Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Smacznego! Kocham Cię!

  • Avatar
    M
    vaka 5.05.2018 16:10
    A co do samego tekstu to jest to niestety przywara większości tanukowych „recenzji”, że zamiast recenzjami stają się streszczeniami. Bez urazy, część tekstu przypomina recenzje, jednak zdecydowanie skróciłabym trzy pierwsze akapity do minimum i przetrzebiła kilka kolejnych. Jest tu cała masa spoilerów, a nie na tym polega recenzja.

    Inna sprawa, że kompletnie nie rozumiem tego fragmentu:
    Ten zaś stanowi raczej osobę nieśmiałą, o nieco „dziewczęcych” upodobaniach. Na szczęście nigdy nie wychodzi to poza granicę, za którą trzeba by się zastanawiać, czy to jeszcze mężczyzna, czy może już prawie kobieta.


    Nie wiem, w czym się przejawia dziewczęcość bohatera, w tym, że lubi gotować? Całe szczęście, że czasy jasnego (i głupiego) podziału ról społecznych powoli już przemijają, a mężczyźni też gotują. Od dawna. W domu. W pracy, bo ileż jest mężczyzn kucharzy, prowadzących własną restauracje tak jak Hiroto? Fakt, że facet gotuje nie oznacza od razu, że ma „dziewczęce upodobania” haha. :D

    Inna sprawa, że nie widzę sensu także i w następnym zdaniu.
    „Na szczęście”? Dlaczego na szczęście” Cóż, może ja nie przywiązuje wagi do podziału na męskie i kobiece, dlatego takie ironiczne zdania mnie rażą. I rażą pewnie wszystkich innych którzy albo myślą podobnie jak ja, albo sami swobodnie żeglują między stereotypami dotyczącymi męskości i kobiecości i mają gdzieś społeczne konwenanse ustanowione x lat temu przez naszych dziadków. A już fakt, że to, że mężczyzna lubi gotować, prowadzi kogoś do wzdychania z ulgi, że ufff, na szczęście nie przekroczył żadnej granicy (ustanowionej sztucznie w czasach kamienia łupanego) i nadal jest mężczyzną, mnie zdumiewa. Cóż za szczęście, no doprawdy.
    Wybacz ironię, to Twoja recenzja, więc oczywiście, że wyrażasz w niej swoje zdanie i możesz pisać, co chcesz. Ale ja jako czytelnik tej recenzji, mam też pełne prawo skrzywić się z niechęcią na takie zdania, ponieważ w szerszym spojrzeniu, one mogą nieco obrażać pewne grupy i według mnie są niepotrzebne (lub można było ująć to inaczej).
    • Avatar
      Kysz 6.05.2018 14:51
      Pozwolę sobie skomentować te zarzuty, skoro w sumie dotyczą mojego tekstu:

      A co do samego tekstu to jest to niestety przywara większości tanukowych „recenzji”, że zamiast recenzjami stają się streszczeniami. Bez urazy, część tekstu przypomina recenzje, jednak zdecydowanie skróciłabym trzy pierwsze akapity do minimum i przetrzebiła kilka kolejnych. Jest tu cała masa spoilerów, a nie na tym polega recenzja.

      Hm… szczerze powiedziawszy nie bardzo widzę, gdzie tu są jakieś spoilery a już tym bardziej trudno mówić o ich „całej masie”. Sęk w tym, że recenzowanie jednotomówki jest bardzo problematyczne, bo fabuły – siłą rzeczy – nie ma tu zbyt wiele. A jakoś jednak trzeba streścić czytelnikowi tę historię. Większość informacji podanych przeze mnie w recenzji poznajemy już w pierwszym rozdziale, nie licząc tylko faktu, że Hiroto ma za sobą nieudany związek. A to nie jest tak szczególnie istotną informacją, której podane psułoby przyjemność czerpaną z czytania. A fakt, że kończy się to happy endem? Cóż… no chyba nikt się nie poczuje tym zaskoczony, to akurat jasne, jak się taka historia zawsze kończy.
      Zastanawiam się ile tekstu poświęconego na streszczenie fabuły było dla ciebie optymalne przy tego typu mandze.

      Nie wiem, w czym się przejawia dziewczęcość bohatera, w tym, że lubi gotować? Całe szczęście, że czasy jasnego (i głupiego) podziału ról społecznych powoli już przemijają, a mężczyźni też gotują.

      A gdzie jest napisane, że to przejawia się w tym, że lubi gotować? Chodzi o jego ogólną kreację – zachowanie, poszczególne reakcje na próby uwiedzenia, rumieńce i takie tam. Hiroto jest od początku kreowany na bardzo stereotypowego uke z raczej zniewieściałym charakterem. A „na szczęście” dodałam tam dlatego, że niestety w tego typu historyjkach, w których nie ma miejsca na rozbudowanie charakterów poszczególnych bohaterów, często kończy się na paskudnym sposobie przedstawiania takiego bohatera nieraz jako bardziej kobiecego od kobiety (że tak to ujmę). Takie trochę na siłę robienie z bohatera uke przez przypisanie mu wszystkich cech, które można uznać jako „mocno kobiece” i to w taki najbardziej schematyczny ze sposobów. Oczywiście, cóż właściwie znaczy, że coś jest „kobiece”? Tu wchodzimy w społecznie utarty podział ról i zachowań oraz charakterów przypisanych sztucznie do płci, o czym można by było właściwie bez końca pisać… i co jest zbyt poważnym tematem jak na taką mangę.;p Ale myślę, że chyba tak ogólnie to wiesz, o co mi wyżej chodziło, bo w sumie nie wiem jak to inaczej ująć.

      Ogólne to mam wrażenie, że strasznie wyolbrzymiasz to, co tu napisałam, dochodząc do bardzo niebezpiecznych wniosków… o których w życiu bym nie pomyślała pisząc ten tekst.^^' Nie jest to w żadnym razie poważna historia o miłości homoseksualnej, to też i nie ma co jej w takich kategoriach roztrząsać. Skoro dostajemy opowieść z tak jasno rozrysowanymi rolami, to trochę ciężko rozpatrywać ją w inny sposób. Owszem, fajnie by było dostać poważną historię łamiącą te schematy, ale to nigdy nie miało nią być. Od początku widać, że to słodkie i naiwne romansidło, więc dokładnie w takiej kategorii zdecydowałam się ją potraktować w recenzji. Bez głębokich przemyśleń na temat roli mężczyzny czy kobiety w związku czy wręcz w społeczeństwie. ;p
      • Avatar
        vaka 7.05.2018 19:40
        Cóż, bez urazy, ale według mnie streściłaś całą mangę tak, że potencjalny czytelnik został całkowicie pozbawiony jakiegokolwiek elementu zaskoczenia. Oczywiście, masz racje, że w takich mangach fabuła jest do przewidzenia, bo są proste i płaskie, ale wydaje mi się, że to nie usprawiedliwia dokładnego opisania treści w recenzji. Tzn. w ten sposób jeszcze się dodatkowo odziera taką mangę z jakiegokolwiek napięcia. Po co ją w ogóle czytać skoro wszystko się wie? Według mnie spokojnie można by wyrzucić fragment o dziewczynie Haru, o nieudanym poprzednim związku Hiroto, czy o obawach Hiroto związanych z jego wiekiem. I jasne, że teoretycznie ci, którzy mają już na swoim koncie wiele przeczytanych mang będą wiedzieć jakie będzie zakończenie, jednak ci którzy sięgają po BL po raz pierwszy mogą nie być jeszcze zorientowani, dlatego dawanie wyraźnego sygnału na ten temat uważam za niepotrzebne. W sumie to nawet jeśli czytelnikiem jest ktoś obeznany w tym rynku – sądzę, że jakie by to zakończenie nie było, przewidywalne bądź nie, lepiej sobie konkretną uwagę na temat praktycznie najważniejszego fragmentu każdej powieści, darować. Z kolei trzeci akapit można by spokojnie zamknąć w jednym zdaniu. W tym fragmencie nie tylko dowiadujemy się, że samo wyznanie nie wystarczy, by było słodko i różowo, a Hiroto nie zostanie łatwo zdobyty, ale mamy też cały wywód o tym, dlaczego. I tą odpowiedź na „dlaczego” można by właśnie pominąć. Darowałabym sobie też dopisek przy okazji drugiej historii, że scen łóżkowych jest dokładnie trzy. Bo na litość, później czytelnik czyta taki rozdział i myśli: „o, już jedna była, to jeszcze dwie” :D ...i po co?
        Jeśli pytasz ile tekstu bym poświęciła na opis samej fabuły, to pewnie chciałabym przedstawić jedynie zarysy. Zgadzam się całkowicie, że recenzja jednotomówki to trudna sprawa, bo jakby nie patrzeć ma się trochę związane ręce ze względu na krotką formę. Na pewno nie jest łatwo powiedzieć coś, a jednocześnie nie powiedzieć za wiele.
        Wiem, że to, co napisałam może brzmieć trochę czepliwie, ale na swoje nieszczęście zrobiłam kiedyś licencjat z dziennikarstwa. I nie piszę tego, by zgrywać mądralę (problem z przecinkami mnie skutecznie dyskredytuje w tej roli :D), ale żeby się podzielić pewną uwagą. Otóż, moi wykładowcy tłukli nam do głów, że w recenzji książki, czy filmu należy starać się przekazać jak najmniej szczegółów dotyczących treści, należy jedynie szczątkowo zaznaczyć ogólny zarys. A jako, że sama mam tendencje do nadmiernego rozpisywania się i analizowania, więc stałam się na to wyczulona. A na tanuki niestety jest sporo takich recenzji, które bardziej przypominają streszczenia, więc kiedy zobaczyłam kolejną zdradzającą zbyt wiele, to trochę mi się „ulało”. W sumie to Twoja recenzja i tak mówi mniej niż np. tekst do „Kuzu no Honkai” albo „Noragami Aragoto”, choć to może akurat ze względu na mniejszą ilość materiału.
        Co do drugiej sprawy – piszesz o „nieco dziewczęcych upodobaniach”, a upodobania to wedle słownika (a także powszechnego skojarzenia) „pasja, zamiłowanie”. Skoro więc jedynym hobby Hiroto jest gotowanie, więc nic dziwnego, że zrozumiałam, że jego dziewczęcość przejawia się właśnie w pasji do kucharzenia. Prawdę mówiąc gdybyś tego nie wyjaśniła, to nie domyśliłabym się, że przez upodobania masz na myśli akurat rumieńce. Co do reszty, to sądzę, że to drugie zdanie brzmi naprawdę niefortunnie, bo załapałam o co Ci dokładnie chodziło, dopiero po przeczytaniu tego wyjaśnienia powyżej. To delikatny temat i myślę, że tu nawet jedno słowo, lub nie do końca konkretne sformułowanie myśli może wypaczyć sens wypowiedzi i dopisać interpretacje, której autor wcale nie miał na myśli.
        Odnośnie samej historii – cóż, jest prosta, mało ambitna i przewidywalna, jednak nie zwalnia z myślenia jeśli w dotyczącej jej recenzji pojawi się coś, co budzi pewne wątpliwości. Osobiście takie historie coraz częściej omijam z daleka, bo budzą we mnie niechęć swoim stereotypowym podejściem i tanim romantyzmem. I prawdę mówiąc takie akurat mangi są idealne na dyskusje na temat roli kobiety/mężczyzny/dwóch mężczyzn w związku, stereotypów, popytu na tego rodzaju historie, podejścia/niedojrzałości wielu japońskich mangaczek i innych ciężkich spraw. ;D Ale może zostawmy je na inną okazję. :D

  • Avatar
    M
    vaka 5.05.2018 02:22
    Przeraźliwie mnie ta manga nudziła. Właściwie ledwie pamiętam jej treść, a z tego co mi wiadomo nie mam problemów z pamięcią. Zatem musiała być naprawdę prosta i niezapadająca w umysł. Nie było jakoś tragicznie źle, ale nie było też dobrze. A znudzenie i pozostawienie czytelnika obojętnym na losy bohaterów, to najgorsze, co może zrobić autor. Ode mnie naciągane 5 na 10. Manga ani ziębi, ani grzeje. Nie widzę sensu w wydawaniu takich historii na polskim rynku, podczas, gdy wciąż pozostaje wiele pięknych i interesujących historii, które nie zostały przetłumaczone. Czasem wybory wydawców są dla mnie naprawdę niezrozumiałe. Choć może jednak to akurat jest zrozumiałe – wydać przeciętną, płaską fabularnie mangę, sytuującą się dokładnie pośrodku na skali ocen, a tym samym zapewnić sobie dobrą sprzedaż, bo ta manga jest bezpiecznym wyborem, ot czytadło dla wszystkich.
    Cóż, można by powiedzieć, że przynajmniej nie jest to kolejny tom głupiej i pustej historii z gwałtem/szantażem/dręczeniem/prostytucją/seksem od pierwszej strony/na siłę dramatyczną i udziwnioną, pretensjonalna fabułą/dziwnym i nielogicznym trójkątem miłosnym/nieprzekonującymi kontrowersjami/idiotycznymi fabularnymi komplikacjami jak z telenoweli/nieprawidłowo ukazanym BDSM i wieloma innymi totanymi bzdurami, także czytelnicy powinni być zadowoleni. :D Ale jakoś niestety taka argumentacja mnie nie zadowala, sorry Studio JG :D stać Was na więcej.