Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Blame!

Tom 5
Wydawca: J.P.Fantastica (www)
Rok wydania: 2017
ISBN: 978-83-74715-75-1
Liczba stron: 352
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Ze wszystkich recenzowanych tomów BLAME! piąty spodobał mi się najbardziej. Co ciekawe, powodem do zadowolenia była fabuła, czyli coś, z czego BLAME! nie słynie. Rozpoczęta w tomie czwartym, a rozwinięta w piątym historia Dhomochevskiego i spółki została całkiem sprawnie poprowadzona, a w jej trakcie pierwszy raz pojawiły się bardziej konkretne informacje na temat miejsca akcji – Megastruktury. W skrócie, zagarnięcie ampułki z ludzkim materiałem genetycznym (przypominam, że na tym etapie zarówno Cibo, jak i Killy jedynie z wyglądu przypominają ludzi) umożliwia istotom krzemowym coś, co dotychczas pozostawało całkowicie poza ich zasięgiem – mianowicie połączenie z sieciosferą. Połączenie co prawda prowizoryczne i ze sporymi ograniczeniami, ale przy możliwościach, jakie oferuje sieciosfera, to i tak okazja, której nie sposób przepuścić. Piąty tom to głównie kronika rozpaczliwych wysiłków Dhomochevskiego, Cibo i Killy’ego usiłujących nie dopuścić do nawiązania połączenia. A biorąc pod uwagę, że zamieszkujące poziom istoty krzemowe należą do wyjątkowo silnych (nawet jak na możliwości naszych bohaterów!), nie sądzę, aby było jakąkolwiek niespodzianką, że zasadniczą częścią wyżej wspomnianych wysiłków jest walka. Pod koniec tomu, gdy sytuacja z istotami krzemowymi jest już z grubsza opanowana, pojawia się nowa postać, czyli agentka Komitetu Zarządczego, zwiastująca nowy wątek, który zostanie rozwinięty w kolejnym tomie. Po prawdzie, jeżeli ktoś mało uważnie przeglądał plansze, może tej nowej bohaterki nie zauważyć – Nihei wszystkie postacie kobiece rysuje niemal tak samo.

Kreska Niheia, czyli to, co w BLAME! najważniejsze, w piątym tomie jest oszczędna i jakby nieco niedbała. Znikają (choć oczywiście nie całkiem) rysowane z rozmachem industrialne krajobrazy, zamiast nich dostajemy sporo akcji, dla której tłem często jest jednolita szarość lub wręcz biel. Również niektóre postacie sprawiają wrażenie rysowanych dosyć schematycznie (vide rozmowa przedstawiciela Komitetu Zarządczego z Davine). Zapewne jest to oznaką dalszego artystycznego rozwoju twórcy, ale może być i tak, że autor zmęczył się już Megastrukturą i chyba recenzowaną serią w ogóle. Albo kto wie, może akurat zabrakło pieniędzy na asystentów?

Strona techniczna wydania to zwykły wysoki standard bez żadnych nowości. Jest obwoluta, numeracja stron (jak oni to robią, że potrafią ponumerować wszystkie strony?), kilka kolorowych stron oraz obszerne i jak zawsze przydatne posłowie Pawła Dybały. Tłumacz miał nieco większe niż zazwyczaj pole do popisu, tzn. na paru stronach pojawiają się bardziej rozbudowane dialogi, ale próbka tekstu tak czy inaczej pozostaje tak mikroskopijna, że nie ma co rozwodzić się nad tym aspektem wydania. O jakości pisałem w recenzjach poprzednich tomów, nie warto się powtarzać, ale na etapie piątego tomu dochodzi jeszcze jedna cecha polskiego wydania, dająca prawdziwemu fanowi mangi niemałą satysfakcję: otóż powiadam wam, nie napawał się naprawdę mangą ten, kto nie ustawił obok siebie na półce pięciu tomów BLAME!. Nawet starożytne komiksy Urushihary z pierwszych lat działalności J.P. Fantastica nie dają takiego efektu.

Teukros, 22 grudnia 2017
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 J.P.Fantastica 4.2016
2 Tom 2 J.P.Fantastica 8.2016
3 Tom 3 J.P.Fantastica 1.2017
4 Tom 4 J.P.Fantastica 6.2017
5 Tom 5 J.P.Fantastica 9.2017

Zapowiedzi

Tom Tytuł Wydawca Rok
6 Tom 6 J.P.Fantastica 1.2018