się znikąd. By je utrzymać na właściwym poziomie, musi absorbować energię seksualną swej właścicielki. Ale jego chlebo… Znaczy się seksodawczynii, stanowczo odmawia podobnych praktyk. Jest dziewicą i nie zgadza się na seks bez miłości. Homura lub (jak go określiła główna bohaterka) Zboczeniec może liczyć co najwyżej na pocałunki. Jej decyzja nie spotyka się ze zrozumieniem. Ba, nawet budzi ogólną dezaprobatę. Od czego ma się jednak rodzinę? Dziadek postanawia jeszcze raz pomóc nieposłusznej wnuczce i sprowadzić ja na właściwą drogę. Dlatego też na scenę wkracza Yakumo. Jest on kolejnym pogromcą demonów, a co więcej narzeczonym Maiki (o czym dziewczyna dotychczas nie wiedziała). Jako tolerancyjny człowiek rozumie, w jak trudnej sytuacji znalazł się shikigami. By uświadomić Maice jej obowiązki, postanawia się z nią przespać.

Jak widać, wszystko tu obraca się wokół seksu, a właściwie to jego początkowego braku i konsekwencjach tegoż faktu. Autorka nie zapomniała jednak o profesji głównej bohaterki, co sprawia, że wątek walki z monstrami przewija się gdzieś w tle. Tylko że głównym celem tych potyczek jest wywołanie wyrzutów sumienia u Maiki i pokazanie dziewczynie jej bezsilności, a seksodawstwa jako jedynego właściwego rozwiązania. Czy pod taką presją może ona zachować dziewictwo? Oczywiście, że nie. Zwłaszcza gdy pomiędzy panią a jej sługą zaczyna rodzić się uczucie, które nigdy nie powinno zaistnieć.

Postaci poziomem dorównują fabule, a ich liczba została zredukowana do niezbędnego minimum. Nie dowiadujemy się o nich wiele, przez co stają się nieznośnie enigmatyczni. O ich osobowości (zakładając, że to, co sobą reprezentują, ową osobowością można nazwać) należy powiedzieć jedno – jest niewiarygodnie płytka. Dlaczego? Otóż nie byłam wstanie dostrzec w bohaterach czegoś więcej niż tych paru kresek, cieni i tekstów w chmurkach. Nawet kiedy puściłam w ruch wyobraźnię, zamiast zobaczyć integrację myśli, uczuć i zachowań, dostrzegałam tylko białą plamę. Podobna płytkość charakteryzuje strefę emocjonalną bohaterów, więc nikogo chyba nie zdziwi fakt, iż ich wzajemne relacje wypadają nienaturalnie i z lekka topornie. Najlepiej widać to w wątku romantycznym, który zamiast wzbudzać u czytelnika emocje, razi sztucznością i przedramatyzowaniem. Sytuacji nie ratuje główna bohaterka. Nie dość, że jest niekonsekwentna, to co chwila pada ofiarą własnej głupoty i niezdecydowania. A jedyne, co potrafiła zrobić w sytuacjach kryzysowych, to płakać.

Kreskę mogę nazwać zaledwie znośną. Postaci mają kanciaste, trójkątne twarze z dużymi oczami (w przypadku głównej bohaterki – nawet za dużymi), w ich wydłużonej sylwetce nie zachowano zaś odpowiednich proporcji. Od razu widać, że mangaczka najwięcej wysiłku włożyła w odpowiednie „ubishowienie” (czyli zadbanie, by wyglądał jak na bishounena przystało) Homury. Czy jej się to udało, czy też nie – to już kwestia gustu. Jednakże musiał być to proces bardzo wyczerpujący, skoro reszta bohaterów została potraktowana po macoszemu. Co prawda, zawsze wiadomo, kto jest kim, ale zabrakło mi w nich indywidualności… Której nawet w szczątkowych ilościach nie dopatrzyłam się w projektach zjaw i demonów. Tak naprawdę przypominają one rozmazaną plamę, która desperacko próbuje nabrać jakichś sensownych kształtów, lecz z różnych przyczyn nie może. Tła są na ogół nijakie i, poza paroma wyjątkami, ograniczają się do zwykłych ozdobników.

By zatuszować te techniczne niedociągnięcia, autorka zastosowała złoty środek. Czyli cieniowanie ponad wszystko. Czy zabieg ten można zaliczyć do udanych?… Hm… Śmiem wątpić. W kadrach zawsze widać, z której strony pada światło, lecz w tej mandze cierpi ono na dolegliwość zwaną nadpobudliwością. I dlatego nie może spokojnie „usiedzieć w miejscu”, mimo że scena się jeszcze nie skończyła. Może dlatego mangaczka miała spore problemy z oddaniem jego intensywności, przez co cieniowanie, zamiast płynnie wkomponować się w całość, zbyt często przypomina przypadkowe maźnięcia. W efekcie nie można powiedzieć, że postaci czy przedmioty są płaskie. Ale to jeszcze nie to, co można nazwać pełnowymiarowym ujęciem przestrzennym obiektu.

Komu to polecić?… Na kim chciałabym się zemścić?… Jako że póki co żadnych wrogów na horyzoncie nie widzę, powiem jedno. Nieważne, czego szukacie w mangach. Tego tu nie ma, a nawet jeśli jest, to na poziomie wołającym o pomstę do nieba. Co więcej, tak duże stężenie głupoty i bezmyślności, jakie zaserwowano w aż jednym tomie, jest szkodliwe dla zdrowia. Do skutków ubocznych zaliczyłabym martwicę szarych komórek, a także liczne spięcia w układzie nerwowym. Dlatego też z czystym sumieniem nie mogę tego tytułu polecić żadnej inteligentnej istocie.

blue, 3 października 2010

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shogakukan
Autor: Miyabi Asami