Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 9/10 kreska: 10/10
fabuła: 10/10

Ocena redakcji

10/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,50

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 76
Średnia: 8,68
σ=1,24

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Muzyka Marie

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2001-2004
Liczba tomów: 2
Wydanie polskie: 2009
Liczba tomów: 2
Tytuły alternatywne:
  • Marie no Kanaderu Ongaku
  • Marieの奏でる音楽
Widownia: Seinen; Miejsce: Świat alternatywny

I Bóg powiedział do Marie: „Uczyń ludzi szczęśliwymi”.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Wyobraźcie sobie świat, w którym kolejny dzień różni się od poprzedniego tylko tyle, ile różnić się musi – w którym życie wyznaczone jest przez powolne tempo wciąż powtarzających się cykli. Wyobraźcie sobie świat, w którym nie ma dobra – bo tam, gdzie nie ma zła, dobro zdefiniować może tylko zewnętrzny obserwator, nawet jeśli dla niego będzie ono wszechobecne. A teraz nałóżcie na to abstrakcyjną i alternatywną wizję świata końca XIX, początku XX wieku. Dodajcie teraz kolejne elementy – boga, religie, kulturę, cywilizację, relacje, stosunki i elementy życia codziennego. Na sam koniec wrzućcie tyle kół zębatych, ile Wasza wyobraźnia pomieści. Może w efekcie powstanie coś, co choć trochę przypomina niesamowity świat z Muzyki Marie – bogaty zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie – tj. artystycznie.

Akcja rozgrywa się na Pirito – jednej z wielu wysp na świecie, z których każda zajmuje się wytwarzaniem innych dóbr. Na Pirito, w Giru, zwanym Miastem Atelier, tworzone są mechanizmy mające ułatwiać ludziom pracę (ale wiele z nich posiada także walory estetyczne) – można powiedzieć, że symbolem wyspy jest koło zębate. Tam właśnie żyje para nierozłącznych przyjaciół – Pipi i Kai. Poznali się, gdy Kai, mając osiem lat, przybył do Giru po katastrofie w kopalni, w której zginął jego ojciec – Pipi zajęła się zobojętniałym i przybitym chłopcem, przywracając uśmiech na jego twarzy. I wszystko byłoby dobrze, gdyby pewnego letniego dnia podczas zabawy w morzu Kai nie zniknął. Utonął? Nie. Po pewnym czasie odnaleziono go, ale to już nie był ten sam Kai – na dłoniach miał pieczęcie, a w sercu…

Ich przyjaźń nieprzerwanie trwa. To oni, poprzez swoje codzienne życie, zapoznają czytelnika z bogatym światem – stopniowo coraz bardziej zagłębiając go w jego niuanse, aż na fantastycznej, ale początkowo spójnej wizji ukazują się drobne rysy. Zbliżają się osiemnaste urodziny Pipi – dzień, w którym dziewczyna będzie mogła wyjść za mąż. Rysy zmieniają się w pęknięcia. Pęknięcia w wyrwy. A wyrwy te wypełniają pytania stawiane przez autora – o człowieka, o szczęście, i odpowiedzi – czytelnicze przemyślenia.

Czym jest świat bez zła? Rajem? Czy to znaczy, że świat w Muzyce Marie jest rajem? Przecież rajów jest tyle, ile wyobrażeń o nich. Pewne cechy pozostają wspólne – raj to niekończący się błogi spokój, szczęśliwość, która nie mija, dobro, które jest wszechobecne, bóg, który ten raj stworzył. Tak, bo raj nie jest dziełem ludzi, ale to oni tworzą boga – bo czym jest bóg bez ludzi? Tak więc raj? Tak i nie. Świat ten nosi jednocześnie znamiona smutku – ludzie umierają.

A więc dlaczego ludzie są tu tacy dobrzy i szczęśliwi? – to pytanie nurtuje czytelnika, dla którego taki stan rzeczy jest nienaturalny. Nie taki jest człowiek. Odpowiedź jest prosta, a zarazem burząca niewinność świata – ludzie są szczęśliwi, gdyż zostali do tego zmuszeni. Zmuszeni przez Marie – mechaniczny twór o kształcie kobiety – przez jej muzykę. To ona, pływając w przestworzach, czuwa nad ludźmi, nie pozwalając im czynić zła, blokując wszelkie złe myśli w samej chwili ich powstania. Ale to nie wszystko, bo jednocześnie nie działa nic, co przekracza pewien poziom technologiczny, przez co relikty dawnej, zaawansowanej technologii nie działają – nawet jeśli są w pełni sprawne i działać powinny. Złota klatka, w której żyją ludzie, nie tylko ich chroni – odbiera im także jakąś część człowieczeństwa. Mieszkańcy tej klatki wcale nie są dobrzy. Nawet wspomniany na początku zewnętrzny obserwator nie mógłby o nich tak powiedzieć, bo nie ma dobra tam, gdzie nie ma wyboru między dobrem a złem. Marie chroni przed złem – przed człowiekiem. W świecie tej mangi ludzie są źli z natury, a technologia jest narzędziem służącym temu złu. Albo może inaczej – tak mogłoby być. Marie ma chronić przed taką drogą, ale czy na pewno jest to jedyna alternatywa…? Owszem, miły, pogodny i życzliwy człowiek, w innym środowisku mógłby zostać alkoholikiem zaniedbującym rodzinę, albo żołnierzem, gwałcącym podczas wojny bezbronne niewiasty, ale istotny jest tu tryb przypuszczający – mógłby, ale nie każdy i nie w każdym środowisku. Furuya dalej pyta o szczęście, słusznie zauważając, że rozwój techniki stopniowo odsuwa człowieka od człowieka. Autor z premedytacją demonizuje technologię oraz jej twórcę, na co część czytelników się obruszy, że przecież nie jest tak źle. Jeśli jednak nie jest tak źle – to jak właściwie jest? A szczęście… Furuya, moim zdaniem słusznie, relatywizuje to pojęcie. Nawet jeśli ludzie żyją w klatce, to dlaczego niby mają być nieszczęśliwi? Ten, kto nie zaznał wolności, kto nie wie, co ona oznacza – albo nawet, że w ogóle istnieje, szczęśliwy może być nawet na uwięzi. Podobnie szaleństwo. Dla osoby trzeciej będzie ono chorobą i nieszczęściem, a dla zainteresowanego może być błogosławieństwem. Inni mogą takiej osoby żałować, a ona będzie w swym szaleństwie szczęśliwa.

Natomiast co do świata bez zła – zabawna gafa przydarzyła się autorowi (ewentualnie tłumaczowi). Otóż w pewnym momencie pada sformułowanie: „Jak ja cię nienawidzę”. Z kontekstu jasno wynika, że i tak nie chodzi o żadną nienawiść (która w tym świecie przecież nie istnieje), ale o znane nam wyrażenie, czasem używane (np. gdy ktoś bliski robi w ważnej dla nas kwestii coś innego niż my byśmy chcieli). Tylko… niby jak, w świecie mangi, miałoby ono powstać czy też przetrwać (przez tysiące lat)? Naprawdę zabawnie te nieszczęśliwie dobrane słowa brzmią w ustach kogoś, kto nie wie, co to nienawiść.

Świat, jaki ukazuje nam Furuya, poza tym, że charakteryzuje się oryginalnością i dużą złożonością (choćby pod względem kultury, technologii czy religii), został znakomicie przedstawiony pod względem artystycznym. Już od pierwszych stron zachwyca bogactwo szczegółów, eksperymentalnych form architektonicznych i pięknie nakreślonych krajobrazów. Przyznam, że niebywałą przyjemność czerpałem z kontemplowania kolejnych ujęć i odkrywania coraz to nowych, ciekawych szczegółów. Sam się dziwiłem, na jak długo ogród, mechaniczne twory czy po prostu wystrój domów, a nawet skały przykuwały moją uwagę. Urok mechaniczno­‑architektonicznych ujęć można by próbować wytłumaczyć ich złożonością i oryginalnością, gdyż pomimo ich użytecznej funkcji śmiało można je zaliczyć do tworów abstrakcyjnych, czyli częstego elementu dzieł Furuyi. Już sama ilość kół zębatych poraża, nie wspominając o takich szczegółach, jak łopatki wiatraków skręcone o 180º (rzeczywisty wiatr ich nie poruszy). Ale to by jeszcze wszystkiego nie tłumaczyło – rysunek charakteryzują dwie cechy, które sprawiają, że jest on wybitny: świetny pomysł i tak samo dobre wykonanie. Zresztą we wszystkich mangach tego autora tworzonych z zacięciem artystycznym oba te elementy świetnie współgrają (gorzej, gdy tego artyzmu brakuje – vide Jisatsu Circle). To wszystko sprawiało, że ten świat ożywał przed oczami. Niezwykłe wrażenie. A postaci? Furuya nigdy nie rysował ich w nadzwyczajny sposób, ale ewentualne braki na tym polu nadrabiał mimiką i gestami, skupiając się raczej na ich realistycznym odzwierciedleniu, wzbogaconym niekiedy o szczegóły. W Muzyce Marie zachwycił mnie jeszcze jeden element, na który zwykle nie zwracam uwagi – ubiór bohaterów, a szczególnie Pipi. Nosi różnorodne, dobrze zaprojektowane i bogato zdobione, pomysłowe stroje. Pipi brzydka nie jest, ale te ubrania jeszcze dodawały jej urody (no, może poza nazbyt purytańskim strojem kąpielowym). Ciekawy jestem, skąd autor brał pomysły na nie. Może to jego ukryty talent?

W opowieści tej, poza Marie (która i tak nie gra głównej roli), w zasadzie liczą się tylko dwie postaci, wspomniani już Pipi i Kai. Oboje, poza pewnymi cechami od nich niezależnymi (jak pieczęcie Kaia), nie są żadnymi superbohaterami – są ludźmi, wraz ze wszystkimi ich słabościami (oczywiście należy pamiętać o „uszczęśliwiającym” wpływie Marie, ale na samą naturę człowieka ona nie wpływa). To właśnie ich słabości pchają akcję do przodu. Pipi wyraźnie darzy sympatią Kaia, co niewątpliwie implikuje pewne zachowania, czego efektem końcowym miałoby być małżeństwo tych dwojga. Jednak na drodze do tego wyrastają niespodziewane, a poważne, przeszkody. Tu ujawnia się kolejna ludzka cecha, ukazana w postaci Pipi: dążenie do celu, nawet jeśli droga do niego wydaje się niemożliwa do pokonania. Natomiast Kai cechuje się introwertyczną i refleksyjną naturą, która każe mu zagłębiać się w siebie – problemy próbuje pokonać poprzez poznanie siebie samego. Oczywiście nie zdradzę, jak potoczą się ich losy, ale pomimo tego, że są to bohaterowie przeciętni – jeśli można tak rzec, reprezentatywni dla ludzkości, zapewne nieprzypadkowo – Furuya przedstawia ich w ciekawy sposób, bo przeciętność wcale nie musi się równać bylejakości.

Muzyka Marie jest mangą z najwyższej półki. Znajdziemy w niej wspaniały świat, którego tajemnicę stopniowo będziemy odkrywać. Spotkamy ciekawych bohaterów, których losy nieraz zaskoczą czytelnika i zaprowadzą do niespodziewanego zakończenia – już sama opowieść o nich warta jest lektury. Jest jeszcze rysunek, który sam w sobie wart jest uwagi. A przecież to nie wszystko, bo manga uparcie „zmusza” czytelnika do zastanowienia, poprzez fantastyczny świat odwołując się do naszego, zadając trudne pytania, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tak samo, jak nie ma jednoznacznej wykładni tej mangi – Furuya aż do samego końca nie podsuwa rozstrzygającej interpretacji przedstawianych wydarzeń, żonglując między, zdawałoby się, sprzecznymi wersjami, co jeszcze bardziej intryguje. Całość zwieńczona jest świetnym epilogiem, odpowiadającym na wiele pytań i stawiającym tyle samo nowych, z którymi czytelnika zostawia już samego. Uważam, że każda „humanistyczna dusza” powinna się z tym wybitnym dziełem zapoznać. Dodatkowo poleciłbym ją czytelnikom wysoko ceniącym walory artystyczne (złośliwie dodałbym także grupę artystów­‑abstrakcjonistów, których dziełom w plamy czy chaotycznie rozmieszczone figury geometryczne daleko do miana sztuki).

SixTonBudgie, 7 listopada 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Gentosha
Wydawca polski: Hanami
Autor: Usamaru Furuya
Tłumacz: Radosław Bolałek

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Hanami 3.2009
2 Tom 2 Hanami 5.2009

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Muzyka Marie na forum Kotatsu Nieoficjalny pl