Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Gyo

Tom 1
Wydawca: J.P.Fantastica (www)
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 400
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Jeszcze kilka lat temu mógłbym napisać, że fan mangi i anime, szukający dobrych opowieści grozy, ma w Polsce niełatwe życie. Teraz jednak sytuacja ma się inaczej. Gyo, kolejna po Uzumaki manga Junjiego Itou opublikowana nad Wisłą, to bez wątpienia łakomy kąsek dla fanów japońskiej grozy.

Początek przywodzić może na myśl horrory typu Szczęki lub Kraby, w których młodzi ludzie, spędzający wakacje nad morzem, padają ofiarą żyjących w głębinach stworzeń. Podobnie jak w Krabach, morskie stworzenia wychodzą tu na ląd. Ryby, kałamarnice, rekiny zaopatrzone w dziwne, mechaniczne zestawy do chodzenia i wydzielające intensywny trupi odór, zaczynają siać chaos w Japonii. Początkowo wydaje się, że na chaosie się skończy, jednak czytelnik szybko orientuje się, że to dopiero początek czegoś o wiele bardziej przerażającego.

Gyo należy do horrorów, które nie stawiają sobie za cel straszenia czytelnika misternie budowanym nastrojem, ale walą dosłownością w twarz. Ten rodzaj naturalizmu nie każdemu zapewne przypadnie do gustu – fani historyjek o wampirach, dumnie nazywanych „gotycką grozą”, mogą zapewne autentycznie poczuć lęk albo obrzydzenie podczas lektury Gyo. Na dobrą sprawę trudno to nazwać wadą – w końcu po horror sięgamy właśnie po to, by poczuć mocniejsze emocje. I choć dla Polaka tematyka poruszona w tej mandze nie będzie tak bliska codzienności, jak dla mieszkającego w wyspiarskim kraju Japończyka, to zaręczam, autor w swojej dziedzinie jest fachowcem. Jedynie urwany, niedopowiedziany finał może rozczarowywać. Trudno się oprzeć wrażeniu, jakby w pewnym momencie autorowi zabrakło pomysłów na ciąg dalszy i przerwał snucie historii.

Zajmijmy się jednak polskim wydaniem – seria Mega Manga JPF­‑u kontynuuje w pewnym sensie chlubne tradycje edycji Deluxe tegoż wydawnictwa. Nie są to aż tak „wypasione” wydania, ale w chwili obecnej na bezrybiu i rak ryba (sic!). Gyo należy więc do najlepiej wydanych mang w Polsce w ciągu ostatnich miesięcy. Duży, książkowy format sprawia, że ten gruby tom (ok. 400 stron) czyta się wygodnie. Okładka może jest ciut niewyraźna (Uzumaki miało chyba jednak lepszą), brak tu także jakichkolwiek kolorowych ilustracji – może i dobrze, kolor średnio pasuje do tej opowieści, co pokazała jej wersja animowana, momentami aż nazbyt barwna.

Pierwotny tytuł polskiego wydania miał brzmieć Gyo – nadciągająca ohyda, szczęśliwie jednak zmieniono go na dużo lepiej oddający nastrój mangi Gyo – odór śmierci. Tytuły rozdziałów często zawierają słowo „odór” i brzmią dzięki temu zdecydowanie zgrabniej, niż gdyby używały cokolwiek kolokwialnej „ohydy”. Skoro już jesteśmy przy tłumaczeniu – warto zaznaczyć, że JPF, obawiające się zwykle wulgaryzmów jak diabeł wody święconej, tym razem dało tłumaczowi wolną rękę, dzięki czemu Gyo czyta się lepiej niż np. Resident Evil: marhawa desire, gdzie bohaterowie, nawet w kryzysowych sytuacjach, pamiętają o kulturze.

Dodać trzeba, że poza samym Gyo czytelnik znajdzie w tym tomie także dwie inne historyjki Junjiego Itou – krótką i bełkotliwą Dramat pod głównym filarem oraz znakomitą Uskok na górze Amigara. Szczególnie cieszy mnie obecność tej drugiej, uważanej przez wielu za jedną z najlepszych rzeczy, jakie Itou stworzył, a przy okazji diametralnie odmiennej od Gyo – klimatycznej, trzymającej w napięciu i ze znakomitym finałem.

Grisznak, 22 kwietnia 2013
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 J.P.Fantastica 3.2013