Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 kreska: 8/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 55
Średnia: 7,67
σ=1,49

Wylosuj ponownieTop 10

Reimei no Arcana

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2009-2013
Liczba tomów: 13
Tytuły alternatywne:
  • Dawn of the Arcana
  • 黎明のアルカナ
Gatunki: Dramat, Fantasy, Romans

Ręka wzgardzonej i wiecznie poniżanej księżniczki północnego królestwa ofiarowana okrutnemu księciu południowego królestwa… Co dobrego może wyniknąć z takiego politycznego mariażu?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Enevi

Recenzja / Opis

Na wyspowym kontynencie współistnieją dwa królestwa – w północnej części leży Senan, a na południe rozciąga się Belquat. Taki układ nie sprzyja przyjaznym stosunkom, raczej ciągłej walce o dominację nad kontynentem, najchętniej poprzez podbicie rywala, i tak jest też tutaj. Jakby tego było mało, świat ten jest pełen dyskryminacji, wynikającej z wyraźnego podziału na kasty społeczne. Królewski ród chełpi się kruczoczarnymi włosami, a każdy inny kolor włosów to oznaka przynależności do plebsu. Najniższą kastę, czyli niewolników, stanowią podludzie – dwunożne bestie z ogonami i uszami, mimo że inteligencją nie ustępują ludziom, a często wręcz przewyższają ich siłą. Po dwustu latach konfliktów oba królestwa postanowiły pójść na ugodę i zgodziły się na zaaranżowanie politycznego małżeństwa – Senan oddelegowało księżniczkę Nakabę, by wyszła za mąż za drugiego księcia Belquat – Caesara. Jednakże wszyscy są świadomi tego, że to tylko farsa – Nakabe jest księżniczką jedynie z tytułu, natomiast jej narzeczony jest drugi w linii do tronu. Tym zagraniem północne królestwo pozbyło się w wygodny sposób skazy na swoim rodzie, ponieważ niefortunnie dla głównej bohaterki nie urodziła się ona z kruczoczarnymi włosami, a z niecodzienną czerwoną czupryną. Wszystko to czyni ją idealnym kozłem ofiarnym i z pewnością nie może oczekiwać, że będzie serdecznie przyjęta w sąsiednim królestwie.

Manga rozpoczyna się dosyć nietypowo jak na shoujo i często wymyka się z klasycznych ram tego gatunku. Zamiast bajkowego królestwa i czarującego księcia mamy wymuszone małżeństwo i wysłanie księżniczki do miejsca, gdzie wielu będzie jej życzyć śmierci. Bohaterka na szczęście nie jest niczego nieświadomym, niewinnym dziewczęciem i nie zamierza tak łatwo dać się upokarzać, a gdy trzeba, to i da po pysku. Dodatkowo wcale nie zamierza płaszczyć się przed nikim i pozostaje sobą, nawet nie próbując się asymilować z wrogim królestwem. Wkrótce ujawnia się też główny motor napędzający fabułę, mianowicie tytułowa moc arkan, a dokładniej arkan czasu. Pozwala ona Nakabie na spoglądanie w różne wydarzenia z przeszłości i przyszłości. Wygodne? Niekoniecznie, moc ta jest kapryśna i pokazuje tylko tyle, ile chce i kiedy chce. Tak wielka moc musi też mieć skutki uboczne, o których bohaterce z czasem przyjdzie się boleśnie przekonać. Taka moc przyciąga też różnej maści podejrzanych osobników, którzy chcieliby ją wykorzystać do własnych celów…

Ogólnie klimat mangi jest dosyć mroczny – spiski dworskie są codziennością, arystokracja knuje, jak przejąć władzę, niewolnictwo kwitnie, walkę nie zawsze da się wygrać i nie każdego da się uratować. Za swoje wybory ponosi się konsekwencje. Jest też dosyć brutalna jak na mangę shoujo, jeśli chodzi o przemoc fizyczną i próby wykorzystywania, również na tle seksualnym. No, ale czego się w końcu spodziewać po zaaranżowanych politycznych małżeństwach i rozwydrzonych młodych arystokratach, dorastających w poczuciu absolutnej wyższości nad całą resztą świata.

Bohaterowie są specyficzni. Większość z nich polubiłam, ale jednocześnie dostrzegam masę niedociągnięć w ich przedstawieniu i dalszym rozwoju. By móc cieszyć się z lektury niezbędna jest umiejętność przymykania oka na takie wady. Wspomniałam już co nieco o głównej bohaterce, Nakabie. Zaskarbia sobie dość szybko sympatię czytelnika zdecydowanym charakterem i świadomością sytuacji, w jakiej się znalazła. Im jednak dalej, tym więcej zmian – i trudno zaklasyfikować czy na lepsze, czy na gorsze. Okazuje się, że jej podejście potrafi zmieniać się równie szybko, jak jej emocje. Z jednej strony potrafi iść po trupach do celu, jeśli tylko tak postanowi, a z drugiej bywa sparaliżowana niemożnością podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Z jednej strony chłodna i nieprzystępna, jednak jak już komuś zaufa, to jest aż dziecinnie naiwna i zależna od tej osoby. Częściowo jest to tłumaczone jej przeszłością i tym jak ją traktowano, jednak brak mi spójności w jej charakterze. W miarę rozwoju fabuły księżniczka spotyka na swojej drodze kolejnych uroczych chłopców, chociaż trudno nazwać ich wianuszkiem adoratorów – na szczęście.

Główny wątek romantyczny mangi (w końcu to shoujo) rozgrywa się w trójkącie romantycznym. I tu się zaczynają schody… Chyba nietrudno zgadnąć, że polityczne małżeństwo powoli zacznie żyć swoim życiem i rozwinie się w coś więcej. Powracając myślami do pierwszych rozdziałów mangi pamiętam, jak sobie myślałam: „Oj, jeśli to ma być główna para, to ja tego kompletnie nie kupuję”. Bo jak, skoro dwoje bohaterów traktuje siebie jak śmiertelnych wrogów i czuje do siebie nawzajem jedynie głębokie obrzydzenie? Caesar na początku jest nieokrzesanym, rozpieszczonym bucem, na dodatek z sadystycznymi zapędami, lecz gdy tylko pojawia się na horyzoncie „miłość”, to niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia się w zagubionego młodzieńca, a potem w mężczyznę idealnego – nie tylko dla wybranki swojego serca, lecz dla całego świata. Owszem, proces ten jest ukazywany stopniowo, jednak mimo wszystko wypadł mało przekonująco, biorąc pod uwagę od czego zaczynał – bohater nigdy już nie wraca do starych nawyków i bez większego problemu staje się chodzącym wzorem cnót. Nie uwierzę w taką przemianę, jeśli ktoś wcześniej zachowywał się w tak porywczy, brutalny sposób. Powoduje to również, że z jednej strony, biorąc pod uwagę „moc miłości”, rozwój uczucia między tą dwójką śledzi się z zaciekawieniem, z drugiej strony jest ono zwyczajnie zbyt wyidealizowane. Choć w sumie może to nie minus, w końcu mangi realistyczne być nie muszą, a pod tym względem jest to shoujo pełną gębą.

Głównym rywalem, stojącym pomiędzy tą dwójką, jest wierny sługa księżniczki Nakaby, będący u jej boku już od pierwszych wspomnień z dzieciństwa – podczłowiek Loki o aparycji urodziwego młodzieńca z wilczymi uszkami i ogonem. Jego przywiązanie do księżniczki jest aż nadto oczywiste, a on sam siebie nazywa jej – i tylko jej – psem. Oczywiście jest to oczywiste dla wszystkich poza samą dziewczyną, która traktuje go jak najserdeczniejszego przyjaciela i obrońcę, ale w sposób kompletnie wyprany z jakichkolwiek romantycznych uczuć. To wszystko oraz jego status społeczny stawiają go od samego początku na przegranej pozycji, jednak on najwidoczniej lubuje się w swojej roli samotnego rycerza od brudnej roboty. Loki ma też tendencje do manipulowania i trudno odgadnąć, co tak naprawdę myśli. To wszystko spowodowało, że niespecjalnie za nim przepadałam, ale trzeba przyznać, że ostatnie rozdziały rzucają kilka ciekawych faktów i stawiają go w zupełnie innym świetle.

Oprócz tych już wymienionych, w mandze przewija się wiele mniej lub bardziej znaczących postaci. Dosyć ciekawie wykorzystano moc głównej bohaterki do wybielania czarnych charakterów. To, co tłumaczyłyby retrospekcje, zostało ukazane poprzez moc arkan czasu. Ukazywanie motywów różnych postaci buduje ich głębię tak, by nie tylko główna bohaterka zaczęła mieć wątpliwości natury moralnej. Z drugiej strony autorka ma irytującą manierę wrzucania wydarzeń, które powinny mieć spory wpływ na osąd bohaterów, ale które później nie znajdują totalnie żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Tak, jakby nic takiego nigdy nie miało miejsca. Często też postaci są odsuwane na drugi i trzeci plan albo w ogóle znikają z fabuły po tym, jak odegrały swoją rolę – bez żadnej puenty, mimo że mogłyby bez problemu zaważyć na dalszych losach bohaterów. Pomimo to fabuła jest prowadzona w bardzo przystępny sposób, mangę czyta się szybko i lekko – na tyle, by nie przejmować się tymi niedociągnięciami. Po prostu siłą rzeczy najwięcej uwagi jest skupionej na głównych bohaterach i większość wydarzeń czy postaci zostaje wprowadzona głównie po to, by ich popychać do dalszego działania.

Przyznam, że do sięgnięcia po ten tytuł skusiło mnie to, że całkiem przypadkowo zobaczyłam kadry z mangi przedstawiające jednego z bohaterów – jak się potem okazało, Caesara. Zerknęłam dalej z ciekawości jak reszta graficznie się prezentuje i nim się obejrzałam, zaczęłam czytać. Wiadomo, fabuła jest ważna, ale kreska też jest bardzo istotna. Panowie są przystojni, proporcje postaci zostały zachowane, nie zauważyłam rażących wpadek graficznych. No, może czasem męskie dłonie są trochę zbyt duże, ale nie rzuca się to aż tak w oczy. Nie jest to manga wybitna graficznie, pretendująca do miana perełki – tła są zwykle oszczędne, narysowane na tyle, by czytelnik miał ogólne rozeznanie, gdzie się znajdują bohaterowie. Kadrowanie jest mało chaotyczne i uporządkowane. Czasem miałam problemy z dopasowaniem dymku z wypowiedzią do postaci, ale jak już do tego przywykłam, to nie stanowiło to większego problemu. Troszkę gorzej autorce idzie rysowanie zwierząt, jak konie. Odniosłam też wrażenie, że sceny dynamiczne, pokazujące ciosy mieczem, uniki itd. są trochę nieprzemyślane, gdyż trudno mi było sobie wyobrazić, jak ktoś z poprzedniej pozycji nagle pojawił się w tym kolejnym miejscu, tudzież czemu ktoś tak dziwnie macha mieczem. Jednakże to, czego w mandze jest najwięcej, czyli bohaterowie w statyce, wypada bardzo dobrze. Bardzo przyjemnie za to prezentują się kolorowe panele w ciut innym stylu, niż regularnie używana kreska w rozdziałach.

Podsumowując, manga jest przyjemna w odbiorze. Nie należy podchodzić do niej, oczekując bardzo zawiłej fabuły czy rozbudowanego świata, a raczej wielowątkowej opowieści, w której miłość odgrywa ważną rolę. Trzeba się też przygotować na to, że głównym katalizatorem wszelkich przemian jest właśnie to uczucie. Mimo mrocznego początku napomknę tylko, że samo zakończenie jest niemalże optymistyczne. Poruszany jest temat dyskryminacji na tle rasowym, wynikającej z pozycji społecznej czy z odmiennego od ogólnie przyjętych standardów wyglądu, ale sama autorka przyznała, że to nie było jej świadomym celem i choć ma własne poglądy, to nie chciała w żaden sposób moralizować. Niewątpliwym plusem jest również długość tej mangi – ani za długa, ani za krótka – oraz sam fakt, że jest zakończona. Czasem po prostu dobrze sięgnąć po taką historię, która może dostarczyć dobrej rozrywki i nie zapadnie raczej na dłużej w pamięć. Choć kto wie, może ktoś zdecyduje się sięgnąć po nią jeszcze raz.

Nanami, 29 marca 2015

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shogakukan
Autor: Rei Toma