Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Funcon 2017 - konwent

Komentarze

Muzyka Marie

  • Avatar
    M
    nekobasu 3.06.2013 23:21
    zębatki & outfity
    „Muzyka Marie” to według mnie ładnie narysowania i opowiedziana historia. aż tyle i tylko tyle – opinie w rodzaju „z najwyższej półki”, „genialna”, „dojrzała” czy też „arcydzieło” odbieram jako mocno przesadzone. fakt, manga porusza „filozoficzne” tematy (wpływ technologii na moralność, względność dobra i zła, bóg jako idea wymyślona przez wierzących), ale czyni to moim zdaniem w sposób dość naiwny – może i niepozbawiony refleksji, ale w gruncie rzeczy niezbyt odkrywczy.

    wyjąwszy 2 ostatnie rozdziały, fabuła opiera się na schemacie antyutopijnym. sprowadziwszy rzecz do podstaw: układ społeczny pozornie jest idealny, ludzkość żyje w harmonii i pokoju, ale niepasujący do reszty główny bohater dostrzega, że w otaczającej go rzeczywistości jest coś dziwnego – z ukrytą pomocą rulers of the world próbuje poznać prawdę i ostatecznie karty zostają odkryte, tzn. właściwie koła zębate zostają odsłonięte. jak dotąd nothing shocking.

    zaskoczenie (niestety w ostatecznym rozrachunku negatywne) kryje się w 2 ostatnich rozdziałach.  kliknij: ukryte 

    przychodzą mi do głowy 2 interpretacje zakończenia i w obu wypada ono słabo. zgodnie z pierwszą, narzucającą się od razu, intencją autora było pokazanie niebezpieczeństw związanych z rozwojem technologicznym: „wynalazki = więcej możliwości czynienia zła”. zgodnie z tą ideą utopia (rozumiana jako pokojowa egzystencja osiągnięta za pomocą odgórnie narzuconej blokady postępu) jest nie tylko możliwa, ale wręcz potrzebna  kliknij: ukryte . co interesujące, autor powiązuje tu bardzo ściśle mordercze skłonności z wynalazczością  kliknij: ukryte . jak dla mnie jest to założenie nie do obrony – a co ze zwiększającymi się wraz z postępem możliwościami czynienia także dobra? nie wspominając o tym, że same wynalazki są z reguły neutralne, ich „wartość etyczna” zależy od kontekstu i wykorzystania, a efekty ich użycia są z reguły mocno niejednoznaczne i nieprzewidywalne. z tego samego powodu nie wydaje mi się, aby zasadne było określenie motywacji leżącej u podstaw technologii jako tożsamej z destrukcyjną.

    druga interpretacja nasunęła mi się, gdy nie mogłam uwierzyć w banalność i powierzchowność założenia utopijnego.  kliknij: ukryte 

    celowo nie wspominam tutaj o bogu (w tym wypadku bogini – Marie) jako 1) idei wymyślonej przez wierzących oraz 2) sposobie na odgórną blokadę technologiczną – ponieważ moim zdaniem nie ma to istotnego znaczenia dla fabuły. oba zagadnienia same w sobie są interesujące, jednak w mandze nie zostały wyczerpująco zaprezentowane: 1) kult Marie jest co prawda czynnikiem jednoczącym ludzkość, ale w praktyce nic z tego nie wynika – gdyby nikt się do niej nie modlił ale jej muzyka rozbrzmiewałaby dalej, status quo byłby zachowany i tak; 2) żeby ograniczyć postęp, równie dobrze po niebie mógłby latać Mechagodzilla wysyłający antyfale blokujące wynalazki – efekt byłby ten sam, nie potrzeba do tego boga (co prawda w Mechagodzilli nie mógłby się zakochać bohater, ale moim zdaniem wątek miłosny nie miał wielkiego wpływu na ciężar podejmowanej przez niego decyzji).

    podsumowując „Muzykę Marie”: problematyka ważka, ale jej rozwinięcie nieprzekonujące. z powodu tej rozbieżności mangę oceniam nie najwyżej, a gdyby nie miła oku warstwa wizualna, odjęłabym od oceny jeszcze z 1 gwiazdkę. postaci: 5, fabuła: 6, a ponieważ lubię zębatki i podobały mi się outfity Pipi – overall ocena 7.
  • Avatar
    M
    Frou-Frou 26.12.2009 13:10
    Oczarowana
    Długo wahałam się czy zainwestować w ten tytuł – słyszałam dobre opinie, ale kręciłam się w tym empiku jak jakiś owad. Praktycznie raz w tygodniu zachodziłam do niego, stawałam przed półką i oglądałam tom II, gdyż pierwszego nigdzie dostać nie mogłam. W końcu zdecydowałam się, poruszyłam niebo i ziemię, a właściwie allegro i zarezerwowałam sobie jedyny egzemplarz tomu I – absolutnie nie żałuję, ba!, to jest jak przeznaczenie, historia krótka i prosta, ale jaka! Cieszę się, że mi się przytrafiła i mogłam przeczytać mangę pana Usamaru Furuyi.

    Opowieść przedstawiona w mandze od samego początku jest magiczna – świat i bohaterowie fascynują, a także wydają się być niesamowicie wręcz prawdziwi. Chwytając tomik w dłonie przenosiłam się na chwilę do miasta Atelier, słyszałam gwar rozmów, czułam atmosferę i podziwiałam przepiękne rysunki – prawdziwa uczta, nie mogłam oderwać się od ich podziwiania, a już w szczególności urzekły mnie stroje. I historia bohaterów była taka wciągająca! Od pewnego momentu nie mogłam już się oderwać i przeczytałam do końca jednym tchem, przez co zapewne wiele szczegółów mi umknęło – na pewno wrócę – a zakończenie, tak nieskończenie zaskakujące, wprawiło mnie w pewnego rodzaju radość, choć płakałam mocno, nie widząc literek. Bo ono jednak… jest optymistyczne, jakby nie patrzeć. Mhm :). A Kai… ^^

    Co mi się jeszcze bardzo podobało, to filozoficzny wydźwięk mangi – przy jej czytaniu nie można nie zastanawiać się nad pewnymi aspektami i ja również wędrowałam sobie w myślach po różnych teoriach i żadna nie zadowalała mnie w pełni i w końcu do żadnych też konkretnych wniosków nie doszłam. Ostatnie fragmenty też można interpretować różnorako i straszliwie mi się coś takiego podoba.

    Polecam gorąco, bo jest genialna, genialna, genialna, genialna, genialna i genialna! (:
  • Avatar
    M
    Bon Nomen 26.12.2009 13:07
    Arcydzieło, które jeszcze nie zostało odkryte
    Muzyka Marie to nieprawdopoodbnie dojrzałe i autentycznie filozoficzne dzieło, do którego fabuły czytelnik musi sobie bardzo dużo sam dopowiedzieć. Odnajdziemy w nim takie motywy jak: platoniczna miłość, raj, utopia, mesjanizm, Bóg, szaleństwo, problem trudności w zbliżeniu się do drugiego człowieka… A przy okazji niebanalne rozważania nt. dobra i zła. O ile bowiem można nie zgadzać się z wnioskami autora mangi, o tyle nie można mu zarzucić mistrzostwa w przedstawieniu zagadnienia.

    Niesamowite jest to, że manga pozostawia duże pole do interpretacji znaczenia poszczególnych wydarzeń oraz ich relacji przyczynowo­‑skutkowych. Nie chciałbym tutaj podawać przykładów, by nie robić spoilerów, ale ilekroć sięgam po tę mangę, w mojej głowie rodzą się nowe pytania. Trudno jest znaleźć jakiekolwiek dzieło jakiejkolwiek muzy (może łatwiej w poezji i muzyce), które tak wiele by wymagało od odbiorcy – i które zarazem jest w znacznej mierze współtworzone przez odbiorcę w akcie odczytywania(!!!).

    Jakby tego było mało, rysunki zapierają dech w piersiach. Nie mam pojęcia, ile cierpliwości kosztowało autora rysowanie tych wszystkich zębatek, wzburzonego morza i innych mechanicznych elementów. Recenzent tanuki wspominał już o strojach. To fascynujące, ile talentów ma Usumaru Furuya!

    Chciałbym jedynie przestrzec osoby zainteresowane, że akcja mangi w pierwszym tomie rozwija się powoli – i właściwa „epickość” jest dopiero w drugim tomie. Dlatego nie należy się zniechęcać, jeśli pierwszą refleksją w trakcie czytania będzie „przecież to przysłowiowa historia o wyspie szczęśliwych – kogo to interesuje?”. Gwarantuję, że naprawdę warto.

    Na podstawie tej mangi można by zrobić cudowny film anime. Tylko kto miałby napisać muzykę? Chyba Joe Hisaishi?
  • Avatar
    M
    san 17.11.2009 17:47
    strona graficzna
    naprawdę świat przedstawiony podobałby mi się bardziej gdyby mangaka nie starał się tak usilnie kopiować prac Gaudiego. Nie miałabym pretensji, gdyby tylko się jego architekturą sugerował, ale to były już zbyt natrętne (jak dla mnie) kalki.
    Poza tym manga ciekawa :)
  • Avatar
    M
    oło. 15.11.2009 02:09
    Mnie nieźle zakręciło po przeczytaniu. Z zakończeniem to jest tak, że musiałam kilka razy przeczytać, żeby je przyswoić, a i tak do końca się nie udało. Ciężko mi było w nie uwierzyć. W każdym razie jak dla mnie świetna manga.
  • Avatar
    M
    Altruista 9.11.2009 12:49
    Hmm
     kliknij: ukryte