Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Waneko - Wydawnictwo komiksu japońskiego

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 kreska: 9/10
fabuła: 9/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,00

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 80
Średnia: 9,26
σ=0,92

Wylosuj ponownieTop 10

20 Seiki Shounen

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2000-2006
Liczba tomów: 22
Tytuły alternatywne:
  • 20th Century Boys
  • 20世紀少年
Widownia: Seinen; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność

Chyba każdy z nas kiedyś marzył, żeby uratować świat przed zagładą. Ale czy bylibyśmy gotowi podjąć wyzwanie, gdyby okazało się, że faktycznie potrzebni są bohaterowie? Kolejny przebój Naokiego Urasawy, twórcy słynnego Monstera.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Kenji nie może raczej powiedzieć, że wiedzie życie, które wyśnił sobie w dzieciństwie. Kariera rockmana, o której marzył, skończyła się, zanim zdążyła się naprawdę zacząć. Teraz, u schyłku dwudziestego wieku, pomaga matce prowadzić podrzędny spożywczak i opiekować się swoją malutką siostrzenicą. Jednego z tych zwykłych, szarych i niczym nie różniących się od siebie dni zauważa w okolicy tajemniczy symbol – na tle wielkiego oka dłoń z wyciągniętym palcem wskazującym, w którą wpisane jest mniejsze oko. Znak ten wydaje się mu dziwnie znajomy, podobnie jak i jego kolegom, z którymi pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku bawił się w „tajną bazę”. Z letargu wyrywa go ostatecznie wieść o samobójstwie Osiołka, jednego z towarzyszy zabaw z dzieciństwa, oraz list, który od niego otrzymuje. Wiadomość ową przyjaciel wysłał niedługo przed swoją śmiercią. A zawierała ona – no właśnie, pytanie, czy Kenji pamięta wyżej wspomniany symbol! Szybko na jaw wychodzi, że śmierć Osiołka może mieć coś wspólnego z istnieniem tajemniczej i niebezpiecznej sekty, której popularność rośnie w przerażającym tempie.

Jej liderem jest „Przyjaciel”. Mężczyzna ten, którego twarz pozostaje dla nas ukryta w cieniu, coraz szybciej skupia wokół siebie coraz większą liczbę ludzi. Na spotkaniach z fanatycznymi wyznawcami lewituje i przemawia, zapewniając, że niebawem objawi się „wola kosmosu”, która spośród ludzi ma wybrać „prawdziwych przyjaciół”. To właśnie „prawdziwi przyjaciele” mają przetrwać jakiś bliżej nieokreślony, ale nieuchronnie zbliżający się kataklizm – próbę, której ludzkość ma zostać poddana pod sam koniec dwudziestego wieku. Klucz do zagadki zdaje się leżeć gdzieś we wspomnieniach z dzieciństwa Kenjiego i jego przyjaciół. Niegdyś w sprytnie zakamuflowanej kryjówce, „tajnej bazie”, sporządzili „Księgę Proroctw”. Rękopis ów był wytworem ich dziecięcej wyobraźni i zawierał opis nieuchronnej serii katastrof, która zamknie dwudziesty wiek… A przed niechybną zagładą naszą planetę uratować mieli właśnie oni, tytułowi chłopcy dwudziestego wieku.

W tym miejscu, gdzie rozpoczyna się właściwa recenzja, wypada chyba mi napisać, że Chłopcy XX wieku nie są moim pierwszym kontaktem z twórczością Naokiego Urasawy. Wcześniej zdążyłem przeczytać popularnego i cenionego Monstera, a tym samym mniej więcej wiedziałem, czego mogę się spodziewać – bardzo dobrej kreski i kapitalnej warstwy fabularnej. Biorąc pod uwagę wysokie oceny recenzowanej serii i jej sporą popularność, oczekiwania miałem spore. Chociaż jak zwykle próbowałem do lektury podejść „na czysto”, to jednak podświadomość robiła swoje. Przyznam, że po pobieżnym zapoznaniu się z bardziej lakonicznymi od powyższego opisami fabuły, nie pałałem optymizmem i powątpiewałem w to, czy mam do czynienia z arcydziełem. Jednakże pierwszy tom wystarczył, bym kolejny raz dał się porwać opowieści snutej przez Urasawę i podczas paru dosyć długich sesji odciął się od otaczającej rzeczywistości. W rezultacie, niedługo po tym, gdy udało mi się skończyć 20 Seiki Shounen (i kontynuację, czyli 21 Seiki Shounen), Naoki Urasawa z tego, którego uznawałem za jednego z ciekawszych, stał się mangaką, którego cenię najbardziej. Z prostego powodu – do tej pory nie miałem styczności z autorem, który miałby na koncie dwie tak dobre serie.

Naoki Urasawa bowiem kolejny raz udowodnił mi, że jest mangaką, który zasługuje na miano wybitnego. Trudno inaczej nazwać prawdziwego mistrza suspensu. Zawsze wie, w którym momencie zwolnić akcję, a potem, w którym ją przyspieszyć. Kiedy nagle wybiec wprzód, nieoczekiwanie dodając kolejną linię czasu, lub w tył, pokazując na pozór niewiele wnoszącą retrospekcję, która jednak koniec końców okazuje się zawierać szczegół mający istotne znaczenie dla całej fabuły. Tak, w żadnym innym tytule retrospekcje (jakiekolwiek) nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak tutaj. Sam się temu dziwię – przecież to teoretycznie tylko urywki z beztroskiego dzieciństwa bohaterów… Ale to, jak wiele klimatu w sobie niosą, naprawdę trudno opisać. Najprawdopodobniej w dużym stopniu wpływ ma na to finezja, z jaką twórca snuje opowieść i atmosfera, która towarzyszy jej od początku aż do samego końca. Agitacja agitacją, ale jak to wygląda w praktyce? Kolejne rozdziały jawią się jedynie jako kolejne kroki autora do zakończenia, które niewątpliwie miał skrystalizowane od samego początku. Wyraźnie widać, że panuje on nad wszystkimi wątkami i ma z góry obmyślone ich zamknięcie, chociaż manga w pewnym momencie staje się dosyć rozbudowana. Efekt końcowy nie zostawia odczucia, że mangaka motał się między pomysłami i w rezultacie prowadził fabułę, wymyślając kolejne wydarzenia z tomu na tom, czy też sztucznie przedłużając całość bezsensownymi wstawkami.

Wyżej wspomniane wątki prowadzone są równolegle i nie raz splatają się w nieoczekiwany sposób w czasie i miejscu, które przeciętnemu Kowalskiemu raczej nie przyszłyby do głowy. Ów potencjalny czytelnik czasami może zadawać sobie pytanie „co ma piernik do wiatraka?”, kiedy akcja mangi zdaje się chwilowo uciekać gdzieś w bok, wprowadzane są nowe postaci i fakty (co często zajmuje więcej niż jeden rozdział), które teoretycznie do, i tak skomplikowanej, układanki wnoszą niewiele, nie mając z pozoru żadnego powiązania z resztą wydarzeń. Wtedy zwykle to, w jaki sposób Urasawa rozwiązuje daną kwestię, pozostawia czytelnika z „bananem” na twarzy. Skoro już poruszyłem kwestię postaci, pozwolę sobie na chwilę się przy nich zatrzymać. Jest ich bardzo dużo i są raczej bohaterami dynamicznymi, więc za dużo napisać się nie da. Zauważę tylko, że kolejny raz mangaka popisał się w kwestii „czarnego charakteru”, idealnie budując mu klimat, z towarzyszącą od samego początku nutką grozy i tajemnicy. Tym samym, „Przyjaciel” obecnie jest moim ulubionym „głównym złym”, na równi z tytułowym potworem z Monstera. Tak więc, zbliżając się powoli do końca recenzji, z pełnym przekonaniem stwierdzam, iż fabularnie 20 Seiki Shounen jest bez dwóch zdań kapitalne. W głowie autora zrodziły się świetne pomysły, które niemal perfekcyjnie zrealizował. A sama koncepcja fabuły, chociaż w sumie prosta, w połączeniu ze świetnie prowadzoną akcją czyni tę mangę pozycją jedyną w swoim rodzaju, prócz wysokiego poziomu cechującą się nietuzinkowym klimatem, który bardzo szybko podbił moje serce.

Jeśli zaś chodzi o stronę graficzną, to w sumie nie ma nad czym się specjalnie rozwodzić. Pisząc w skrócie – kreska jest bardzo dobra. Precyzyjne i szczegółowe tła i lokalizacje, chociaż nie rzucają się specjalnie w oczy, to jednak rzeczywiście, kiedy się im bliżej przyjrzymy, robią wrażenie. Wygląd postaci może do niektórych nie trafić. Bohaterowie Urasawy, jak przystało na normalnych, szarych ludzi, nie wyglądają jak wspaniali herosi z epickich przygód. Wyglądają normalnie i… naturalnie. Bardzo dobrze ukazano tu widoczne na twarzy zmęczenie szarym żywotem, czy też obojętność będącą tego skutkiem. Nie uświadczymy tu bogiń piękności wielkimi biustami czy stada bishounenów, którzy zdawaliby się tylko czekać na umieszczenie w wiadomego rodzaju doujinach. Warto również zauważyć, że nie ma absolutnie żadnych problemów z odróżnianiem bohaterów (mangaka rysuje twarze w sposób raczej realistyczny).

20 Seiki Shounen jest bez wątpienia jedną z lepszych mang, jakie czytałem. Mogę ją polecić w ciemno właściwie każdemu. Mamy tutaj naprawdę niezwykle udaną warstwę fabularną i bardzo dobrą kreskę, która idealnie pasuje do niepowtarzalnego i magicznego klimatu całości (kto tytuł zna, ten wie, o jakim klimacie mówię), którego po prostu trzeba samemu doświadczyć. Jakichkolwiek wad właściwie brak. Mimo starań w postaci chwili refleksji nad recenzją, nie zauważyłem żadnych dziur w fabule lub elementów, które mogłyby dyskwalifikować tę pozycję dla konkretnej grupy odbiorców. Co więc podobało mi się nieco mniej niż całość? Właściwie to mieszane uczucia wzbudziło we mnie zakończenie, ale o tym może następnym razem, przy okazji recenzowania 21 Seiki Shounen, dwóch tomów zamykających tę serię. 20 Seiki Shounen jest według mnie mangą bardziej przystępną od wspomnianego parę razy Monstera, jednocześnie trzymającą równie wysoki poziom i po prostu inną. Przy czym bliższy perfekcji i lepszy jest według mnie właśnie Monster, choć z kolei większe emocje towarzyszyły mi podczas czytania 20 Seiki Shounen, co poskutkowało tym, że właśnie tę drugą pozycję po prostu bardziej lubię. Dlatego też większość z was może bez problemu do oceny dorzucić jedno oczko. Gdyby nie to, że dosyć niedawno nabrałem ostrożności przy ocenianiu mang (i anime) i czytałem już wyżej wspomniany, drugi sztandarowy tytuł Urasawy, najprawdopodobniej sam wystawiłbym maksymalną ocenę. Pozwolę sobie zakończyć tę recenzję niezbyt wysublimowaną puentą: uważam, że wydanie „Chłopców XX wieku” w Polsce byłoby co najmniej dobrym pomysłem. Warto przecież przybliżyć polskiemu czytelnikowi sylwetkę Naokiego Urasawy, którego twórczość cieszy się popularnością i szacunkiem zarówno w samej Japonii, jak i w całym mangowym świecie. Wtedy można by dosłownie zaszyć się z kompletem tomów w „tajnej bazie”, aby wraz z Kenjim i spółką przypomnieć sobie, jak to i przed czym chciało się kiedyś uratować świat.

gentle monster, 10 kwietnia 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shogakukan
Autor: Naoki Urasawa