Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Wydawnictwo Waneko 2

Srebrny Trójkąt

Tom 1
Wydawca: J.P.Fantastica (www)
Rok wydania: 2015
ISBN: 978-83-74714-61-7
Liczba stron: 312
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Srebrny Trójkąt – kolejne z wydań w cyklu Mega Manga J.P.Fantastiki i kolejne przetłumaczone na język polski dzieło Moto Hagio. Przyznam, że ani z jedną, ani z drugą kategorią nie miałam wcześniej do czynienia, więc to, co dostałam, mocno mnie zaskoczyło. A zaskoczenie było bardzo, bardzo pozytywne, choć potrzebowałam nieco czasu, by uporządkować wrażenia. Dlatego zacznę od rzeczy najbardziej zewnętrznych i „naocznych”.

Przede wszystkim – nie pasuje tu ani słowo tomik, ani nawet tom. Nie jest to część serii, lecz zamknięta całość, wielkości i objętości typowej powieści: ponad 300 stron formatu A5. A że papier gruby i z tych uszlachetnianych, trzymanie mangi w rękach przez dłuższy czas stanowiło pewne wyzwanie dla moich nadgarstków – ale nie mogłam się oderwać… Porządne klejenie, z którym jednak nie trzeba walczyć przy czytaniu, znakomitej jakości druk, elegancka monochromatyczna obwoluta, marginesy chroniące kadry przed obcięciem, każda strona numerowana i jeszcze śliczna zakładka do tego – to jakość, którą można jedynie komplementować i polecać jako wzór.

Tytułowa czwórka gładko przechodzi na kolejnej rozkładówce w spis treści, do którego już mam uwagi krytyczne; przede wszystkim, nie ma tu powodu do stosowania pisowni „Księga Pierwsza”, „Księga Druga” itd. (to samo na przekładkach i w paginach rozdziałów), zatem zapis liczebnika dużą literą należy uznać za błąd. Rozwiązaniem co najmniej dziwnym jest też odwrócenie w spisie kolejności „tytuł rozdziału – strona” w przypadku księgi trzeciej; jedyne usprawiedliwienie to graficzny efekt lustrzanego odbicia, jaki dzięki temu powstaje, co nie zmienia faktu dużej niekonsekwencji. No i ładniej by to wszystko wyglądało ze spacjami przed i po kropkach, ale powiedzmy, że się czepiam.

Zatem zaczynamy lekturę. Pierwszy rozdział wprawia w sporą konfuzję i lekki niepokój: jeśli tak będzie wyglądała reszta, bogowie, ratujcie. Nie dość, że zostajemy bez słowa wyjaśnienia wrzuceni w środek jakiejś kosmiczno­‑mitologicznej historii, to jeszcze język jest przedziwnie stylizowany poprzez przerzucenie orzeczeń na koniec zdań. Na szczęście to był tylko ten rozdział – tak brzmiała pieśń­‑legenda o dawno zaginionym ludzie. W kolejnych język będzie już „normalny”, to jest klarowny i nieutrudniający rozumienia treści; momentami dość potoczny, momentami poetycki, nawet lekko indywidualizowany, oddający charaktery bohaterów i różnice kulturowe. W zasadzie nie mam żadnych większych zastrzeżeń do tłumaczenia; pomieszaną z rozbawieniem nostalgią napełniło mnie użycie słowa „kaseta” – byłam pewna, że zobaczę kasetę magnetofonową, ale jednak nie; określany tak przedmiot równie dobrze mógłby się nazywać płytką, dyskiem, czymkolwiek, ale naprawdę doceniam opisane wyżej wrażenie. Uwagi znów do drobiazgów – korekta mogłaby być dokładniejsza, bo rzuciło mi się w oczy kilka literówek. Nie jestem też pewna, jak określić konsekwentny brak kropki na końcu zdań oznajmujących – w końcu jest ona normą w języku polskim.

„Kaseta” była tym, co upewniło mnie, iż mam do czynienia z dziełem, powiedzmy, nie pierwszej młodości (żadnych badań w temacie wcześniej nie poczyniłam, by się nie uprzedzać). Pierwszym wskaźnikiem była kreska – jakże odmienna od dzisiejszych standardów. Fanom autorki opisywać ani polecać jej już chyba nie trzeba, innym mogę powiedzieć: dajcie jej szansę się uwieść. Oldschoolowa, staromodna, czysta, klasyczna, liryczna, piękna – mniej więcej tak to wyglądało w moim przypadku. Kadry tworzą przejrzysty, lecz nie nudny układ i są bardzo bogate, dużą rolę gra tu czerń. Kilka całostronicowych lub dwustronicowych rysunków dosłownie zapiera dech chłodną urodą. Przyznaję, zdarzały się też anatomiczne koszmarki, szczególnie dłoni i zbyt dużych stóp, ale cóż to jest w obliczu tych wodospadów włosów i blasku umierających galaktyk…

A tak, o ile nie zasięgniemy wcześniej stosownych informacji, nie od razu zorientujemy się, że mamy do czynienia z dziełem klasycznej science­‑fiction, i to jakim! Ale to już zostawmy recenzji głównej. W ostatnich zdaniach tego opisu polskiego wydania rzecz najtrudniejsza: próba nakreślenia zarysu fabuły. Akcja rozgrywa się w kilku liniach czasowych, oddzielonych tysiącami lat, w kosmicznych odległościach. Splatają się one w historię wymarłej rasy o niezwykłych mocach i ostatniego jej przedstawiciela, udręczonego dziecka, dla którego ocalenia tajemnicza, władająca czasem i pieśnią Lagtorin jest skłonna niszczyć całe planety. Jej plan próbuje przejrzeć i zastopować rządowy agent Marley, lecz wkrótce sam stanie się jego częścią. Czy ktoś, dla kogo śmierć jest tylko chwilową niedogodnością, a czas i przestrzeń kwestią wyboru, potrafi rozwikłać tajemnicę przeznaczenia?

ursa, 22 października 2015
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 J.P.Fantastica 10.2015