Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 9/10 kreska: 9/10
fabuła: 10/10

Ocena redakcji

10/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,80

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 30
Średnia: 8,7
σ=2

Wylosuj ponownieTop 10

Yokohama Kaidashi Kikou

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 1994-2006
Liczba tomów: 14
Tytuły alternatywne:
  • Yokohama Shopping Log
  • ヨコハマ買い出し紀

Refleksyjna, spokojna i nastrojowa opowieść o zdawałoby się beztroskim życiu kobiety­‑androida – Alphy, którą z czasem od ludzi odróżnia już jedynie ciało, tak inne od człowieczego, niepodatne bowiem na upływ czasu…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Świat nawiedził jakiś bliżej nieokreślony kataklizm – najprawdopodobniej na skutek globalnego ocieplenia poziom wody podniósł się. Centrum Jokohamy znalazło się pod wodą, nie wspominając o reszcie niżej położonych terenów. Znacznie zmniejszyła się również populacja ludzi. Telewizory, podobnie jak i telefony stały się całkowicie bezużyteczne (chociaż automaty z kawą i latarnie wciąż działają). Zmiany nie ominęły również fauny i flory – pojawiły się dziwaczne zwierzęta i rośliny jak chociażby latające ryby czy świecące drzewa. Jeśli chodzi zaś o ludzi, to ci nieliczni, którym udało się przeżyć, przywykli do spokojnego życia, płynącego w dawniej rzadko spotykanym, powolnym tempie. Żyją również wśród nich androidy (najczęściej płci kobiecej) – i to właśnie Alpha, prowadząca skromną kafejkę gdzieś na wiejskich terenach (tego, co zostało z dawnej Jokohamy) jest główną bohaterką tej mangi. O właścicielu kawiarni wiemy w sumie niewiele – wiadomo tylko, że jakiś czas temu wyruszył w świat i nieprędko wróci. Jego imienia nie poznajemy – nazywany jest „właścicielem”. Na swoim hałaśliwym skuterze, uzbrojona w aparat fotograficzny, który przysyła jej w prezencie wyżej wspomniany „właściciel”, Alpha zwiedza pozostałości Jokohamy w celu uwiecznienia jak największej liczby pięknych widoków. Jak się jednak szybko okazuje, zapełnienie pamięci aparatu nie jest prostym zadaniem… Wraz z przesympatyczną kobietą­‑androidem podróżujemy po spokojnym i wyciszonym świecie, towarzysząc jej w zawiązywaniu przyjaźni z ludźmi i innymi robotami, nabywaniu nowych doświadczeń i obserwacji upływu czasu…

Opisanie tej pozycji jest dla mnie naprawdę dużym, o ile nie największym do tej pory recenzenckim wyzwaniem, bo zdecydowanie umyka ona ramom, którymi można objąć większość mang. Naprawdę trudno o konkrety z prawdziwego zdarzenia, czy typowe wypunktowanie zalet i wad. O Yokohama Kaidashi Kikou nie można pisać, przyjmując wcześniej jakiś konkretny schemat. Drugą trudnością może być fakt, że komiks ten wdarł się przebojem do mojej listy ulubionych mang i wywalczył sobie miejsce na samym jej szczycie. Mimo wszystko podjąłem się tego trudnego zadania – myślę, że po prostu warto przybliżyć tę dosyć mało znaną w polskim fandomie serię. Przechodząc zatem do właściwiej części recenzji, już na samym początku muszę zauważyć, że bez problemu mógłbym wymienić wielu czytelników, do których Yokohama Kaidashi Kikou najzwyczajniej w świecie nie trafi. Z pewnością główną tego przyczyną jest tempo akcji. Bo w sumie o akcji jako takiej w tym przypadku mowy być nie może – nie uświadczymy tu ani scen akcji, ani zakulisowych rozgrywek politycznych, ani elementów horroru. Zmieniającej się z sekundy na sekundę fabuły również brak, tak jak i zresztą dramatycznych scen. O czym zatem jest ta seria? O wszystkim, o czym często zapominamy (lub po prostu nie mamy czasu, by zwolnić, przysiąść, i sobie o tym przypomnieć) i o czym stosunkowo rzadko próbują nam przypomnieć nawet artyści. Ponieważ Yokohama Kaidashi Kikou może być odbierana na tyle sposobów, ilu będzie jej czytelników, bardzo trudno jest mi wyłonić jakąś konkretną grupę potencjalnych odbiorców, do których miałaby być w założeniu skierowana. Nie jest jednak pozycją bardzo niszową – patrząc nawet na siebie, lub inne przypadki, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że może spodobać się właściwie każdemu, nawet nieprzyzwyczajonemu do tego typu klimatów.

Pan Ashinano często poświęca uwagę drobiazgom, które rzadko są brane pod lupę przez mangaków. Rzeczom elementarnym – ważnym, choć często przeoczanym wartościom; wszystkiemu temu, o czym człowiek zapomina w obecnych czasach. I właśnie chyba najbardziej na uwagę zasługuje nietuzinkowa subtelność i zarazem łatwość, z jaką autor podchodzi do tematu „okruchów życia”. Sposób, w jaki ukazał życie, jego ulotność i piękno, na konkretnym przykładzie „dojrzewania” kobiety­‑androida trudno mi właściwie opisać słowami – wiem, że stwierdzenie owo nie będzie jakoś specjalnie precyzyjne i raczej średnio wiarygodne, ale myślę, że historia mangi, o której mówię, zasługuje na miano „pięknej”. Yokohama Kaidashi Kikou bardzo szybko potrafi zaczarować czytelnika – między nią a nim (tak było w moim przypadku) tworzy się jakaś niewytłumaczalna więź. Gdybym miał doszukiwać się przyczyn takiego stanu rzeczy, z pewnością wspomniałbym o tym, że dzieło Hitoshiego Ashinano nie dość, że wciąga, to uspokaja; działa wręcz kojąco. Pozwala się odprężyć, dać szarym komórkom chwilę wytchnienia, ale jednocześnie w swojej prostocie i lekkości bardzo delikatnie dotyka spraw, o których człowiek na swoje nieszczęście będzie coraz bardziej zapominał. Któż by się tego spodziewał po opisie fabuły, czy pierwszym rozdziale, bo przecież to teoretycznie opowieść o beztroskim życiu jakiegoś robota? Mimo że przedmiot tej recenzji trafia prosto w uczucia widza, to jednak jednocześnie ani przez chwilę nie próbuje się nimi bawić. Nie wyciska z nas łez poprzez dramatyzm, nie zostawia po sobie przyciężkiego melancholijnego kaca. Mangaka postawił sobie inny cel – podjął się pozornie prostszego, ale jak się okazuje, dużo bardziej ambitnego wyzwania. Rezultaty można śmiało ocenić samemu – Yokohama Kaidashi Kikou stanowi świetną odskocznię od rzeczywistości, która pozwala odpocząć od całego tego zgiełku – ułatwia zwyczajnie zatrzymanie się na chwilę i odprężenie, które przecież wcale takie łatwe nie jest… W tej kategorii przygody naszej Alphy sprawdzają się znakomicie.

Bardzo dobrze wyszły autorowi postacie – choć oczywiście nie należą one do najbardziej skomplikowanych osobowości w historii japońskiego komiksu. Są jednak naprawdę sympatyczne – wliczając w to również, a może przede wszystkim główną bohaterkę. Prócz niej spotykamy tu parę innych robotów, ale też i zwyczajnych, spokojnych ludzi, którzy nie mają problemów ponad te związane z żywotem w zdewastowanym, pozbawionym telekomunikacji świecie. Udało się jednak uniknąć wrażenia „sielanki”. Najlepszymi przyjaciółmi Alphy są mały Takahiro i wychowujący go dziadek, nazywany… „dziadkiem”. Szybko poznajemy również panią doktor Koum’ishi, jego seniorkę, z którą pracował w młodości. Jest też wiecznie podróżujący w towarzystwie latającej ryby Ayase – zafascynowany Misagi, mityczną istotą, która ponoć ukazuje się dzieciom i według legend żyje na terenach Jokohamy dłużej, niż na świecie istnieją roboty. Prócz ludzi Alpha spotyka również i inne androidy – początkowo znacznie mniej ludzką od siebie, pracującą jako kurierka pocztowa Kokone, kelnerkę Maruko, czy rzadki okaz – robota płci męskiej, pilota Naia.

Jak widać, postaci nie ma zbyt wiele. Ponadto komiks zbytnio nie zagłębia się w ich przeszłość, skupiając się na teraźniejszości. Definiuje je zatem właściwa akcja – retrospekcji tu znajdziemy nie tak dużo. Największą zaletą bohaterów, prócz tego, że łatwo ich polubić, jest chyba to, jak przedstawiono ich rozwój; to, jak nabierają doświadczenia – szczególnie wyraźnie widać to w przypadku Alphy. Tak czy owak za ten element warstwy fabularnej należy się ocena bardzo wysoka – postaci pasują charakterami do spokojnego świata mangi i bardzo łatwo da się je polubić. Trzeba również wspomnieć, że chociaż Yokohama Kaidashi Kikou bywa zabawna, to szukając idiotycznych gagów, przesadzonego super­‑deformed czy fanserwisu trafi się pod zły adres. Ponadto czasem autor dorzuci jakiś delikatny i pasujący do przedstawionego świata motyw science­‑fiction bądź niemal fantasy. Przygody Alphy są spokojną, refleksyjną opowieścią, która bardzo mocno opiera się na lekkim i niezwykle czarującym klimacie. Myślę, że wszyscy, którzy szukają w mandze czegoś więcej niż scen akcji czy zawiłych scenariuszy, będą tym tytułem usatysfakcjonowani.

Pochwały należą się autorowi również za stronę graficzną. Kreska jest prześliczna. Owszem, znalezienie lepszych projektów postaci czy bardziej szczegółowych scenografii nie będzie wielkim problemem – jednak wskazanie podobnego klimatu będzie znacznie trudniejsze. Bardziej mangowe niż realistyczne (aczkolwiek nie ma mowy o przesadnym uproszczeniu, czy ogólnej graficznej biedocie) rysunki świetnie pasują do fabuły. Szczególnie ciekawie prezentują się kolorowe strony – a jest ich dosyć sporo. Jest to zaletą, tym bardziej, że czytając Yokohama Kaidashi Kikou natrafiamy na parę kilkustronicowych rozdziałów, w pełnym kolorze, gdzie najczęściej nie pada ani jedno słowo. O klimacie owych „przerywników” trzeba się przekonać samemu, bo słowa raczej go nie oddadzą. Reasumując – grafika jest kolejnym mocnym punktem mangi pana Ashinano. Czy zatem, jak wynika z powyższej recenzji, mamy do czynienia z mangą pozbawioną jakichkolwiek wad? Cóż, o jakichkolwiek dziurach w fabule czy nieudolnym prowadzeniu bohaterów wspomnieć nie mogę, bo tego tu po prostu nie ma. Myślę, że tych, którzy przeczytali Yokohama Kaidashi Kikou można podzielić na trzy kategorie: pierwszą – tych, do których nie trafiła i w których nie wzbudziła większych emocji, drugą – tych, którym się spodobała i wreszcie ostatnią, trzecią, do której zaliczam się i ja – tych, których oczarowała.

Razem z Alphą przeżywamy różne przygody, te bardziej wesołe i te smutne, jak chociażby tajfun, który nawiedza okolicę jej domu. Nasza urocza kobieta­‑android poznaje coraz większą liczbę ludzi i robotów. Na pewien czas opuszcza nawet miejsce zamieszkania. Jej więzi z najbliższymi z czasem coraz bardziej się zacieśniają. Trudno właściwie zauważyć kiedy, ale nagle okazuje się, że manga powoli zbliża się do końca. Łatwo wtedy dostrzec coś, czego świadomość teoretycznie powinno się mieć już od pierwszych rozdziałów… Coś widocznego właściwie na przestrzeni całej Yokohama Kaidashi Kikou. Czytelnik jest świadkiem tego, jak Alpha obserwuje coś całkowicie niezależnego od jakichkolwiek kataklizmów – upływ czasu, bo właśnie niepodatność na przemijanie najbardziej odróżnia jej żywot od ludzkiego. Jej z początku będący małymi dziećmi przyjaciele powoli dorastają, by wreszcie opuścić dom i zacząć pracować; rozpocząć dorosłe życie. Ci starsi powoli i spokojnie zbliżają się do kresu swoich dni. W jakimś stopniu zmieniają się nawet inne androidy. A Alpha? Wciąż prowadzi swoją kawiarenkę, zawsze czekając na chwilę, kiedy pojawi się jakiś klient. Wtedy jak zwykle bardzo chętnie z nim przysiądzie, napije się kawy (o ile będzie na stanie) i porozmawia…

Yokohama Kaidashi Kikou nie jest długie – czternaście tomów średnio po mniej więcej 140 stron. Czyta się je przyjemnie i stosunkowo szybko. Trudno dokładnie określić, czym właściwie jest – czy odprężającym i nastrojowym komiksem „o niczym”, czy może nietuzinkowym i ambitnym podejściem do tematu „okruchy życia”, niemającym sobie równych w swoim gatunku. Myślę, że manga jest co najmniej warta tego, by dać jej szansę i samemu sprawdzić, czym się ona okaże. Ja przeczytałem całość za jednym razem, czego trochę żałuję – jedyną jej wadą jest właśnie fakt, że się kończy. Zwykła rekomendacja nie do końca odda moje ciepłe uczucia wobec mangi pana Ashinano i magicznego nastroju, który udało mu się wytworzyć. Aż dziw bierze, że przygód zielonowłosej Alphy nie wydano jeszcze po angielsku. Co dopiero liczyć na oficjalny przekład w naszym ojczystym języku…

gentle monster, 22 kwietnia 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha
Autor: Hitoshi Ashinano