Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 kreska: 7/10
fabuła: 9/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 14
Średnia: 7,71
σ=1,98

Wylosuj ponownieTop 10

Ai-Ren

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 1991-2002
Liczba tomów: 5
Tytuły alternatywne:
  • 愛人
Widownia: Seinen; Rating: Nagość; Miejsce: Świat alternatywny; Czas: Przyszłość; Inne: Ecchi

Jakbyś się zachował, gdybyś w najbliższym czasie musiał umrzeć? Ai­‑Ren inspiruje do ciekawych rozmyślań.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Ai­‑Ren jest jedną z pierwszych mang, jakie czytałem, i pierwszą, którą mógłbym wyróżnić. Moje początkowo sceptyczne nastawienie zmieniało się wraz z pochłanianymi stronami, a gdy się zagłębiłem w lekturę, nie potrafiłem i nie chciałem się już wynurzać.

O czym więc jest Ai­‑Ren? To osadzona w futurystycznym świecie historia chłopaka – Ikuru Yoshizumiego, jednego z wielu nieuleczalnie chorych, z którym przeżywamy ostatnie miesiące życia. Ten „mały” dramat jednostki rozgrywa się na tle wielkiego dramatu – ludzkość umiera; wojny, choroby, eksperymenty genetyczne… Ludzie tracą zdolność do naturalnego rozmnażania się. Widmo zagłady zagląda w oczy. W porównaniu z tym historia jednego z tysięcy, milionów takich jak on, może wydawać się banalna… lecz taka nie jest. Świetnie skomponowana fabuła porusza i podsuwa ciekawe, poważne tematy do przemyśleń. Ten tytuł może być dla wielu wzorem, jak powinien wyglądać dramat.

Ale zacznę od początku… Airen w języku japońskim może oznaczać kochankę, osobę ukochaną. Tytuł niewątpliwie odwołuje się do tych znaczeń, choć ma też inne wytłumaczenie – AGH­‑RMS, czyli „Genetycznie Zmodyfikowani Ludzie Odtworzeni do Wsparcia Duchowego” (z ang. Artificial Genes Human Regenerated for Mental Support), nazywani także właśnie Ai­‑ren. W futurystycznym świecie przedstawionym w mandze, pod nazwą kryją się ludzie – kolejne uczucia, dramaty i śmierć. AGH­‑RMS to „zamrożeni” ludzie, czekający na chwilę, gdy ktoś będzie ich potrzebował. Osoba, która np. jest śmiertelnie chora, która przeżywa męki każdego dnia, która nie ma nikogo bliskiego, może ubiegać się o przyznanie AGH­‑RMS, zaprogramowanej do wspierania takiej osoby, bycia przy niej, kochania jej. Nie są to jednak „żywe roboty” – mimo wszystko to ludzie, mający, co warto podkreślić, własne „ja”, które kiedyś żyło i umarło, choć początkowo pozostaje ono ukryte. Oni też czują lęk przed śmiercią, a nie żyją długo – stworzeni, by wspierać umierających, sami giną po najwyżej kilkunastu miesiącach…

Ikuru ma przed sobą może rok życia. Przeżył katastrofę, z której pamięta tylko wybuch, płomienie i ostatnie słowa matki – to jego cała przeszłość. Jednak by go uratować, musiano przeszczepić mu wiele organów. Na jego nieszczęście, nie przyjęły się do końca. Jego organizm zwalczał je, jednocześnie zabijając powoli właściciela. Chłopak ma dość cierpienia w samotności. Składa wniosek o Ai­‑ren i jako pierwszy z wnioskodawców zgłasza się osobiście. Tu zaczyna się właściwa historia – od przebudzenia jednej z AGH­‑RMS, nazwanej później przez Ikuru po prostu Ai. Zabiera ją do domu, w którym dotąd samotnie mieszkał, na wzniesieniu, na otoczonej oceanem wyspie z dala od wielkich miast. Ten idylliczny obraz zakłóca widok – pod powierzchnią wody znajduje się zniszczony port, wszystko wydaje się opuszczone, martwe.

Dalej obserwujemy ich wspólne życie, radości i smutki dnia codziennego. Nadchodzą też poważniejsze problemy, gdy Ai zaczyna czuć, że nie jest tą „zaprogramowaną” Ai i gdy dowiaduje się, że Ikuru ją oszukiwał. Poznaje prawdę, że istnieje, by go „zadowolić”, a jej dni są policzone. Ich wzajemne stosunki ulegają zmianom w miarę upływu czasu. Teraz muszą razem stawić czoła śmierci.

Gatunek ludzki, niezdolny do naturalnej reprodukcji, tworzy na orbicie eksperymentalną kolonię, w której spoczywa nadzieja na ocalenie. Jednak dochodzi do katastrofy. Do Ziemi zaczynają docierać dziwne sygnały, które w niespodziewany sposób „ewoluują”. W pewnym momencie wszystkie satelity, w tym wojskowe, tracą łączność z Ziemią. Od tego czasu na Ziemi trwa eskalacja nienawiści i strachu. Dochodzi do wojen, coraz częściej używana jest broń nuklearna… W końcu pojawiają się „oni”, zwani hito, czyli „ludzkie istoty”, reprezentowani przez Kilita, tajemniczy „ludzie”, którzy samą swoją egzystencją urzekają ludzi, wywołując w nich niesamowitą tęsknotę, nostalgię, uczucie miłości, bezpieczeństwa, błogości… Kim oni są? Jakie mają plany? Czy uratują ludzkość, czy ją zniszczą?

Ciekawy układ fabularny oraz konsekwentnie prowadzony wątek główny, to plusy tego tytułu. Oba dramaty, które dzieją się w tym samym czasie, mimo że w jakiś sposób nierozerwalnie związane, rozgrywają się niezależnie. Dla Ikuru i Ai nawet oglądane wiadomości o kolejnych katastrofach zdają się trochę nierealne, jak z innego świata. Dopiero padający co jakiś czas kwaśny deszcz oraz uchodźcy szukający schronienia uświadamiają, że to się dzieje naprawdę. Agonię świata obserwujemy z dwóch perspektyw – oczami bohaterów, żyjących w swoim małym świecie, oraz oczami osoby znajdującej się w centrum wydarzeń, do końca, ze wszystkich sił próbującej ocalić ludzkość.

Pomysł z połączeniem dwóch historii w jedną udało się zrealizować w bardzo ciekawy sposób. Ai­‑Ren to wspaniała opowieść o śmierci i sposobach radzenia sobie z nią, o życiu i jego istocie, o uczuciach i sposobie ich przekazywania, o miłości i jej obliczach w trudnych sytuacjach, o ludziach i ich obawach, nadziejach, o istocie człowieczeństwa.

Postaci są nakreślone dobrze. Nie doszukałem się większych uchybień – to nie są superbohaterowie, oni żyją naprawdę, są realistyczni, mają swoje wady, a także dobre strony. Owszem, Ai na początku jest dość naiwna i wielu rzeczy musi się dowiedzieć, lecz ma to swoje uzasadnienie w jej „programie”. Na dłuższą metę byłoby to pewnie irytujące, ale na szczęście Ai zmienia się – jej psychika i osobowość coraz bardziej zbliżają się do „oryginału”, czyli osoby, od której pochodzi jej materiał genetyczny. I tu może wspomnę o jedynym poważniejszym minusie, jaki rzucił mi się w oczy. Chodzi o nagość. Nie, żeby był to element całkowicie zbędny, jednak jest kilka momentów, w których wydaje się ona niepotrzebna lub podana w dość nienaturalnej formie (a jej przyczyną jest początkowa naiwność Ai). Trzeba jednak przyznać, że w innych miejscach nagość ukazana jest całkowicie naturalnie, a jej celem nie jest zabawianie czytelnika ładnymi rysunkami, tylko przekazanie swoistej metafory.

Pod względem rysunku Ai­‑Ren prezentuje się przyzwoicie. Postaci narysowane są ładnie, szczególnie z bliska (a co ważne, w ich rysach widać indywidualne cechy zewnętrzne), choć gdy sytuacja nie wymaga dokładności, kreska ulega uproszczeniu. Gorzej wygląda tło, które ograniczane jest do minimum (na szczęście trochę ponad „niezbędne minimum”), czyli np. piorący Ikuru przedstawiony jest na tle samej tylko pralki – reszta ramki jest pusta (nie powiem, że biała, bo czasem bywa czarna). Kiedy pojawia się coś więcej, często składa się w dużej mierze z linii prostych, czy uproszczonych krzywych – jednak jeśli jest to istotne, np. kiedy tło stanowi istotę rysunku, widać poprawę. Bywa i tak, że na całych stronach nie ma nic – na jednobarwnym tle znajduje się tylko tekst. Ten efekt wykorzystywany jest, gdy cała istota sceny leży w słowach (choć nie zawsze tylko z tego powodu), gdy rysunek jest zbędny, lub nawet mógłby zniweczyć to, co miało zostać osiągnięte.

Ai­‑Ren jest dramatem, ale jednocześnie czymś więcej. Tytuł ten powinien spodobać się czytelnikom obu płci, także tym starszym. Sam uważam, że po ten tytuł naprawdę warto sięgnąć.

SixTonBudgie, 5 lutego 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Hakusensha
Autor: Yutaka Tanaka