Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Komentarze

1999nen 7 no Tsuki Shanghai

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    M
    odpowiedzi: 9
    tamakara 19.09.2014 14:30
    to bedzie długie...
    Manga krążyła gdzieś na granicy mojej świadomości od bardzo dawna, nigdy jednak nie mogłam do niej przysiąść. Powody można wymieniać. A to niekompletność materiału źródłowego, a to ciężkostrawna kreska, itd. Ale wreszcie pewnej nocy, kiedy nie mogłam spać, przemogłam się i zaczęłam czytać, bo klasykę wypada znać. Zanim się obejrzałam, zostałam porwana i skończyłam po kilku godzinach, trochę bardziej zasmarkana niż wcześniej.
    Co my tu mamy? Mamy dwa gangi, Toulon i Xianglongji, starające się wywalczyć sobie pozycję w otaczającej ich rzeczywistości i koegzystujące w atmosferze ciągłych starć przygranicznych. Istnieje jednak kawałek ziemi niczyjej, gdzie można zapomnieć o czujności. Właśnie tam, podczas festiwalu Qixi, spotykają się Xiaoxue, zabójca z szeregów Toulon i Dawu, podopieczny a wkrótce pełnoprawny żołnierz Xianglongji. Chłopcy nic o sobie nie wiedzą i ulegają wzajemnej fascynacji. Dochodzi do pocałunku po czym rozstają się, ale żaden nie będzie umiał zapomnieć o tym drugim, nawet gdy poznają nawzajem swoją tożsamość. Tymczasem atmosfera pomiędzy dwoma gangami zagęszcza się i bohaterowie wkraczają na ścieżkę prowadzącą do tragicznego finału.
    Ogólnie rzecz biorąc, jestem zachwycona. Świat przedstawiony i bohaterowie byli wspaniali, grubo ciosani i nie przebierający w środkach. Wyraźny jest też kontrast pomiędzy Xiaoxue, unurzanym w brudzie tego świata po szyję i Dawu, jeszcze po chłopięcemu naiwnym. U podstaw ich związku leży namiętność i jej podporządkowują swoje działania, po drodze ucząc się tej drugiej strony. Bardzo po omacku, ośmielę się powiedzieć. Ale czy może być inaczej, skoro nie sami nie rozumieją własnych uczuć? Namiętnościami kierują się też inni bohaterowie tego dramatu.
    Xinsha i Yichun, którym przypadła w udziel niewdzięczna rola mąciwodów, stanowią chybrydę Parysa, Benwolio i Merkucja. Proporcje są niejednakowe, ale w obojgu widzę wyraźne nawiązania do szekspirowskich postaci. Xinsha, jako jedyna kobieta w obsadzie, już na starcie miała trudniej. Wyraźnie też czuć, że nie ma tyle „czasu antenowego”, na ile zasługuje, aczkolwiek jest wspaniałą, silną dziewczyną i zasługuje na sympatię czytelnika. Cóż, widać, że Setona bardzo chciała rysować gejów, ale o tym dalej.
    Na pierwszy plan wysuwają się jeszcze szefowie dwóch skłóconych gangów, Xianlong i Xima. Tych panów polubiłam paradoksalnie najbardziej i żałuję, że poświęcono im tak mało miejsca.
    Bohaterowie zdecydowanie na plus, jakkolwiek u Setony nic nie może być proste, nawet traumy, tak więc postępowanie postaci może drażnić. Nie potrafię im jednak odmówić swoistej… no, jeśli nie logiki, to konsekwencji.
    Początkowo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały mi, że Setona zainspirowała się filmem Luhrmanna. Po zastanowieniu stwierdzam jednak, że 1999 shanghai bliżej do West Side Story, może więc zbliżone daty premiery obu tytułów to tylko przypadek? Z pewnością w mandze nie znajdziemy groteski i kolorowego kiczu, jakimi epatują Romeo i Julia z Verona Beach. Manga Setony jest melancholijna i przepełniona fatalizmem, co jest typowe dla tej autorki.

    Teraz czas na czepianie się XD

    Motyw homoseksualizmu szybko przestaje być niecodzienny. Okazuje się, że w świecie przedstawionym większość panów nie ma oporów przed „grą w tej drużynie”. To jest pierwszy zgrzyt fabularny. Gdyby miłość Xiaoxue i Dawu była zakazana nie tylko przez fakt przynależności do wrogich grup, jej tragizm byłby podwójny. Ale ponieważ, po raz enty, mamy do czynienia ze światem pełnym gejów, wszyscy przechodzą nad tym konkretnym aspektem do porządku dziennego. W pewnym momencie aż chciało się zakrzyknąć: „no rany, oni TEŻ?”. Trochę homofobii paradoksalnie poprawiłoby wrażenie autentyczności, zamiast tego dostaliśmy więcej seksu, więcej rozterek moralno­‑lojalnościowych i nieustanną frustrację Xinshy XD
    Drugim zgrzytem fabularnym jest zakończenie. Oczywiście od samego początku wiedziałam, że obaj zginą, pierwowzór zobowiązuje. Ale, jakoś tak… nie wiem. I nie chodzi mi o to, co się działo, ale jak. Fakt, że  kliknij: ukryte  Nie przemówiło to do mnie… Nie przemówiło do mnie również  kliknij: ukryte 

    Kreska. No tak, od razu widać, że to wczesna Setona, kiedy jej styl był toporny i kanciasty. Wspomnieć należy o dość nieszczęsnej manierze rysowania postaci z profilu, kiedy sympatyczne skądinąd twarze sprawiają wrażenie opuchniętych, a usta nabierają dziwnego kroju. Prawdę mówiąc twarze wyglądają najładniej, kiedy bohaterowie pokazani się idealnie na wprost, dodatkowo niekończenie z bliska. Do tego naprawdę trzeba się przyzwyczaić. Na marginesie dodam, że pani Mizushiro rysuje też najbrzydsze stopy, jakie zdarzyło mi się oglądać. I to jej niestety zostało, co widać w późniejszych pracach. Zdarzają się też pomniejsze błędy i wpadki, jednak na nie można już od biedy przymknąć oko.
    Tła są oszczędne, czasem zawierają elementy architektoniczne najczęściej jednak pozostają białe, okazjonalnie wypełnione rastrem. Od czasu do czasu pojawi się jakiś budynek, ściana, łóżko. Jest też sporo broni. Muszę powiedzieć, że te elementy wyglądają często lepiej niż bohaterowie XD Nie jest to jednak coś, na co nie da się patrzeć.

    Ocena? Po pierwszym nocnym czytaniu byłam gotowa dać 9, ale kiedy już otarłam oczy i nos, stwierdziłam, że to trochę za dużo. Myślałam, myślałam i doszłam do wniosku, że 7 będzie w sam raz.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime