Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Waneko - Wydawnictwo komiksu japońskiego

Rutta i Kodama

Tom 1
Wydawca: Kotori (www)
Rok wydania: 2017
ISBN: 978-83-65722-31-7
Liczba stron: 178
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Z powodu pracy ojca Kodama Miyagi zmuszony zostaje do zmiany szkoły w połowie semestru. Nie jest to łatwe, tym bardziej, że w akademiku, w którym musi zamieszkać, wolne miejsce jest tylko w pokoju budzącego postrach chuligana, Takao Ruizakiego. Nie taki jednak diabeł straszny, jak go malują, a Rutta (bo tak pieszczotliwie nazywa Ruizakiego Kodama) okazuje się naprawdę miłym i sympatycznym chłopakiem, a przede wszystkim – mało uciążliwym współlokatorem. Przynajmniej do czasu, gdy ni z gruchy, ni z pietruchy mówi Kodamie, że go kocha. Ten jest mocno skołowany tym wyznaniem i nie bardzo wie, jak zareagować, ostatecznie jednak postanawia dać temu związkowi szansę… i dość szybko zakochuje się bez pamięci.

W tomiku znajduje się jeszcze oneshot zatytułowany Torao i Tatsumi, poświęcony dwójce przyjaciół z dzieciństwa – narwanemu Torao i spokojnemu Tatsumiemu. Obaj nie stronią od bójek, ale prym wiedzie w nich Torao, którego łatwo wyprowadzić z równowagi. Jego przyjaciel natomiast pełni raczej rolę wsparcia, nie może zresztą zostawić w potrzebie osoby, którą od dawna kocha. Pewnie wiele by się w ich relacji nie zmieniło, gdyby nie poznanie przez Tatsumiego pewnej dziewczyny, z którą od razu po pierwszym spotkaniu zaczyna chodzić. Choć Torao nie zdaje sobie z tego sprawy, budzi to w nim zazdrość, z którą nie potrafi sobie tak łatwo poradzić.

W przypadku tej części spore kontrowersje budzić może tłumaczenie. Tomasz Molski zdecydował się bowiem pójść tropem Rafała Rzepki i zamienić dialekt Kansai na gwarę poznańską. Czyta się to… dziwnie. Przekładanie dialektów z innych krajów to zdecydowanie niełatwe zadanie, zwłaszcza jeśli w tym samym miejscu pojawiają się wstawki z czystego języka, a i sami bohaterowie zwracają uwagę na swój sposób wyrażania się. Mimo wszystko taki sposób tłumaczenia niezwykle mnie drażnił, przez co okropnie czytało mi się tę część. Być może warto byłoby zróżnicować mowę w bardziej subtelny sposób, za pomocą pojedynczych regionalizmów, by tylko zaakcentować tę inność. Problem polega na tym, że w Polsce gwary z poszczególnych regionów są już w większości „martwe” i dla wielu czytelników brzmieć mogą jak „gadanie chłopów ze wsi”, co kompletnie nie pasuje do sposobu, w jaki wypowiadać się mogą nastolatkowie z Japonii, tym bardziej zaś tacy, którym bez trudu można przypiąć łatkę „chuliganów”. Eksperyment uznaję zatem za nietrafiony i mam nadzieję więcej się na niego nie natknąć.

Na szczęście tłumaczenie głównej historii jest już bez zarzutu. Poszczególne wyrażenia brzmią naturalnie i chyba tylko zwracanie się do swojego brata per „brat” przez Ruttę trochę mnie zakłuło w oczy. Jest to oczywiście pokłosie niemożności przetłumaczenia zwrotu „oniisan”, oznaczającego starszego brata, przy równoczesnym unikaniu przez polskich tłumaczy zostawienia tego typu wyrażeń (oraz sufiksów honoryfikatywnych) w oryginale. Poza tym jednak całość czyta się przyjemnie, a co najważniejsze – bardzo płynnie. Również pojawiające się od czasu do czasu onomatopeje oddano wyjątkowo zgrabnie. Z pewnością wiele pomaga to, że nie ma tutaj scen o charakterze pornograficznym, z którymi najczęściej jest problem przy przekładzie. Dialogi w scenach miłosnych ograniczają się głównie do prostych stwierdzeń typu „kocham cię”, co nietrudno oddać, ale w każdym razie tłumaczowi udało się utrzymać w tych momentach odpowiedni nastrój.

Kotori przyzwyczaiło nas do wysokiego poziomu wydań swoich mang i tym razem także nie zawodzi. Kolorowa okładka jest jak zwykle pozbawiona obwoluty, za to zaopatrzono ją w skrzydełka, na których znajduje się zdjęcie ulubionego długopisu mangaczki wraz z krótką notką na jego temat (czyli w sumie nic ciekawego). Do tego mamy jeden kolorowy obrazek na pierwszej stronie, na końcu czeka nas za to garstka ciekawostek dotyczących samej mangi, m.in. o tym, jak autorka wybrała imiona dla swoich bohaterów. Druk jest staranny, a czcionka czytelna. Tylko w jednym miejscu miałam małe trudności z odczytaniem czegoś – na ósmej stronie, kiedy Kodama mówi do Rutty: „Dzięki. Jesteś całkiem spoko, wiesz?” dymek jest zakratkowany w miejscu, w którym nachodzi na włosy bohatera. W oryginale również tak to wygląda, ale być może dałoby się jakoś wyróżnić sam tekst, by nie zlewał się tak z tłem. Pochwalić muszę natomiast sposób klejenia, dzięki któremu nie trzeba specjalnie wyginać stron, by móc obejrzeć wszystkie panele. Minus leci natomiast za to, że oprawa jest błyszcząca, a nie matowa. Po pierwsze, znacznie wyraźniejsze są na niej ślady zarysowań np. od paznokci (a muszę przyznać niestety, że wyjątkowo łatwo można je na niej zrobić), a po drugie – wygląda to jak dla mnie gorzej i jakoś tak… taniej. Być może to tylko moja fanaberia, ale pozostanę fanką matowych okładek.

Rutta i Kodama to jeden z tych naiwnych, ale bardzo słodkich romansów, przy czytaniu których jakoś tak cieplej się robi na sercu. Na pewno nie będzie żadnym przełomem, jeśli chodzi o rynek yaoi w Polsce, ale z pewnością znajdzie się spore grono fanek, którym przypadnie do gustu. W końcu jest tu wszystko, co tygryski lubią najbardziej – śliczna kreska, sympatyczni bohaterowie (o dziwo uke wyjątkowo nie irytuje, mimo iż jest w tej roli dość schematyczny), jednoznaczne, ale pozbawione stricte pornograficznego wydźwięku sceny seksu i do tego mnóstwo romantyzmu! Jak dla mnie wydanie akurat tego tytułu było dobrym wyborem i nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na dalsze tomy.

Kysz, 23 października 2017
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Kotori 8.2017

Zapowiedzi

Tom Tytuł Wydawca Rok
2 Tom 2 Kotori 11.2017