Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Komentarze

Nearly

  • Avatar
    M
    Naija1 13.02.2014 12:50
    Bełkot
    Doceniam, że autorka poszła w stronę egzystencjalnych dylematów i rozterek bohaterów, ale niestety (moim zdaniem) przegięła. Wyszedł z tego pseudo­‑psychologiczny bełkot (mocne słowo, ale samo mi się nasuwa). Nie wiadomo jak to ugryźć. Do Death Note mam sentyment (moje pierwsze anime i pierwsza manga), lubię również ambitniejsze dzieła, ale po przeczytaniu „Nearly” czuję po prostu rozczarowanie. Kreka nie przypadła mi do gustu -postacie często są zdeformowane. Tyle.
  • Avatar
    M
    Relena 21.05.2010 19:47
    Nearly
    Komiks wybitny. Bardzo ciekawy i dający do myślenia, nawet bardziej niż samo „Death Note”. Bardzo wiele cytatów, przez co pewnie nie każdy sobie z nim da radę, ale ci, którzy czytali wiedzą, że to przeżycie intelektualne.
  • Avatar
    M
    Autorka 21.05.2010 17:57
    Przeczytałam je w około kwadrans.
    Nie mogłam sie oderwać, a mam świadka, że broda trzęsła mi się niebezpiecznie.
    „Nearly” wstrząsnęło mną niezwykle pozytywnie
    Polecam!
  • Avatar
    M
    Yumi Mizuno 18.05.2010 13:33
    Nearly czytałam z zapartym tchem, kreska nie jest idealna, ale dobra. Podobała mi się, nie bolały od niej oczy, ciekawy pomysł z puzzlami.
    Nigdy wcześniej, jak mam być szczera, nie patrzyłam na Near'a przez taki pryzmat, przez pryzmat białych puzzli i wiecznej gonitwy za odpowiedzią „dlaczego”.
    Urzekło mnie w tej pracy przede wszystkim głębokość i prawdziwość tekstów, gratuluję autorce pomysłów i życzę dalszych sukcesów w pracy. Fanom serii Death Note, stanowczo polecam.
  • Avatar
    M
    Cherrya 28.08.2008 18:26
    Nearly
    Wzruszająca historia, świetna kreska. Ostatnie strony całkowicie pozbawiają czytelnika negatywnych uczuć i doprowadzają do łez.
    10/10, prosimy więcej. : D
  • Avatar
    M
    Grisznak 10.06.2008 10:44
    odnośnie Nearly
    Przeczytałem toto dwa razy. Co prawda, moja znajomość DN nie wychodzi poza pierwszy tom mangi, toteż wielu rzeczy mogłem nie zrozumieć. Co się natomiast tyczy wrażenia całościowego – zastanawiam się, czy niezbyt przeze mnie lubiane i cokolwiek sztuczne określenie „graphic novel” tu nie pasuje aby idealnie. Mamy do czynienia bowiem z historią, która niekiedy tylko wykorzystuje elementy komiksu, w większości zaś przypadków kadry i tekst przeplatają się dość swobodnie, wymykając się tradycyjnie pojmowanemu podziałowi formalnemu stosowanemu przez mangaków. Kreska jest umowna, autorka ma warsztat, ale wykorzystuje swoje zdolności częściowo, tworząc zarówno dopracowane rysunki, jak i nieledwie naszkicowane kadry, które jednak, przynajmniej tak mi się wydaje, pełnią rolę służebną w stosunku do tekstu.
    Fabuła…hmm, wątek rywalizacji i zazdrości jest dość trywialny, aczkolwiek finał na dachu niebezpiecznie zahacza od yaoi, a diabli wiedzą, czy nawet nie shota (bo ile lat ma Near?). Napakowanie całości cytatami i odniesieniami w pierwszej chwili sprawia przyjemność – potem jednak zaczyna irytować, bo pojawia się wątpliwość dotycząca tego, czy takie nagromadzenie cytatów nie jest aby sposobem zamaskowania braku pomysłów na rozwój fabuły.
    Generalnie – to tytuł dla faktycznie wyrobionego czytelnika, który będzie potrafił docenić erudycję autorki. Jest tu także pewien rodzaj intelektualnego snobizmu, który może drażnić.
  • Avatar
    R
    Vanitachi 1.06.2008 19:50
    W odpowiedzi na recenzję
    W 1815 roku angielski krytyk Sidney Smith pytał ironicznie: Kto na świecie czyta amerykańską książkę?. Dwadzieścia lat Edgar Allan Poe rozpoczął w redakcji ,,Southern Literary Messenger” walkę o kształt amerykańskiego piśmiennictwa i, co równie ważne, amerykańskiej krytyki literackiej. Sytuacja powieści w USA, jeszcze w powijakach, zapożyczającej się u autorów angielskich ( i gromko obśmiewanej na kontynencie) przypomina mi status polskiego komiksu, zaś heroiczne wysiłki Edgara Allana znajdują swój odpowiednik w działalności propagujących kulturę mangową stron internetowych oraz wydawnictw. Możliwość kontaktu czy współpracy z nimi uważam za wielki zaszczyt. Zachęcona przykładem innych rysowników, chociaż i zawstydzona pojawieniem się w tym znakomitym towarzystwie, chciałabym odnieść się do zamieszczonej tu recenzji.
    Nearly to moja pierwsza samodzielna publikacja, ale nie mam pewności, czy da się ją określić mianem debiutu. Jestem współautorką doujinshi (m. in. do serii Naruto), które częściowo były publikowane w internecie i które również ukazały się nakładem wydawnictwa Studio JG. Oczywiście, są to komiksy o zupełnie innym charakterze, bliższe satyrze społecznej i parodii gatunku. Na ich formę wpłynął odmienny sposób powstawania. Fakt, że w Akatsukiss udało nam się w przeciągu trzech tomów dojść od serii kabaretowych gagów do problemu śmierci Boga poczytuję sobie za powód do radości; jednak jeszcze większą radość sprawia mi świadomość, że czytelnicy w tym czasie nie pouciekali… Różnorodność gatunkową uważam za jedną z najwspanialszych cech mangi. Charakterystyczny, ale i niezmiernie różnorodny styl komiksów japońskich daje doskonałe narzędzie do poruszania wielu zagadnień na kilku płaszczyznach.
    Nearly powstało – między innymi – jako polemika z platońskim rozumieniem miłości. Starałam się jednak , by było jak zrozumiałe nawet bez sieci intertekstualnych powiązań. Przykładowo: rozmowa Neara i Bobby’ego na plaży nie wymaga lektury Camusa i De trinitate( chociaż ci czytelnicy, którzy wytropili świętego Augustyna, wiedzą dodatkowo, czemu Bobby jest ciemnoskóry ). Zgadzam się natomiast, że znajomość oryginalnej mangi (jeszcze lepiej: mangi i anime) stanowi niezbędne minimum. Death Note to dla mnie wspaniałe źródło inspiracji – a czasami dobry pretekst, by opowiedzieć zupełnie inne historie. Projekty autorskie, nad którymi pracuję, wymagają innego, bardziej klasycznego typu narracji.
    W kwestii rysunku : dziękuję tak za ciepłe słowa, jak i konstruktywną krytykę, zwłaszcza w komentarzach. W pierwszym zamierzeniu chciałam zmienić kanon rysowania postaci (w odniesieniu do proporcji używanych przez Takeshiego Obatę ), tak, by przypominały one bohaterów prac Mari Okazaki. Potem wróciłam do proporcji z pierwowzoru. Nie udało mi się jednak usunąć niektórych powstałych w ten sposób niekonsekwencji. Pewne odcienie wykorzystywane w ręcznym cieniowaniu po wykontrastowaniu plansz okazały się o jeden, dwa tony za ciemne. We wszystkich pozostałych przypadkach sposób rysowania wynikał z przyjętych założeń (myślę zwłaszcza o dużej statyczności kadrów i przewadze bieli). Ale widzę również, że przede mną jeszcze daleka droga…
    Zamieszczona recenzja wprawiła mnie w głębokie zakłopotanie. Zaciągnęłam wielki dług i mogę go spłacić tylko pracą nad tym, by rysować coraz lepiej i kiedyś prawdziwie zasłużyć na podobną ocenę. Dziękuję.
  • Avatar
    M
    kej 9.05.2008 11:41
    o stronie rysunkowej
    Niesttey, jako osoba obeznana w podstwach rysunku muszę powiedzieć, że autorka ma jeszcze dużo do nadrobienia w tej kewstii. O ile twarze (co niestey jest częstą przypadłością WIĘKSZOSCI rysowników- amatorów i profesjinalistów) sa dopracowane i eleganckie, to anatomia całości postaci niejednokrotnie krzyczy o pomstę do nieba.To był powód, dla którego po obieżnym przejrzeniu tego komiksu nie dokonałam zakupu- odstraszył mnie, więc nie jestem w stanie się wypowiedzieć bardzo dokładnie.

    Co nie zmienia faktu, że widać niesamowicie dużo pracy włożonej w ten komiks i jedynie mogę życzyć tyle zapału i chęci przy następnych pracach.