Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Ten Count

Tom 5
Wydawca: Kotori (www)
Rok wydania: 2017
ISBN: 978-83-65722-38-6
Liczba stron: 162
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Wraz z tomem piątym Ten Count legła w gruzach moja zgrabna teoria o zamierzonym i precyzyjnym wyliczeniu stron każdego woluminu. Recenzowana część jako pierwsza liczy bowiem zaledwie 162 strony, nie zaś jak poprzednie 178. Zmniejszona liczba stron nie oznacza jednak, że dzieje się mniej niż zwykle.

Utknięcie w windzie podczas potężnej burzy przyczynia się do odnowienia relacji między Kurose a Shirotanim. Starszy z mężczyzn wreszcie zdobywa się na odwagę i przekracza granice, które narzucił sobie jeszcze jako dziecko – szczerze, choć nie bez trudu, wyznaje swojemu terapeucie, że pragnie z nim być, że jest gotów poddać się jego woli i pozwolić się do reszty splugawić. Pomijając zgrzyt, jaki w uszach recenzentki wywołuje omawianie już plugawienie i wypaczanie, trzeba przyznać, że te otwarte wyznania dobrze wpływają na relację bohaterów. I nie mam tu na myśli kolejnego fizycznego zbliżenia (które Takarai oddaje z całą paletą detali i dosłowności, na jakie tylko może pozwolić sobie autor mangi yaoi), ale również intymność emocjonalną, do której wreszcie dochodzi, kiedy złakniony bliskości kochanka Shirotani nie tylko poprzez mowę ciała, ale i własne słowa wyznaje, że cały akt sprawia mu przyjemność, przed którą nie zamierza dłużej uciekać.

W czwartym tomie mangi mieliśmy okazję zapoznać się ze wspomnieniami Shirotaniego i zrozumieć, pod wpływem jakich wydarzeń wykształciła się jego choroba. Tym razem autorka skupia się na Kurose, ukazując jego młodzieńcze wspomnienia, które uwrażliwiły go na problemy psychiczne innych ludzi, przede wszystkim zaś chorych na mizofobię. I o ile doświadczenia Shirotaniego wydały mi się całkiem realistyczne i logicznie uzasadniające jego sytuację, o tyle w przypadku Kurose mam już pewien problem…

Podczas lektury dowiadujemy się, że jako chłopak na oko trzynasto-, może czternastoletni zaprzyjaźnił się z jednym ze swoich sąsiadów – dorosłym mężczyzną chorym na ciężką odmianę mizofobii, utrudniającej mu normalne funkcjonowanie poza własnym mieszkaniem. Kurose, w sferze emocjonalnej całkowicie zaniedbywany przez stale nieobecnych rodziców, każde wolne popołudnie spędzał w domu Nishigakiego, coraz bardziej przywiązując się do mężczyzny. Do tego miejsca cała opowieść wydaje się sensowna. Podążając za nią nawet krok dalej, jestem w stanie uwierzyć, że bohater obdarzył starszego mężczyznę pierwszymi młodzieńczymi uczuciami. Gdy jednak przedstawia mi się sytuację, w której nastoletni chłopiec próbuje napastować dorosłego człowieka, zaczynam się zastanawiać – nie pierwszy raz zresztą – czy prawdziwie chorą psychicznie osobą nie jest w tej mandze Kurose, a nie Shirotani, jak nam od początku mówiono… Niezależnie jednak od tych rozważań, gdy Nishigaki nagle znika z życia Kurose, chłopak wini się za to i zaczyna obsesyjnie myśleć o tym, jak mógłby pomóc osobom takim jak jego były sąsiad. Ostatecznie więc wyjaśnia się, dlaczego tak bardzo zainteresował się Shirotanim i dlaczego podjął się jego leczenia. Pozostaje już tylko pytanie, czy obaj mężczyźni, świadomi uczuć, jakie wobec siebie żywią, będą w stanie pokonać demony przeszłości i rozwijać swój związek?

Na tom piąty poza pięcioma rozdziałami wątku głównego składają się dwa rozdziały bonusowe. Jeden to typowa lekka, humorystyczna anegdota z życia bohaterów, rozładowująca napięcie po jak zwykle bogatej w trudne emocje akcji głównej. Ostatni rozdział, zatytułowany Raport z placu broni, zawiera krótką relację autorki z nagrywania słuchowiska Ten Count. Poszczególne rozdziały rozgraniczają strony tytułowe z dopracowanymi ilustracjami – zwłaszcza ta na stronie 23 urzekła mnie swoim artyzmem.

Patrząc na okładkę woluminu, dochodzę do wniosku, że podoba mi się ona najbardziej ze wszystkich dotychczasowych. Może niekoniecznie zachwyca fakt, że włosy Shirotaniego mają odcień różowej gumy balonowej, niemniej poza, w jakiej uchwyceni zostali bohaterowie, stanowi dobrą metaforę kolejnego etapu ich związku – po raz pierwszy mamy do czynienia nie tylko z fizycznym aspektem ich relacji, ale również z bliskością emocjonalną, co świetnie widać na omawianej ilustracji. Cieszy mnie również, że Kotori wyłapało potknięcie, o którym wspominałam w recenzji poprzedniego tomu, i tym razem nazwisko autorki wydrukowane zostało beżowym kolorem, dzięki czemu nie ginie na białym tle.

Lin, 25 lutego 2018
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Kotori 11.2016
2 Tom 2 Kotori 1.2017
3 Tom 3 Kotori 3.2017
4 Tom 4 Kotori 6.2017
5 Tom 5 Kotori 10.2017