Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Monster Musume

Tom 4
Rok wydania: 2016
ISBN: 978-83-80011-14-4
Liczba stron: 166
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Zgodnie z dotychczasową tradycją każdy tomik Codzienności z potworzycami wprowadzał nowe postaci. Czwarty tom nie jest tu wyjątkiem, już w finale poprzedniego mignęła nam sylwetka kolejnej panny, której teraz przyjdzie przyjrzeć nam się z bliska – choć jeśli ktoś ma arachnofobię, to lektura może być dlań trudnym wyzwaniem.

Oczywiście każda z bohaterek sprawiała na starcie pewne problemy, ale Rachnera, będąca przedstawicielką gatunku arachnidów, to chodzący kłopot od samego początku. Porywa bowiem głównego bohatera (do czego ten akurat jest przyzwyczajony) i ma względem niego niecne zamiary (co także nie powinno nikogo dziwić). Niemniej Kurusu podobija jej serce odwagą i opanowaniem, przez co cała afera związana z pajęczycą kończy się tak, jak można było przypuszczać – ośmionożna panna ląduje pod jednym dachem z całą resztą potwornego haremu. Dodajmy, że już swoją aparycją budzi podejrzliwość niektórych bohaterek, zaś najaktywniejszą obrończynią głównego bohatera przed pajęczymi intrygami okaże się nie Mia, a ktoś zupełnie inny…

Co poza tym? Zwyczajowe opowiastki humorystyczne, z których pierwsza dotyczy wycieczki bohaterek do sali ćwiczeń. Oczywiście nie mogło zabraknąć basenu, co jest okazją do zaprezentowania bohaterek w strojach pływackich. Jeśli kogoś ciekawi, jak wyglądałby taki kostium w wersji „końskiej” albo „syreniej”, to tu znajdzie odpowiedzi. Ale to jedynie interludium między wątkami fabularnymi, bo zaraz potem rozpoczyna się historia, która potrwa nieco dłużej. Wszystko zaczyna się od tego, że Kurusu wybiera się na randkę… z panną Smith, zaś reszta bohaterek robi co może, aby odkryć powody, dla których do tego doszło. Prawda zaś jest zaskakująca…

W tomiku czwartym nadal mamy wszystko, za co Codzienność z potworzycami można lubić – sporo kopniętego humoru hojnie przyprawionego erotyką oraz sympatyczne postaci. Szkopuł w tym, że widać już, iż autor, wprowadzając kolejne „potworzyce”, zaczyna mieć problem z ich nadmiarem na planie. Dlatego po raz pierwszy chyba widzimy potworzycę, która jest postacią drugiego planu (prowadząca salę ćwiczeń koboldka). No i kwestia fabuły – wprowadzanie kolejnych bohaterek do tej pory wystarczało, ale co za dużo to niezdrowo. Autor chyba to zauważył, bo pod koniec tomu otwiera wątek fabularny, który ma służyć czemuś innemu niż tylko i wyłącznie prezentacji kolejnych haremetek. Przy okazji warto odnotować odniesienia do innych tytułów – Touhou na stronie 134 i Metal Gear Solid na stronie 147, przy czym to drugie jest szczególnie udane, gdyż w Snake'a wciela się tu Mia, która tak bardzo wczuwa się w tę rolę, że nawet na chwilę przyjmuje pseudonim głównego bohatera cyklu gier Hideo Kojimy.

Okładkę dostała tym razem Mero – zauważmy, że gdyby trzymać się kolejności, to pominięta została Ślu, która była trzecią potworzycą pod dachem głównego bohatera. Za to na ilustracji na ostatniej stronie, poza Mią, która gościła na wszystkich, możemy zobaczyć Centoreę, której nie było tam w tomie trzecim. Tradycyjnie w przypadku tej serii warto zajrzeć pod obwolutę – znajdziemy tam dodatkowy minikomiks poświęcony Porto oraz stronę z informacjami na temat anatomii Rachnery.

Pierwsze cztery strony, wydrukowane w kolorze, to krótka opowiastka o problemach bohaterek ze stanikami. Ostatnie sześć natomiast to próba odpowiedzi na pytanie, jak wyglądałoby życie z Papi, gdyby miała ogon, jak na ptaka przystało. W przekładzie odnotowałem jedną zaledwie rzecz, która wzbudziła moje wątpliwości. Na stronie 13 wśród porozrzucanych wiktuałów możemy zauważyć „Paprykarz szczeciński”. O ile nie mam nic przeciwko lokalizacji hermetycznych żartów, tak wprowadzanie czysto polskich produktów do mangi, której akcja toczy się w Japonii nieco mi zgrzyta. Pozostając w temacie przekładu – ponownie pojawiają się żule, których sposób wyrażania się jest całkiem kreatywny („Jesteś tym, jak mu tam, centaurem? Cycaurem chyba?”), ale prawdziwy pokaz poetyckiego bluzgu daje Centorea, obrzucając napastników wyzwiskami rodem z Szewców Witkacego. I to jest akurat taki przykład polonizacji, za który można tylko bić brawo, acz zapewne niejednego z młodszych czytelników wprawi w zrozumiałą konfuzję.

Grisznak, 6 kwietnia 2016
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Osiem Macek (Studio JG) 8.2015
2 Tom 2 Osiem Macek (Studio JG) 10.2015
3 Tom 3 Osiem Macek (Studio JG) 1.2016
4 Tom 4 Osiem Macek (Studio JG) 3.2016
5 Tom 5 Osiem Macek (Studio JG) 6.2016
6 Tom 6 Osiem Macek (Studio JG) 8.2016
7 Tom 7 Osiem Macek (Studio JG) 11.2016
8 Tom 8 Osiem Macek (Studio JG) 2.2017
9 Tom 9 Osiem Macek (Studio JG) 3.2017