Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Horimiya

Tom 10
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2017
ISBN: 978-83-65229-16-8
Liczba stron: 178
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

No to lecimy dalej z tymi porami roku – zima w pełni, a Nowy Rok tuż za rogiem, jednak zanim nadejdzie upragniona chwila wytchnienia, nasi licealiści próbują wykopać się spod nawału zadań domowych. Można rzec, że uczenie się jest motywem przewodnim w tym tomie, niestety zbyt słabym, by stanowić ciekawe spoiwo łączące wszystkie wątki w całość. A szkoda, bo przydałby się jakiś wspólny mianownik nadający kierunek fabule…Tak więc mamy po garści wszystkiego. Miyamura spędza z Hori Sylwestra w typowy dla Japończyków sposób, czyli odwiedzając świątynię i losując karteczki z wróżbami na kolejny rok. Mamy też nastolatkowe rozmowy męsko­‑męskie i damsko­‑damskie o cyckach oraz krótką historyjkę o zgubionych soczewkach kontaktowych. Jednym z ciekawszych dla mnie momentów było pojawienie się pewnego eleganckiego pana, który zwraca się do Miyamury z prośbą, by ten mówił do niego „tato”. Trochę więcej czasu zostało też poświęcone na rozwój relacji pomiędzy Miyamurą a Sawadą, które zdecydowanie ewoluowały od czasu, gdy dziewczyna postrzegała go jedynie jako rywala. Teraz powoli zaczyna widzieć w nim przyjaciela, na którym można polegać. W jednym z ostatnich wątków okazuje się, że tata Kakeru i tata Hori byli kumplami ze szkolnej ławy i podczas spotkania po latach (w towarzystwie swoich latorośli i siedząc przy kotatsu, naturalnie) wychodzi na jaw, że Sengoku nie pochwalił się przed tatusiem tym, że ma dziewczynę – i to od lat. Co oczywiście rodzina Kyouko skrzętnie wyłapuje i zaczyna podchody niczym kot dręczący mysz… Tomik kończy urocza retrospekcja o tym, jak Kakeru poznał Remi.

Dziesiąty tom Horimiyi jest dziwny pod wieloma względami. Owszem, dostaliśmy kilka uroczych scen pomiędzy Hori a Miyamurą, ale powiedzmy sobie szczerze – ich związek jest tak bezproblematyczny, że aż zawiewa nudą. No dobrze, zapytacie w takim razie, co ze spontaniczną propozycją „wyjdziesz za mnie?”, która wstrząsnęła końcówką poprzedniego tomu? Ano w sumie to nic, wątek został całkowicie odsunięty na bok, ale czego się spodziewać, gdy takie deklaracje padają z ust licealistów? A co z trójkątem pomiędzy Yuki, Sakurą a Tooru? Może tu nastąpił jakiś przełom… A gdzieżby, ten wątek też nie raczył wrócić nawet na chwilę, nie wspominając już o tym, by doczekał się jakiejś konkluzji. Ten tom naprawdę zawiera garść historyjek, które nijak nie są ze sobą powiązane, co zresztą jest sporą bolączką tej mangi od iluś tomów. Sytuacji nie pomaga też to, że wydarzenia zawarte w tym tomie są obce kulturowo dla polskiego czytelnika – nasz tryb roku szkolnego jest trochę inny, inaczej witamy Nowy Rok, a kwestia opanowania kanji jest dla nas raczej abstrakcyjna…

Dowiedzieliśmy się co nieco o relacji między Kakeru a Remi, więc to oni są na okładce, a skoro oni, to oczywiście królują odcienie czerwieni. Pod obwolutą z tyłu tomiku jest krótka historyjka dodatkowa, na którą warto rzucić okiem po przeczytaniu zawartości. Zwyczajowo na skrzydełku obwoluty znajduje się kilka słów od autorek. Na końcu zamieszczono bonusowy dodatek o Miaumurze, stopkę redakcyjną oraz stronę reklamową. Tłumaczenie trzyma niezmiennie dobry poziom, wkradło się tylko kilka chochlików. Pierwsza czarno­‑biała strona tego tomu jest jednocześnie retrospekcją ważnej sceny kończącej tom poprzedni, więc rzuca się w oczy, że słowa użyte przez Miyamurę są inne niż poprzednio, mimo że to ewidentnie ta sama scena. Na stronie 11. kwestia Miyamury brzmi dziwnie – „Pozwól mu pomyśleć samemu wymyśleć”. W jednym miejscu zdarzył się lekko ucięty tekst w dymku. Poza tym nie zauważyłam niedociągnięć.

Tak oto dogoniliśmy tempo publikowania kolejnych tomów Horimiyi w macierzystym kraju, czyli w Japonii. Oznacza to, że autorki dopiero tworzą kolejne rozdziały i gdy się ich zbierze odpowiednia ilość, zostaną wydane w formie kolejnego tomiku, a potem jeszcze musimy poczekać, aż zostanie on przełożony na nasze… A, uwaga, uwaga – wychodzą średnio całe dwa tomy w skali jednego roku. Co tu dużo pisać, ja zapewne do ukazania się kolejnego tomiku w Polsce zdążę zapomnieć większość historii, mimo mojej sympatii do tej serii. Mam też wrażenie, że najlepsze czasy Horimiya ma już za sobą, a teraz tylko stara się dociągnąć do momentu, gdy bohaterowie skończą liceum, ale generalnie brak jej na siebie pomysłu. Czy to oznacza, że historia zmierza powoli ku końcowi? Chyba powinna, ale kto wie…

Nanami, 8 kwietnia 2017
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 9.2015
2 Tom 2 Waneko 11.2015
3 Tom 3 Waneko 1.2016
4 Tom 4 Waneko 3.2016
5 Tom 5 Waneko 5.2016
6 Tom 6 Waneko 7.2016
7 Tom 7 Waneko 9.2016
8 Tom 8 Waneko 11.2016
9 Tom 9 Waneko 1.2017
10 Tom 10 Waneko 3.2017