Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Komentarze

Shiawase Kissa Sanchoume

  • Avatar
    M
    Akedeia 8.01.2015 11:20
    5/10
    Cały komentarz jest oparty tylko na siedmiu pierwszych tomach, głównie dlatego, że nie wytrwałam do końca.
    To była dobrze zapowiadająca się manga. Ciepła, z fajną główną bohaterką, całkiem interesującymi postaciami pobocznymi, bez większych dram etc. Problem w tym, że im dalej się ją czyta, tym bardziej nudzi i a w moim konkretnym wypadku: męczy (do tego stopnia, że zadurzuciłam czytanie).
    Po pierwsze: wszyscy, dosłownie wszyscy uważają główną bohaterkę za atrakcyjną i nie chodzi mi tutaj o wygląd. Jest atrakcyjna albo jako love interest, albo przyjaciółka, albo (nawet) jako potencjalna żona brata. Ba! Nawet jednej „rywalce” w miłości zdarzyło się pomyśleć, że to w sumie fajna osoba jest, więc się lubemu nie dziwi. Na początku jeszcze się temu nie dziwiłam: główna bohaterka to taki wulkan pozytywnej energii, jest zabawna i łatwo się z nią zaprzyjaźnić – wiadomo, takie osoby mają dużo przyjaciół. Ale żeby w całych tych siedmiu tomach nie znalazł się nikt, kto by jej entuzjazmu nie uważał za wkurzającego? Altruizmu za pretesjonalnego? Ja po pewnym czasie byłam już wymęczona zachowaniem Uru, a generalnie lubię w szojcach pozytywne bohaterki (zaskakująco jest ich ostatnimi czasy więcej, niż to się normalnie przypuszcza).
    Po drugie: brak jakiejś ciągłej fabuły to nie problem w okruchach życia, ale powtarzalność przy piętnastotomowej serii może męczyć. A wszystko po pewnym czasie staje się przewidywalne: albo to Uru kogoś „uzdrowi” swoją dobrocią (i przy okazji będzie jakaś romantyczna scenka z jednym z love interest), albo ją przekonają, że jest jaka jest i to nie problem. Brak rozwoju głównej bohaterki (w końcu już jest fajna i zabawna, po co się dalej męczyć?) to w sumie tylko taka mała szpilka przy tym.
    No i na końcu bardzo przeciętna kreska: owszem, główni chłopcy potrafią być ładni, ale zawsze mi się wydaje, że jakiś oczy są za duże, czyjaś twarz (np. Mitsuki) jakaś krzywa czasem się staje, teł oprócz obowiązkowych rzeczy praktycznie nie ma. Ech, to w sumie dla mnie mały zarzut, no ale jednak sam fakt, że kreska autorki jakoś się nie polepsza wraz z tomami jakoś mnie zasmucił.
    Generalnie całościowo może to i dobra manga, ale mnie totalnie wymęczyła po tych siedmiu tomach i nie mam ochoty wracać. Wystawiłabym 6/10, gdybym aż tak się nie zawiodła. Do jednokrotnego przeczytania i raczej w porcjach.
  • Avatar
    M
    Ruka 29.01.2013 22:22
    9/10
    Cudowna manga. Już dawno nie widziałam w mandze tak uroczych postaci. Nie dało się ich nie lubic. Byli przesłodcy.Postac Uru­‑cudo. Reszta cudowna. Dzieciaki jakie słodkie.
    Myślałam że ze względu na ilośc tomów zacznie spadac jakośc tej mangi ale bardzo się myliłam no może oprócz paru rzeczy za które właśnie odjęłam o jedną ocenę.
    Patrząc na główną boahterką nie można było się nie uśmiechnąc. Nie raz parskałam śmiechem czytając tą mangę.
    Skończyłam ją w dwa dni i ten czas nie był stracony bo dawno nie czytałam czegoś tak dobrego.
    Polecam
  • Avatar
    M
    Milika 31.07.2012 13:48
    Urocza manga. Jej wielkim atutem jest to, że nie ma tu 'złych' ludzi – żadnych wielkich dramatów, fałszywych przyjaciół, ogromnych krzywd wyrządzonych z premedytacją, zemst, prześladowania w szkole i innych rzeczy, w których lubują się autorki shoujo. Każda postać jest przesympatyczna, zabawna i urocza, ale nie ma dwóch takich samych osób. Historie są proste, niektóre wręcz banalne, tak więc to właśnie postaci i ich charaktery są siłą tej mangi.
    Natomiast nieco gorzej jest z grafiką. Kreska jest ładna i subtelna, jednak tła praktycznie nie występują. Pojawiają się tylko czasem, gdy sytuacja to wymusza (np. postać się o coś opiera, lub robi coś w kuchni), ale i wtedy są ledwie zarysowane. I, niestety, rzuca się to w oczy – ja sama, chociaż nigdy nie zwracałam za dużej uwagi na takie rzeczy, tym razem szybko to wychwyciłam i ciężko mi szło ignorowanie tego problemu.
    Jednak jeśli chodzi o historię, jest naprawdę sympatyczna i polecam ją każdej fance shoujo :)
  • Avatar
    M
    meya88 7.06.2011 23:24
    Uru Takamura ma mały problem – mimo tego, że jest już licealistką, wygląda wciąż jak dziecko. Kłóci się to w dodatku z siłą, którą dysponuje ta z pozoru błaha główna bohaterka. Podniesienie dla niej 4okg ryżu, czy dorosłego człowieka to pikuś.
    Na dodatek, Uru właśnie postanowiła zacząć nowy rozdział w życiu. Wyprowadziwszy się od matki, która niedawno wyszła ponownie za mąż, szuka pracy, i szczęście czy pech, trafia do małej Cafe Bonheur (Happy Cafe). By bardzo dobrze zacząć swą karierę w tym małym, przytulnym miejscu, wyrywa klamkę z drzwi. Nie byłoby ważne, gdyby właśnie w tej chwili nie zjawił się jej pracownik (a raczej jeden z dwóch), co oczywiście ma miejsce.
    Shindou S… (nie zdradzę imienia, bo w ten sposób zepsuję moment, w którym główna bohaterka w końcu je poznaje), ma uroczy w moim mniemaniu wyraz twarzy – to, że prawie się nie zmienia, to inna sprawa. Chłopak (20­‑letni), wygląda tak, jakby cały świat go denerwował, drażnił i nudził jednocześnie (być może dlatego, gdy uśmiecha się lub czerwieni, przyprawia mnie to o szybsze bicie serca…). Zaskoczony obecnością Uru, i tym że ponoć Cafe Bonheur chce kogoś zatrudnić, wchodzi do środka lokalu. A tam na podłodze… leży sobie jakby nic kolejny pracownik o wdzięcznym imieniu Ichirou. To że wyglada jak Adonis, to inna bajka. Najciekawszą przypadłością tego blondyna jest to, że zasypia w tej samej sekundzie, gdy poczuje odrobinę zmęczenia. Należy mu wtedy wepchnąć coś dobrego do ust (Shindou robi to brutalnie, lecz skutecznie), a on budzi się jakby nigdy nic. Ciekawy typ.
    A więc standardowy trójkąt jest – dwóch przystojniaków i płaska jak deska główna heroina.
    Ale według mnie na tym standardy się kończą. Każda postać, która przewija się przez karty mangi jest ciekawa i barwna, ma swoje wady i zalety, swoje przekonania i honor. Uru nie biega wszędzie w kolorowych sukieneczkach i nie pokrzykuje co chwilę „kyaa!”, jest niezdarna, a jej siła przysparza jej problemów chociażby z myciem szklanek, ale stara się jak może, a że jest pocieszna i słodka, to człowiek nie da rady się na nią gniewać. Uru nie ma pojęcia jaki wpływ ma na wszystkich, których spotka, od swojej rodziny, po dwóch bishonenów z którymi pracuje, czy klientów Cafe Bonheur. Będę szczera – Uru nie da się nie lubić, tak samo zresztą jak i Shindou i Ichirou.
    Kreska jest doprawdy ładna i dopracowana. Zwłaszcza jeśli chodzi o ciastka i pozostałe wypieki, którymi trudzi się Shindou. Widząc truskawkowy deser, zjadłam prawie wszystkie truskawki, które miałam pod ręką.
    Trudy i smutki, wesołe i zabawne chwile, ciekawe riposty – myślę, że tę mangę mogę polecić każdemu, i choć wiem, że nie wszystkim się spodoba, to uważam, że bardzo przyjemnie się ją czyta :)