Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Pamiętnik kociłapki

Tom 4
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-61023-81-4
Liczba stron: 129
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Czwarty tom Pamiętnika kociłapki to wydany w Japonii pod tytułem Nikukyuu Puni Puni Nikki: Onaka Mofumofu­‑hen dodatek do właściwej historii. Mimo iż wydawniczo jest to odrębna publikacja, „fabularnie” niczym nie różni się od pozostałych części. Nadal mamy do czynienia ze scenami z życia typowej „kociary” i jej pieszczochów. Tym razem Nobara Nonaka dużo miejsca poświęciła kocim nawykom kuwetowym oraz ich zwyczajom łóżkowym. Nie zabrakło również spostrzeżeń na temat towarzyskości kotów i wpływie temperatury na ich zachowanie oraz samopoczucie. Jak zawsze całość jest utrzymana w lekkim, komediowym tonie i cechuje się totalnie bezkrytycznym uwielbieniem dla tych pięknych zwierząt.

Tak naprawdę 4. tom w żaden sposób nie urozmaica cyklu, co nie znaczy, że nie jest interesujący. Wspomniane wyżej nawyki kuwetowe autorka przedstawiła z humorem i bez przesadnego wchodzenia w szczegóły fizjologiczne, skupiając się raczej na aspektach „technicznych”. Tym razem czytelnicy mogą się dowiedzieć, ile problemów nastręcza chociażby wybór odpowiedniego żwirku czy posłania dla pieszczocha. Nie zabrakło także dylematów remontowych – czyli o czym każdy kociarz powinien pamiętać, zanim zdecyduje się na nowe wyposażenie wnętrza. Śmichy chichy, ale wszystkie zaprezentowane w mandze sytuacje naprawdę mają miejsce i dla większości posiadaczy kotów są codziennością. Wierzcie mi lub nie, ale kocurek wygrzebujący różne rzeczy ze śmietnika lub z zainteresowaniem śledzący, jak spuszcza się wodę w toalecie, to nic nadzwyczajnego.

Wszyscy miłośnicy Pamiętnika kociłapki z pewnością zauważą brak Chiko, o której śmierci autorka informowała w poprzednim tomie. Jej miejsce zajął Jasu, który także zadebiutował w trzeciej części, by w 4. stać się jednym z „filarów” obsady. Pani Nonaka poświęca mu bardzo dużo uwagi, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę, że to najmłodszy członek rodziny, a co za tym idzie – najbardziej skory do psot. Oczywiście mimo to nie zabrakło miejsca dla Ryubo i Yume, którzy również dostali swoje pięć minut. Natomiast ostatnie dwie kartki zajmują podziękowania i wspominki autorki z okazji opublikowania setnego odcinka komiksu, dzięki którym możemy poznać kilka niewesołych faktów z życia mangaczki, a także całostronicowa stopka redakcyjna.

O ile „fabularnie” trudno mówić o rewolucji, o tyle wydawniczo już jak najbardziej. Pierwszą istotną zmianą, od razu rzucającą się w oczy, jest zastąpienie kiepskiego szarego papieru dobrym jakościowo i śnieżnobiałym. Poza tym, podobnie jak w tomie 3., pierwsza (kolorowa) kartka została wydrukowana na papierze kredowym. Pierwszą stronę zdobią rysunkowe podobizny bohaterów z informacją o ich rasie, a drugą poświęcono na spis treści. Tym razem został on w całości przetłumaczony, podobnie zresztą jak nazwy poszczególnych rozdziałów (w tomie trzecim te elementy zostawiono w języku angielskim). Tłumaczenie nadal stoi na dobrym poziomie, a za jedyną wpadkę należy uznać błąd na stronie 60 – w zdaniu „Jasu, daj żeż spokój…” pogrubiona część powinna być napisana łącznie. Mam małe zastrzeżenia do jakości druku ostatniego rozdziału, w którym mangaczka wykorzystała prawdziwe fotografie, przy czym nie wiem, czy owe niedoróbki wynikają z błędu rodzimego wydawcy, czy też były obecne także w oryginale. Otóż wspomniane fotografie są koszmarnie nieostre i niekontrastowe, zgaduję, że pierwotnie były one kolorowe, a po przerobieniu na czarno­‑białe efekt jest, jaki jest. Druga sprawa to okładka, a właściwie wszystkie dotychczasowe okładki. Przy okazji poprzedniego tomu narzekałam na szarobure brzydkie tło, które w tomie 4. ma całkiem przyjemny granatowy odcień, ale… Zajmujący ponad połowę okładki rysunek Yume jest strasznie rozmazany, zapewne dlatego, że został powiększony z obrazka o kiepskiej rozdzielczości. Cóż, na oryginalnej okładce koty, chociaż w tych samych pozach, zostały zupełnie inaczej zakomponowane, a na dodatek umieszczono je na białym tle. To charakterystyczne dla polskiego wydania – zmiana układu lub tła, niestety zawsze na gorsze w stosunku do wydania japońskiego. Mam dwie teorie: albo zdecydowano się na inne kolory ze względu na zbyt „infantylny” wygląd pierwowzoru (wszystkie tomy mają jaskrawe, bardzo żywe tła – między innymi błękitne i jaskrawozielone), który mógłby zniechęcić potencjalnych dorosłych czytelników, albo chciano w ten sposób zaoszczędzić na druku (acz nie wiem, czy kolor ma w tym przypadku jakieś znaczenie). Faktem jest, że przez to okładki straciły wiele ze swojego uroku i co gorsza, wyglądają dość nieprofesjonalnie. Natomiast miłym akcentem są podobizny kotów z tyłu okładki, opatrzone zabawnymi tytułami.

Chociaż w Japonii Pamiętnik kociłapki nadal ukazuje się w magazynie „Elegance Eve”, według informacji na stronie Waneko, 4. tom jest ostatnim. Trudno powiedzieć czy wydawnictwo zdecyduje się na publikację kolejnych części mangi, jeżeli pojawią się w Japonii. Na razie kociarzom pozostaje cieszyć się tym, co ukazało się do tej pory.

moshi_moshi, 15 czerwca 2012
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 1.2011
2 Tom 2 Waneko 6.2011
3 Tom 3 Waneko 10.2011
4 Tom 4 Waneko 6.2012