Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 kreska: 6/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 5
Średnia: 5,2
σ=1,72

Wylosuj ponownieTop 10

Wild Wind

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2008-2010
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • ワイルドウインド
Tytuły powiązane:
Gatunki: Dramat, Fantasy, Romans
Widownia: Josei; Postaci: Magowie/czarownice, Zwierzęta; Rating: Nagość, Seks; Miejsce: Świat alternatywny; Czas: Przeszłość; Inne: Magia, Shounen-ai/yaoi

Opowieść o niebiańskich bestiach, które muszą odnaleźć się wśród ludzi i tajemniczym strażniku mającym je unieszkodliwić na zlecenie bogów.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: moshi_moshi

Recenzja / Opis

W odległej krainie żyje Olgrius, tajemniczy mędrzec (oczywiście młody i przystojny), służący mieszkańcom tych ziem radą i pomocą. Zna się on na zielarstwie, potrafi rozmawiać ze zwierzętami i utrzymuje kontakty z bogami. Kiedyś, bardzo dawno temu, miał żonę i dziecko, ale odeszli już z tego świata. Obecnie jego jedynym towarzyszem, raczej kapryśnym, jest kruk, czasem przybierający ludzką postać. Jednak monotonna codzienność Olgriusa nabiera „barw”, kiedy otrzymuje od bogów zadanie wyłapania niebiańskich bestii, które spadły na ziemię w wyniku kolejnej kłótni potężnych istot. Jedna z nich zaczyna bezlitośnie zabijać ludzi i gdyby nie pomoc innej, bohatera spotkałby ten sam tragiczny los.

To mogła być naprawdę ciekawa manga, nie rewelacyjna, ale wciągająca i przyjemna, niestety autorka zdecydowała się na przynajmniej dwie sceny seksu za dużo. Fabularna baza była obiecująca – samotny, zmęczony już swoimi obowiązkami strażnik bogów na Ziemi otrzymuje nietypowe zadanie, w trakcie którego poznaje pierwszą od dawna istotę wzbudzającą w nim jakieś żywsze uczucia. Mamy niebiańskie bestie – piękne, potężne (oczywiście mogące przybierać ludzką postać), zagubione i przestraszone. Zdające sobie sprawę, że nie ma już dla nich powrotu, ale niezdolne do koegzystencji z ludźmi, gdyż ci instynktownie się ich boją. Co się stanie, kiedy drogi Olgriusa i bestii zejdą się, czy mężczyzna wykona swoje zadanie i jaki wpływ będzie miał na to jego związek z Shuim, czyli jednym z „wygnańców”? Hokuto Yamagishi umiejętnie łączy dramat z romansem, nie doprowadzając czytelnika do rozpaczy motywem przeznaczenia, który chociaż obecny, nie decyduje o losach bohaterów. Równie ważne są ich wybory, najczęściej podejmowane pod wpływem impulsu i uczucia.

Istotny jest fakt, że Wild Wind to część trylogii, w której skład wchodzą także Wild Fangs oraz Wild Rose. Manga opowiada o tym, w jaki sposób ludzie­‑bestie pojawili się na Ziemi i dlaczego muszą posiadać ludzkiego opiekuna. I owszem, opowieść ma w sobie bardzo dużo z legendy i ten charakterystyczny klimat doskonale daje się odczuć, chociażby przez specyficzny sposób narracji. Mangaczka efektownie wypełniła baśniowe ramy, odpowiednio dawkując dramat, uczucia i heroizm, tworząc opowieść spójną i sensowną. Problematyczny okazał się wątek romansowy, który stanowi główną oś, ale przy tym jest najsłabszym elementem komiksu. Jakoś uciekł mi moment, w którym panowie zapałali do siebie uczuciem i o ile w przypadku Olgriusa jestem w stanie zaakceptować fakt, że te kilkaset lat samotności dało się we znaki, o tyle motywy powodujące Shuim pozostają dla mnie zagadką. Obserwując jego zachowanie dochodzę do przykrych wniosków, że głównym powodem jego działań mogła być śliczna buzia sługi bogów, bo jakiekolwiek deklaracje padają raczej pod koniec mangi. Najgorsze jest to, że autorka zgrabnie pokazała przywiązanie bestii do Olgriusa za pomocą jedynie gestów i dialogów, niepotrzebnie uatrakcyjniając całość seksem, w tym przypadku tak zbędnym, jak to tylko możliwe. Na szczęście sceny są krótkie i nieszczególnie anatomiczne, ale zdecydowanie zaburzają odbiór komiksu, mającego spory potencjał na stanie się czymś więcej niż „gejowskim romansidłem”. Serio, dla mnie wyglądało to tak, jakby pani Yamagishi wrzuciła „momenty” tylko i wyłącznie po to, żeby do mangi lepiej pasowała łatka yaoi, podczas gdy bycie zaledwie shounen­‑ai w zupełności Wild Wind by wystarczyło.

Świat przedstawiony oraz historia są znacznie ciekawsze niż bohaterowie. Z lektury najbardziej zapadła mi w pamięć ładna buźka Olgriusa, gdyż charaktery panów wypadają raczej blado i przeciętnie. Tak, to ten nieszczęsny przykład mangi, gdzie zachowany został idiotyczny podział na stronę dominującą i zdominowaną, który to podział jasno podkreślają osobowości postaci. Shui jest więc zaborczy, niecierpliwy i zazdrosny, podczas gdy jego towarzysz to oaza spokoju i opanowania. I pal licho, gdyby tak było od początku, ale akurat Olgrius mógł się okazać kimś interesującym, ponieważ zanim spotkał bestię, czuć było jego zmęczenie, wyobcowanie i niechęć do powierzonej misji. Tymczasem kiedy ich drogi spotkały się, na scenę wkroczyły schemat i nijakość. Sytuację ratują pobratymcy Shuiego oraz wspomniany we wstępie kruk. Ci pierwsi doskonale rozumieją swoje położenie i starają się podejmować logiczne decyzje, które pozwolą im żyć i nie oszaleć. Natomiast kruk to jedyny bohater mangi o bardziej wyrazistym charakterze i bardzo żałuję, że pojawia się tak rzadko. Co prawda to nadal schemat – złośliwe ptaszysko, które przynosi złe wieści – ale jest szalenie uroczy i co istotne, pełnokrwisty w przeciwieństwie do anemicznej reszty.

Wizualnie jest dobrze, bez fajerwerków, ale będzie na czym oko zawiesić. Mangę wypełniają modelowe sylwetki zwiewnych bishounenów – szczupłe, wysokie, efektownie odziane i najczęściej z długim rozwianym włosem. Tak, Olgrius ma kobiece rysy twarzy, acz nie tak bardzo, jak sugeruje okładka, a przynajmniej nie przyszło mi do głowy ani razu, że mam do czynienia z kobietą. Ludzkie formy bestii także nie należą do zaskakujących, tyle że oprócz charakterystycznych źrenic i kłów, autorka darowała sobie uszka, ogonki i tego typu atrakcje. Co ciekawe, chociaż komiks jest współczesny, projekty postaci nieco trącą myszką. Owszem, są ładne i dopracowane, ale nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że w twarzach jest coś „starego”, przywodzącego na myśl chociażby Patalliro!, przy czym to wcale nie jest zarzut! Kreska Hokuto Yamagishi jest szalenie kobieca, delikatna, szkicowa, chociaż niezbyt zróżnicowana. Artystka ładnie rysuje włosy i oczy – miękko, cienkim konturem, natomiast cieniowanie ogranicza do absolutnego minimum, na dodatek wykorzystując do tego rastry. Poszczególne panele wypełniają postacie lub bardzo umowne tła, które trudno nazwać dopracowanymi, a ponieważ manga jest kontrastowa i ilość szarości niewielka, często czuć pustkę przestrzeni.

Nie bardzo wiem, komu mogłabym polecić Wild Wind. Co prawda nie żałuję, że przeczytałam tę mangę, ale jestem zdecydowanie zawiedziona zmarnowanym potencjałem. Być może miłośniczki yaoi w baśniowo­‑egzotycznych dekoracjach, dla których seks jest obowiązkowym i nieodłącznym elementem romansu, spojrzą na dzieło pani Yamagishi przychylniej. Dla mnie był to gwóźdź do trumny, skutecznie zabijający klimat tej historii. Są takie sytuacje, kiedy niedopowiedzenia lepiej stymulują wyobraźnię niż najefektowniejsze sceny. Wielka szkoda, że w tym przypadku autorka zdecydowała się na dosłowność.

moshi_moshi, 19 lutego 2012

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Gentosha
Autor: Hokuto Yamagishi