Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Wydawnictwo Waneko 2

Bakemonogatari

Tom 1
Wydawca: Studio JG (www)
Rok wydania: 2019
ISBN: 978-83-80014-18-3
Liczba stron: 188
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Mangowe adaptacje light novel, powstające po sukcesie swojego animowanego odpowiednika, cieszą się w Polsce i generalnie poza Japonią średnim uznaniem. Pełnią funkcję rynkowej zapchajdziury i przypadają do realizacji najczęściej niezbyt uzdolnionym lub początkującym mangakom – przynajmniej z takimi mieliśmy najczęściej do czynienia nad Wisłą. Znany mi wyjątek stanowi na razie jedynie Spice&Wolf, którego rysownik ma naprawdę bogate, chociaż monotonne portfolio, zdominowane przez komiksy pornograficzne. Można by rzec, że poziom przydzielanego do mangi artysty wzrasta wraz ze znaczeniem pierwowzoru na rynku. Wtedy nie byłoby nic dziwnego w tym, że Bakemonogatari narysował Oh!Great, którego młodsi odbiorcy pewnie średnio kojarzą, a który zdobył uznanie miłośników mangi już lata temu, tworząc Air Gear. Ja jednak, jako jeden z nielicznych, bardziej pamiętam go z onirycznego horroru Majin Devil, dzieła wcześniejszego, ale zdecydowanie bliższego atmosferze, jakiej by należało oczekiwać od perypetii Araragiego.

Te zaś, w porównaniu z powieścią, zostały zrewidowane przez samego autora pierwowzoru. Zważywszy, że mocno naznaczona stylem Akiyukiego Shinbou (wówczas głównego reżysera w studiu Shaft) animowana adaptacja podchodziła do materiału źródłowego w sposób niekonwencjonalny, osoby zaznajomione z historią jak najbardziej mają tu czego szukać. Oczywiście, tu także Koyomi Araragi poświęca się, pomagając dziewczętom w beznadziejnej sytuacji i często nadstawiając przy tym karku. Na pierwszy ogień idzie Hitagi Senjogahara, którą dotknęła tajemnicza przypadłość braku wagi. Jakże biednej duszyczce nie pomóc, nawet jeśli ta grozi Araragiemu ostrymi przedmiotami?

Studio JG postanowiło wydać polską edycję Bakemonogatari w dwóch wersjach – mnie do recenzji przypadła limitowana, na którą oprócz komiksu składa się kartonowe opakowanie. W nim zaś znalazła się broszura z dodatkową historyjką obrazkową i kilkustronicowe opowiadanie. Zeszycik zdaje się bardzo sztywny, zapewne przez okładkę. Wydaje mi się też, że wydrukowano go na papierze o niższej gramaturze niż mangę, czego domyślam się po prześwitywaniu druku przez strony. Edycja limitowana wzbogacona została ponadto o trzy karty z ilustracjami bohaterek serii w interpretacji znanych mangaków (autorzy Soul Eatera, Kishuku Gakkou no Juliet i Fairy Tail). Jakościowo przywodzą na myśl dobrej klasy pocztówki, na rewersie zaś oko cieszy błyszczący, satynowy druk. Podobnie prezentują się wzory na okładce tomiku.

Ten zaś budzi moje szczere uznanie, zwłaszcza jakość druku, która w przypadku bogatego w szczegóły stylu mangaki po prostu musi stać na wysokim poziomie. Pełna, nieprzelana czerń, cała paleta różnorodnych, nawet najdrobniejszych rastrów – wszystko wygląda tak, jak powinno, by cieszyć oko. Uznanie wzbudza także praca grafików nad wkomponowaniem polskich onomatopei w ilustracje. Dotychczas Studio JG miało niechlubną renomę na tym polu, czasami zwyczajnie przesadzając z rozmiarem stylizowanych wyrazów dźwiękonaśladowczych, w tym przypadku jednak nie mam powodów do wnoszenia uwag. Prawdziwym crème de la crème są jednak przetłumaczone napisy w tle, czy to na okładkach książek, czy też w ilustracjach. Przy pobieżnej lekturze niektóre mogą umknąć, ale warto czasem zwolnić tempo i dać upust zachwytowi nad tytaniczną pracą grafików włożoną w polskie wydanie. O tym, ile pracy kosztował skład tak skomplikowanej wizualnie mangi, świadczy, że pracowały nad nim cztery osoby. Dla porównania, w wydanym niemal w tym samym czasie Moich lesbijskich doświadczeniach w walce z samotnością przy tej pozycji w stopce widnieją dwa nazwiska.

Oprócz dodatków wchodzących w skład wydania specjalnego na końcu tomiku znalazło się miejsce na jakże przydatną i ważną chronologię wydawniczą pierwowzoru, a także linię czasową wydarzeń przedstawionych w pierwszym tomie. Miłośnicy Bakemonogatari z pewnością zdają sobie sprawę z pełnego zawiłości języka powieści, bogatego w gierki słowne i hermetyczne odniesienia do ogólnie pojętej japońskości. Tym bardziej warto docenić zawarty na końcu komentarz tłumaczki.

Wrócę jeszcze na chwilę do kartonowego opakowania „spinającego” limitowaną edycję w całość. Zdobi je inna ilustracja niż mangę i okładkę; ogólnie projekt graficzny, chociaż zbliżony, jest inny. To naprawdę ciekawy zabieg, zwłaszcza że do obwolut, większych formatów i kolorowych stron wydawcy zdążyli nas już przyzwyczaić, dlatego kolejne ich starania o przychylność nabywców jak najbardziej uważam za wskazane. Cieszy zaś, gdy czytelnik ma szansę otrzymać coś wyjątkowego, co przedstawia rzeczywistą wartość (nie jak chociażby przypinka). Jak widać, polscy wydawcy w dobie coraz ciaśniejszego rynku robią, co tylko mogą, by przykuć uwagę odbiorcy. O ile standardowa edycja mangi faktycznie nie stanowi niczego wielkiego, tak wzbogacona o kilka dodatków jest już kusząca dla czytelników, którzy wyrośli z proszenia rodziców o kieszonkowe. Zwrot ku tej grupie był kiedyś niejako domeną JPFu, dzisiaj jednak oczywiste jest, że liczy się nie tylko portfel nowych nabywców, ale też czytelników, którzy mangi kupują od kilkunastu lat i za swoją wierność oczekują czegoś więcej.

Slova, 26 maja 2019
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Studio JG 5.2019
2 Tom 2 Studio JG 9.2019