Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 kreska: 8/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,67

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 16
Średnia: 6,12
σ=1,69

Wylosuj ponownieTop 10

Majin Devil

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2001
Liczba tomów: 2
Tytuły alternatywne:
  • 魔人~DEVIL~
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Przemoc; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność

Manga „jak sen wariata śniony nieprzytomnie”? Raczej jak sen psychopaty, na wpół zapomniany.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Majin Devil zaczyna się dość typowo i dla większości przedstawicielek płci żeńskiej niezbyt zachęcająco, przynajmniej takie wrażenie można odnieść po przejrzeniu kilku pierwszych stron. Główny bohater to brutalny członek gangu motocyklowego, który uwielbia wpadać w niemalże berserkerski szał i upajać się uczuciem budzącej się w nim wtedy ciemności. Ów bohater ma przybraną młodszą siostrę, która jest śliczna i wyraźnie coś do niego czuje. Szybka analiza i mózg wypluwa informację: „Kolejna naparzanka z często pojawiającymi się elementami ecchi, bleee”. Oceny nie poprawia także to, że kreska postaci i tła jest dość niechlujna i odpychająca, a jedynym elementem narysowanym starannie i z dbałością o szczegóły jest motor. Z tym obrazem kłóci się jednak okładka – jakby zdjęta z innej mangi, widnieje bowiem na niej zupełnie inna dziewczyna i zupełnie inny chłopak, który, o zgrozo!, wygląda na jednego z gatunku Potteropodobnych kujonów, a na dodatek nosi koszmarne czerwono­‑białe szelki. Kolejna szybka analiza i mózg produkuje następną myśl, tym razem zabarwioną lekką konsternacją: „O co chodzi?”. A jakbym powiedziała, że wbrew pierwszemu wrażeniu motocyklowy bandzior Tetsu i jego siostrzyczka Satomi wcale nie są głównymi bohaterami?

Żeby jednak jeszcze bardziej nie komplikować sprawy, wróćmy do początku. W mieście, w którym mieszka owo przyszywane rodzeństwo, od jakiegoś czasu popełniane są przerażające morderstwa. Według zeznań świadków po ofiarach nie zostaje nic poza ubraniem, kałużą krwi i unoszącym się w powietrzu tłustym, lepkim zapachem. Któregoś ranka wykonujący swą pracę roznosiciela gazet Tetsu ma ogromnego pecha – w ciemnym zaułku natyka się na mordercę, kończącego właśnie swoją „robotę”. Naczelna zasada wszelkich zbrodniarzy to „żadnych świadków”, tak więc wydaje się, że egzystencja Tetsu na tym świecie za chwilę dobiegnie końca, tym bardziej, że morderca okazuje się nie być człowiekiem – to „diabeł”, potwór obdarzony nadludzką siłą i umiejętnościami. Ale Tetsu też nie zdobył swoich budzących postrach ksywek (m.in. „Król Strachu”, „Pan Przemocy”, „Diabeł”) bez powodu, więc tak po prostu załatwić się nie da, tyle że w walce z tak potężną istotą po prostu nie ma szans. W ostatnim odruchu gryzie swego przeciwnika w rękę i przez przypadek wypija trochę jego krwi, jednak zaraz potem zostaje zabity. Ale to nie koniec, o nie. Albowiem następnie widzimy, jak Tetsu się budzi – czyżby to wszystko było wyłącznie snem? Myśl interesująca i dość prawdopodobna, gdyby nie to, że pobudka ma miejsce w niezbyt sprzyjających warunkach, mianowicie… na własnym pogrzebie, w krematorium. Jego przyjaciele przyjmują to zmartwychwstanie jako rzecz całkiem oczywistą, przecież sławnego „Diabła” nie da się tak łatwo zabić. Tetsu wie jednak, że coś jest nie w porządku, a jedyną osobą, z którą może o tym porozmawiać, jest jego siostrzyczka. Bez zbędnych słów ucieka się więc do znanego i powszechnego sposobu – przebicia sobie dłoni i pokazania, jak szybko goją się rany. Zaopatrzywszy się w odpowiednie książki, Satomi zaczyna poszukiwanie wytłumaczenia tego niezwykłego faktu i dochodzi do wniosku, że być może zarówno potwór, jak i Tetsu, są następnym, wyższym szczeblem w drabinie ewolucji. Nie wie jednak, że niedługo będzie mogła się owemu zjawisku przyjrzeć z o wiele bliższej perspektywy – któregoś wieczora zostaje bowiem przypadkowo zainfekowana przez brata ogarniętego wampirzym szałem. Tego jest już za wiele dla Tetsu – przez niego cierpią ci, na których najbardziej mu zależy. Poprzysięga więc zemstę na tym, który znany jest jako „Majin Devil”, a także obiecuje, że on i Satomi kiedyś znowu staną się ludźmi. Jakiś czas później nasza dwójka bohaterów, będących już w pełni „diabłami”, przypadkiem mija zwyczajnego chłopaka, sprawiającego wrażenie zacofanego pod względem mody stuprocentowego kujona. Niby nic, a jednak… Krew spływająca nagle z czoła kujona i niepokojąco fioletowe niebo to znak, że od tej chwili nic już nie będzie takie, jak kiedyś.

Trzeba przyznać, że sposób, w jaki Oh!Great rozpoczyna fabułę Majin Devil, jest interesujący. Zaczynamy czytać i myślimy, że wiemy już wszystko, a tu nagle – siurpryza. Bo okazuje się, że nie wiemy nic. Zamiast kolejnych ociekających krwią i nie tylko zmagań Tetsu i Satomi z okrutnym przeznaczeniem dostajemy chłopaka jakby żywcem wyjętego z okresu PRL­‑u (te oprawki okularów i fryzura…), którego współczynnik IQ podobno przekracza 200. To naprawdę bardzo duży plus. Ogólnie rzecz biorąc – tom pierwszy mangi jest naprawdę bardzo dobry i przerażający. Zwłaszcza dla osób, które boją się pająków. Wizja pająka wychodzącego z ucha czy z muszli klozetowej, mającego na dodatek w odwłoku jakiś dziwny płód, nie jest zbyt przyjemna i nie jest to coś, co chcielibyśmy zobaczyć w rzeczywistości. Obrazy podsuwane nam przez Oh!Greata są często tak chore, że naprawdę trudno się spodziewać, co będzie dalej. Niestety, w drugim tomie następuje pewien spadek formy. Pierwsza historia jest dość nijaka, właściwie nie wiem, w jakim celu została zamieszczona, chyba tylko jako mający rozluźnić i/lub wzruszyć czytelnika przerywnik. Z kolei w dalszych rozdziałach potwory i wydarzenia wydają się straszliwie nierealne i jakby z premedytacją przerysowane. Otrzymujemy efekt iście groteskowy – w rezultacie czytając nie wiedziałam, co robić: odwracać głowę ze wstrętem czy uśmiechać się z niedowierzaniem. Odnosi się wrażenie, że mangaka potraktował ten tom jakby „lżej”, z przymrużeniem oka, dochodząc do wniosku, że nie można przesadzać z realistycznymi okropnościami i trzeba trochę przyhamować, bo w końcu skoro wszystko kręci się wokół nastolatka, to naturalne jest, że odbiorca będzie w podobnym przedziale wiekowym. Kiedy patrzyłam na te wszystkie fantastyczne stwory, przypomniały mi się głupawe komiksy dla nastolatków, opierające się na zasadzie: „im straszniejszy i bardziej wymyślny będzie przeciwnik, tym lepiej, bo dzieciaki lubią takie rzeczy”. Nie wiem, czy autor Majin Devila faktycznie tak myślał, jednak takie odniosłam wrażenie. A szkoda, bo mogłoby być bardzo interesująco. Mówiąc o fabule, trzeba zaznaczyć, że rysując te wszystkie potworności, Oh!Great nie zapomniał o dodaniu pewnej dawki humoru. Jest on raczej niezbyt wesoły w dosłownym znaczeniu, ale mnie przypadł do gustu. Dużo ironicznego humoru wprowadza postać Hayasi­‑sensei z jej trafnymi, często sarkastycznymi uwagami.

Na początku recenzji napisałam, że kreska Oh!Greata jest niechlujna. Także i pod tym względem pierwsze wrażenie jest mylące. Rysunki są „luźne” i wyglądają na niedopracowane wtedy, gdy autor chce, żeby takie były, licząc na wywołanie jakiegoś konkretnego efektu. Bo później przekonujemy się, że gdy trzeba, postaci potrafią być narysowane starannie i miejscami wydają się po prostu śliczne (chociaż słowo „śliczne” nie bardzo nadaje się do opisu charakterystycznej dla Oh!Greata czystej, ostrej, pozbawionej zbędnych zawijasów i ornamentów kreski). Jedno trzeba też mangace przyznać: może i niektóre rzeczy zbywa kilkoma machnięciami pióra czy też innego przyrządu rysującego, ale nad potworami musiał przesiedzieć sporo czasu. Narysowane są dokładnie i szczegółowo, do ostatniego kła, fałdki, nabrzmiałej żyły czy szwu. Realizmu dodają także tła – podziemne laboratorium niezbyt normalnego naukowca to naprawdę podziemne laboratorium, z rurami ciągnącymi się przez wszystkie pomieszczenia, ścianami z odpadającym tynkiem i różnymi dziwnymi plamami, a McDonald’s to McDonald’s, zapchany małymi stoliczkami i krzesłami. Puste tła, owszem, też są, ale pojawiają się specjalnie i sygnalizują, że być może w danym momencie powinniśmy się skupić na postaciach.

Ogólne wrażenia z lektury Majin Devil miałam dobre. Pomimo wszelkich mniejszych lub większych wad fabuła jest wciągająca, po przeczytaniu chciałoby się więcej, ale raczej w klimacie z pierwszego tomu. A na koniec dwa małe ostrzeżenia. Pierwsze: szaleństwo tej mangi częściowo udziela się czytelnikowi, ja po lekturze przez dłuższy czas przypatrywałam się podejrzliwie wszelkim muszlom klozetowym. I drugie: nigdy nie można być pewnym, kto jest tym prawdziwym diabłem.

Easnadh, 21 sierpnia 2008

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha
Autor: Oh!Great