Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 kreska: 7/10
fabuła: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

brak

Wylosuj ponownieTop 10

Goblin Slayer Gaiden: Year One

Rodzaj: Komiks (Japonia)
Wydanie oryginalne: 2017-
Liczba tomów: 7+
Tytuły alternatywne:
  • ゴブリンスレイヤー外伝:イヤーワン
Gatunki: Dramat, Fantasy
Widownia: Seinen; Postaci: Magowie/czarownice; Rating: Nagość, Przemoc, Seks; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Ecchi, Magia

Początki kariery Zabójcy Goblinów, niewnoszące niestety szczególnie dużo nowego. A tak naprawdę to żywcem przypominające znaną już historię.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Popularność Zabójcy Goblinów to dla mnie zagadka. Pisałem w recenzji tej mangi, że mnogością schematów i klisz zabija ona przyjemność lektury. A jednak jestem w tej opinii zapewne odosobniony, bo rzecz stała się znana i lubiana, doczekała się wersji animowanej, filmu, a także kilku opowieści pobocznych oraz swojej własnej gry RPG. Jednym z odprysków tej franczyzy jest właśnie Goblin Slayer: Year One, manga o początkach kariery bezimiennego mściciela, który przyjął za cel życia eksterminację goblinów.

Co mnie w ogóle skłoniło, aby brać się za ten tytuł? Jakaś przekora? Może ciekawość? A może po prostu chęć przekonania się, czy ktoś spróbował na serio wykorzystać potencjał kryjący się w tej opowieści? Tak czy owak, postanowiłem to sprawdzić. Niestety, okazało się, że moje nadzieje były cokolwiek płonne.

Historia zaczyna się tak, jak można było przewidywać, czyli od ataku goblinów na wioskę. Główny bohater, ukryty przez siostrę, uchodzi z życiem, ale obserwuje z ukrycia wszystko, co gobliny robią z jedyną bliską mu osobą. Traumę będącą tego skutkiem przekuwa na pierwotną, atawistyczną nienawiść do goblinów. Wyszkolony przez tajemniczego nauczyciela (ten wątek jest tu ledwie zaznaczony, potem powraca co jakiś czas w reminiscencjach, ale nie zostaje w sumie nigdy odpowiednio rozwinięty), wstępuje do gildii poszukiwaczy przygód, gdzie bierze wyłącznie zlecenia na gobliny. W oczach innych jest śmierdzącym i małomównym dziwakiem, którego najlepiej ignorować. Ale nie dotyczy to wszystkich…

Istotną rzeczą, która odróżnia ten spin­‑off od głównej serii, jest dużo większy nacisk na kwestie osobiste. Tam nieśmiało wprowadzane, tutaj od samego początku stają się istotne. Bohater znajduje schronienie na farmie prowadzonej przez jego przyjaciółkę z dzieciństwa (mangowe klisze rzecz święta, co nie?), a czytelnik od samego początku widzi, że dziewczę żywi do Zabójcy bardzo ciepłe uczucia. Widzi to także jej wujek, który zajmuje się farmą. Widzi to nawet znana nam już czarodziejka podczas przelotnego spotkania. Nie widzi tego natomiast główny bohater, skupiony na swoich celach. Nie dostrzega zresztą także coraz większego zainteresowania ze strony pracującej w gildii recepcjonistki. Ta, początkowo tylko zaintrygowana jego oryginalnością, stopniowo odkrywa w sobie uczucia względem Zabójcy.

Gdyby ta seria była romansem, tudzież haremówką, to pewnie byłaby nawet czymś oryginalnym. Ale gdzie tam… Tak jak w głównej mandze, przez większość czasu obserwujemy Zabójcę, jak poluje na gobliny. I tu zaczynają się moje poważniejsze zarzuty do tej pozycji.

W głównej serii nasz Zabójca jest istnym Punisherem świata fantasy, jednoosobową armią, zaprogramowaną na eksterminację goblinów. Jest zawodowcem, legitymuje się doświadczeniem, więc mu wierzymy. A tu? Tu zaczyna jako totalny żółtodziób. No dobra, może nie totalny, bo przeszedł jakieś szkolenie. Ale nadal popełnia pewne błędy. Tyle że… nic z nich nie wynika. Nikt nie ginie przez jego brak doświadczenia, żadna wioska nie pada ofiarą goblinów, żadna z postaci, które ma chronić, nie zostaje skrzywdzona. Żaden z jego błędów nie pociąga za sobą konsekwencji, poza jednym czy dwoma guzami lub uszkodzeniami ekwipunku. Tak naprawdę bohater nie ponosi nawet drobnych klęsk. Biorąc pod uwagę, że w Goblin Slayerze cały czas powtarza się nam, jaki ten świat jest zły, jak to nikt nie chce nikomu bezinteresownie pomagać, a bogowie mają wszystko gdzieś, to chciałoby się to zobaczyć i w to uwierzyć.

Autor niestety popełnia dokładnie ten sam błąd co w serii głównej. Tu także wszystko dzieje się tak, jakbyśmy oglądali grę na najniższym poziomie trudności, na dodatek z włączonym trybem nieśmiertelności. Jeśli już ma się komuś stać krzywda, to niech to będzie całkowicie nieistotna, przypadkowa postać. A główny bohater ma życie niczym Superman z komiksów z okresu Złotej Ery – wszystko mu wychodzi, ze wszystkim sobie radzi, a drobne problemy są tylko mało istotnymi przeszkadzajkami (no dobra, Superman miał jeszcze kryptonit, a tu nawet tego nie ma). Bardzo szybko staje się to nudne.

Gdy tworzymy opowieść z milczącym, ponurym protagonistą, ważne jest, aby wprowadzić postać, która będzie naszego bohatera „wyjaśniać”. Guts miał Pucka, Punisher – Micro, Kenshirou – Bata, a Geralt – Jaskra. W głównej mandze tę rolę odgrywa początkowo Kapłanka, potem zaś reszta drużyny. Tutaj jednej takiej postaci nie ma. Paradoksalnie, wychodzi to opowieści na dobre. Co jakiś czas do Zabójcy dołącza inna postać – czy to czarodziejka, która ma dla niego zlecenie, czy też kontrolerka z gildii. Choć są to postacie epizodyczne, to w moim odczuciu są nawet lepiej naszkicowane niż te z głównej opowieści. Każda z nich jest pełnoprawną partnerką dla Zabójcy, ma własne przemyślenia na jego temat i potrafi go pociągnąć za język. Inna sprawa, że przez nie dwie panny żywotnie zainteresowane głównym bohaterem na poziomie romantycznym wypadają mocno przeciętnie. W sumie to bardziej „wiedźmińskie” podejście, gdzie główny bohater działał sam, a tylko od czasu do czasu ktoś tam do niego dołączał. Dopiero po tym, jak historia potoczyła się mocno naprzód, zaczęła się formować drużyna.

Niestety, nic się nie zmieniło w temacie fabuły – nadal zbudowana jest ona z epizodów poświęconych kolejnym misjom głównego bohatera i od czasu do czasu przeplatanych bardziej „osobistymi” historiami. Jeśli ktoś liczył, że poznamy szerzej historię świata, tło fabularne wydarzeń, o którym wspomina się tu kilka razy, to będzie rozczarowany. Jedyny ukłon w tym kierunku to przeznaczenie pewnej ilości miejsca dla znanych nam już z głównej opowieści bohaterów, których początki obserwujemy także i tu, równolegle z losami Zabójcy. Niektórym z nich poświęcono sporo uwagi – na przykład Wojownik gra nawet przez pewien czas rolę niemal równorzędnego bohatera mangi. Ale i w tym temacie nie ma żadnych rewelacji ani zaskoczeń.

Mangę tę czyta się dokładnie tak jak zasadniczą opowieść. Wydaje mi się, że dla jednych będzie to zachęta, a dla innych – przestroga. Patrząc na to, ilu fanów zyskał tytuł, jestem pewien, że i ta manga ich nie rozczaruje. Ale jeśli ktoś, tak jak ja, liczył, że znajdzie tu coś innego, jakieś bogatsze rozwinięcie świata czy też bardziej twórcze wykorzystanie tkwiącego w tej historii potencjału, to… nie tym razem.

Agathocles, 12 grudnia 2021

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Square Enix
Autor: Kumo Kagyuu
Rysunki: Kento Sakaeda