Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 2/10 kreska: 7/10
fabuła: 1/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

3/10
Głosów: 12
Średnia: 3
σ=1,63

Wylosuj ponownieTop 10

Kindan no Koi de Ikou

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2001-2005
Liczba tomów: 10
Tytuły alternatywne:
  • Let's Go with Forbidden Romance
  • 禁断の恋でいこう
Gatunki: Romans
Widownia: Josei; Postaci: Zwierzęta; Rating: Seks; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność

Ostatnia część miłosnych przygód kobiety i wilka. Dziesięciotomowa pomyłka w historii ewolucji mangi, która powinna zostać skazana na zagładę i całkowite zapomnienie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jak już się coś zaczęło, to należy to skończyć, prawda? Tak więc pewnego pięknego dnia (czy też raczej nocy) przestałam się wahać i podjęłam iście heroiczną decyzję: ponownie zagłębię się w chaotyczne odmęty przepełnionej zoofilią twórczości Tomu Oumi, które trwale i bez litości wyniszczają mi mózg, napiszę recenzję i z czystym sumieniem dam sobie z tym wszystkim święty spokój. A potem zamówię egzorcyzmy.

Na początku pomińmy może milczeniem kilka pierwszych stron (do których wrócę później). A więc, przechodząc do konkretów – do sklepu z antykami, w którym pracuje Hisako, przychodzi mężczyzna i prosi o zidentyfikowanie trzech przedmiotów: kolczyka (identycznego jak ten, który ma Yato), zegarka kieszonkowego i zdjęcia przedstawiającego dużego czarnego wilka. Jednakowoż jest to tylko pretekst, tak naprawdę chce on zdobyć na wyłączność Yato (w całkowicie niewiadomym celu). Co prawda spotyka się ze zdecydowaną odmową zarówno ze strony Hisako i Yato, jak i właściciela sklepu, jednak wcale go to nie zniechęca – wychodzi z antykwariatu nonszalanckim krokiem, mówiąc, że Haruka Souma zawsze dostaje to, czego chce. W wyniku tego jakże przykrego i wstrząsającego wydarzenia mózg Hisako znowu zaczyna pracować (na miarę swoich skromnych możliwości) i produkuje dziwny wniosek, że jej ukochany nie jest już z nią bezpieczny, ale przecież naprawdę niemożliwe byłoby dla niej rozstanie z nim. Yato jednak wcale nie ma zamiaru odchodzić i aby zapewnić Hisako o swym płomiennym uczuciu, zaciąga ją do łóżka (jak zwykle). Na drugi dzień okazuje się, że Souma nie rzucał słów na wiatr – nasza bohaterka zostaje zachloroformowana, a wilk złapany w pułapkę i porwany. Jakież jest przerażenie Hisako, gdy po dojściu do siebie widzi pogardliwie uśmiechniętego Soumę, który stara się ją przekonać, że życie z Yato jest dla niej zbyt uciążliwe. Dalszy ciąg rozmowy jest gwałtowny i niezwykle interesujący: ona mówi, że nigdy nie zostawi ukochanego, on stwierdza, że w takim razie ją też będzie musiał więzić, ona z pasją w oczach krzyczy, że jeśli skrzywdzi Yato, to go zabije, on ją całuje… Na szczęście jak zwykle pojawia się Rycerz W Lśniącej Zbroi, ogarnięty iście berserkerskim szałem, i ponownie ratuje Damę W Opałach. Na zakończenie tego jakże idiotycznego rozdziału Souma stwierdza, że dwójka naszych bohaterów jest interesująca, a więc się nie podda i sprawi, że Hisako będzie jego kobietą, bo zafascynowała go jej pasja (Yato już go chyba przestał interesować…). Ach jej, toż to naprawdę straszne!

Widać, że Kindan no Koi de Ikou było od początku planowane jako dłuższy projekt, a nie jednotomówka, dostajemy bowiem trochę szczegółów i dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy. Na przykład, że tej mangi nie da się czytać na trzeźwo. Albo, co mnie najbardziej ucieszyło, jak nazywa się właściciel antykwariatu. Największym jednak odkryciem było wyjaśnienie, dlaczego głównej kukły… ekhu, przepraszam, głównej bohaterki, pożąda wszystko, co żyje: mężczyźni, kobiety, wilki, drzewa… Odpowiedź brzmi: feromony! To jest tak oczywiste, że aż mi głupio, że wcześniej sama na to nie wpadłam. Jednak ten, kto sądzi, że dowiedziałam się tego z rozwoju wydarzeń, myli się całkowicie – źródłem wiedzy okazały się dopiski i uwagi mangaczki. Albowiem początek z groźbą Soumy, obiecujący jakąś ciągłość, to najzwyczajniejsza zmyłka. Fabuła (czy też raczej jej brak; nazwijmy to umownie nie­‑fabułą) Kindan no Koi de Ikou przedstawia się bowiem następująco: Hisako i Yato uprawiają seks. I uprawiają seks. A poza tym uprawiają seks. W międzyczasie mają miejsce idiotyczne, mdłe i nieciekawe rozmowy o – no, kto zgadnie? – tak, o uprawianiu seksu (względnie o nieuprawianiu i o traumach z tego faktu wynikających). Zadziwiające jest, jak można wymyślić taką nie­‑fabułę, która potrzebuje aż dwunastu tomów (wliczając prequele) na realizację. Autorka bije rekordy w wymyślaniu kolejnych coraz to głupszych przygód. Jako że pewnie i tak nikt tej mangi z własnej woli nie przeczyta, pozwolę sobie na zdradzenie kilku wydarzeń. Przykładowo Hisako spotyka dawną przyjaciółkę, mającą obsesję na punkcie jej biustu, czego efektem jest wilcza depresja. Albo bardzo ciekawy rozdział o drzewie, które chyba też coś czuje do Hisako, bo za każdym razem, kiedy Yato próbuje się do niej dobrać, za sprawą magii drzewa za karę młodnieje. Że nie wspomnę o „powrocie do przeszłości”, gdzie poznajemy kobietę opętaną szalonym duchem mężczyzny, który 130 lat temu zakochał się w Yato. Nie ominą nas też rozdziały, które są o seksie. Tylko i wyłącznie. Czasami miałam wrażenie, że nie czytam mangi, tylko jakiś podręcznik. Albo coś innego.

I to jest właściwy moment, by powrócić do sprawy, którą przemilczałam, a mianowicie do samego początku mangi. Otóż pierwsza (najpierwsza!) strona Kindan no Koi de Ikou przedstawia łapoczyny (jak ktoś nie wie, o co chodzi, wyjaśnienie znajduje się w recenzji Zoku Kindan no Koi wo Shiyou). Jest to już i tak wystarczająco odpychające, ale autorka na tym nie poprzestaje. Powiem tylko, że był moment, kiedy „odpadłam” od lektury z gwizdem i doszłam do wspomnianego wcześniej wniosku, że na trzeźwo to się jednak dalej nie da. Jak to możliwe, że nikogo, absolutnie nikogo w tej mandze nie dziwi i nie odrzuca fakt, że Hisako uprawia seks z wilkiem (chociażby i w ludzkiej postaci)?! Ba, jakby tego było mało, niektórzy nawet zachęcają główną bohaterkę (kompletnie pijaną i pełną rozterek i dylematów), by rozwiązała swoje problemy poprzez próbę zbliżenia się do Yato, kiedy jest on w swojej wilczej formie. Przysłowiową wisienką na torcie jest moment, kiedy dwoje głównych bohaterów rozważa kwestię posiadania dziecka. Na tym chyba zakończę ten akapit, bo zaczyna się robić naprawdę nieciekawie.

Postaci dostały ode mnie dwa punkciki na dziesięć tylko i wyłącznie dzięki powrotowi przesympatycznego właściciela antykwariatu, który tym razem, ku mej radości, pojawia się całkiem często. Bez niego byłby jeden punkt, chociaż najbardziej pasowałoby zero, ale tak się, niestety, nie da. Hisako jest kukłą, to już stwierdziliśmy. Yato jest najbardziej monotematycznym osobnikiem płci męskiej, jakiego widziałam, i starania autorki, by nadać mu trochę głębi, spełzły na niczym. Poza tym w Kindan no Koi de Ikou mamy nieszczęście spotkać się ze starymi znajomymi, między innymi z denerwującym domniemanym synem Yato, czy panią weterynarz i jej wielbicielem. Mangaczka stworzyła także wiele nowych, niemniej irytujących i idiotycznych postaci, na widok których ma się ochotę poważnie porozmawiać z szanowną autorką na temat tego, co się dzieje w jej głowie albo zwyczajnie wysłać ją do psychologa.

Trzeba natomiast przyznać, że kreska Tomu Oumi trzyma poziom, a być może nawet troszkę się polepszyła. Chyba wcześniej o tym nie wspominałam, ale widać, że mangaczka przywiązuje dużą wagę do strojów Hisako – nie zawsze są to rzeczy, które mi się podobają, ale przedstawione są z dbałością o szczegóły. Podobnie ma się sprawa ze zwierzętami – taki Yato­‑wilk, chociaż jest trochę za duży, narysowany jest starannie i całkiem realistycznie. Jednakże nadal Tomu Oumi zdarzają się niewielkie potknięcia, na przykład według mnie nie bardzo wychodzi jej rysowanie dzieci.

Na zakończenie napiszę krótko i prosto: nie polecam tego nikomu. W ogóle tego nie czytajcie. Nadal ogromną tajemnicą jest dla mnie to, jakim cudem Kindan no Koi de Ikou spodobało się Japonkom (a naprawdę się spodobało, mangaczka pisze o tym w którejś z ramek). Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak zbyć to wzruszeniem ramion i banalnym „co kraj, to obyczaj”, po czym nigdy do tego tytułu nie wracać.

Easnadh, 22 listopada 2008

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shogakukan
Autor: Tomu Oomi