Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Waneko - Wydawnictwo komiksu japońskiego

K-ON!

Tom 2
Wydawca: Studio JG (www)
Rok wydania: 2015
ISBN: 978-83-80010-73-4
Liczba stron: 120
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Po całkiem przyjemnej niespodziance, jaką był dla mnie pierwszy tomik K­‑ON!, ciekaw byłem, czy drugi okaże się równie udany. Problem bowiem z jadącymi na jednym motywie yonkomami polega często na tym, że pewna gama dowcipów, początkowo śmieszących czytelnika, zaczyna być powtarzana w kółko.

Poprzedni tom kończył się dla bohaterek problematyczną sytuacją, polegającą na braku wymaganej ilości członkiń klubu. Co za tym idzie, dziewczyny podejmują kolejne próby zwerbowania kogoś nowego. Niestety, koncepcje związane ze strojami (naturalnie – dzieło panny Sawako) nie przynoszą zamierzonych efektów, zaś koncert na rozpoczęcie roku też okazuje się umiarkowanym sukcesem. A jednak ostatecznie w progi klubu ktoś wkracza.

Nowość, pierwszoklasistka Azusa Nakano, różni się pod wieloma względami od reszty. Po pierwsze, jak się okazuje, potrafi naprawdę nieźle grać na gitarze, co w szczególną konfuzję wpędza Yui, na którą Azusa patrzy bowiem początkowo jak na idolkę. Po drugie, nowej członkini naiwnie wydaje się, że w klubie muzyki rozrywkowej chodzi o granie, zaś jej konfrontacja z ciasteczkowo­‑herbacianą rzeczywistością prowadzi do kilku poważnych spięć. Po trzecie, od pierwszego wejrzenia Sawako dostrzega w niej nawet lepszy od Mio obiekt do realizacji swoich cosplayowo­‑yuriowych fetyszy. Nota bene, o ile wcześniej opiekunka klubu była tylko niezbyt groźną świruską na punkcie dziwnych strojów, to teraz jej pomysły nabierają niekiedy bardziej erotycznych podtekstów, zgoła nieprzystających nauczycielce.

Fabuła sporej części tego tomu koncentruje się na docieraniu Azusy z resztą ekipy, co mimo początkowych spięć ostatecznie kończy się gładko. Co poza tym? Trudno się oprzeć wrażeniu powtórki z rozrywki – znowu dostajemy historyjkę o wspólnym wyjeździe nad morze, nie brakuje też noworocznej zabawy. Znanym już dobrze motywem są problemy z nauką, przydarzające się zwłaszcza Yui i Ritsu. Tak więc można zarzucić autorowi pewną powtarzalność, ale z drugiej strony – to wciąż bawi, więc poważniejszych pretensji nie zgłaszam. Większa liczba postaci nie sprawia, by któraś została zaniedbana, choć daje się zauważyć, że Mio, będąca najczęściej wykorzystywana do fanserwiśnych ujęć w tomie pierwszym, tu nie dostaje już tylu „śmielszych” (jak na tę mangę, oczywiście) scen. Natomiast podobieństwo jej i Azusy wykpiwa w pewnym momencie sam autor. Mnie osobiście brakowało kolejnych grafomańskich tekstów Mio. Nie zabrakło natomiast podchodzących pod yuri, choć w większości żartobliwych, skojarzeń. Cóż, w serii, gdzie jedynym mężczyzną jest pojawiający się raz na sto stron służący, to nawet jakoś tam logiczne…

Okładka prezentuje się równie dobrze jak pierwsza – bardzo mi się podoba koncepcja graficzna, którą forsuje Studio JG, polegająca na łączeniu matowego tła z błyszczącą, lakierowaną grafiką. Może i to ciut efekciarskie, ale co tam, w przypadku mang wygląda naprawdę nieźle. Niebieska konwencja graficzna całości jest nawet ładniejsza od czerwonej, którą mieliśmy w pierwszym tomie. Na okładce tym razem pojawia się Mio, zaś na ostatniej stronie znalazła się ilustracja z Yui klejącą się do nieco skonfundowanej tym Azusy (to à propos tego, co pisałem w temacie wątków yuri w K­‑ON!). Pod obwolutą znowu znajdziemy dodatkowe historyjki, co ciekawe, będące kontynuacją tych, które zdobiły okładkę tomu pierwszego.

Polskie tłumaczenie trzyma poziom znany z pierwszego tomu, choć kilka rzeczy mi nie pasuje. Po pierwsze, historyjka na stronie jedenastej o stworzonym przez Mio ogłoszeniu jest zupełnie niezrozumiała – a dokładniej trzeci jej obrazek, gdzie obie bohaterki powtarzają „wszystko” – w angielskim przekładzie mamy tam dwa różne zdania, czyniące całość zrozumiałą. Nie wiem, czy pomylił się tłumacz, korekta, czy też edytor, ale ktoś chyba jednak tak. Znalazłem też jedną literówkę – słowo „kusy” zamiast „kursy” na stronie sześćdziesiątej i brak przecinka we „Wstydu nie masz kobieto?” na stronie sto piątej. Za to muszę pochwalić tłumaczkę, Marzenę Karpińską, za zgrabne przełożenie na język polski czysto japońskiej ksywki Azusy – jej przekład całkiem przypadł mi do gustu.

Tak jak poprzednio, pierwsze osiem stron dostajemy w kolorze. Aż pięć ostatnich stron to dodatkowe komiksy poświęcone animowanej adaptacji K­‑ON! oraz dwie dodatkowe, pełnostronicowe ilustracje. Pierwsza, przedstawiająca Mio i Azusę jako parę, została narysowana przez Konu Mikamiego, zaś drugą, z Mio i Yui na plaży, stworzył sam autor mangi. Na końcu znajdziemy zwyczajowe kilka słów od Kakifly.

Grisznak, 7 września 2015
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Studio JG 4.2015
2 Tom 2 Studio JG 8.2015
3 Tom 3 Studio JG 11.2015
4 Tom 4 Studio JG 2.2016