Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Gakkon 4 - konwent

Gdy zapłaczą cykady - Księga marnowania czasu

Tom 1
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2016
ISBN: 978-83-65-229-21-2
Liczba stron: 440
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Czwarty tomik Gdy zapłaczą cykady jest jednym z dziwniejszych w tej serii. Porzuciwszy dotychczasową konwencję, fabuła cofa się w czasie do wielokrotnie wspominanego na stronach mangi protestu przeciwko budowie tamy oraz sprawy porwania wnuka ministra infrastruktury. Może to być dla wielu czytelników zaskoczeniem, ale w moim odczuciu ten tomik był bardzo potrzebny. Stanowi bowiem pewnego rodzaju powiew świeżości, jakąś odmianę po powtarzalnych początkach każdego z dotychczasowych tomów.

Głównym bohaterem tego tomu jest Mamoru Akasaka, policjant przysłany z Tokio do Hinamizawy celem przeprowadzenia śledztwa i ustalenia, czy miejscowa ludność ma coś wspólnego z porwaniem wnuka ministra. Jedną z pierwszych osób, które spotyka, jest ośmioletnia Rika Furude, dziewczynka słodka i sympatyczna, jednak cokolwiek nawiedzona. Na dodatek miejscowi twierdzą, że Rika posiada zdolność przepowiadania przyszłości. Gdy więc Mamoru słyszy, że powinien jak najszybciej wracać do Tokio, gdzie czeka nań żona w ciąży, odczuwa niepewność. Jest jednak policjantem i jego obowiązkiem jest zakończenie śledztwa.

Głównymi bohaterami tego tomu są Mamoru, Rika i detektyw Ooishi. Mamoru, jako osoba z zewnątrz, jest narratorem całości, z jego punktu widzenia obserwujemy akcję. Odgrywa zatem podobną rolę jak Keiichi w poprzednich tomach. Ale jego punkt widzenia jest odmienny – będąc policjantem, szybko dostrzega różne szczegóły, a do tego ma wsparcie dość dobrze zaznajomionego z realiami Hinamizawy Ooishiego. Sprawia to, że wprowadzenie jest tu stosunkowo krótkie, a akcja bardzo szybko nabiera tempa, przybliżając opowieść do historii klasycznie kryminalnej. Zresztą, o wiele mniej w tym tomie elementów „nawiedzonych”, całość sprawia wrażenie bardziej spójnej i pozbawionej tajemnic – niemal do końca. Bo dopiero w finale powracają znane nam doskonale elementy układanki, które składają się na klimat większości historii z Hinamizawy.

Tym, co mi w tym tomie ciut zgrzytało, była kreacja Riki. Nasza bohaterka jest o kilka ładnych lat młodsza niż w pozostałych tomach, a na dobrą sprawę nie widać tu większej różnicy. Jej nagłe zmiany zachowania wypadają co prawda przez to jeszcze bardziej nienaturalnie i dziwnie, ale nie przekonują mnie tak jak poprzednio. Niemniej, lektura Księgi marnowania czasu stanowi bardzo przyjemne urozmaicenie cyklu i jest dobrym przygotowaniem przed czterema kolejnymi historiami, będącymi wyjaśnieniem i dopełnieniem znanych już czytelnikowi tomów. To, że ta część sama sobie niewiele tak naprawdę nowego wnosi, umyka czytelnikowi. Dopiero po kolejnej lekturze i zaznajomieniu się z pozostałymi tomami serii można odnieść wrażenie, że gdyby tego epizodu nie było, to tak naprawdę wiele byśmy nie stracili.

Na okładce znalazła się Rika – to chyba jedna z najmniej udanych okładek w dziejach serii, w dużej mierze dlatego, że jest niekanoniczna – przedstawia małą Rikę w stroju kapłanki z chwili odprawiania obrzędu na festiwalu, podczas gdy Rika robiła to dopiero kilka lat później, jako ciut starsza dziewczynka. Zwraca uwagę ciekawostka w postaci dwustronicowej ilustracji ze wszystkimi bohaterami tego tomu, umieszczona na samym końcu. Zauważyłem, że Waneko wraca też do niegdyś zarzuconej praktyki umieszczania reklam innych swoich mang na ostatnich stronach tomów. I, co ciekawe, dotyczy to nie tylko nowo wydawanych tytułów – vide reklama Kuroshitsuji zamieszczona w tym tomie Gdy zapłaczą cykady.

Przy okazji poprzednich tomów, a zwłaszcza pierwszego i trzeciego, wylałem pod adresem Waneko sporo jadu. Nie, żeby był to jad niezasłużony, ilość błędów w nich popełnionych naprawdę irytowała. Tym większą pozytywną niespodzianką była dla mnie lektura Księgi marnowania czasu. Mimo intensywnego szukania, nie znalazłem tu na dobrą sprawę niczego, co mógłbym w recenzji wytknąć jako przykład niedbałości, czy to korekty, czy edytorów. Nie ma już zatem „śniegu” na czarnych kadrach, nie ma dziwacznej i niewyraźnej czcionki, nie ma literówek ani błędów. Zauważyłem, że zmienił się nieco skład korekty – może to miało wpływ na poprawę jakości?? A może moje połajanki recenzenckie coś dały i Waneko na serio przyłożyło się do pracy? Nie wiem, ale mogę sobie i czytelnikom tylko życzyć, aby tak było dalej.

Grisznak, 24 września 2016
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 8.2016