Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Komentarze

Pamiętnik kociłapki

  • Avatar
    M
    Ellerena 9.02.2012 21:22
    Kot, pańcia, pańcia, kot...
    Mam kota (śliczna, czarna, szalona kotka Mea^^), lubię koty, śmieszą mnie kocie zachowania. Znam sporo rodzinnych historii o niesamowitych przedstawicielach tego gatunku (kot wracający przez połowę Krakowa do domu po przeprowadzce, kot otwierający drzwi… klamką!).
    Ale ta manga do mnie nie przemawia. Było kilka lepszych scenek, ale ogólnie… słowa „ile można” idealnie podsumowują 2 tomiki, które przeczytałam.
    Może popełniłam błąd, czytając jeden w 3 dni, nie 3 tygodnie. Czytając kilka „pasków” dziennie mogłabym się śmiać z większości, ale po kilkunastu stronach historyjek kot­‑pańcia­‑kot­‑pańcia zaczynałam ziewać.
    Może zawiniła też kreska, zbyt monotonna jak dla mnie. Przydałoby się więcej teł, dopracowanie postaci i kilka innych stylistycznych zabiegów.

    Podsumowując, słabawe. Może po 3 tomiku zmienię zdanie, jeśli tylko będę się nudzić i po niego sięgnę.
  • Avatar
    M
    C.Serafin 8.02.2012 21:18
    Pamiętnik Kociłapki jest już drugą wydaną w Polsce yonkomą, czyli mangą zbudowaną z pasków składających się z czterech kadrów, w tym wypadku czytanych od góry do dołu, choć każdy rozdział rozpoczyna pojedynczy, większy kadr. Akcja kolejnych pasków toczy się wokół codziennego pupili autorki, która z humorem komentuje ich dziwactwa takie jak zabawy różnymi przedmiotami, próby ukrywania się w bezsensownych i nieraz zbyt małych miejscach i inne ich zwyczaje. Ofiarą dowcipów jest także ona sama, bo notorycznie wyobraża sobie niestworzone rzeczy na temat motywów swoich kotów, budząc przy tym politowanie. Nie sposób jednak powiedzieć, czy jest to wynikiem sporego dystansu do samej siebie, czy typowego dla Japończyków podejścia, że głupota u kobiety jest urocza.

    Mając do dyspozycji zaledwie cztery panele trudno stworzyć porywającą fabułę, ale autorka poszła w zupełnie innym kierunku i nawet paski tego samego rozdziału w najlepszym razie luźno się ze sobą łączą. Oczywiście widać że akcja toczy się na przestrzeni wielu lat z powodu pojawiania się nowych bohaterów i zmian pór roku, ale pomimo to jest aż do przesady epizodyczna. Jest to jednocześnie największa wada tego tytułu. Poszczególne historyjki same w sobie są w większość dość zabawne i znakomicie sprawdzałyby się w roli dodatku do magazynu komiksowego lub mangi, ale ich lektura w wersji tomikowej jest na dłuższą metę męcząca i najlepiej czytać jedynie po kilka rozdziałów na raz.

    Sporym problemem jest także nierówny poziom tomików. Na początek paradoksalnie polecam trzeci, bo jest jedynym w którym występuje cała piątka głównych postaci, czyli Nobara Nonaka i czwórka jej kotów. Akcję urozmaica również rozwój ich charakterów dzięki czemu można zaobserwować jak mały kotek wyrasta na leniwego kocura. Natomiast pierwszy tom radzę zostawić sobie na koniec. Powodem tego jest fekalny „humor” związany głównie z załatwianiem się w kuwecie i wymiotami. Osobiście obserwowanie np. kotki podcierającej się o dywan niespecjalnie mnie bawiło i sądzę że większość czytelników podzieli moje zdanie. Ten typ poczucia humoru pojawia się także w kolejnych tomach, ale na tyle rzadko że nie psuje aż tak bardzo lektury. Drugim problemem jest także posunięta do przesady epizodyczność związana z występowaniem zaledwie dwóch postaci – autorki i kotki Chiko, co w połączeniu ze stałością miejsca akcji i jednie okazjonalnym pojawianiem się innych ludzi i zwierząt sprawia, że lektura błyskawicznie nudzi.

    Kreska mangi jest wyjątkowo prosta nawet jak na yonkomy, które z zasady nie słyną z dopracowanej warstwy graficznej. Postacie mają uproszczone sylwetki i głowy większe od brzucha. Zwierzęta, reprezentowane niemal wyłącznie przez koty, są rysowane nieco dokładniej, ale średnio wypada odwzorowanie ich ruchów i proporcji czego przykładem jest choćby ziewanie, podczas którego ich pyszczki wydłużają się tak bardzo że zaczynają przypominać kudłate krokodyle. Tła pojawiają się tylko gdy są do czegoś potrzebne. Kadry obfitują za to w zaskakująco dużą liczbę onomatopei i komentarzy głównej bohaterki. Ogólnie kreska nie zachwyca i bardziej przypomina bazgroły z zeszytu niż dzieło autorki mającej, w momencie rozpoczęcia rysowania tej serii, już 14 lat doświadczenia w pracy mangaki.

    Największym jednak problemem jest to komu polecić Pamiętnik Kociłapki. Na pewno nie jest to zły tytuł i przy odrobinie wyrozumiałości można się przy nim umiarkowanie dobrze bawić, a pierwszymi grupami docelowymi przychodzącymi mi na myśl są kociarze i miłośnicy komedii, choć będą zadowoleni tylko jeśli nie będzie im przeszkadzać monotonia kolejnych pasków lub będą czytać tylko po kilka rozdziałów. Za to chyba idealnie nadaje się dla osób chcących poczytać coś niewymagającego przed snem, tym bardziej że w większych dawkach manga działa usypiająco.

    • Avatar
      Sun 9.02.2012 19:48
      A jaka była pierwsza yonkoma?
      • Avatar
        C.Serafin 9.02.2012 20:58
        Pierwszą jest Axis Powers Hetalia zjadająca Kociłapkę z kopytkami pod względem kreski, postaci i fabuły, choć również ma własne, spore wady.
  • zakuro5 6.11.2011 19:49:17 - komentarz usunięto
  • Avatar
    R
    Yumi 11.08.2011 10:27
    Mała uwaga...
    Może się czepiam, ale…
    Mangę rozpoczynają dwie kolorowe strony przedstawiające paskudne zdjęcie Chiko na jeszcze brzydszym tle, oraz wyjątkowo estetyczny spis treści.

    Nigdy nie stawia się przecinka przed „oraz”... Poprawcie to, bo aż wstyd xD
    • Avatar
      moshi_moshi 11.08.2011 15:18
      Re: Mała uwaga...
      Faktycznie paskudna wpadka, już poprawione. Dzięki za zwrócenie uwagi. :)
    • Avatar
      C.Serafin 11.08.2011 20:19
      Re: Mała uwaga...
      Nie szkodzi. Dzięki temu wiem, że przynajmniej jedna osoba przeczytała tą recenzję. A uwagi dotyczące błędów zawsze są cenne, tym bardziej że tanukowa korekta ma z moimi tekstami sporo roboty.
  • Avatar
    M
    zakuro5 10.05.2011 11:48
    mi osobiście się bardzo podoba, choć mam pewne uwagi:
    za dużo scen z rzyganiem
    z kuwetą szczerze mówiąc też
    i dlaczego,,pańcia” ma takie dziwne oczy jak patrzyć z ujęcia 3/4? takie… wypustki..?
    do kreski nie mam zarzutów; po prostu uproszczona. nie miała być nie wiadomo jaka, bo liczyły się raczej żarty i sam tekst. kończę fantastyczną oceną 7/10
  • Avatar
    M
    Pazuzu 2.04.2011 22:48
    Tylko dla kociarzy
    Nie masz kota, nie czytaj! Jeżeli masz, to możesz bawić się wyśmienicie. Po prostu jakieś 70% akcji z mangi będziesz znać z swojego życia. Tylko proponuję sobie dawkować – trzy, cztery strony dziennie i zabawa gwarantowana. Więcej na raz może po prostu znużyć.
    Ja, jako człowiek należący do pewnego kota, bawiłam się wyśmienicie.
    • Avatar
      Ariel-chan 3.04.2011 22:17
      Re: Tylko dla kociarzy
      Niekoniecznie dla kociarzy, ja jestem Kociara przez duże K <co chyba udowadniam na tej stronie co chwilę xD>, a ani humor tej mangi do mnie nie przemawia, ani tym bardziej kreska. Nic śmiesznego, nic ładnego, ale… może to ja mam już zbyt wypaczone <zbyt polskie? O.o xD> poczucie humoru na japońskie dowcipy.
      • Avatar
        Grisznak 3.04.2011 22:52
        Re: Tylko dla kociarzy
        Potwierdzam – sam jestem kociarz, a mangę uważam za zwyczajnie i po ludzku słabą. Ile można czytać o rzygającym kocie? Ja wiem, koty rzygają, ale robić o tym tyle stron? To ma być śmieszne? Hmm…
  • Avatar
    M
    Grisznak 18.02.2011 15:42
    Słabe
    Kolejny przykład tytułu, który pewnie dobrze sprawdziłby się publikowany w odcinkach w gazecie, magazynie albo sieci, ale w skondensowanej formie tomikowej raczej męczy. Humor niemal w połowie dotyczy rzygającego kota. Czyta się to bardzo powoli i w zasadzie nie wiem, co mnie jeszcze skłania do dalszej lektury – może fakt, że jednak wydałem na to pieniądze? Rysunek bardzo uproszczony i nie mający w sobie niczego wyjątkowego. Wydawanie tego w tomikach to, moim zdaniem, nieporozumienie. Hetalia, już w racji mnogości postaci i tematów, była tu o wiele lepsza.
    Z „Cześć Michael” nawet szkoda porównywać, bo tamten komiks bił „Kociłapkę” na łeb, na szyję i to pod każdym względem.