Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 kreska: 9/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,25

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 122
Średnia: 8,42
σ=1,69

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Battle Royale

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2000-2006
Liczba tomów: 15
Wydanie polskie: 2012-2015
Liczba tomów: 15
Tytuły alternatywne:
  • バトル・ロワイアル
Widownia: Seinen; Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Nagość, Przemoc, Seks; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność

Ociekająca krwią i seksem mangowa wersja jednego z ciekawszych japońskich dreszczowców ostatnich lat. Nie dla czytelników o słabych nerwach i żołądkach.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W 1999 roku opublikowana została książka szerzej nieznanego Koushuna Takamiego. Dzięki chwytliwemu pomysłowi i budzącej kontrowersje fabule Battle Royale szybko stało się bestsellerem. Nie trzeba było długo czekać, aż światło dzienne ujrzały manga i film. Niniejszy tekst dotyczy właśnie tej pierwszej. Jest pisany na podstawie pięciotomowej kompilacji wszystkich piętnastu tomów oraz znajomości oryginału. Anglojęzyczna wersja nawet w swoim „ostatecznym wydaniu” jest (niestety) adaptacją Keitha Giffena, ale wątek ten pozwolę sobie kontynuować w dalszej części recenzji. Manga reklamowana była przez serwis Publishers Weekly jako połączenie grozy i przemocy rodem z Mechanicznej Pomarańczy z eksploracją człowieczej natury i deprawacji z Władcy Much. Rezultatem jest szokujący, pełen przemocy i seksu obraz, który z pewnością nie jest przeznaczony dla wraźliwych czytelników. Mandze tej jednak daleko do bycia tanią sensacją.

Akcja umiejscowiona jest w alternatywnej linii czasu. Tereny znanej nam Japonii zajmuje totalitarny twór – narodowo­‑socjalistyczna Republika Wielkiej Wschodniej Azji. W kraju odbywa się właśnie coroczna loteria. Udział biorą w niej wszystkie trzecie klasy z każdego gimnazjum w państwie. Nie jest to jednak w żadnym wypadku szczęśliwa wygrana. Zwycięzcy muszą partycypować w Programie – rządowym projekcie mający na celu szerzenie terroru w społeczeństwie i naprostowanie młodzieży. Klasa zwycięzców zostaje porywana w trakcie wycieczki będącej zwieńczeniem trzech lat nauki. Zostaje osadzona w odgórnie ustalonym, opustoszałym miejscu. Tam przyjdzie im wziąć udział w niecodziennej grze.

Na czym polega? To proste. Czterdziestu dwóch uczestników i jeden zwycięzca. Zabijaj albo zostań zabity. Istna szkoła przetrwania. W skład ekwipunku każdego z graczy wchodzą: latarka, mapa, kompas, woda, jedzenie i losowo przydzielona „broń”. Może nią być zarówno pistolet maszynowy, jak i pokrywka od garnka. Mechanizm doboru naturalnego, ot co. Dla urozmaicenia w rozgrywce obowiązuje kilka ważnych zasad, które determinują jej przebieg. Ich podstawą są znajdujące się na szyjach uczniów metalowe obroże z ładunkiem wybuchowym. Monitorują one również „stan zdrowia” graczy. Jeśli w przeciągu doby nie stwierdzi się śmierci żadnego z uczestników, wszystkie obroże zostają zdetonowane. Teren, na którym odbywa się Program, jest sukcesywnie wzbogacany o kolejne „strefy zagrożenia”. Pojawienie się na obszarze któreś z nich również równa się natychmiastowej detonacji ładunku umieszczonego w obroży. O pojawianiu się kolejnych miejsc nagłej śmierci oraz nowych ofiarach, poprzez system nagłośnienia, informuje przydzielany klasom „opiekun” – osoba czuwająca nad przestrzeganiem zasad gry i dbająca o jej przebieg.

Shuya „Shu” Nanahara i Yoshitoki „Yoshi” Kuninobu to przyjaciele z dzieciństwa. Ich więź zaczęła się od wspólnych lat spędzonych w sierocińcu prowadzonym przez panią Ryoko. Byli normalnymi, energicznymi chłopcami. Mieli swoje marzenia, próbowali normalnie żyć mimo obecności „wielkiego brata”. Perspektywa Programu była dla nich zapewne jeszcze bardziej odległa niż życie w demokratycznym kraju. Niestety. Mieli pecha. Ich klasa miała zaszczyt wygrać doroczne losowanie. Autobus, który miał zawieźć ich na upragnioną, ostatnią klasową wycieczkę, zabrał ich prosto do piekła, które ma na celu pozbawić ich jakiejkolwiek nadziei i wiary w bliźniego. Nim Shu i Yoshitoki, ich koleżanki i koledzy zdążyli się spostrzec, w autobusie rozprzestrzenił się gaz usypiający.

Cała klasa budzi się w budynku szkoły, znajdującym się na wysiedlonej wyspie. To właśnie na jej terenie ma odbyć się w tym roku Program. Jeszcze przed właściwym rozpoczęciem gry, Yoshitoki zostaje zastrzelony przez „pana profesora” – Yonemiego Kamona, który wprowadza tegorocznych uczestników w niuanse gry. Zrozpaczony Shu decyduje się pozostać wierny swoim ideałom. Zachować wiarę w to, że jego przyjaciele również nie dadzą się pokonać Programowi. Chce przede wszystkim bronić Noriko, która, jak podejrzewa, jest dziewczyną, o której przed wycieczką mówił mu Yoshi. Jednakże kiedy tylko opuszcza budynek „szkoły” okazuje się, iż jego przeświadczenie nie pokrywa się z rzeczywistością. Przerażony Akamatsu, klasowa oferma, zabija jako pierwszy… W tym miejscu rozpoczyna się krwawa rozgrywka, pełna zwrotów akcji, desperackiej walki o przetrwanie i przede wszystkim prób pozostania człowiekiem. Czy uczniowie znajdą jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji? Czy sam Shuya będzie w stanie oprzeć się założeniom Programu i nie będzie zmuszony „grać”?

Scenariusz Battle Royale nie jest przesadnie skomplikowany. Śledzimy całą makabryczną grę od samego początku aż do końca. Na naszych oczach uczniowie przyjmują różne postawy wobec zaistniałej sytuacji. Oprócz toczących się wydarzeń poznajemy bliżej charaktery kolejnych ważniejszych postaci. Dramatyczne wydarzenia przeplatają się z retrospekcjami bohaterów i spokojniejszymi chwilami. Siła tej mangi tkwi w tym, że zmusza czytelnika do postawienia się w tragicznej sytuacji wylosowanej klasy. A właśnie przedstawienie tej klasy, będącej zbiorem wielu niewątpliwie ujmujących indywidualności sprawia, iż Battle Royale jest czymś więcej niż zwykłym dreszczowcem.

Mógłbym nawet przyznać, że to właśnie postacie są jednym z największych walorów dzieła, które opisuję. Na wstępie jednak zaznaczam – para głównych bohaterów jest według mnie najmniej interesująca. Jestem pewien, że nie pozostaję odosobniony w tym poglądzie. Shuya to typowy naiwny idealista. Ciągle nawołuje do zaprzestania zabijania. Na jego nieszczęście ma to dosyć znikome skutki. Koleżanka, której zdecydował się bronić, jest wręcz totalnie bezpłciowa. Czemu więc w ocenie postaci widnieje dziewiątka? Postacie drugoplanowe są bowiem znacznie bardziej atrakcyjne dla czytelnika. Powyżej padło kilka nazwisk. Cała klasa liczy jednak czterdzieści dwie osoby. Oczywiście nie wszystkim zostanie poświęcone tyle samo uwagi.

Jednakże ci, którzy mają tutaj swoje pięć minut, mają całkiem spore szanse, by zapaść czytelnikowi w pamięć. Różnią się od siebie charakterami (wyglądem w sumie też, nie ma problemu z odróżnianiem postaci) i znajdują różne sposoby na przetrwanie w Programie. Jedni zgodnie ze stwierdzeniem, że „w kupie siła”, zawiązują sojusze, oczywiście niezbyt trwałe. Inni próbują stawić czoła Programowi. Jeszcze inni próbują odnaleźć najważniejszą dla siebie osobę. Są też i tacy, którzy grają, żeby wygrać. Oczywiście nie brakuje też uczniów, nad którymi władzę przejmuje strach o własne życie. Niestety specyfika gry sprawia, że większość z nich umiera na naszych oczach. Myślę, że przybliżanie jakichkolwiek charakterystyk mija się z celem. Nie chcę za dużo zdradzać. Jak już wspomniałem, klasa, której zmagania przyszło nam obserwować, jest zbiorem naprawdę ciekawych indywiduów. Proszę zatem nie dziwić się, że w jednej klasie zebrało się „aż tyle” patologicznych przypadków (i tu objawia się typowa cecha dramatów z dziećmi w roli głównej, niestety).

Sama fabuła prowadzona jest w przemyślany sposób. Dobrze zobrazowano tutaj ciągi przyczynowo­‑skutkowe. Widać to zwłaszcza w przypadku jednego z ważniejszych wątków, poświęconemu jednemu z uczniów. Najważniejsze jest tu jednak, z racji gatunku, budowanie napięcia. Przyznam, że choć mang trochę już w swoim życiu czytałem, Battle Royale jest jedną z tych, które zaangażowały mnie w lekturę w dosyć dużym stopniu – właśnie ze względu na dreszczyk emocji, niepewność, jak dalej potoczą się losy bohaterów Wpleciono tu również trochę dobrego suspensu. W miarę zagłębiania się w coraz to dalsze rozdziały nasuwa się też spostrzeżenie, że inna kolejność spotkań postaci mogłaby zaważyć na dalszym przebiegu całej gry. Dużo zmienić mogłyby nawet inne pierwsze litery nazwisk uczniów (bo w takiej kolejności opuszczali budynek szkoły, w którym znaleźli się na początku). Interesujące i dopracowane są retrospekcje, zwykle wprowadzane w dobrym momencie. Krótkie, ale treściwe. Zakończenie jest moim zdaniem odrobinę przedramatyzowane (w jednym aspekcie, ale nie zamierzam nawet sugerować, o co chodzi), chociaż nie mogę się nie zgodzić z tym, jakoby tutaj nie pasowało.

Jedną z głównych wad Battle Royale są czasami przesadne odstępstwa od realizmu. Konstrukcja większości wydarzeń cechuje się dbałością o wiarygodność i sens. Dlatego też na tym tle kilka epizodów prezentuje się trochę słabiej. Mam na myśli głównie czołowego antagonistę (który pełni tutaj rolę katalizatora wydarzeń, to jego pojawienie się często posuwa losy bohaterów ku dramatycznemu finałowi), obdarzonego nieśmiertelnością, szczęściem graniczącym momentami z cudem (a to wylosował pistolet maszynowy, a to w jakiś sposób przeżył, chociaż powinien zginąć) i zupełnie niewiarygodnym „geniuszem”. Kazuo Kiriyama, bo to o nim mówię, zdaje się posiadać jakąś niezwykłą umiejętność „małpowania”. Bez problemu nauczył się wszystkich potrzebnych ciosów w trakcie walki z bohaterem specjalizującym się w sztukach walki. Zostało to później uzasadnione fabularnie, ale pierwsze wrażenie jest raczej negatywne. Skoro już jesteśmy przy sztukach walki – tu objawia się kolejny „kwiatek” w postaci epizodu fabularnego poświęconego pewnemu pojedynkowi. Używanie energii ki i inne kocie ruchy – przepraszam, ale czy oni nie mogli po prostu normalnie walczyć? Skojarzenia z Dragon Ballem nasuwają się same. Rozumiem, że autorzy chcieli urozmaicić akcję, ale moim zdaniem znacznie przesadzili. Wątek ten w ogóle nie pasuje mi do całości.

Spora część postaci w ogóle nie wygląda na swój wiek. Charakterystyczny dla tej mangi sposób, w jaki rysowane są twarze, może na początku wydawać się rażący. Na szczęście po pewnym czasie przestaje to przeszkadzać. Przez kolejne tomy kreska Masayukiego Taguchiego stopniowo ulega poprawie. Sceny akcji i tragedii narysowane są w niesamowity sposób. Dobór ujęć, kadrowanie, oddanie ruchu i dramatyzmu oraz mimika i emocje postaci – wszystko to jest z najwyższej półki. Tła są dopracowane i szczegółowe. Podobnie jest z orężem, który dzierżą bohaterowie (tutaj mogę jednak wysunąć zarzut, że za dużo było pistoletów…). Kiedy już czytelnik zdąży się przyzwyczaić do trochę nietypowych projektów postaci, czeka go natłok porywających scen. Ode mnie – dziewiątka za grafikę. Na papierze to wygląda czasami tak, że aż chce się użyć kilku spektakularnych, przesadzonych epitetów, żeby podkreślić emocje zawarte w niektórych ujęciach.

Unikałem tego przez większą część recenzji, ale niestety nie można o tym nie wspomnieć. „Ręka, noga, mózg na ścianie” pasuje tutaj jak ulał. Battle Royale kojarzone jest z bardzo szczegółowo przedstawionymi scenami mordu. Wszystkie postrzały, uderzenia, cięcia i inne smaczki przedstawiono w rzadko spotykany, w stu procentach dosłowny sposób. Na szczęście nie przekroczono granicy logiki na rzecz ilości krwi i zadbano w tym względzie o wiarygodność. Czytelnicy wrażliwi, o słabych żołądkach będą jednak zniesmaczeni i zszokowani. Nie znam drugiej tak brutalnej mangi. Zabrzmi to okrutnie, ale cała reszta odbiorców dosyć szybko powinna przyzwyczaić się do sposobu, w jaki przedstawiane są momenty zgonów bohaterów. Mamy do czynienia również z erotyką, ale w tym przypadku z jej przeciwnym do romantycznego wydaniem. Sceny seksu graniczą z wulgarnością. Widok zarysowanych penisów i spermy może lekko szokować, nawet tutaj. Jest jednak tego dużo mniej niż „flaków”.

Battle Royale podejmuje niełatwą problematykę dotyczącą młodzieży i jej prób odnajdywania swojego w miejsca w obecnym świecie. Sygnalizuje wiele problemów, o których mało kto stara się pamiętać w codziennym życiu. To nie tylko przemoc, seks i spory ładunek emocji, ale też wcale niegłupia przypowieść o tym, jak wielkim skarbem jest prawdziwy przyjaciel. Wraz z kolejnymi następującymi po sobie dramatycznymi wydarzeniami główny bohater zaczyna sprawiać wrażenie pasującego do istoty serii (dodam tylko, że autorzy darowali sobie i nie próbowali przesadnie moralizować). Tak to już jest; jeśli pokaże się wszystko to, co w nas najgorsze, to, co w nas najlepsze uwydatnia się samo. Mógłbym się nawet pokusić o stwierdzenie, że mimo wszystkich elementów kwalifikujących tę mangę jako przeznaczoną tylko „dla dorosłych”, jest ona w gruncie rzeczy przeznaczona dla wchodzącej w dorosłość młodzieży.

Tomy, na podstawie których piszę tę recenzję, są podobnie jak i pierwsze piętnastotomowe wydanie, adaptacją autorstwa Keitha Giffena (stosunkowo znane nazwisko w amerykańskim komiksie). Amerykański wydawca, czyli TOKYOPOP, argumentował decyzję o odejściu od wiernego przekładu faktem, iż wydanie tak kontrowersyjnego materiału, jest ryzykownym posunięciem. Znane nazwisko miało innymi słowy wspomóc sprzedaż. Sam Giffen otrzymał wierne tłumaczenie, które miał wedle swojej woli urozmaicić. Decyzja owa nie była jednak bezsensowna; Battle Royale miało potencjał umożliwiający dotarcie do tych czytelników komiksów, którzy z reguły stronią od „japońszczyzny”.

W rezultacie Program w anglojęzycznym wydaniu stał się dodatkowo najpopularniejszym reality­‑show, Republika Wielkiej Wschodniej Azji stała się „Wspólnotą Narodów” (Commonwealth), a dialogi bohaterów zostały wzbogacone o amerykański slang. Sama akcja została przeniesiona kilka lat do przodu w stosunku do oryginału (lata 2005­‑2007, w oryginale to koniec lat dziewięćdziesiątych, czyli czas, w którym wydany został książkowy pierwowzór). Oczywiście dla statystycznego czytelnika będzie to miało znikome znaczenie, ale musiałem o tym wspomnieć. W ostatnich tomach mamy bowiem pewne nieścisłości w fabule, które wynikają tylko i wyłącznie ze zmian wprowadzonych przez Giffena.

Komiksowa adaptacja przypadła mi do gustu bardziej od książki. I nie dlatego, że więcej w niej krwi i seksu. Postacie są bardziej zróżnicowane, a ich losy troszeczkę bardziej wciągające niż w pierwowzorze. Komu mogę polecić tę mangę? Myślę, że poruszyłem wystarczająco wiele kwestii z nią związanych, by w tej chwili było to już raczej jasne. Mam nadzieję, że czytelnicy tej recenzji mają jakieś tam pojęcie o tym, co może im się spodobać, a co może ich odrzucić. Jeśli ktoś oczekuje dreszczyku emocji, a także motywów podchodzących pod studium ludzkiej natury, powinien być zadowolony. Tym bardziej, że całość niesie całkiem mądre przesłanie. Jest to jeden z tych tytułów, do których trudno nie odnieść motta „ludzie ludziom zgotowali ten los”. W tym przypadku pokaźna liczba zalet przeważa nad kilkoma niedostatkami. Właśnie dlatego, mimo wszystkich tych kontrowersji, uważam, iż śmiało można dać temu tytułowi szansę.

c31, 14 sierpnia 2009

Recenzje alternatywne

  • gentle monster - 18 stycznia 2009
    Ocena: 10/10

    „Czy mógłbyś zabić swojego najlepszego przyjaciela?”. Mangowa adaptacja bestsellerowej powieści, okrzykniętej thrillerem wszechczasów! Prawdziwe cudo. więcej >>>

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Akita Shoten
Wydawca polski: Waneko
Autor: Koushun Takami, Masayuki Taguchi
Tłumacz: Ken'ichirou Watanuki, Magdalena Malinowska

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 3.2012
2 Tom 2 Waneko 5.2012
3 Tom 3 Waneko 7.2012
4 Tom 4 Waneko 9.2012
5 Tom 5 Waneko 11.2012
6 Tom 6 Waneko 1.2013
7 Tom 7 Waneko 3.2013
8 Tom 8 Waneko 6.2013
9 Tom 9 Waneko 9.2013
10 Tom 10 Waneko 12.2013
11 Tom 11 Waneko 3.2014
12 Tom 12 Waneko 6.2014
13 Tom 13 Waneko 9.2014
14 Tom 14 Waneko 12.2014
15 Tom 15 Waneko 3.2015

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Zakup mangę Battle Royale w sklepie Komikslandia Oficjalny pl