Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 kreska: 9/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 19
Średnia: 7,79
σ=1,28

Wylosuj ponownieTop 10

Shamo

Rodzaj: Komiks (Japonia)
Wydanie oryginalne: 1998-2015
Liczba tomów: 34
Tytuły alternatywne:
  • 軍鶏
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen; Rating: Nagość, Przemoc, Seks; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność

Seria będąca odpowiedzią na to, jak wygląda udane połączenie opowieści o drodze wojownika i dobrego dreszczowca. Całość okraszono mistrzowskimi scenami pojedynków i mrocznym klimatem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Trzeba przyznać, że główną postać tego widowiska, czyli Ryo Narushimę poznajemy w niecodziennych okolicznościach. Na pozór był typowym „kujonem”, który niebawem miał trafić na uniwersytet, a potem zostać kolejnym modelowym pracoholikiem, jedną z cegiełek tworzących współczesne japońskie społeczeństwo – nikim więcej. Jednak coś musiało pęknąć, bo na samym początku mangi trafia za kratki. Jak się dowiadujemy, brutalnie zamordował swoich rodziców. O całym zdarzeniu wiemy tylko tyle, że sam winowajca niewiele z niego pamięta – podczas tego dramatycznego zajścia był niepoczytalny. W zakładzie karnym dla młodocianych niemal od razu zostaje zgwałcony przez starszych współwięźniów. Jak się okazuje, jest to jedynie pierwszy przystanek na jego drodze do piekła. By przeżyć w tych niesprzyjających warunkach, nasz główny antybohater zatraca się w ciężkich treningach, do których zainspirowały go lekcje karate prowadzone przez starszego skazańca (niedoszłego zabójcę premiera Japonii). Ryo stopniowo, krok po kroku, z kruchego jak szkło, tchórzliwego chudzielca zaczyna przeobrażać się w prawdziwą maszynę do zabijania. Właściwa akcja zaczyna się w momencie, w którym opuszcza więzienie. A konkretnie, kiedy z letargu, w którym pogrążył się po odzyskaniu wolności, wyrywa go osoba Naoto Sugawary – żywej legendy, sławnego na całym świecie mistrza karate. Zdesperowany Narushima wreszcie znajduje cel. Porzuca życie na ulicy, kierując się jednym – chęcią pokonania Sugawary, który z miejsca staje się w jego oczach wrogiem numer jeden i zarazem największym rywalem, który stanowi jego motywację. Droga do stanięcia oko w oko z mistrzem jest, na nasze szczęście, dosyć kręta i długa, a pokonując ją, Ryo nie przebiera w środkach.

Pod względem fabularnym Shamo to naprawdę kawał dobrej roboty. Najbardziej rzuca się w oczy fakt, że scenariusz sprawnie przeplata sobą wzorowo zrealizowane pojedynki, ale i wolniejsze, klimatyczne momenty. Chociaż określenie tej mangi arcydziełem suspensu byłoby przesadą, to jednak można ją z czystym sumieniem wskazać jako udane połączenie sugestywnego dreszczowca z wysokiej klasy komiksem sztuk walki. Atmosfera często bywa naprawdę intensywna. Zarówno w scenach akcji, jak i tych, które mają służyć do wyeksponowania mrocznej strony świata Shamo. Obowiązek nakazuje również zauważyć, że przedmiot tej recenzji ani przez chwilę nie jest pozytywny w swoim wydźwięku. Od samego początku poczynania bohaterów są moralnie dyskusyjne. Fabuła uwypukla wszystkie najgorsze ludzkie cechy, przypominając, że nazwanie kogoś „człowiekiem” może być czasem złym pomysłem. Innymi słowy, mnóstwo tu mocnych scen, które bywają niekiedy naprawdę wstrząsające – zwłaszcza dla wrażliwszych odbiorców (przykładem tego może być przytoczony wyżej gwałt, którego ofiarą pada nasz protagonista). Postacie nie są jednak wariacjami na jeden temat – nie wszyscy są typami spod ciemnej gwiazdy. Przy tych najważniejszych widać, że autorzy postarali się, kreując ich charakter. W efekcie końcowym zwłaszcza intrygująco wypada główny bohater i jego zauważalny na przestrzeni dostępnych tomów rozwój. O ile raczej nie można sympatyzować z nim jako z człowiekiem, to jednak jest odpowiednio złożoną postacią, którą można polubić. Zwłaszcza atrakcyjne dla czytelnika mogą być zachowana tajemniczość i widoczna nutka szaleństwa, co w praktyce ukazano bardzo zręcznie. Tym samym, chociaż trudno się z głównym bohaterem utożsamiać, to jednak jego losy śledzi się z zaangażowaniem, czasami mu wręcz kibicując! Równie sprawnie skonstruowano i poprowadzono wspomnianego już wyżej głównego przeciwnika Ryo, czyli Naoto Sugawarę, który idealnie sprawdza się w roli jego rywala i przeciwieństwa. O ile Ryo kieruje się głównie instynktem i emocjami, nie przebierając w środkach, aby osiągnąć cel, o tyle Naoto wykazuje się opanowaniem i jest po prostu dobrym człowiekiem. Podsumowując stronę fabularną z czystym sumieniem stwierdzam, że Shamo jest co najmniej solidne, mimo tego, że ilość wątków jakoś specjalnie nie powala. Mangakom udało się stworzyć specyficzny klimat, który dopełnia obrazu dopracowanej całości, na którą składają się przemyślany i porządny scenariusz, klimat i napięcie towarzyszące czytaniu kolejnych rozdziałów.

Przejdę do tego, co patrząc na przydzielone tej serii gatunki, powinno być w niej najważniejsze. Chodzi oczywiście o wszelkiego rodzaju i kalibru walki. Napisać można tylko jedno – zrealizowano je w mistrzowski sposób, zarówno fabularnie, jak i graficznie. W ujęciach udało się uchwycić klimat, w czym pomógł udany wybór perspektywy dla przedstawienia danej sceny. Przy czym Shamo do tematu sztuk walki podchodzi raczej realistycznie. Oczywiście nawet najlepszy możliwy pomysł, jeśli będzie wciąż powielany w ten sam sposób, stanie się koniec końców nudny i przewidywalny. W tym przypadku akurat podjęto odpowiednie środki, aby uniknąć tej bolączki. Walki są urozmaicone, co potęguje zresztą fakt, iż w pewnym momencie pojawiają się i inne sztuki walki, takie jak chociażby judo, o którym chyba nie trzeba mówić, że od karate jest całkowicie inne. Kreska sama w sobie jest jednym z najmocniejszych punktów tej serii. Chociaż nie do wszystkich może trafić dosyć charakterystyczny (ale i realistyczny) sposób rysowania twarzy, to jednak tła, wspomniane wyżej sceny akcji (znakomicie oddano dynamikę i ruch) i cała reszta są naprawdę świetne. Niektóre ujęcia zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Bardzo dobra, realistyczna i momentami naprawdę porywająca oprawa graficzna idealnie oddaje klimat tej mrocznej opowieści. Trzeba również wspomnieć o obecnym tu okrucieństwie, które ukazane jest nie tylko przy pomocy pokaźnej dawki brutalności. Jak już bowiem wspomniałem – zobaczymy tu sceny, które nie są przeznaczone dla młodszego czytelnika. I to nie ze względu na hektolitry krwi (jeśli chodzi o jej ilość, to zachowano umiar) i przysłowiowe „flaki”, ale przede wszystkim na ich kontekst.

Wspomniałem o realizmie – to prawda, Shamo w kwestii przedstawienia starć zachowuje wiarygodność. Trzeba tu jednak pominąć jeden epizod, który jest chyba najsłabszym elementem fabularnym tej mangi. Zajmuje trochę miejsca, atmosferą znacznie odbiega od reszty, nie ma też praktycznie żadnego wpływu na dalsze wydarzenia – wygląda to tak, jakby to wszystko nie miało miejsca. Był to wręcz typowy „zapychacz”. Mimo wszystko, ten epizod wykonano dosyć porządnie i prócz doszukiwania się braku sensu w samym jego istnieniu, w gruncie rzeczy i jemu nie mogę zbyt wiele zarzucić. Jeśli miałbym wskazać jakąś wadę, to w sumie mógłbym przyczepić się również do postaci. To znaczy, nie są one słabym punktem i aktorom tego przedstawienia nie można wypominać jednowymiarowości, ale o ocenie w tej kategorii świadczą głównie dwie najważniejsze postaci (które zresztą nie wygrałyby raczej plebiscytu na najbardziej złożoną, mangową osobowość). Gdyby charakterystycznych kreacji było trochę więcej, na pewno byłoby ciekawiej. Bo tak naprawdę bliżej poznajemy naprawdę niewielu bohaterów, a retrospekcji właściwie brak. Co prawda Shamo jest mangą akcji o jednolitej linii fabularnej, ale jednak taki stan rzeczy może pozostawiać niedosyt. Mogło być pod tym względem po prostu lepiej. Kosztem chociażby przytoczonego wyżej epizodu.

Shamo raczej nie będzie dobrym wyborem dla osób, które poszukują serii z pozytywnym wydźwiękiem. Jeśli ktoś chciałby historii o przyjaźni, pokonywaniu przeciwności losu i spełnianiu marzeń, to trafił pod zły adres. Shamo jest do bólu pesymistyczne – świat, w którym dzieje się akcja, jest brutalny, pełen okrucieństwa i niesprawiedliwości. W tej opowieści nie ma miejsca na miłość czy uwielbienie dla ludzkiej istoty. Przez całą swoją długość nastrój komiksu jest niezmienny – nie ma właściwie żadnych humorystycznych motywów, które miałyby rozluźniać gęstą atmosferę. Wspomniałem o czynnikach czyniących go pozycją dla starszego czytelnika, jednak nie zaliczyłbym tego tytułu do nurtu gore – pokazuje on ciemną stronę ludzkiej duszy w bardziej wyrafinowany sposób. Obecne tu wstrząsające sceny z prawdziwego zdarzenia i mroczny, momentami naprawdę intensywny klimat sprawiają, że wahałbym się, czy polecić ten komiks wrażliwym czytelnikom. Cała reszta powinna się jak najbardziej zainteresować – zarówno ci, którzy szukają mistrzowsko zrealizowanych scen akcji, jak i ci, którzy gustują w ciężkich, mrocznych i brutalnych opowieściach, bez żenady eksponujących najgorsze ludzkie cechy. Mangę panów Izo i Akio czyta się bardzo szybko – lektura obecnego materiału nie pochłania jakichś niebotycznych ilości czasu. Całość trzyma w napięciu i wciąga jak odkurzacz Zelmera – wypada więc jedynie wygospodarować trochę wolnego czasu i zainteresować się tą serią. Naprawdę warto, bo to bardzo dobry tytuł. Szkoda tylko, że z częstotliwością ukazywania się nowych rozdziałów jest tak kiepsko… Mimo paru wad i raczej niezbyt szerokiego grona potencjalnych odbiorców, pozostaje mi „polecam!”.

gentle monster, 28 marca 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha
Autor: Akio Tanaka