Suppli
Recenzja
Kiedy dwie kobiety zmuszone są do rywalizowania o jednego mężczyznę, sytuacja robi się niezbyt przyjemna. Przy czym zawsze może być jeszcze gorzej – kiedy okazuje się, że pracują one w tej samej firmie. I nawet jeszcze gorzej, bo genialnym pomysłem jednego z dyrektorów muszą wspólnie zająć się pewnym ważnym projektem. A równolegle z pogłębianiem ich znajomości nabiera kolorów również romans pomiędzy panią Fujii i panem Ogiwarą. Tymczasem łańcuszek miłosny zaczyna wypuszczać pędy i na horyzoncie pojawia się kolejny kawaler, wyraźnie nią zainteresowany. A może nawet i nie jeden? Związek Watanabe i Ishidy również wkracza w końcu w jakąś bardziej rzeczową fazę – i trzeba mu przyznać, że (przynajmniej dla mnie) jest on ciekawszy od romansu głównej bohaterki. Może dlatego, że w odróżnieniu od niego wygląda wcale naturalnie?
Im dalej, tym bardziej dochodzę do wniosku, że moje problemy z wczuciem się w skórę pani Fujii spowodowane są raczej brakami warsztatowymi autorki, niżeli różnicami kulturowymi. Oczywiście, Japonia to zupełnie inny świat i te sprawy… tylko że świat ten chyba powinien jednak być logiczny. Oczywiście, ja rozumiem romanse biurowe – ale czy to nie jest lekka przesada, że prawie każdy z paczki bohaterów jest w kimś zakochany i praktycznie za każdym razem obiektem uczuć okazuje się ktoś z biura. A, no i nie zapominajmy o tym, jaki procent populacji zakochany jest w kilku osobach (albo z dwoma osobami jest, albo z jedną jest, a w drugiej jest zakochany). Ja rozumiem, że świat jest mały, ludzie niezdecydowani, biurowe romanse to częsta praktyka, a w Japonii tym bardziej, ale…
Poza tym, statystycznie… Jaka jest szansa na to, że dziewczyna, która przez X lat była z facetem i wracała do wspólnego mieszkania tylko po to, by paść na łóżko, nagle (nie wprowadzając żadnych zmian w życiu zawodowym) będzie miała dosyć wolnego czasu na wspólne kolacje/wypady do baru/nad morze? Oczywiście z innym kawalerem i przy akompaniamencie westchnień o braku jakiegokolwiek czasu na cokolwiek. A jaka – na to, że osoba, która w pracy łącznie dorobiła się może czwórki znajomych jest tak bardzo interesująca, że po niecałych pięciu minutach znajomości znany producent gotów będzie porzucić już toczący się projekt, by dołączyć do jej zespołu?
Niestety na trzecim tomie muszę zdecydowanie przyznać, że błyskotliwie i realistycznie zrobione epizody (chociażby ten z wyprawą dwójki rywalek do baru w celu „zapoznania”) są w Suppli tylko rodzynkami w ogólnej masie, która jest strawna, ale już nie smaczna. Bo oczywiście, można spodziewać się pewnej wiary w „jeszcze niedoceniony geniusz” pana, który już od trzech lat próbuje się „przebić” w wielkim mieście i nadal i cały czas ma z tego tylko perspektywy. Np. ze strony szesnastoletniej panienki. Ale już nijak nie ze strony panienki dwudziestoparoletniej, która na dodatek pracuje w reklamie (a akurat w Japonii ta właśnie branża ma sporo do czynienia ze światem show businessu). Można też spodziewać się, że facet, który nie potrafi zerwać z zamężną kochanką mimo faktu, że podobno kocha inną, będzie dobrym partnerem życiowym. Ale obawiam się, że motyw ten jest ograny do tego stopnia, że trzeba przed owym „spodziewaniem” należy wyłączyć większość szarych komórek, odpowiadających za myślenie i pamięć. Albo na wstępie mieć odpowiednio mało doświadczenia życiowego/zdrowego rozsądku.
W miarę czytania kolejnych tomów coraz bardziej narastają we mnie wątpliwości odnośnie faktu, że Suppli to pozycja dla kobiet dojrzałych – samodzielnych, pracujących, mających bądź nie mających życia osobistego, niepotrzebne skreślić. Ponieważ bohaterce (mimo podobno posiadanego przez nią zdrowego rozsądku) do dojrzałości, czy nawet podstawowej wiedzy życiowej, jest bardzo daleko. Muszę przyznać, że jak na „dorosłą kobietę”, a taka powinna być, chyba że autorce całkowicie zmienił się koncept, wykazuje się ona niesamowitym wręcz oderwaniem od rzeczywistości. Dobrze, fajnie, praca nie jest takim miejscem, w którym robi się to co chce się robić. Pamiętaj też, że jak idziesz rozmawiać z klientem, to trzeba się uśmiechać i być miłym. Ale czemu od razu robić z tego wielkie halo i dramat? Nikt cię nie zmusza do pracy w tym właśnie konkretnym miejscu a praca z klientem nie jest konieczna na każdym jednym stanowisku! I o ile „odkrywczość” tych wszystkich rozterek i problemów byłaby do przełknięcia w wykonaniu kogoś świeżo po studiach i w mandze skierowanej do studentów, o tyle w obecnym kontekście może w najlepszym razie świadczyć o pogłębiającej się depresji, a w najgorszym razie – i niestety właśnie na to wskazuje reszta zachowań – o koszmarnej infantylności. Albo o tym, że autorka chce pokazać światu jakieś problemy, ale nie bardzo wie jak przedstawić je czytelnikowi ustami bohaterki – i to „właśnie wpadłam na to, że mam problem” wychodzi jej zupełnie przypadkowo. Ale może kiedyś się nauczy… a może to cały czas jest taki planowany chwyt? Może…
Póki co czekam na następne tomy, ale niestety z coraz mniejszą nadzieją. A, i kwestię wykonania technicznego pominę tym razem milczeniem, żeby nie wyszło, że próbuję się wydawnictwu podlizywać. Ale tam naprawdę się nie ma czego przyczepić!
Tomiki
| Tom | Tytuł | Wydawca | Rok |
|---|---|---|---|
| 1 | Tom 1 | Hanami | 9.2007 |
| 2 | Tom 2 | Hanami | 11.2007 |
| 3 | Tom 3 | Hanami | 1.2008 |
| 4 | Tom 4 | Hanami | 3.2008 |
| 5 | Tom 5 | Hanami | 5.2008 |
| 6 | Tom 6 | Hanami | 7.2008 |
| 7 | Tom 7 | Hanami | 2.2009 |
| 8 | Tom 8 | Hanami | 11.2009 |
| 9 | Tom 9 | Hanami | 4.2010 |
| 10 | Tom 10 | Hanami | 12.2010 |
Odnośniki
| Tytuł strony | Rodzaj | Języki |
|---|---|---|
| Suppli # 3 - recenzja na Komiks.polter.pl | Nieoficjalny | pl |