Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Podlaski Festiwal Anime 6 - konwent

Mushishi

Tom 3
Wydawca: Hanami (www)
Rok wydania: 2015
ISBN: 978-83-60740-94-1
Liczba stron: 242
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Otwieram trzeci tom Mushishi. Pierwsza strona, pierwsze zdanie, tytuł pierwszego opowiadania: „Głos wyjący rdzą”. Czytam to jeszcze raz. Myślę. To zdanie jest ewidentnie bez sensu – głos nie może wyć, wyć mogą obiekty wydające głos; wyrażenie „wyć czymś” również nie występuje w języku polskim, tym bardziej rdzą. Istnieje jednakże możliwość, że to jakaś poetycka metafora, której ja, nieczuły, nie jestem w stanie zrozumieć. Dobrze, zaglądam więc do oryginalnego wydania Mushishi. Pisze tam „Sabi no naku­‑koe”. „Sabi no” to „należący do rdzy”, wyrażenia „naku­‑koe” nie kojarzę, pytam więc Wujka Google. Wujek Google mówi mi, że to staroświecka wersja „nakigoe”, czyli „odgłos zwierzęcy” (w sensie: śpiew ptaków, szczekanie, itp.). W tym momencie nie wytrzymuję, biorę polskie wydanie i rzucam tym tałatajstwem, byle dalej od siebie.

Wróćmy może do wydania oryginalnego, dokładniej edycji kolekcjonerskiej wydanej przez KCDX. Hanami ewidentnie miało licencję na wydanie w Polsce właśnie tej wersji, więc warto zrobić porównanie. Cieszmy się, że w naszym kraju Mushishi znalazło się od razu w edycji kolekcjonerskiej, co prawda bez obwoluty, kartonowych usztywnień, spisu treści na bibule, na gorszym papierze, za to z nazwą wydawnictwa na środku okładki, nazwą ich strony internetowej oraz tekstem reklamowym (który swoją drogą nie ma związku z zawartością tomiku) na ostatniej stronie zamiast spisu opowiadań, reklamami innych mang Hanami, a poza tym z o niebo brzydszymi wszystkimi elementami graficznymi, które musieli przerabiać, oraz z czcionką nie do zdzierżenia. A, przy okazji – oryginalną edycję kolekcjonerską można kupić taniej niż polską.

Zwracam uwagę, że moje dotychczasowe wrażenia nie dotyczą jeszcze głównej części komiksu – to rzeczy, od których odechciewa się czytać, zanim w ogóle zaczniemy. Co do samych opowiadań – na pierwszej stronie pierwszego opowiadania, zaraz obok nieszczęsnego spisu treści, Ginko zastanawia się, czy miał urojenie, bo usłyszał dziwny dźwięk. Cóż, jeśli ktokolwiek miał tam jakieś urojenia, to tłumacz, uważając, że nadaje się do tej pracy. (W oryginale stoi jak wół „złudzenie/omam”). Opisując tom drugi stwierdziłem, że widzę tendencję wzrostową. Nie wycofuję się z tych słów – po prostu trend był chwilowy, widocznie mieli w wydawnictwie lepszy dzień. Już w pierwszym opowiadaniu podział tekstu na dymki przyprawia o zawał: „Dostajesz to tylko dlatego, że” „twoi rodzice są przyjaciółmi pana”, niektóre wypowiedzi zresztą również, jak „Dzika rdza nienawidzi słonego”. Słonego czego? Zupy zapewne, stąd przemoc i nieszczęście.

Wydaje mi się, że pomijanie niezbędnych części wypowiedzi jest jakąś ogólną idée fixe, mającą oddać, bo ja wiem, poetycki język oryginału? Takie na przykład „Znajdziesz coś żony”, „Ich byt się różni”. W języku japońskim pomijanie dużej części wypowiedzi jest naturalne, obserwowanie prób przeniesienia tego na język polski jest ciekawe. Irytujące, męczące, ale i ciekawe. Równie zajmujące są próby uczynienia Mushishi naturalnym przez używanie słownictwa w rodzaju „nażarło się”, „wylazło”, mówienie do obcych ludzi w stylu „ty, chodź!”, używanie formy „ty” w stosunku do Ginko przez dziesięcioletniego chłopca i podobnych. Nie zdołałem znaleźć wspólnej reguły w tych cudach, bo czasami to wymysły tłumacza, a czasami zbyt literalne trzymanie się oryginału.

Ostatnim opowiadaniem tu zamieszczonym jest „Jednooka ryba”. Uważam je za najlepsze opowiadanie z całego cyklu Mushishi, jak również najlepsze opowiadanie, jakie czytałem kiedykolwiek w ogólności. Nie wypada tu omawiać jego zawartości, ponieważ uważam tę recenzję za formę grzebania w szambie, a z rękami upaćkanymi w paskudztwie nie należy zasiadać do interpretowania sonetów. Tytuł jest przetłumaczony błędnie, ewidentnie jednookich ryb jest wiele. Dalszą formą dewastacji materiału źródłowego jest błędne przetłumaczenie imienia głównego bohatera jako „srebrny demon”, z demonem to nie ma nic wspólnego, chodzi bardziej o coś w rodzaju „uroku”. Raz jest ich jeden, raz jest ich wiele (ach, te problemy z brakiem liczby mnogiej w japońskim…), powinien być jeden. Są to „Srebrne demony, które wysyłają promienie”, co jest wyjątkowo absurdalnym sposobem powiedzenia, że świecą, a przy okazji nieuzasadnioną zmianą sensu oryginalnej wypowiedzi, której tematem było światło wydzielane przez owe „demony”, a nie same demony.

Tom pożegnał mnie w stylu, w jakim mnie powitał. Na ostatniej stronie tkwi samotne słowo „koniec.” Wcześniej po każdym rozdziale była strona z nazwą opowiadania i dopiero za nim napisem „koniec”, w wersji oryginalnej było tak konsekwentnie, ale tutaj im się zapomniało.

Z ulgą donoszę, że to koniec mojego doświadczenia z polskim wydaniem Mushishi, co polecam też pozostałym czytelnikom. Pod koniec odnosiłem bardzo nieprzyjemne wrażenie, że samo Mushishi staje się w moich oczach gorsze. Optymistycznie mam nadzieję, że ten efekt niedługo minie.

Tablis, 6 listopada 2015
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Hanami 4.2015
2 Tom 2 Hanami 7.2015
3 Tom 3 Hanami 10.2015
4 Tom 4 Hanami 12.2015
5 Tom 5 Hanami 4.2016
6 Tom 6 Hanami 8.2016
7 Tom 7 Hanami 10.2016
8 Tom 8 Hanami 3.2017