Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

anime.com.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

Ocena /103/10
postaci: 2/10 kreska: 7/10
fabuła: 2/10

Ocena redakcji

Ocena 5/105/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,43

Ocena czytelników

Głosów: 139
Średnia: 8,09
σ=2,68
wystaw ocenę

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Suppli

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2003-2010
Liczba tomów: 10
Wydanie polskie: 2007-2010
Liczba tomów: 10
Tytuły alternatywne:
  • サプリ
  • Sapuri
  • Supplement
Tytuły powiązane:
Widownia: Josei; Postaci: Pracownicy biurowi; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm, Trójkąt romantyczny

Emo­‑opowieść o życiu pewnej kobiety, która jest dobra jedynie w użalaniu się nad sobą.

Recenzja / Opis

Na początku chciałabym zastrzec jedno. Suppli mi się nie spodobało, bardzo. Nie spodobało mi się tym bardziej, że ze wszystkich oznak powinnam być jego grupą docelową. Jako ta młoda, pracująca, jeszcze niezamężna i niedzieciata, wiecznie zajęta, musząca czasem pracować po nocach, i tak dalej… Natomiast nie da się ukryć, że nie jestem w stanie odnaleźć w tej mandze nic, ale to nic dla siebie. I, mało tego, jestem w stanie uargumentować „dlaczego nie” – i z argumentów tych wynika dosyć niezbicie że problem leży jednak po stronie Suppli, a nie po mojej. Tak że poszukującym laurek oraz zachęty do przeczytania sugerowałabym przejście dalej – jako że moja recenzja dostarczy raczej informacji „po jakie pozycje warto sięgnąć zamiast”.

Jedną z zalet Suppli miało być pokazanie kulis działania prawdziwej agencji reklamowej. Fajnie, pięknie. Tylko że o specyfice branży reklamowej dużo krócej (jako że był to wątek bardzo­‑bardzo poboczny) wypowiedział się Haruki Murakami w Wild Sheep Chase – i mimochodem naszkicowany przez niego obraz wyszedł dużo bardziej barwny i kompletny niż wszystko, co miałam okazję zobaczyć w Suppli. O życiu w japońskiej korporacji wyjątkowo barwnie opowiada Z pokorą i uniżeniem Amélie Nothomb – i również jest to o wiele bardziej wyczerpujące podejście do tematu niż udało się autorce mangi… a ostatnim gwoździem do jej (mangi, nie autorki) trumny jest pewne niezbyt znane anime – Animation Runner Kuromi­‑chan, opowiadające o pewnej pani świeżo po studiach, która chciała robić anime. I uczyni wszystko, by jej się udało – będzie pracowała po nocach, spała w biurze, kombinowała by wszystko poszło jak należy. Brzmi znajomo, prawda? Tylko że pomiędzy Kuromi i Suppli jest jedna spora różnica – u bohaterki pierwszego tytułu naprawdę widać pasję i wolę działania. A pani Fujii po prostu płynie sobie z prądem, bo tak… A że Kuromi w odróżnieniu od Suppli jest w swoim założeniu komedią a nie poważną opowieścią o życiu, kontrast ten tym bardziej boli.

Na tym samym przykładzie widać również, jak bardzo bohaterka Suppli jest nijaka, bezbarwna i samolubna – ponieważ o ile Kuromi była lubiana wśród współpracowników, to ewidentnie mieli oni za co ją lubić, podczas gdy pani Fujii po prostu sobie jest. I nie jestem w stanie podać żadnego powodu, dla którego jest tak bardzo popularna – bo nie widziałam żeby kiedykolwiek komukolwiek w czymkolwiek pomogła czy też zrobiła coś, ale to cokolwiek wartego uwagi. Mało tego, na poziomie czwartego tomu ja nadal nie jestem w stanie powiedzieć o niej niczego konkretnego – nawet takiego drobiazgu jak „przepada za ogórkami” czy „nie lubi marchewek”. Bo obawiam się, że „nie ma pomysłu na życie” nie jest jakoś szczególnie wyczerpującą czy wyróżniającą charakterystyką. No dobrze, zdarza jej się wygłaszać banały pt. „ale muszę się uśmiechać chociaż nie chcę” (które to podejście zawsze powoduje, że mam ochotę zapytać „a dlaczego ludzie dookoła są winni że ty masz problemy ze sobą i mają znosić twoje humory?”) tudzież „a bo w pracy nie robi się tego, co się chce” (wydaje mi się, że wraz z wyjściem z wieku 5­‑6 lat, kiedy chce się być tym strażakiem albo policjantem, normalni ludzie z konceptu „a bo będę mieć fajny mundur” wyrastają). I, uczciwie mówiąc, po prostu irytuje mnie próba sprzedania mi tego typu tekstów jako czegoś nowatorskiego czy nieoczywistego. Tyle jeśli chodzi o sferę zawodową.

W prywatnej nie jest o wiele lepiej. Po pierwsze ilość wątków miłosnych, które autorka upchnęła w jednej agencji reklamowej czyni z mangi ni to sitcom, ni to telenowelę meksykanską. Po drugie, każdy z tych wątków ma swoją tragedię, a wszystkie razem są przedramatyzowane i męczące. Gdyby jeszcze zostały podane jako epizody i potem zamknięte, to szło by potraktować to jako „wejrzenie w świat dookoła”. Ale dosyć ewidentnie będą one ciągnięte dalej i dylematy głównej bohaterki po prostu się na ich tle gubią (spowodowane jest to przede wszystkim wspomnianą już nijakością tejże bohaterki, która powoduje że ktokolwiek inny na jej tle automatycznie wybija się na pierwszy plan). No i niestety po raz kolejny bije po oczach banalna infantylność – bo naprawdę istnieje ograniczona ilość „a bo on mnie kocha i to ona jest zła i przez nią nie zerwie tego związku” i „a on jest artysta i dlatego nie pracuje i żeruje na mnie, kiedyś jego gwiazda zabłyśnie a ja go kocham” czy też „i go pokochałam (mu zaufałam), a teraz już wiem że nie powinnam”, które można strawić w jednym pakiecie. Logika w zachowaniu bohaterów również poraża – ona zaprasza mnie żeby gdzieś razem wyjść. Dzisiaj się zgodzę i miło spędzimy czas. Jutro powiem, że ani teraz, ani nigdy więcej z nią nie pójdę… Na głowę upadłem w międzyczasie że mi się tak wizja świata zmieniła? Czy to może hormony szaleją? Ja rozumiem, że pewne pozycje powstają po to, żeby czytelnicy wyglądali na tle bohaterów lepiej niż w rzeczywistości są, ale wszystko ma swoje granice…

Dosyć negatywny wpływ na całość ma również fakt, że fabuła wydaje się kompletnie nigdzie nie prowadzić – po prostu daje się nieść z prądem tak samo jak bohaterka. A mnogość wątków i wyłażących na pierwszy plan bohaterów powoduje, że nie jestem w stanie rozpatrywać całości jako „opowieści o jednostce, która zagubiła się w życiu i nie wie co dalej więc biega w kółko”. Podejrzewam, że jedną z głównych przyczyn tego faktu jest to, że owa „jednostka, która nie ma pomysłu” z jakiegoś powodu znajduje się w centrum uwagi – podczas gdy nie potrafi ani nie próbuje nawet przekonywająco udawać, że taki pomysł ma. Bo fajnie, nie ma to jak stwierdzić „a bo ja nie wiem co dalej ze sobą zrobić”… i przejść z tym do porządku dziennego. W sumie po co marnować czas na zastanawianie się nad jakimiś głupstwami, znacznie produktywniej można spędzić czas, użalając się nad sobą.

Sytuację mogłyby uratować jeszcze przynajmniej jakieś poruszenia na polu zawodowym. Ale niestety kadry związane z tym tematem niosą w sobie tyle emocji, że spokojnie można je zastąpić planszami „będziemy robić projekt”, „robimy projekt”, „nadal robimy projekt” i „zrobiliśmy projekt” – i to im dalej z fabułą, tym bardziej. Przy czym należy też wspomnieć, że wybrany przez autorkę tryb pokazania miejsca pracy bohaterki tylko powiększa wrażenie sitcomowości – bo żadne wydarzenia w firmie nie mają jakichkolwiek skutków czy konsekwencji dla fabuły. Fajnie, do biura przyszła nowa stażystka… Wspaniale, świadczy to o tym, że kariera pani Fujii ma się dobrze. Ale życie stażystki w firmie japońskiej naprawdę polega na tym, że najpierw ktoś cię oprowadza, a potem możesz wesoło spędzać czas na plotkach, bo twoja opiekunka co najwyżej z samego rana spyta cię, co ona ma dziś robić (halo, czy leci z nami logika?)? Albo od drugiej strony, idziemy do klienta walczyć o projekt – tylko po co marnować na to całe 2 strony mangi?! Bo obawiam się, że mało który czytelnik wzruszy się (lub przepełni uznaniem) widząc, jak bohaterka chce iść na spotkanie, a potem z niego wraca – i to bez jakichkolwiek szczegółów czy retrospekcji. W takiej sytuacji porównanie z sitcomami jest wręcz obraźliwe dla tych ostatnich – bo one przynajmniej udają, że prezentują jakieś treści.

Suma summarum, o ile pierwszy tom Suppli budził jeszcze we mnie jakieś nadzieje, o tyle w okolicach tomu piątego jedyną pozytywną stroną, którą dostrzegam w tej mandze, jest oprawa techniczna. A i to chodzi mi raczej o jakość tłumaczenia i tekstu niż o kreskę, ponieważ konsekwencja w rysowaniu postaci przypomina tę w ich prowadzeniu – na dwóch sąsiednich kadrach ta sama postać potrafi wyglądać kompletnie inaczej.

Wniosek z całości: całość mangi sprowadza się do banalnego „czy Huan Carlos ożeni się z Anną Marią Rositą na tle japońskiej agencji reklamowej”.

Bianca, 14 czerwca 2008

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shodensha
Wydawca polski: Hanami
Autor: Mari Okazaki
Tłumacz: Magdalena Tomaszewska-Bolałek

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Hanami 9.2007
2 Tom 2 Hanami 11.2007
3 Tom 3 Hanami 1.2008
4 Tom 4 Hanami 3.2008
5 Tom 5 Hanami 5.2008
6 Tom 6 Hanami 7.2008
7 Tom 7 Hanami 2.2009
8 Tom 8 Hanami 11.2009
9 Tom 9 Hanami 4.2010
10 Tom 10 Hanami 12.2010

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Suppli - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl