Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Hanger – Szubiennik

Tom 1
Wydawca: Kotori (www)
Rok wydania: 2016
ISBN: 978-83-63650-95-7
Liczba stron: 178
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

W nie wiadomo właściwie jak odległej przyszłości ludzie z powodu tajemniczej pandemii „porzucili religijne doktryny, by skupić się na nauce i modyfikacji własnych ciał”. W efekcie zastosowania nanomaszyn wzmacniających siły fizyczne i umysłowe ludzkiego organizmu część z nich stała się tzw. usprawnionymi – a część z tychże wykorzystała to w celach przestępczych. Do walki z takimi osobnikami powołano w Neo­‑Tokio Czwartą Dywizję Federalnej Służby Bezpieczeństwa, wydział wywiadowczo­‑interwencyjny, w którym zatrudnieni są (między innymi) tzw. szubiennik Zero­‑Jeden, usprawniony przestępca odpracowujący ponad pięciusetletni (!) wyrok, oraz jego nadzorca Hajime Tsukumo, świeżo przeniesiony z drogówki – na obrazku powyżej i możecie zgadywać do trzech razy, który jest który. Dla ułatwienia podpowiem, że Hajime jest trochę naiwny, dobroduszny, odpowiedzialny, niezwykle empatyczny i potrafi gotować. Potrafi też myśleć (głównie o swoim partnerze, ale również o dobru innych ludzi), a czasem się nieźle wkurzyć. Ponadto jego krew ma pewną niezwykłą właściwość, co czyni go obiektem zainteresowania różnych nieprzyjemnych panów. Zero­‑Jeden natomiast jest chodzącą enigmą – niespotykanie silny nawet jak na usprawnionego, nie pamięta swojej przeszłości, w tym zbrodni, za jakie został skazany, a wszelkie informacje na jego temat są głęboko utajnione. Potrafi jeść (straszliwie dużo) i narzekać, a także zapamiętywać wszystko, co przeczyta. Pod maską opryskliwości i obojętności ukrywa najwyraźniej samotność, zagubienie i pragnienie bliskości… Erm, nic nie poradzę, naprawdę obaj są tak okropnie, okropnie stereotypowi. Ale w sumie chyba sympatyczni…

W tomiku pojawiają się jeszcze dwie inne pary szubiennik­‑nadzorca, jedna wprost zaangażowana w związek wiadomego rodzaju (dość toksyczny, patrząc obiektywnie), druga na razie na dalszym planie, więc trudno powiedzieć – jednak należy wspomnieć, że współtworzy ją absolutnie zjawiskowa piękność nieustalonej płci. Szefem tego wesołego towarzystwa jest zachowujący się jak dobrotliwa przedszkolanka komendant Oonukita, którego ukrytym celem jest najwyraźniej zapewnienie maksimum komfortu psychicznego swoim podopiecznym… znaczy, pracownikom. Zasady rządzące kierowaną przez niego instytucją wymykają się moim zdaniem wszelkiej logice, ale raczej nie o logikę tu chodzi, tylko o pretekst do spiknięcia bohaterów ze sobą.

Ci oprócz łapania przestępców (najlepiej wysoko notowanych na listach poszukiwanych, bo tacy oznaczają większą nagrodę pieniężną – marzenie tonącego w długach Hajime oraz większe skrócenie wyroku, co teoretycznie jest celem Zero­‑Jeden) zajmują się kłótniami spod znaku „kto się czubi”, odpowiednio gotowaniem i jedzeniem oraz poświęcaniem się wzajemnie dla siebie, aż do krwi i szaleństwa. Ten ostatni motyw dotyczy też drugiej pary, Hibikiego i Hashimy, uzupełniających galerię standardowych typów charakterologicznych o chłodnego okularnika i beztroskiego zawadiakę, co oczywiście stanowi tylko zasłonę dla ich traumatycznej przeszłości, nieszczęśliwej miłości i obsesyjnego poczucia winy. Znaczy, jak sądzę, wszystkiego, co lubią tygrysy…

Pomijam w tym opisie szczegóły fabuły, co prawda pełnej zwrotów akcji, pościgów, walk itd., ale elementy te są raczej pretekstami dla udzielania informacji o bohaterach i ukazania rozwoju ich relacji, jako że działania przestępców są wyjątkowo bezsensowne i nielogiczne, a decyzje wspomnianego wyżej komendanta wręcz absurdalne. Gdyby brać to poważnie, człowiek co chwila musiałby stukać się w głowę albo nawet głową o dowolną powierzchnię płaską. Zamiast tego lepiej skupić się na panach i ich relacji, ewoluującej z prędkością światła, a na pewno przewracania kartek. Przyznać trzeba, że jest na co popatrzeć – kreska jest naprawdę przyjemna, szczegółowa, rysunki postaci poprawne anatomicznie (czasami dłonie bywają za duże), wypełnienie kadrów całkiem zadowalające, a bohaterowie nie mogliby chyba być piękniejsi. Powiedzmy sobie szczerze: ich uroda to główna zaleta tej mangi i jest to spora zaleta. Być może dla niektórych czytelników – tak jak dla mnie – okaże się wręcz (niemal) rekompensatą za całą resztę. Ta bowiem stanowi pakiet boleśnie standardowy, od traum i tajemniczej przeszłości poczynając, na noszeniu na rękach kończąc. Jest nawet pocałunek, który nie miał być pocałunkiem, a także scena seksu, dosłowna, lecz nie nazbyt drastyczna, pomijając topienie się jej bohaterów w toksycznych emocjach.

Kończąc ten przydługi opis, wspomnieć trzeba oczywiście o polskim wydaniu – matowa okładka ze skrzydełkami sprawia bardzo dobre wrażenie, ale po kilkukrotnym przewertowaniu przeze mnie tomiku zaczęła się odklejać od bloku w środku. Ten jest za to ponadprzeciętnie często paginowany, z dobrymi marginesami wewnętrznymi i przyciętymi bez nadmiernych strat zewnętrznymi. Przekład wydaje się poprawny, bez większych błędów, język bohaterów dość naturalny, niestroniący od wulgaryzmów, ale z reguły uzasadnionych; nie zauważyłam żadnych nieprzetłumaczonych onomatopei. Razem wziąwszy, jeśli tylko przymknie się oko na stereotypowość postaci i sytuacji oraz pretekstowość i częsty brak logiki zdarzeń, manga może dostarczyć kilku chwil miłych wrażeń – przede wszystkim wizualnych.

ursa, 1 stycznia 2017
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Kotori 11.2016