Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Waneko - Wydawnictwo komiksu japońskiego

Vassalord

Tom 1
Wydawca: Studio JG (www)
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-61356-50-9
Liczba stron: 194
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Charley Chrishunds jest wampirem­‑cyborgiem, który wierzy w Boga gorliwiej niż niejeden kapłan. Jego marzeniem jest zostać kiedyś prawdziwym księdzem, ale zanim stanie się godny tego zaszczytu, na zlecenie Watykanu likwiduje zło w postaci swoich pobratymców, wampirów. Jednak jak większość żywych istot (no dobrze, prawie żywych), Charley ma także pewną słabość, którą jest jego pan, Johnny Rayflo. To zupełne przeciwieństwo naszego pogromcy – utracjusz i sybaryta, absolutnie „zakochany” w swoim poważnym podopiecznym. Panów łączy specyficzna więź – z powodu swoich przekonań Cherry (jak nazywa Charleya Johnny) nie żywi się ludzką krwią, ale ponieważ coś jeść musi, jego pan chętnie udostępnia mu własne ciało. Poza tym często towarzyszy mu w podróżach i pomaga w pracy.

W pierwszym rozdziale bohater otrzymuje od zleceniodawców propozycję nie do odrzucenia: w zamian za swojego pana otrzyma innego wampira – dziewczynkę o imieniu Marie. Co ciekawe, Johnny nie ma nic przeciwko tej wymianie, a ponieważ Charley nie bardzo może odmówić, panowie wspólnie udają się na miejsce spotkania, gdzie czeka na nich mała niespodzianka. To zaledwie wprowadzenie do historii, mające na celu głównie przedstawienie bohaterów i zaprezentowanie ich możliwości, gdyż naprawdę ciekawe wydarzenia mają miejsce w dalszej części mangi. I chociaż wszystkie zagadki znajdują rozwiązanie, trudno pozbyć się wrażenia, że epizodyczna fabuła jest jedynie podpuchą, podczas gdy autorka splata misterną pajęczynę powiązań, którą kawałek po kawałku będzie odsłaniać w kolejnych tomach.

Jak z powyższego opisu jasno wynika, mamy do czynienia z shounen­‑ai, acz dość nietypowym. Vassalord posiada wszystko, co posiadać powinna dobra manga – przy czym mam na myśli dobrą mangę ogólnie, a nie tylko w granicach gatunku. Fabuła jest interesująca i bardziej skupia się na tajemnicach niż „romansie” (który zasadniczo ogranicza się do spożywania posiłków przez Charleya). Pamiętajmy, że to komiks o wampirach, któremu zdecydowanie bliżej do Hellsinga niż Vampire Knight – czytaj: krew leje się gęsto, kończyny fruwają, ot, typowa rzeźnia bez nudnych monologów i wewnętrznych dylematów. Przy czym, jak wspomniałam, już w pierwszym tomie daje się odczuć, że manga zawiera wątek główny, ale jaki, to wie na razie tylko autorka. Kolejną zaletą są bohaterowie – pełnokrwiści, zabawni i pozbierani. Jeżeli ktoś liczy na zwiewnych bishounenów, to się przeliczy, gdyż Chris i Johnny to prawdziwi mężczyźni – co prawda ten pierwszy bywa nieco naiwny, a drugi jest nawiedzonym ekshibicjonistą, ale na tym polega ich urok. Uprzedzonych uspokajam, że „scen” jako takich nie ma, acz sposób pożywiania się bohatera to czysty fanserwis: zresztą osobom nielubiącym shounen­‑ai już sama świadomość jego występowania wystarczy, by mangi nie dotykać. Ich strata. Wracając jednak do zalet Vassalorda – z pewnością należy do nich oprawa graficzna, gdyż Nanae Chrono zdolną mangaczką jest. Nieprzekonanych odsyłam do recenzji głównej czy chociażby lektury Shinsengumi Imon Peace Maker. Zostaje jeszcze kwestia nawiązań do religii i kościoła – jedno słowo, „Japończycy”. Serio, czerpanie wiedzy o sprawach wiary z tejże publikacji to jak nauka historii sztuki z Kodu Leonarda da Vinci. Pamiętajcie, egzorcyści uzbrojeni w wielkie krzyże oraz strzykawki napełnione rtęcią i wodą święconą są super, ale nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i tego się trzymajmy.

Jeżeli chodzi o jakość wydania, to Studio JG stanęło na wysokości zadania, chociaż nie obyło się bez potknięć. Okładka, jak również obwoluta, są wierne oryginałowi, dlatego też nie szpeci ich żaden zbędny dodatek, a wszystkie istotne informacje można znaleźć na ostatniej stronie komiksu i w niewielkiej białej ramce umieszczonej z tyłu obwoluty. Ta ostatnia to idealne połączenie lakieru matowego i błyszczącego, czyli coś, co tygrysy lubią najbardziej. Obwolutę zdobi wizerunek Johnnego Rayflo w wyjątkowo „fanserwiśnej” pozie – możemy go zobaczyć także na jednej z trzech kolorowych stron wewnątrz komiksu. Kolejną poświęcono na spis treści i chociaż nie wszystkie strony zostały ponumerowane, jest ich na tyle dużo, że orientowanie się między poszczególnymi rozdziałami nie powinno nastręczać większych problemów. Kolorowe strony wydrukowano na papierze kredowym, podczas gdy pozostałą część komiksu na śnieżnobiałym i dobrym jakościowo. Druk jest wyraźny, o odpowiednio dobranym kontraście, co ma znaczenie o tyle, że w mandze jest sporo scen dynamicznych, z dużą ilością szczegółów, które przy najmniejszym błędzie mogłyby być nieczytelne. A skoro przy druku jesteśmy, warto zwrócić uwagę na wspomniane przeze mnie potknięcie – otóż niektóre kwestie zostały źle dopasowane do dymków i częściowo bądź całkowicie wychodzą poza nie (np. na stronie 25). Po pierwsze, wygląda to niezbyt estetycznie, a po drugie sprawia wrażenie, jakby strony zostały źle przycięte. Dialogi są znakomite – zabawne, inteligentne i świetnie oddające charakter wypowiadających je postaci. Niektóre są w języku angielskim, co zapewne jest spadkiem po oryginale; nie usunięto także części japońskich onomatopei, acz już po panelach widać, że byłoby to niezmiernie trudne, gdyż stanowią one integralny element grafiki. Mangę kończy jednostronicowy słowniczek nazw wykorzystanych w tomiku oraz krótki humorystyczny komiks z udziałem bohaterów, opowiadający o powstaniu Vassalorda.

Czy warto zainwestować w nową publikację Studia JG? Moim zdaniem, tak. Wampiry w wersji Nanae Chrono nie są może bardzo wyjątkowe, ale z pewnością pozbawione tego irytującego pierwiastka romantyczności, który robi z nich biedne, skrzywdzone i wiecznie cierpiące istoty. Jest to dzieło interesujące fabularnie, przeznaczone dla szerszego grona czytelników – również dla panów, pod warunkiem, że odłożą na bok swoje uprzedzenia. Co istotne, manga skierowana została do nieco starszych osób, o czym wydawca lojalnie uprzedza z tyłu obwoluty – sporo tu przemocy, dialogi bywają mało pedagogiczne, a i relacje między panami nie przypominają tych z lukrowanych mang shoujo. Po zakończeniu Hellsinga, Vassalord jest najlepszą mangą o wampirach na polskim rynku i w ogóle jedną z ciekawszych, jakie obecnie się ukazują.

moshi_moshi, 3 sierpnia 2012
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Studio JG 7.2012
2 Tom 2 Studio JG 10.2012
3 Tom 3 Studio JG 11.2012
4 Tom 4 Studio JG 2.2013
5 Tom 5 Studio JG 4.2013
6 Tom 6 Studio JG 10.2013
7 Tom 7 Studio JG 11.2013