Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 kreska: 8/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,50

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 19
Średnia: 7,89
σ=1,41

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Česary

Rodzaj: Inne
Wydanie oryginalne: 2007-2009
Liczba tomów: 3
Tytuły powiązane:

Česary, pierwszy tytuł wydany przez Studio JG, nie jest mangą ani nawet komiksem rysowanym „po japońsku” – układ stron i kadrów pozostaje europejski, a i kreski nie da się określić mianem „mangowej”. Autorką jest „Hitohai” – Katarzyna Wasylak. Mamy więc do czynienia z produktem w stu procentach polskim. Czy udanym?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Godofblackmetal

Recenzja / Opis

Przed rozpoczęciem lektury Česarego należy uzbroić się w cierpliwość. Na samym początku zostaniemy świadkami mnóstwa wydarzeń, których sensu nikt nie tłumaczy. Ktoś kogoś szuka, ktoś inny organizuje zebrania promujące przyjaźń ze swoją śmiercią, a gdzieś obok tego wszystkiego przemyka niezauważenie wychudzony chłopiec z kartami tarota. Sens pojawi się z czasem, ale w większości przypadków sami będziemy musieli go odnaleźć. Zdarzają się momenty, w których autorka cierpliwie tłumaczy, co i jak, ale ogranicza się to prawie wyłącznie do retrospekcji. Do tego, co tak naprawdę dzieje się „teraz”, czytelnik ma dojść samodzielnie – i to jest jedna z głównych zalet tego komiksu. Żeby go zrozumieć, będzie trzeba się cofać do poprzednich stron. I nagle to, co przed chwilą zdawało się być bełkotem szaleńca, nabiera sensu. A na końcu można nawet dojść do wniosku, że fabuła sama w sobie nie jest czymś szczególnie odkrywczym, że to sposób jej poprowadzenia i parę naprawdę oryginalnych pomysłów daje tak niebanalny efekt.

Zdaję sobie sprawę z tego, że w akapicie wyżej powinien pojawić się jakiś zarys fabuły, ale napisanie czegoś takiego zupełnie mijałoby się z celem. Albo powstałaby idiotycznie brzmiąca wyliczanka (gdybym zaczęła od początku tomu pierwszego), albo jeden wielki spoiler psujący całkowicie radość czytania, za to brzmiący całkiem sensownie (gdybym zaczęła od początku chronologicznego). Tak więc przejdę do świata przedstawionego, będącego tłem wydarzeń. I znowu nie mogę zdradzić zbyt wiele. Z początku wydaje się, że akcja została osadzona w „naszym” świecie, a rzeczywistość nie różni się od tego, z czym mamy do czynienia na co dzień. Po dłuższej chwili dochodzimy jednak do wniosku, że coś jest nie tak. Pomniki ożywają, pojawiają się jakieś gadające od rzeczy aniołki i przybysz z innego wymiaru… I okazuje się, że istnieje wiele wymiarów, a my znaleźliśmy się w jednym z nich. Pojawiają się tu niemieckie i czeskie nazwy własne, postaci używają angielskich i japońskich zwrotów… Istny miszmasz, który wspaniale wbudowuje się w nieco zwariowany klimat, a może raczej przyczynia się do jego tworzenia.

Bohaterowie. Coś tam na ten temat wyżej wspomniałam. Znajdziemy wśród nich przysłowiowe mydło i powidło: aniołki, demony, tajemniczego koalę, sekciarza, tajne bractwo, Tomasza Manna, człowieka szukającego sensu, człowieka z cieniem w kształcie foki, człowieka nienawidzącego tłumów, nauczycielkę, która została gothic lolitą i jeszcze parę interesujących osobowości (warto wiedzieć, że w ostatnim tomie znajduje się zakończenie wątków Materii Dziwactwa, jednotomowego komiksu tej samej autorki, więc pojawiają się znane z tamtego tytułu postaci). O ich realizmie, w odniesieniu do prawdziwego życia i prawdziwych ludzi, wolę się nie wypowiadać. Dostajemy całą plejadę antybohaterów, którzy miotają się po stronach komiksu, szukając się, kochając, błądząc i najczęściej nie za bardzo przejmując się tym, co się wokół nich dzieje. Są całkowicie zakręceni, często sami nie wiedzą „kim są i co tu robią”, a jednocześnie pozostają w tej dziwacznej rzeczywistości całkiem naturalni. A my, czytelnicy, nagle spostrzegamy, że nie wiadomo jak i kiedy udało się tym indywiduom zaskarbić naszą sympatię. Łatwo ich zrozumieć, bo, wbrew pozorom, towarzyszące im emocje są bardzo ludzkie, wcale nie skomplikowane, a proste i takie… zwyczajne. Także łączące bohaterów relacje wypadły bardzo przekonująco.

Bardzo podoba mi się fakt, że każda postać, która ma do wypowiedzenia więcej niż trzy kwestie, posiada indywidualną osobowość. W niektórych przypadkach nie jesteśmy w stanie dokładnie ich poznać, bo mimo wszystko występują epizodycznie, ale naprawdę widać, że każde z nich ma własne przekonania i poglądy, których fragmenty nam przekazują. Te teorie czasami są całkowicie pokręcone i absurdalne, ale nieraz potrafią zaskoczyć ukrytym sensem. Jednocześnie są tak różne od siebie, wręcz sprzeczne, że nie możemy zgadzać się ze wszystkimi naraz. Autorka podaje wiele możliwości, zadaje także wiele pytań, ale nie dostajemy żadnych konkretów. Brak odpowiedzi i recepty na życie – brak morału. Nie wydaje mi się, żeby wynikało to z braku pomysłu czy innych tego typu powodów. Chodzi raczej o to, żeby samodzielnie odpowiedzieć, wyciągnąć własne wnioski, dowolnie wszystkie te zdarzenia zinterpretować. Czytelnik może zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad sensem życia lub śmierci, nad prawami rządzącymi światem, nad wspomnieniami i ich znaczeniem dla każdego człowieka. Ale tylko, jeśli zechce.

Bo wbrew temu wszystkiemu, co napisałam wyżej, Česary pozostaje komedią i to taką z wyższej półki. Nieraz zdarzało mi się porządnie rozchichotać w trakcie lektury, a przyczyną tego był dosyć inteligentny humor, nie opierający się na gagach typu „potknął się i wpadł jej w biust”. Atmosfera towarzysząca czytaniu jest raczej lekka i radosna, nie ma powagi, o dramacie już nie wspominając. Bo nawet jeśli pojawia się jakiś niewesoły wątek, który przy innej oprawie mógłby zostać wyciskaczem łez, sposób jego podania pozostaje ironiczny. Albo inaczej. Jesteśmy świadkami jakiegoś poważnego wydarzenia, ale zanim zdążymy na nie w jakikolwiek sposób zareagować, zostajemy uprzedzeni przez jednego z bohaterów komiksu (lub samą autorkę), który po swojemu wszystko komentuje. Psucie atmosfery? O dziwo nie. Raczej jej rozładowanie, które tylko wychodzi całości na dobre. A przy okazji widać, jak wielki dystans do siebie i swojej historii, a także bohaterów, ma Hitohai..

Rzecz o której powinnam wspomnieć, to fakt, że w Česarym znajduje się całkiem duże natężenie wątków shonen­‑ai/yaoi. Uczciwie przyznam, że kompletnie się w gatunku nie orientuję, a nawet że jest to pierwsza przeczytania przeze mnie pozycja z tego nurtu. I także te wątki wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Jak już napisałam powyżej, relacje pomiędzy postaciami wypadają całkowicie naturalnie, nie czuć tu sztuczności, przesadnego dramatyzmu. Jeśli chodzi o sytuacje „czysto yaoistyczne”, to w całych trzech tomach naliczyłam ich dwie, plus jedną mało istotną scenę podchodzącą pod yuri (jak już o tych klimatach mowa). Niemniej wątki shounen­‑ai mają dla fabuły duże znaczenie i cały czas dają o sobie znać, więc wydaje mi się, że przeciwnicy tego gatunku powinni odpuścić sobie lekturę Česarego. Dla osób nie obeznanych w temacie właśnie ten tytuł może być dobry na początek. Mnie zachęcił i w najbliższym czasie zamierzam sięgnąć po jakieś anime z tego gatunku.

Podczas lektury nieraz natkniemy się na bardziej i mniej subtelne nawiązania nie tylko do anime, ale także do filmów, książek i w ogóle wszystkiego co się da. Jest więc Death Note, Sailor Moon, Król Lew, Asteriks, Mikołajek i wiele, wiele innych. Nie będę nikomu psuła zabawy, wszak o to chodzi, żeby samemu wyłapać tego jak najwięcej.

Kreska. Na początku napisałam, że nie można nazwać jej „mangową”, ale inspirację japońskim komiksem widać wyraźnie (moim zdaniem najbliżej jej do kreski „shounenowej”, takiej jaką posługuje się na przykład autor Bleacha). Nie będę owijać w bawełnę – jest bardzo specyficzna i albo się ją kocha, bo oryginalna, na swój sposób piękna i ma w sobie „to coś”, albo się jej nie znosi, bo „krzywe to takie, kanciaste i w ogóle do mangi niepodobne”. Nie ukrywam, że należę do tej pierwszej grupy. Postaci rzeczywiście są dosyć kanciaste, narysowane pewną ręką. Występuje dużo cieniowania, szarości, chyba nawet więcej niż samej czerni i bieli. Ale przede wszystkim rysunki są bardzo dynamiczne, wręcz kipią życiem. Kolejną ich zaletą jest świetnie oddana mimika twarzy – emocje nie są wyrażane tylko za pomocą uśmiechu lub jego braku, ewentualnie łez czy paru kresek na policzkach.

Dobrze, to o rysowaniu postaci, a co z resztą? Ale jaką resztą…? Tła w zasadzie nie występują, ale to nie znaczy, że kadry zieją pustką. Powiedziałabym raczej, że na tła w większości przypadków po prostu nie starczyło miejsca, a te małe fragmenty kadru, które nie zostały zapełnione postaciami, można było jedynie pokolorować na dowolny odcień szarości lub zostawić puste. Z drugiej strony, zdarzają się naprawdę porządnie narysowane miejsca, takie jak na przykład Świat Żelków na stronie trzynastej trzeciego tomu. Co ciekawe, tym dopracowaniem charakteryzują się niemal wyłącznie wnętrza. Doszłam do wniosku, że to jednak nie wynika z lenistwa, ale jest zabiegiem celowym. Po pierwsze, ma zwrócić naszą uwagę na bohaterów (którzy, jak by nie patrzeć, są głównym atutem komiksu). Po drugie, wpisuje się w konwencję świata, potęguje wrażenie wyobcowania niektórych postaci, ich wrażenia, że tu nie pasują, a także ogólnego poczucia, że coś tu jednak jest nie tak, doświadczanego przez czytelnika. A mówiąc już bardzo ogólnie: całość została wykonana niezwykle starannie. Na rysunkach zostało przedstawione to, co należało przedstawić, nie ma się wrażenia, że czegoś brakuje. Jest dokładnie tak, jak być powinno.

Teraz trochę o szczegółach czysto technicznych, o których normalnie się nie wspomina, ale w tym przypadku należałoby to zrobić. Podział stron na kadry odbył się bez użycia linijki, jest więc bardzo nietypowy i swobodny. Momentami trochę to utrudnia orientację w tym co się dzieje, ale w większości przypadków się sprawdza i jest kolejnym, po kresce, elementem wizualnie wyróżniającym Česarego spośród innych tytułów. Następną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest fakt, iż w tekstach zostało zastosowane pismo odręczne, co stanowi jeszcze jeden szczegół mający swój udział w budowaniu specyficznego klimatu. Z drugiej strony, bywa, że niektóre literki są mało czytelne, ale zdarza się to naprawdę rzadko. Sposób pisania liter przy wypowiedziach niektórych postaci różni się od najczęściej stosowanego (innymi słowy: niektóre postaci „mówią” niestandardową „czcionką”), co momentami jest dużym ułatwieniem, pomagającym się zorientować, do kogo należy dana wypowiedź.

Możliwe, że to wszystko, co napisałam powyżej, wygląda dosyć podejrzanie. Brak poważniejszych wad? Moim zdaniem tak, ale dużo zależy od tego, co kto lubi. Tak się składa, że Česary idealnie trafił w mój gust – oryginalnie poprowadzona fabuła, świetne jako komedia, bardzo sympatyczne postaci, szczypta tajemniczości i mnóstwo nawiązań to elementy, które bardzo sobie cenię. Wiem jednak, że nie każdemu odpowiada taka mieszanka, zwłaszcza że na początku można się w tym wszystkim nieźle zagubić. Czasami ma się wrażenie, że i autorka lekko się zakręciła, że niektóre rzeczy nie poszły tak, jak planowała. Wrażenie to najsilniejsze jest w tomie pierwszym, gdy mamy do czynienia z początkiem historii i trzeba się dopiero wkręcić w klimat, a poza tym do zrozumienia wielu rzeczy z części pierwszej potrzebna jest wiedza z tomów kolejnych. Ale później jest naprawdę tylko lepiej, całość robi się bardziej przejrzysta, a kolejne dwa tomy są coraz lepiej wyważone. Natomiast to zakręcenie się autorki to po prostu ryzyko związane z tworzeniem takiego, a nie innego typu opowieści.

Więc ostatecznie, dla kogo? Myślę, że dla czytelnika trochę bardziej wyrobionego i otwartego, a także dla tych, którym wydaje się, że wszystko już widzieli – Česaremu z pewnością nie można odmówić oryginalności. Dla tych, co lubią zwariowane klimaty i takich, którzy doceniają humor na trochę wyższym poziomie. W ogóle każdy może spróbować, bo to jest jeden z tych komiksów, dla których ciężko wskazać konkretną grupę docelową. Z daleka powinni trzymać się jedynie przeciwnicy shounen­‑ai/yaoi i osoby, które nie lubią dużego zagmatwania i odkrywania wszystkiego na własną rękę, wolące mieć podane wszystko na tacy. Wszystkich innych serdecznie zapraszam do lektury.

Yumi, 24 listopada 2010

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Studio JG
Autor: Katarzyna Wasylak

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Studio JG 7.2007
2 Tom 2 Studio JG 2.2008
3 Tom 3 Studio JG 10.2009