Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 kreska: 6/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 14
Średnia: 5,79
σ=1,57

Wylosuj ponownieTop 10

Akuma de Koibito

Rodzaj: Komiks (Japonia)
Wydanie oryginalne: 2008
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • アクマでコイビト。
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm

Irytowanie, wykorzystywanie, a czasem i poniżanie – czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie? O schematach w shoujo słów kilka.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Wielki Jenot

Recenzja / Opis

Rinko, nieskończenie dobra i uczynna, zawsze znajdzie czas, żeby pomóc znajomym z klasy. Niestety dziewczyna jest również skrajnie naiwna, a otoczenie chętnie wykorzystuje tego typu jednostki. Rinko może jednak zawsze liczyć na przyjaciela z dzieciństwa, rycerza w lśniącej zbroi (przynajmniej według kolegów i koleżanek ze szkoły), który chroni ją w potrzebie, ale czy na pewno? Bohaterka codziennie wstaje wcześniej tylko po to, by zwlec z łóżka lubiącego zaspać Itsukiego. Piękna przyjaźń? Niekoniecznie, ponieważ Itsuki zdaje się nie doceniać wysiłków Rinko, traktując ją jak służącą.

Czyżby kolejna opowieść z cyklu „chmurny pan i jego wyrozumiały i cierpliwy podnóżek”? Niestety tak. Kiedy po raz pierwszy czytałam ten komiks, oceniłam go znacznie wyżej, co mogło wynikać tylko i wyłącznie z faktu, że były to moje mangowe początki. Powtórna lektura zrewidowała moje poglądy, jak widać na niekorzyść dzieła pani Yuki Shiraishi. Autorka z uporem maniaka stara się wmówić czytelnikowi, że bucowaty bohater tak naprawdę troszczy się o Rinko – naturalnie dlatego, że ją kocha. Gdyby jakikolwiek facet traktował mnie jak popychadło i obiekt niewybrednych żartów, to niezależnie od uczuciowych deklaracji szybko zostałby odesłany do wszystkich diabłów. Z przykrością muszę stwierdzić, że bohaterki nie stać na tak odważny krok. Panna woli użalać się nad sobą i w pokrętny sposób tłumaczyć zachowanie przyjaciela. Co prawda mangaczka daje czytelnikowi iskierkę nadziei – Rinko w pewnym momencie oznajmia panu, że ma serdecznie dość i chce by zachowywał się wobec niej, tak jak zachowuje się wobec innych. Cóż robi Itsuki? Otóż uśmiecha się promiennie, ignorując bohaterkę i tym samym dając jej do zrozumienia, że to przecież jej wina. Nawet przez myśl chamowi nie przejdzie, że przyjaciół i ukochanych osób nie traktuje się jak niewolników albo karaluchy. Ale nie to jest w tej chorej sytuacji najgorsze – najbardziej przeraża fakt, że panienka doznaje takiego szoku i załamania, że z płaczem biegnie do „przyjaciela”, wręcz błagając go, żeby znowu zgodził się zamiatać nią podłogę. Serio, ręce opadają…

Jedyną rzeczą, jaka ratuje tę historię, jest końcówka. Wydaje się, że Itsuki coś tam zaczyna rozumieć, a i bohaterka okazuje resztki rozsądku i nie rzuca mu się od razu na szyję. Poza tym, odniosłam wrażenie, że autorka nie do końca poradziła sobie z kreacją głównego bohatera, o czym świadczy finał opowieści. Momentami pan wydaje się tylko klasycznym zimnym draniem – nieco rozpuszczonym i przyzwyczajonym do ciągłej obecności Rinko, do tego stopnia, iż traktuje ją jak własność. Itsuki stara się wyrazić prawdziwe uczucia, ale poza rzadkimi momentami zupełnie mu to nie wychodzi, ewentualnie rezygnuje w pół słowa, zostawiając przyjaciółkę zdezorientowaną. Gdyby pani Shiraishi nie postanowiła trochę „uatrakcyjnić” relacji między bohaterami, dostalibyśmy może przeciętne, ale sympatyczne shoujo, a tak wyszła rzecz średnio strawna, zwłaszcza dla osób uczulonych na tego typu toksyczne relacje.

Mimo wszystko największą wadą komiksu pozostaje główna bohaterka. Rinko jest mdła, nijaka i co najgorsze, chociaż zdaje sobie sprawę ze swoich niedostatków woli, nie robi nic, by się zmienić. Oszukana raz, pozwala się oszukiwać dalej, zamiast wykazać się choćby odrobiną asertywności. Już pal licho Itsukiego, do którego ma zwyczajnie słabość, ale żeby nie potrafić powiedzieć „nie” pierwszemu lepszemu koledze z klasy, notorycznie wykorzystującemu jej dobre serce? To już jednak przesada. Typ bezbarwnej sierotki zupełnie mi nie leży, a trudno znaleźć lepsze określenie dla Rinko.

Mangę ratują dwa oneshoty, zamieszczone oprócz tytułowej historii. Pierwszy opowiada o licealistce dorabiającej sobie jako pomoc domowa. Dostaje ona zlecenie sprzątania u pewnego studenta akademii sztuk pięknych, który wita ją niezbyt przyjaźnie (ach, ci artyści), ale szybko przekonuje się do nowej znajomej. Chyba nie muszę dodawać, że relacja zleceniodawca­‑zleceniobiorca wkrótce przeradza się w coś więcej. Bohaterka drugiej opowieści przez przypadek oblewa wodą stojącego obok niej chłopaka. W ramach doraźnej pomocy pożycza mu chusteczkę, która ma dla niej ogromną wartość sentymentalną. Problem polega na tym, że pan okazuje się trudno uchwytny i dziewczyna nie może odebrać własności, ku swojej rozpaczy.

W zasadzie obydwa dodatki nie wychodzą poza dobrze znane schematy i oprócz kilku uroczych scenek, słusznie polanych lukrem, nie oferują nic specjalnego. Warto jednak wspomnieć, że trochę zacierają przykre wrażenie po Akuma de Koibito i są spełnieniem tego, czego szukam w produkowanych taśmowo mangach shoujo. W tym miejscu może kilka słów wyjaśnienia – naturalnie cenię innowacyjność fabularną i wyłamywanie się ze schematów, zawsze z przyjemnością przeczytam komiks z interesującą fabułą i takimiż bohaterami. Bywają jednak dni, kiedy wprost pożądam schematów – chcę zanurzyć się w historii prostej, przewidywalnej, przesłodzonej i odrealnionej. Rzecz w tym, że wykorzystywać schematy też trzeba umieć, a jak pokazuje życie, dla wielu twórców wciąż jest to niemożliwe. Biorą oni te wytarte klisze w swoje niezgrabne łapska, przekonani, że oto gotowy przepis na sukces i gniotą je, wyginają oraz męczą, tworząc potworki zamiast lekkostrawnego czytadła. Na Akuma de Koibito zawiodłam się o tyle, że Yuki Shiraishi wielokrotnie udowodniła, iż ma wprawę w tworzeniu takich nieskomplikowanych opowiastek, ale jak widać, każdy od czasu do czasu miewa gorszy dzień.

Oprawa graficzna to właściwie standard shoujo – słodkie, wielkookie i szczupłe postacie, dużo rastrów i szczątkowe tła, zastąpione pierwszym lepszym wypełnieniem. Artystka za to całkiem dobrze radzi sobie z anatomią, lubi urozmaicić stroje bohaterów i nieźle oddaje emocje. Warto zaznaczyć, że panele są ładnie rozplanowane na stronie i dobrze zakomponowane, przez co ogólny układ wydaje się harmonijny i uporządkowany. Mimo przeciętności rysunku, czytelnik nie odczuwa graficznej pustki. Nie zmienia to jednak faktu, że kreska jest mało charakterystyczna, dominują szarości i w sumie gdyby ktoś patrząc na poszczególne panele, rzucił nazwiskiem innej mangaczki, wcale by mnie to nie zdziwiło. Na pewno nie jest to komiks brzydki, ale zdecydowanie nie rzuca na kolana i nawet w swojej kategorii ma mnóstwo znacznie lepszych i ciekawszych wizualnie odpowiedników.

Akuma de Koibito nie jest złą mangą, ale na tle pozostałej twórczości pani Shiraishi prezentuje się raczej miernie. Historia zamiast wciągać i bawić, raczej irytuje, podobnie zresztą jak postaci. Biorąc pod uwagę, jak różnorodny i bogaty jest gatunek shoujo, naprawdę nie widzę sensu polecać tej mangi. Chyba że jest się amatorką toksycznych związków i koszmarnie władczych oraz zaborczych bishounenów, wtedy lektura może sprawić nieco radości.

moshi_moshi, 9 listopada 2013

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shogakukan
Autor: Yuki Shiraishi