anulka406
20.07.2011 15:11 Historia traktująca o trudnej miłości z wątkiem nadprzyrodzonym
Komentarz do recenzji "Model"
Właśnie skończyłam czytać tą manhwę. Nie cieszę się szczerze mówiąc, że jestem pierwszą komentującą, gdyż chciałabym dowiedzieć się, co o niej myślą inni czytelnicy. Jednak może dzięki temu moja ocena będzie w stu procentach własna, nie napiętnowana zdaniem innych.
Najpierw napiszę co‑nieco o rysunku. W tej manhwie możemy doświadczyć tradycyjnej, koreańskiej kreski (za którą niestety nie przepadam). Postacie są wyjątkowo wysokie, szczupłe, kościste i posiadają bardzo długie kończyny. Twarze są ładne, ale najbardziej urzekają włosy i nagie wampirze sylwetki (trzeba przyznać, że owinięty spadającym szlafrokiem Michael jest nienachalnie seksowny), ale to już wyjątkowo osobiste wrażenie. Zwraca się także uwagę na pewną bezpłciowość postaci – kobiecie sylwetki do złudzenia przypominają te męskie, tak samo twarze. W ostatnich tomach kreska wydawała mi się o wiele ładniejsza niż w pierwszych, nie wykluczam więc, że umiejętności autorki się rozwinęły. Wiele osób uważa kreskę za piękną. Cóż, pomijając tą tradycyjną naleciałość koreańską, coś w tym jest, bo przyjemnie mi się patrzyło na rysunki.
Jeżeli chodzi o treść manhwy, nie należy ona do prostych historii. Z początku wszystko zaczyna się niewinnie – młoda dziewczyna przybywa do posesji wampira, aby tam narysować jego portret. Jednakże w miarę swojego pobytu w rezydencji coraz bardziej zaczynają ją ciekawić fakty dotyczące gospodarza, a także jego pokojówki i służącego. Wyraźnie czuje, że coś jest ukryte i im więcej poznaje odpowiedzi, tym więcej ma pytań i tym bardziej pożąda prawdy, która może jednak ją zgubić. W rzeczywistości zostaje wplątana w zawiłą relację pomiędzy domownikami. Wraz z bohaterką odkrywamy kolejne fragmenty układanki, jaką jest ich przeszłość – wszystko jest spowite tajemnicą i bardzo nas ciekawi, jaką. Dlatego manhwę czyta się niezwykle szybko, nie można się od niej oderwać. Do ostatniej chwili nie znamy odpowiedzi i nie wiemy, jak to wszystko się zakończy. Nawet zakończenie pozostaje dość otwarte, za co bardzo cenię tą historię. Głównym motywem tutaj jest miłość – do takiego wniosku dochodzimy, kiedy nadchodzi czas na refleksję. Ale nie taka miłość, co się jej można spodziewać po mylącym pierwszym rozdziale. To nie jest kolejna romantyczna historia dla nastolatek z niższych półek, o tym jak się kobiecię w wampirze zakochuje i och jak cierpi. Manhwa ta traktuje o niezwykle trudnej miłości, nie tylko romantycznej, ale także miłości rodzinnej. O zawiłości pojęcia „miłość”, o tym, jak trudno jest ją rozpoznać, zauważyć i docenić. Przy czym ta miłość została tu bardziej opisana jako uczucie, od strony emocjonalnej, a nie od erotycznej. W prawdzie znajdziemy sceny aktów cielesnych, ale służą one tylko zobrazowaniu uczuć, a pojęcie seksualności zostało trochę jakby zatracone. Wszystko to zostało tu przedstawione na pograniczu śmiertelności i wieczności – to już w ogóle utrudnia sprawę. W manhwie występuje bowiem bardzo silny wątek nadprzyrodzony, który jest jej napędem i mocno wszystko komplikuje. Przedstawioną tu historię każdy może zrozumieć inaczej i inaczej odebrać jej przesłanie. Jak już wspominałam, zakończenie jest niejasne i możemy dopowiedzieć sobie, jak powinno się według nas skończyć. Jednakże muszę przyznać, że w manhwie brakuje pewnej płynności i z racji tego, że obfituje ona w retrospekcje, nie każdy z łatwością ją ogarnie. W pewnym momencie człowiek może zatrzymać i się pomyśleć: hej, ale o co właściwie chodzi? Jak doszło do tej sytuacji?' To jest niestety poważna wada. Sceny bardzo szybo się zmieniają. Szybko zmieniają się również dni i możemy zatracić poczucie upływu czasu (choć to akurat mogło być zabiegiem celowym). Aby właściwie zrozumieć tą historię wypada przeczytać ją jeszcze raz, ale akurat jeżeli mówimy o dostępnym wydaniu angielskim nie będzie to łatwe zadanie. Bardzo do gustu przypada główna bohaterka, która jest kobietą z krwi i kości. Ma swoje uczucia, swoje zdanie, jest zdeterminowana i uparta. Liczne wewnętrzne rozterki sprawiają, że w pewnym momencie jest bardzo rozdarta i zagubiona, ale nawet wtedy nie zatraca swojego temperamentu. Uwielbiam takie żywe, realistyczne bohaterki. Na uwagę zasługuje też postać Michaela. Jest wręcz spowity tajemnicą i choć sam utrzymuje, że nie ma uczuć, w rzeczywistości wcale się ich nie wyzbył. Z czasem poznajemy jego przeszłość i powody. To bardzo namacalna postać, niby wampir, a jednak tak ludzki! Widać pragnienie miłości jest tak silne, że nawet istoty spowite śmiercią, będące dziełem szatana nie mogą się go pozbyć.
Jeżeli ktoś obawia się o aspekty religijne w tej manhwie, gdyż jest np. zagorzałym katolikiem, jest ich stosunkowo mało, jak na manhwę o wampirach. Z początku zauważamy tylko symbol krzyża, a następnie Michael mówi chwilę o Bogu i Szatanie, ale nie jest to nic, co mogłoby zranić czyjeś religijne uczucia. W miarę rozwoju akcji dochodzi jeszcze wątek aniołów. Tutaj niektórzy mogą poczuć się zranieni, bo kliknij: ukryte przedstawiony anioł jest dość ludzki. Posiada wprawdzie nadprzyrodzone moce, ale dzierży ludzkie uczucia takie jak miłość romantyczna i nawet uprawia seks. Na końcu decyduje się, powracając do Nieba, pozostawić aniele moce dziecku zrodzonemu z człowieka… Brzmi to trochę jak bunt przeciw Bogu Lekko zarysowany jest też wątek potrzeby oczyszczenia duszy przed śmiercią.
Podsumowując jest to historia traktująca głównie o miłości, występuje silny wątek nadprzyrodzony, bohaterowie są wiarygodni, a całość trudna w odbiorze, co dodatkowo jeszcze utrudnia pewien chaos w jej przedstawieni, dużo retrospekcji i liczne przeskoki. Przesłanie można rozumieć na różny sposób. Stopniowo ujawniane są fragmenty układanki, co sprawia, że czyta się szybko i nie można się oderwać. Polecam ludziom, którzy nie boją się długich, bardziej wymagających serii (7 tomów), które są niejednoznaczne w odbiorze. Wydaje mi się też, że to jest jedna z tych serii, które albo się bardzo lubi, albo bardzo nie lubi. Albo nie rozumie.
Bardzo ciekawa manga. Uwielbiam takie historie o muzyce, a ta naprawdę mi zaimponowała. Jednak kiedy ją czytałam, w pewnym momencie pomyślałam: O rany, jakie to naciągane! Ale końcówka nadrabia wszystko. Naprawdę nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji. Dobrze przemyślana historia. Chociaż moim zdaniem minusem są bohaterowie. Trochę tacy nijacy. Ale manga wciąż bardzo mi się podobała. Polecam.
Mocna rzecz. Jak to czytałam to aż zrobiło mi się zimno. Lubię takie psychologiczne horrory, więc bardzo mi się ta manga podobała. Blue Heaven jest krótkie, treściwe i zastanawiające.
Tak to prawda, ale zakończenie zostało już pokazane, więc polecam się z nim zapoznać. Ono naprawdę zmienia postać rzeczy, a nowe rozdziały wyjaśniają wiele spraw. Niektóre można znaleźć po polsku, poszukajcie (dałabym namiary, ale nie będę robić reklam, jednak na wszechbiblii jest adres – grupa Shaman King Site). Postaram się aby pokazały się wszystkie z edycji KZB. A co do Naruto, to inna bajka – choć obie te historie mają gatunek shonen, skrajnie różnią się tematyką i sposobem przedstawienia, więc naprawdę, nie wypada ich porównywać. A co do kreski, w końcu ulega ona sporej zmianie, co bardzo widać w KZB (czyli Kang Zeng Bang, drugiej edycji w której znajduje się zakończenie), a już zwłaszcza widać to w kolejnym projekcie autora – robi on rysunki do Ultimo.
anulka406
26.06.2010 23:10 Shonen inny niż wszystkie
Komentarz do recenzji "Shaman King"
Nie jestem pewna, czy mam prawo pisać tu komentarz, ale moim zdaniem moja ocena jest jak najbardziej poprawna i nie tłumi jej fakt, że mangę właściwe przeczytałam w częściach, a nie w chronologicznej kolejności (potrzebowałam przeczytać wiele fragmentów) i to na przestrzeni dwóch lat. Shaman King znam właściwe z anime, które obejrzałam dość dawno temu. Zaintrygowało mnie ono i skłoniło do zerknięcia do mangi, gdzie wszystko było inaczej. Ta odmienność jednak nie odrzuciła mnie… Po tym wszystkim myślę, że to cudowna manga, pełna filozoficznych myśli. Różni się ona od zwykłego shonen, moim zdaniem nie jest schematyczna – wbrew temu co mówi recenzentka. Być może troszkę tu z tego schematu jest, ale tylko pozornie – wszystko, co schematyczne, w pewnej chwili zmienia się i człowiek patrzy na to inaczej. Walki nie odbywają się tak jak w typowym shonen, poprzez nie poznajemy bohaterów, często pokazane są ich myśli, mamy możliwość poznać ich przeszłość i zrozumieć motywy. Bardzo zgrałam się z postaciami w trakcie czytania tej mangi (moją ulubioną jest Hao). Jeżeli chodzi o główny motyw turnieju – ratowanie świata, samo to ratowanie ma się trochę inaczej niż w typowej serii shonen. Oczywiście, mamy tego złego – ale jest on jedną z najbardziej zagadkowych postaci. A ratowanie świata? W czasie czytania widz sam zadaje sobie pytanie, co uratuje ten świat (przy czym wypada wspomnieć, że nie wszyscy uczestnicy turnieju chcieli ratować świat, choć nie wszyscy też chcieli go zniszczyć) i co właściwie przyniesie (dla osoby, która go uratuje). Najbardziej zaskakującą rzeczą w tej mandze jest zakończenie, choć ja osobiście wyczekiwałam tego już mniej‑więcej od połowy. Myślę, że jest ono doskonałe – bardzo filozoficzne, zostawia otwarte ścieżki, ale z drugiej strony kończy główny wątek w zadowalający sposób i w końcu wszystkie wybory okazują się odpowiednie. Myślę, że ta manga jest wyjątkowa – przede wszystkim to smutna historia, która nie jest jak każdy shonen. Zakończenie jest bardzo naturalnie otwarte – jak inaczej mogłoby się skończyć? Nie znam lepszego, naprawdę. Ostateczne pozamykanie wszystkich wątków jest jak dla mnie tak oklepane, że to aż smutne. Nie wszystko musi kończyć się szczęśliwie lub nieszczęśliwie, prawda? Wszystko skończy się w chwili śmierci bohaterów, w czym nie musimy mieć udziału. Całe ich życie to będzie dokonywanie wyborów. Możemy dopowiedzieć sobie, co będzie dalej. Jak mówiłam, ta manga to po prostu smutna historia pokazująca ludzkie wnętrza, dość filozoficzna. Wszystkie pokazane tu historie są dramatyczne, ale nie przesadzone. Ten dramat nie przewija się przez całą serię w jakichś łzawych opowiastkach, dramat to po prostu wrażenie końcowe. I w końcu nie jasne jest, czy wszystko skończyło się szczęśliwie… Bo nie ma ani szczęśliwie, ani nieszczęśliwe. Jestem ogromną fanką tej historii i osobiście uważam, że choć do wybitnej wiele jej brakuje, to ja spokojnie wystawiam ocenę 8/10. Moim zdaniem nic jej nie brakuje (choć można by wypuścić drugi rozdział Hana's Flower bo to już jest niedokończone).
Muszę przyznać, że sama nie wiem co myśleć o tej mandze. Przeczytałam ją oczywiście z zapartym tchem i ogólnie podobała mi się, ale wypada tu coś napisać, prawda?
Po pierwsze, jest to typowy przedstawiciel gatunku shoujo. Nie mówię oczywiście, że to źle… W tym przypadku nawet mi się to podobało. Mamy tu przeciwnych rodziców, kłopoty rodzinne, miłość ponad wszystko, fałszywą przyjaciółkę, ex‑dziewczynę oraz zawsze modną ciążę. Po prostu full‑stuff, nic oryginalnego. Ale czy nie tego właśnie oczekujemy od mangi shojo? Jeśli więc ktoś jest fanem takich mang, nie zawiedzie się w ogóle! Kolejną sprawą jest jednak czy to wszystko zostało podane w odpowiednich proporcjach. Cóż, wyważone były… Jedne kłopoty zwiastowały kolejne, a wątpliwości bohaterów przejawiały się przez całą mangę. Jednak trzeba przyznać, że były to typowe wątpliwości, takie, jakie ma każda zakochana para… Uważam jednak, że pod koniec mangi autorka lekko przesadziła. Myślę, że lepiej by było kliknij: ukryte bez tej całej akcji z zaręczynami i ślubem. W końcu tytuł brzmi „Kare first love”, więc – nawet jeśli bohaterowie w końcu mieliby zostać ze sobą do śmierci – dobrze by było, jakby na tym zaprzestano. Ta zajawka przyszłości zdecydowanie mi tu nie w smak. Nie wspominając już o tym, że zostawiono niezamknięte wątki! Jak choćby kliknij: ukryte przyszłość Kiriyi. Nie wiadomo w końcu, czy przejmie biznes… A poza tym, jeśli nie przejmie – czemu ojciec tak łatwo odpuścił!? Tak nagła zmiana w jego zachowaniu jest trochę dziwna. Za to na pochwałę zasługuje postać ojca Karin. Do końca pozostał sobą! Widać, że w rzeczywistości kocha córkę.
Ogólnie manga bardzo mi się podobała i nie żałuję czasu na nią poświęconą. To typowy przedstawiciel shojo, nic ponad to… Ale właśnie to strasznie przypadło mi do gustu w tej mandze. Każda dziewczyna lubi takie historie o miłości, ja zwłaszcza.
Mocne. Zdecydowanie. Jestem fanką yaoi i mrocznych klimatów, więc od razu wiedziałam, że to tytuł idealny dla mnie. I wcale się nie zawiodłam. Historia podobała mi się… Oczywiście, nie powiem: „Ojej, to było takie super, tak mi się podobało!”, bo chyba nie wypada… Po prostu historia ta wpadła do mojego serca. Smutne, ale realne – nie mam wątpliwości, że Adrian był psychopatą, ale jak widać i takim pomoże miłość… Tak mi szkoda, że była tak smutna! Ale można w sumie powiedzieć, że skończyło się szczęśliwie… Uważam, że zakończenie jest świetne i na pewno niespodziewane. Od początku nie myślałam, że rozwinie się z tego aż taka historia na temat psychopaty i na końcu stał się on dla mnie całkiem zrozumiały. Jego zachowanie, znaczy się. Szczerze mówiąc na początku oczekiwałam, że to będzie po prostu psychologiczny tytuł, a on na końcu stał się taki… Prawdziwy! Nie wiem jak ująć to w słowa, o co mi chodzi… Nie sądziłam, że będą tu podane jakieś konkretne motywy. I dlatego zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, ale całość przypadła mi do gustu i bardzo wzruszyła. Uważam, że to poruszająca historia.
Manga bardzo mi się podobała. Uważam, że w odpowiedni sposób ujęła ona wchodzenie w dorosłość. Bardzo podobał mi się realizm, jaki został w niej zawarty – nic nie wyglądało na wymuszone. Po prostu życie. Uwielbiam takie pozycje i dlatego jestem Solaninem naprawdę oczarowana i polecam tą mangę.
Historia traktująca o trudnej miłości z wątkiem nadprzyrodzonym
Najpierw napiszę co‑nieco o rysunku. W tej manhwie możemy doświadczyć tradycyjnej, koreańskiej kreski (za którą niestety nie przepadam). Postacie są wyjątkowo wysokie, szczupłe, kościste i posiadają bardzo długie kończyny. Twarze są ładne, ale najbardziej urzekają włosy i nagie wampirze sylwetki (trzeba przyznać, że owinięty spadającym szlafrokiem Michael jest nienachalnie seksowny), ale to już wyjątkowo osobiste wrażenie. Zwraca się także uwagę na pewną bezpłciowość postaci – kobiecie sylwetki do złudzenia przypominają te męskie, tak samo twarze. W ostatnich tomach kreska wydawała mi się o wiele ładniejsza niż w pierwszych, nie wykluczam więc, że umiejętności autorki się rozwinęły. Wiele osób uważa kreskę za piękną. Cóż, pomijając tą tradycyjną naleciałość koreańską, coś w tym jest, bo przyjemnie mi się patrzyło na rysunki.
Jeżeli chodzi o treść manhwy, nie należy ona do prostych historii. Z początku wszystko zaczyna się niewinnie – młoda dziewczyna przybywa do posesji wampira, aby tam narysować jego portret. Jednakże w miarę swojego pobytu w rezydencji coraz bardziej zaczynają ją ciekawić fakty dotyczące gospodarza, a także jego pokojówki i służącego. Wyraźnie czuje, że coś jest ukryte i im więcej poznaje odpowiedzi, tym więcej ma pytań i tym bardziej pożąda prawdy, która może jednak ją zgubić. W rzeczywistości zostaje wplątana w zawiłą relację pomiędzy domownikami. Wraz z bohaterką odkrywamy kolejne fragmenty układanki, jaką jest ich przeszłość – wszystko jest spowite tajemnicą i bardzo nas ciekawi, jaką. Dlatego manhwę czyta się niezwykle szybko, nie można się od niej oderwać. Do ostatniej chwili nie znamy odpowiedzi i nie wiemy, jak to wszystko się zakończy. Nawet zakończenie pozostaje dość otwarte, za co bardzo cenię tą historię. Głównym motywem tutaj jest miłość – do takiego wniosku dochodzimy, kiedy nadchodzi czas na refleksję. Ale nie taka miłość, co się jej można spodziewać po mylącym pierwszym rozdziale. To nie jest kolejna romantyczna historia dla nastolatek z niższych półek, o tym jak się kobiecię w wampirze zakochuje i och jak cierpi. Manhwa ta traktuje o niezwykle trudnej miłości, nie tylko romantycznej, ale także miłości rodzinnej. O zawiłości pojęcia „miłość”, o tym, jak trudno jest ją rozpoznać, zauważyć i docenić. Przy czym ta miłość została tu bardziej opisana jako uczucie, od strony emocjonalnej, a nie od erotycznej. W prawdzie znajdziemy sceny aktów cielesnych, ale służą one tylko zobrazowaniu uczuć, a pojęcie seksualności zostało trochę jakby zatracone. Wszystko to zostało tu przedstawione na pograniczu śmiertelności i wieczności – to już w ogóle utrudnia sprawę. W manhwie występuje bowiem bardzo silny wątek nadprzyrodzony, który jest jej napędem i mocno wszystko komplikuje. Przedstawioną tu historię każdy może zrozumieć inaczej i inaczej odebrać jej przesłanie. Jak już wspominałam, zakończenie jest niejasne i możemy dopowiedzieć sobie, jak powinno się według nas skończyć. Jednakże muszę przyznać, że w manhwie brakuje pewnej płynności i z racji tego, że obfituje ona w retrospekcje, nie każdy z łatwością ją ogarnie. W pewnym momencie człowiek może zatrzymać i się pomyśleć: hej, ale o co właściwie chodzi? Jak doszło do tej sytuacji?' To jest niestety poważna wada. Sceny bardzo szybo się zmieniają. Szybko zmieniają się również dni i możemy zatracić poczucie upływu czasu (choć to akurat mogło być zabiegiem celowym). Aby właściwie zrozumieć tą historię wypada przeczytać ją jeszcze raz, ale akurat jeżeli mówimy o dostępnym wydaniu angielskim nie będzie to łatwe zadanie.
Bardzo do gustu przypada główna bohaterka, która jest kobietą z krwi i kości. Ma swoje uczucia, swoje zdanie, jest zdeterminowana i uparta. Liczne wewnętrzne rozterki sprawiają, że w pewnym momencie jest bardzo rozdarta i zagubiona, ale nawet wtedy nie zatraca swojego temperamentu. Uwielbiam takie żywe, realistyczne bohaterki. Na uwagę zasługuje też postać Michaela. Jest wręcz spowity tajemnicą i choć sam utrzymuje, że nie ma uczuć, w rzeczywistości wcale się ich nie wyzbył. Z czasem poznajemy jego przeszłość i powody. To bardzo namacalna postać, niby wampir, a jednak tak ludzki! Widać pragnienie miłości jest tak silne, że nawet istoty spowite śmiercią, będące dziełem szatana nie mogą się go pozbyć.
Jeżeli ktoś obawia się o aspekty religijne w tej manhwie, gdyż jest np. zagorzałym katolikiem, jest ich stosunkowo mało, jak na manhwę o wampirach. Z początku zauważamy tylko symbol krzyża, a następnie Michael mówi chwilę o Bogu i Szatanie, ale nie jest to nic, co mogłoby zranić czyjeś religijne uczucia. W miarę rozwoju akcji dochodzi jeszcze wątek aniołów. Tutaj niektórzy mogą poczuć się zranieni, bo kliknij: ukryte przedstawiony anioł jest dość ludzki. Posiada wprawdzie nadprzyrodzone moce, ale dzierży ludzkie uczucia takie jak miłość romantyczna i nawet uprawia seks. Na końcu decyduje się, powracając do Nieba, pozostawić aniele moce dziecku zrodzonemu z człowieka… Brzmi to trochę jak bunt przeciw Bogu Lekko zarysowany jest też wątek potrzeby oczyszczenia duszy przed śmiercią.
Podsumowując jest to historia traktująca głównie o miłości, występuje silny wątek nadprzyrodzony, bohaterowie są wiarygodni, a całość trudna w odbiorze, co dodatkowo jeszcze utrudnia pewien chaos w jej przedstawieni, dużo retrospekcji i liczne przeskoki. Przesłanie można rozumieć na różny sposób. Stopniowo ujawniane są fragmenty układanki, co sprawia, że czyta się szybko i nie można się oderwać. Polecam ludziom, którzy nie boją się długich, bardziej wymagających serii (7 tomów), które są niejednoznaczne w odbiorze. Wydaje mi się też, że to jest jedna z tych serii, które albo się bardzo lubi, albo bardzo nie lubi. Albo nie rozumie.
Zaskakujące zakocńczenie
A co do kreski, w końcu ulega ona sporej zmianie, co bardzo widać w KZB (czyli Kang Zeng Bang, drugiej edycji w której znajduje się zakończenie), a już zwłaszcza widać to w kolejnym projekcie autora – robi on rysunki do Ultimo.
Shonen inny niż wszystkie
Najbardziej zaskakującą rzeczą w tej mandze jest zakończenie, choć ja osobiście wyczekiwałam tego już mniej‑więcej od połowy. Myślę, że jest ono doskonałe – bardzo filozoficzne, zostawia otwarte ścieżki, ale z drugiej strony kończy główny wątek w zadowalający sposób i w końcu wszystkie wybory okazują się odpowiednie.
Myślę, że ta manga jest wyjątkowa – przede wszystkim to smutna historia, która nie jest jak każdy shonen. Zakończenie jest bardzo naturalnie otwarte – jak inaczej mogłoby się skończyć? Nie znam lepszego, naprawdę. Ostateczne pozamykanie wszystkich wątków jest jak dla mnie tak oklepane, że to aż smutne. Nie wszystko musi kończyć się szczęśliwie lub nieszczęśliwie, prawda? Wszystko skończy się w chwili śmierci bohaterów, w czym nie musimy mieć udziału. Całe ich życie to będzie dokonywanie wyborów. Możemy dopowiedzieć sobie, co będzie dalej. Jak mówiłam, ta manga to po prostu smutna historia pokazująca ludzkie wnętrza, dość filozoficzna. Wszystkie pokazane tu historie są dramatyczne, ale nie przesadzone. Ten dramat nie przewija się przez całą serię w jakichś łzawych opowiastkach, dramat to po prostu wrażenie końcowe. I w końcu nie jasne jest, czy wszystko skończyło się szczęśliwie… Bo nie ma ani szczęśliwie, ani nieszczęśliwe. Jestem ogromną fanką tej historii i osobiście uważam, że choć do wybitnej wiele jej brakuje, to ja spokojnie wystawiam ocenę 8/10. Moim zdaniem nic jej nie brakuje (choć można by wypuścić drugi rozdział Hana's Flower bo to już jest niedokończone).
Miło można spędzić czas
Po pierwsze, jest to typowy przedstawiciel gatunku shoujo. Nie mówię oczywiście, że to źle… W tym przypadku nawet mi się to podobało. Mamy tu przeciwnych rodziców, kłopoty rodzinne, miłość ponad wszystko, fałszywą przyjaciółkę, ex‑dziewczynę oraz zawsze modną ciążę. Po prostu full‑stuff, nic oryginalnego. Ale czy nie tego właśnie oczekujemy od mangi shojo? Jeśli więc ktoś jest fanem takich mang, nie zawiedzie się w ogóle!
Kolejną sprawą jest jednak czy to wszystko zostało podane w odpowiednich proporcjach. Cóż, wyważone były… Jedne kłopoty zwiastowały kolejne, a wątpliwości bohaterów przejawiały się przez całą mangę. Jednak trzeba przyznać, że były to typowe wątpliwości, takie, jakie ma każda zakochana para… Uważam jednak, że pod koniec mangi autorka lekko przesadziła. Myślę, że lepiej by było kliknij: ukryte bez tej całej akcji z zaręczynami i ślubem. W końcu tytuł brzmi „Kare first love”, więc – nawet jeśli bohaterowie w końcu mieliby zostać ze sobą do śmierci – dobrze by było, jakby na tym zaprzestano. Ta zajawka przyszłości zdecydowanie mi tu nie w smak. Nie wspominając już o tym, że zostawiono niezamknięte wątki! Jak choćby kliknij: ukryte przyszłość Kiriyi. Nie wiadomo w końcu, czy przejmie biznes… A poza tym, jeśli nie przejmie – czemu ojciec tak łatwo odpuścił!? Tak nagła zmiana w jego zachowaniu jest trochę dziwna.
Za to na pochwałę zasługuje postać ojca Karin. Do końca pozostał sobą! Widać, że w rzeczywistości kocha córkę.
Ogólnie manga bardzo mi się podobała i nie żałuję czasu na nią poświęconą. To typowy przedstawiciel shojo, nic ponad to… Ale właśnie to strasznie przypadło mi do gustu w tej mandze. Każda dziewczyna lubi takie historie o miłości, ja zwłaszcza.
Całość mnie zaskoczyła
Po prostu historia ta wpadła do mojego serca. Smutne, ale realne – nie mam wątpliwości, że Adrian był psychopatą, ale jak widać i takim pomoże miłość… Tak mi szkoda, że była tak smutna! Ale można w sumie powiedzieć, że skończyło się szczęśliwie… Uważam, że zakończenie jest świetne i na pewno niespodziewane. Od początku nie myślałam, że rozwinie się z tego aż taka historia na temat psychopaty i na końcu stał się on dla mnie całkiem zrozumiały. Jego zachowanie, znaczy się. Szczerze mówiąc na początku oczekiwałam, że to będzie po prostu psychologiczny tytuł, a on na końcu stał się taki… Prawdziwy! Nie wiem jak ująć to w słowa, o co mi chodzi… Nie sądziłam, że będą tu podane jakieś konkretne motywy. I dlatego zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, ale całość przypadła mi do gustu i bardzo wzruszyła. Uważam, że to poruszająca historia.
Po prostu życie.