Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 5/10 kreska: 6/10
fabuła: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 3
Średnia: 4,33
σ=0,47

Wylosuj ponownieTop 10

Issho ni Neyou yo

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2008-2012
Liczba tomów: 6
Tytuły alternatywne:
  • いっしょにねようよ
Widownia: Shoujo; Postaci: Dzieci, Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność

O piętnastolatce, która uciekła z domu i trafiła do posiadłości pełnej osobliwych ludzi. Mogłaby z tego być bardzo sympatyczna obyczajówka, ale…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Ichiko Usami uciekła z domu. Błąkając się po ulicach, trafia przypadkiem na tajemniczego chłopaka w lisiej masce. Kohaku, bo tak ma na imię jej niespodziewany wybawiciel, zabiera ją ze sobą do domu, w którym mieszkają inni, równie ekscentryczni ludzie. Co ich wszystkich łączy i dlaczego zdecydowali się przygarnąć Ichiko?

Niby nie brzmi to zbyt oryginalnie, ale sam sposób przedstawienia początkowych wydarzeń był na tyle osobliwy i obiecujący, że zanosiło się na ciekawą lekturę. No właśnie, zanosiło się. Kilkoro dziwnych ludzi mieszkających w wielkim domu, nowy lokator/ka oraz ich tajemnice – motyw dość popularny, ale dający sporo możliwości. Problem polega na tym, że im dalej zagłębiamy się w fabule, tym mniej ma ona sensu. No dobrze, nie jest to opowieść z dreszczykiem, w której koniecznie trzeba rozwiązywać zawiłe zagadki, to leniwe okruchy życia, ukazujące codzienność mieszkańców danego miejsca. Schemat taki zakłada zwykle, że każdy otrzymuje pięć minut, a indywidualne historie budują portret tej osobliwej „rodziny”. Ważne jest w tym przypadku umiejętne oraz interesujące nakreślenie więzi łączących poszczególnych lokatorów i wprowadzenie jakiegoś wątku głównego, wokół którego wszystko by się kręciło.

Jak pod tym względem prezentuje się Issho ni Neyou yo? Bardziej szczegółowo przedstawione zostają jedynie historie Ichiko oraz Kohaku i to one stanowią oś fabuły. Problem polega jednak na tym, że o ile w przypadku wątku Kohaku autorka faktycznie miała pomysł i mogła go dobrze poprowadzić, o tyle już historia Ichiko prezentuje się, delikatnie mówiąc, nie najlepiej. Na początku warto wspomnieć, że w mandze występują elementy nadprzyrodzone, ale ich rola jest bardzo marginalna i one same niewiele do scenariusza wnoszą, poza kilkoma drobnymi wyjątkami. Oderwanie od rzeczywistości w przypadku sennych okruchów życia nieraz sprawdziło się, bo przecież nie ma nic lepszego niż odrobina niewymuszonej magii w szarej codzienności. Tutaj jednak „oderwanie od rzeczywistości” oznacza głównie nielogiczności fabularne.

Pomijam już, jak doszło do tego, że wszyscy razem zamieszkali i jak udaje im się w ten sposób funkcjonować – tego się nawet nie dowiadujemy. Można na to przymknąć oko na zasadzie „ludzie różne mają powody”, jednak palma pierwszeństwa w dziedzinie fabularnych błędów bez wątpienia należy się jednemu z wątków napędzającemu fabułę – historii Ichiko. Pierwsze sceny z jej udziałem sygnalizują jakąś traumę i trudną przeszłość, z którą wrażliwa dziewczyna nie jest sobie w stanie poradzić, wprowadzając poważniejszą i nieco tajemniczą atmosferę. A potem dowiadujemy się, o co tak naprawdę chodzi… To już nawet nie jest kwestia przedstawienia problemu, bo fakt faktem, większość autorów ma problemy z dobrym uzasadnieniem podobnych wątków, w tym przypadku absurdalny i bezsensowny okazuje się sam powód traumy i ucieczki z domu bohaterki. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że wszyscy dookoła traktują Ichiko ze zrozumieniem i gładzą po główce, starając się delikatnie i powoli oswoić ją ze strachem. Z drugiej strony mamy wątek Kohaku, na którym scenariusz koncentruje się nieco później i tu faktycznie jest się czym martwić, bo jego sytuacja jest niewesoła. Założenia tej części historii zostały nakreślone nieco lepiej, ale nie doczekały się one należytego rozwinięcia. Wyraźnie w oczy kole też fakt, iż obu problemom nadano podobną wagę. Okazjonalnie wyraźnie widać, że autorkę niekoniecznie obchodziło realistyczne ujęcie niektórych spraw. Sporo tu niedomówień i nieścisłości, które może nie są bardzo istotne, ale brak wyjaśnień jest jednak zauważalny. Umknęła mi też celowość tego zabiegu, bo z jednej strony pani Takao wprowadza absurdy, a z drugiej każe fabule stąpać twardo po ziemi.

Gdyby natomiast oczyścić fabułę ze wszystkich niedorzeczności i pozostawić jedynie wątek romantyczny, byłoby całkiem nieźle, bo ta część sama w sobie broni się dobrze. Mowa tu oczywiście o pączkującym uczuciu między Ichiko a Kohaku, którzy powoli, powoli się do siebie zbliżają. Miło że zrezygnowano z zawiłych intryg i wrednych rywali na rzecz nieco bardziej prawdopodobnych wydarzeń. Oczywiście, jako że mamy do czynienia z shoujo, związek ten pozostaje słodki i niewinny, ale to nie powinno dziwić.

Nie ma co też ukrywać, że najwięcej kłopotów w formowaniu się relacji Ichiko­‑Kohaku sprawiają ich osobowości. Podobnie jak w przypadku fabuły, to ze strony chłopaka otrzymujemy bardziej wiarygodne wytłumaczenia niż w przypadku jego drugiej połówki. Kohaku w dzieciństwie sporo przeszedł, nie miał szans rozwijać się normalnie, przez co jest wyraźnie upośledzony społecznie i emocjonalnie. Momentami zachowuje się jak duże dziecko, ma częste wahania nastrojów i wielu rzeczy nie rozumie. Może się to wydawać urocze i słodkie, ale na co dzień sprawia nie lada problem, zwłaszcza w kontaktach międzyludzkich, co ładnie zarysowano w wątku szkolnym. Chłopak dość szybko przywiązuje się do Ichiko, co nie dziwi, biorąc pod uwagę jej życzliwe i pogodne usposobienie. W życiu codziennym dziewczyna jest wrażliwa i nieśmiała, ale potrafi być naprawdę uparta i stanowcza, jeśli zajdzie taka potrzeba. Niestety, wszędzie zabiera swoją wydumaną traumę i, nie wiedzieć czemu, wszyscy dookoła obchodzą się z nią jak z jajkiem, zamiast zgodnie ze zdrowym rozsądkiem dać jej po głowie za brak kręgosłupa.

Każdy z pozostałych mieszkańców domu ma mniej lub bardziej widoczne „odchyły”, ale wszyscy starają się mieć jednak głowę na karku, oczywiście na tyle, na ile pozwala na to fabuła. Oczywiście to nadal nie są pełnowymiarowe i realistyczne osobowości, ale względnie sympatyczne, choć tak naprawdę nijakie. Ich wzajemne relacje są nakreślone niezbyt dokładnie, ale i subtelnie, szkoda tylko, że tak niewiele się o nich dowiadujemy…

Issho ni Neyou yo z pewnością nie można nazwać dziełem sztuki, ale styl Shigeru Takao jest miły dla oka. Brak tu może indywidualności, jednakże wyraźnie widać całkiem niezły warsztat, bo typowe dla shoujo projekty postaci są narysowane poprawnie i dobrze. Kreska jest raczej delikatna, ale wyraźna, autorka praktycznie nie używa światłocienia, choć również nie przesadza z rastrami, stawia na kontrast czerni i bieli, przez co kadry są czytelne. Najwięcej uwagi poświęcono bohaterom, jednak nie poruszają się oni w próżni – tła są jak najbardziej obecne i nawet jeśli nie występują wszędzie, gdy już się pojawiają, widać sporo szczegółów. To graficzny standard i choć zdecydowanie nie błyszczy, wystarczająco wywiązuje się ze swojej roli.

Wypełnionych magią obyczajowych perełek jest niewiele, a choć komiks ma ciekawy i obiecujący początek, wyraźnie widać, że autorce zabrakło planu i konsekwencji. Z jednej strony obserwujemy bezpretensjonalny romans nieco zagubionych i niedojrzałych nastolatków, ale z drugiej całość dostaje dziurawe i wątpliwej jakości opakowanie w postaci okazjonalnego braku sensu oraz sporej dozy infantylności, które raczej nie umkną uwadze mocniej stąpających po ziemi czytelników. Komu może się to spodobać? Amatorom wzruszeń, którzy przełkną niedorzeczności, a docenią historię ciepłą, choć niepozbawioną niewielkiej, ale jednak, ilości goryczy. Co może odstraszyć resztę? Brak realizmu, naiwność oraz wyjątkowy mięczak w postaci głównej bohaterki.

Enevi, 8 listopada 2012

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Hakusensha
Autor: Shigeru Takao