Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 kreska: 7/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

1/10
Głosów: 1
Średnia: 1
σ=0

Wylosuj ponownieTop 10

Kaifuku Jutsushi no Yarinaoshi

Rodzaj: Komiks (Japonia)
Wydanie oryginalne: 2017-
Liczba tomów: 9+
Tytuły alternatywne:
  • Redo of Healer
  • 回復術士のやり直し
Tytuły powiązane:

Zaskakująca, kontrowersyjna i brutalna historia pewnej zemsty, z dodatkiem haremu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: chi4ko

Recenzja / Opis

Czy w dzisiejszych czasach da się czytelnika zaskoczyć? Autor Kaifuku Jutsushi no Yarinaoshi to zrobił. Przyznam, że gdy zacząłem czytać tę mangę, moją pierwszą reakcją było: „O, tego jeszcze nie grali!”. Już dzięki temu zyskała u mnie sporo punktów na początek. Potem było różnie, ale po dobrym starcie wiele można wybaczyć, nie?

Keyaru, przeciętny, życzliwy światu młodzieniec wychowany w wiosce, wiódł spokojne życie do momentu, kiedy do jego osady przybyła księżniczka Flare Arlgrande Jioral. To od niej dowiedział się, że otrzymał moc leczniczą i został wybrany na jednego z bohaterów, którzy mają uratować świat. To dopiero awans od zera do bohatera. Piękna księżniczka, wspaniały powóz, a potem kipiąca bogactwem stolica królestwa Jioral, mężnie stawiającego opór nawale zła. Keyaru miał prawo myśleć, że oto jego nudne życie zmieniło się w bajkę. W każdym razie – do momentu, w którym po raz pierwszy miał użyć swojej mocy i przekonał się, że lecząc innych, dzieli ich doświadczenia, w tym także ból ran. Cierpienie było tak straszne, że Keyaru nie był pewien, czy będzie w stanie to robić.

Na jego nieszczęście księżniczka Flare nie miała podobnych wątpliwości. Wykorzystując tortury i narkotyki, zamieniła chłopaka w uzależniony od siebie wrak człowieka, czyniąc z niego narkomana i swoją osobistą zabawkę. A to dopiero początek. Gdy wyruszyli na wyprawę, by pokonać władcę demonów, okazało się, że pozostali członkowie drużyny nie są lepsi – wojowniczka Blade jest lesbijką, która nienawidzi Keyaru, gdyż ten ma fizyczny kontakt z jej ukochaną Flare. Obsługujący magiczne działo Bullet jest homoseksualistą, który swoje żądze zaspokaja na głównym bohaterze. Po dłuższej podróży z nimi Keyaru jest na krawędzi obłędu – ale oto nadchodzi szansa. Podczas finałowego starcia Keyaru ujawnia, że lecząc swoich dręczycieli, czerpał także ich moce. Teraz, mając szansę jedyną w życiu, wykorzystuje moc, aby cofnąć czas – i zemścić się na wszystkich, którzy jego życie przemienili w piekło.

Kaifuku Jutsushi no Yarinaoshi nie przypomina żadnej znanej mi mangi czy anime. Pewne odległe skojarzenia mam z popularnymi zwłaszcza w chińskim fandomie light novel z gatunku „revenge isekai”. Tu jednak sytuacja jest trochę bardziej złożona. Główny bohater przechodzi piekło, które łamie go psychicznie. Choć podnosi się, to daleko mu już do dawnej życzliwości. Jest człowiekiem żądnym zemsty, brutalnym i bezwzględnym. Nie chodzi mu tylko o to, aby, jak wielu innych mścicieli, dopaść i zabić swoich dręczycieli. Keyaru, który przyjmuje imię Keyruga, postanawia odpłacić pięknym za nadobne. Co więcej, nie ogranicza się do tego. Ma bowiem swój drugi cel, który od pewnego momentu staje się nawet ważniejszy. Pojawia się przed nim pytanie – kim jest? Czy po prostu mścicielem, czy też może faktycznie bohaterem, który, nawet przypadkiem, może uczynić coś dobrego?

Początek tej mangi mnie „złapał”, naprawdę byłem ciekaw, co będzie dalej, chociaż czułem, że lepiej nie oczekiwać za dużo. I chyba dobrze zrobiłem. Kaifuku Jutsushi no Yarinaoshi stopniowo idzie w kierunku klasycznej haremówki. Bohater zbiera wokół siebie drużynę złożoną z dziewcząt wcielonych dobrowolnie lub podstępem. Mężczyzn unika, co tłumaczy traumą po tym, co zrobił mu Bullet. Wraz z całą tą drużyną podróżuje po świecie, odkrywając jego prawdziwą naturę. Przekonujemy się, jak wiele oczywistości było tylko pozornych, a to, co zwykle uchodzi w takich opowieściach za dobre i szlachetne, wcale takim być nie musi. To swoisty znak rozpoznawczy tej mangi – wywraca ona wiele klisz fantasy, niekiedy robiąc to całkiem nieźle (choć nie zawsze, bo czasami wypada to irytująco schematycznie). W tym temacie doceniam ponadto ciekawe podejście do kreowania świata, nie tak znowu częste w mangach fantasy, których autorzy rzadko umieją wyjść poza schemat.

Jedną z najmocniejszych stron mangi jest główny bohater. Będąc uzdrowicielem (a nie np. kapłanem­‑wojownikiem albo białym magiem czy paladynem), ma teoretycznie dość ograniczony zakres mocy. Przyznaję, że zawsze w opowieściach fantasy czy grach irytował mnie schemat takiej postaci. Otóż zwykle jest to kapłan, który robi za drużynową apteczkę, czasami modli się trochę, ale bez większych kosztów, oraz leczy nawet tych, których teoretycznie jego bóstwo nie powinno obdarzać łaską. Tutaj wprowadzono ciekawe ograniczenie tej mocy, ale i jej rozwinięcie. W efekcie uzdrowiciel, choć płaci za to dużą cenę, potrafi faktycznie zgromadzić niezwykły potencjał. Bardzo lubię pozycje, w których autor „grzebie” w klasycznych mocach, pokazując, ile z nich można wyciągnąć. A jeśli ma jakiś ciekawy pomysł, to tym lepiej.

W przypadku Keyaru ważna jest kwestia bycia antagonistą/antybohaterem. Niewątpliwie jest tym drugim, ale czy tym pierwszym? Do pewnego stopnia na pewno. Robi rzeczy moralnie jednoznacznie złe, nierzadko okrutne i nawet zemsta nie zawsze go usprawiedliwia, w wielu przypadkach bowiem doskonale się przy tym bawi. Nie jest wyłącznie klasycznym Punisherem, który robi złe rzeczy w imię zemsty. W jego zemście jest o wiele więcej osobistej frajdy. Miejscami jest to zachowanie mocno niepokojące, szczególnie że trudno oprzeć się wrażeniu, iż autor z nim sympatyzuje. Może dlatego stara się nas przekonać, że Keyaru w gruncie rzeczy wcale nie jest takim złym człowiekiem. Z biegiem czasu każe mu robić rzeczy z gruntu dobre. Nie zmienia to faktu, że Keyaru w swojej nowej wersji jest postacią moralnie mocno dwuznaczną. Ale nie zamierzam robić z tego zarzutu.

Gorzej wypada niestety reszta obsady. Chyba tym, czego najbardziej mi w tej mandze brakuje, jest postać jakiegoś centralnego antagonisty dla głównego bohatera. To znaczy, jego antagonistami są ci, na których chce on wywrzeć zemstę, ale trudno ich uznać za świadomych wrogów, bardziej za „cele”. Dziewczyny, które dołączają do jego haremu, szybko tracą jakąś bardziej wyrazistą osobowość na rzecz zachwytu swoim panem. Przeciwnicy są zaś w znakomitej większości po prostu źli lub bardzo źli. Znowu przypomina to klasycznego Punishera, gdzie mieliśmy Franka oraz całą resztę złych (choć nawet tam byli tak udani przeciwnicy jak Kingpin czy Daredevil). Brak tu tych, którzy byliby bardziej pośrodku, i chyba to jest największa wada tej opowieści. Brak takich postaci sprawia, że wszystko staje się bardziej czarno­‑białe, a w historii, gdzie kwestie moralne odgrywają pewną rolę, nie jest to zjawisko pożądane.

Na tym lista wad się nie kończy. Chyba najbardziej irytujące jest przedstawianie wszystkich informacji o umiejętnościach bohaterów w postaci statystyk rodem z gier komputerowych. To nie tylko zdecydowane pójście na łatwiznę, ale przede wszystkim coś, co wygląda wyjątkowo sztucznie. Miałoby swoje uzasadnienie w tytule, który rozgrywa się w świecie gry komputerowej. Naprawdę, można było to zrobić choćby w postaci przekazania pewnych ogólnych informacji na temat danych postaci, bez chamskiego pokazywania karty postaci z cyferkami, statystykami i listą umiejętności.

Kaifuku Jutsushi no Yarinaoshi jest mangą dość odważną, a seks stanowi istotny element fabuły. Cóż, skoro porusza tematykę gwałtów, to trudno się temu dziwić – chociaż zauważmy, że scen seksu „dobrowolnego” z czasem jest o wiele więcej, a gwałty stanowią wyjątki. Trochę to przypomina Goblin Slayera – na początku ostro, a potem już raczej spokojnie. Niemniej, daleki byłbym od nazywania tej pozycji tytułem z gatunku hentai. Wszystkie „momenty” rysowane są tak, aby nie było niczego tak naprawdę widać, więc nawet jeśli mogą się wydawać dość „śmiałe”, to jednak rysownik czuwa, aby nie przesadzić. Pod tym względem widziałem dużo bardziej odważne pozycje w mangowym mainstreamie. Bardziej chodzi tu o kwestię tego, co się pokazuje, niż tego, jak się pokazuje.

Sam fakt, że Kaifuku Jutsushi no Yarinaoshi wywołał kontrowersje (anime zostało zakazane w Niemczech), jest swego rodzaju wyróżnieniem. Żyjemy w świecie, w którym tak mało rzeczy kogokolwiek szokuje czy zaskakuje, że warto doceniać te nieliczne przypadki, kiedy komuś się to udaje. Oczywiście, nie sądzę, aby manga ta miała wytyczyć nowe kanony gatunku. Im dalej w las, tym bardziej autor stara się podbudować szlachetną motywację Keyaru i sprawić, byśmy bez zastrzeżeń mu kibicowali. A to, w moim odczuciu, spłyca wymowę fabuły. Ten sam problem miał choćby Goblin Slayer, który zaczynał jako brutalna historia o człowieku opętanym żądzą zemsty, a zdryfował w stronę zupełnie zwyczajnego fantasty. Kaifuku Jutsushi no Yarinaoshi podąża powoli tą samą ścieżką, a to sprawia, że w pewnym momencie ktoś, kto sięgnął po tę mangę jako coś nowego, może poczuć się oszukany.

Mimo wszystko, to całkiem porządna manga. Muszę jej to oddać, bo pomimo wszystkich zarzutów, które powyżej wypunktowałem, czytało mi się ją naprawdę dobrze, szybko i bez poczucia nudy albo chęci zakończenia lektury. Dlatego, o ile wspomniana wcześniej tematyka nie jest dla kogoś powodem do porzucenia tytułu z automatu, to wydaje mi się, że warto dać Kaifuku Jutsushi no Yarinaoshi szansę.

Agathocles, 30 października 2021

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kadokawa Shoten
Autor: Rui Tsukiyo
Rysunki: Haga Souken