Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 6/10 kreska: 6/10
fabuła: 9/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 134
Średnia: 7,81
σ=1,37

Wylosuj ponownieTop 10

Claymore

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2001-
Liczba tomów: 21+
Tytuły alternatywne:
  • クレイモア
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Rating: Przemoc; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Supermoce

Fantasy w najczystszej postaci. Wciągająca fabuła i… kilka słabszych stron.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Wojowniczki Claymore, pomimo tego, że zabijają potwory zagrażające ludziom, nie są darzone sympatią – wzbudzają lęk, jako że same są potworami półkrwi. Do pewnej wioski przybywa jedna z Claymore – Clare, która zabija ukrywającego się tam potwora, ratując przy tym chłopca imieniem Raki. Ten zaś, nie mając już rodziny (została zabita), wypędzony z własnej wioski (ponieważ potwór podszywał się pod jego brata, to i na niego padły podejrzenia), podąża za Clare. Upór czasem przynosi korzyści – w końcu wojowniczka zaczyna się nim opiekować i od tej pory oboje wędrują razem, prowadząc życie pełne przygód, niespodzianek, niebezpieczeństw i walk…

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że od lat jestem miłośnikiem fantastyki (choć umiarkowanym), mam swoje własne preferencje i własne oczekiwania wobec tytułów z tego rodzaju. Szczególnie fantasy i fantastyka naukowa stały się moimi ulubionymi gatunkami. I tu, po raz pierwszy, nawiążę do Claymore, czyli fantasy z najwyżej szczątkowymi naleciałościami innych gatunków – z jednej strony z tego powodu ma ono u mnie „plusa” już na samym starcie, ale z drugiej – musi sprostać wyzwaniu stania się „dobrą” fantasy. Czy to się udało tej mandze? Na początek należy się zastanowić czego oczekuję od „dobrej” mangi fantasy, po czym skonfrontować te oczekiwania z tym, co otrzymuję w Claymore. No dobrze, ale dość tego gadania – czas przejść do rzeczy.

Świat – ogromne niezaorane pole, z którym twórca może zrobić bardzo wiele. Przyjęło się, że najczęściej akcja dzieła z gatunku fantasy rozgrywa się, co oczywiste, w wyimaginowanym świecie, silnie związanym z naszym i stanowiącym jakby przeszłość alternatywną (w której istnieją „rzeczy” dla nas niemożliwe, a dla bohaterów dzieła – normalne). Claymore tutaj wyjątku nie stanowi – świat jest dość prymitywny, „standardowo” pod pewnymi względami przypominający średniowieczne realia (technika, szeroko pojęta kultura, architektura, itp.). Niestety mam tutaj na co narzekać – jest to świat dość prosty i ubogi. Autor skonstruował go raczej jako „wypełniacz”. I tak na przykład brak jakichkolwiek relacji między poszczególnymi miastami, brak jakiejkolwiek sensownej „państwowości” – która ograniczyła się do wójtów o zdecydowanie zbyt iluzorycznej władzy, i nierozwiniętej struktury kościelnej (nie mówiąc o militarnej). Właściwie każde miasto jest odrębną jednostką, której całkowicie brak indywidualizmu – wszystkie wyglądają tak samo, mają praktycznie taką samą strukturę i… żadnych powiązań między sobą. Dziwne. Owszem, istnieje pewna organizacja (a właściwie Organizacja) interesująca się „całym” światem, ale w żaden sposób nie wtrąca się ona w sprawy „administracyjne” reszty ludzkości – składa się z zarządzających nią tajemniczych panów w czerni oraz „ramienia wykonawczego”, czyli wojowniczek Claymore, dysponujących nadludzkimi mocami. Autor mangi, Norihiro Yagi, prawie zupełnie zaniedbał świat, a lakoniczne wyjaśnienia dotyczące aktualnego stanu rzeczy nie zawsze wydają się logiczne. Odnoszę nieodparte wrażenie, że struktury świata w Claymore są zupełnie nienaturalne, a nawet jeśli taki stan się wytworzył (bo przecież mógł, choć ciągłe zagrożenie ze strony potworów zwanych youmami, temu raczej nie sprzyjałoby), musiałby być krótkotrwały i bardzo niestabilny. Informacje z mangi zdają się temu przeczyć. Z czasem Yagi zaczął przy tej konstrukcji świata „majstrować”, aczkolwiek nie tyle zmienił strukturę wewnętrzną już istniejącego, ile dorzucił kolejny wymiar – zmienił strukturę świata, ale zewnętrzną. Owszem, zabieg ten wychodzi tytułowi na dobre, ale nie likwiduje istniejących wad. Z drugiej jednak strony wspominana struktura świata nie jest szczególnie istotna dla samej mangi, choć mnie trochę rozczarowuje. Claymore skupia się przede wszystkim na relacjach wewnątrz Organizacji oraz między nią (i jej przedstawicielami) a siłami jej przeciwnymi (przede wszystkim są to Mieszkańcy Głębin). Te relacje zostały zdecydowanie bardziej dopracowane. Owszem, można więc zarzucić Yagiemu pewną niedbałość na tym polu, lecz tylko w kwestiach mniej istotnych.

Mamy za to sporo tego, co dla fantasy, szczególnie o mroczniejszym klimacie, „typowe” – potwory różnego kalibru (od stosunkowo słabych, „szeregowych” youm, aż po potężnych Mieszkańców Głębin), Organizację i wojowniczki, które z nimi walczą, broniąc ludzi (warto sobie zadać pytanie – „z jakiego powodu”, choć to zadanie bardziej dla tych, którzy do Claymore się przymierzają), no i potężną dawkę walk pomiędzy poszczególnymi siłami (na szczęście poza najoczywistszym człowiek-youma, konflikty występują także wewnątrz obu grup, co na pewno urozmaica fabułę). Jako że walk jest mnóstwo, a dla tego rodzaju fantasy są one niezwykle istotne, nie sposób o nich nie napisać więcej. Cenię sobie w nich to, że w dość dużym stopniu mają przebieg realistyczny – tj. pomimo często stosowanego podziału walki na kilka faz (raz przewagę ma „A”, raz „B”) niewiele w nich „cudownych rozstrzygnięć”, kiedy to zdecydowanie silniejszy przeciwnik (nie tylko pod względem siły) ulega dużo słabszemu. A już na pewno nie przy akompaniamencie argumentów: „bo tak”, „bo to dobry bohater jest”, itp. Fantasy pozwala na wykorzystanie sporego arsenału środków urozmaicających walki, z czego Yagi skrzętnie korzysta w ramach przyjętego przez siebie uniwersum. Niestety pewnym ich mankamentem jest stosunkowo częste wykorzystywanie tych samych lub bardzo podobnych, „motywów”. Z tego też powodu kilkukrotnie nawet interesująca i ważna dla fabuły walka nagle zaczynała sprawiać wrażenie wtórnej i nieciekawej. Być może jestem tu zbyt surowy, jako że nie sposób dla tego samego bohatera co chwilę tworzyć nowych „schematów” walki, jednak mogą one być przecież różnie ujęte – a tego trochę brakuje. Jednak mimo wszystko walki są dużym plusem tego tytułu.

„Dobre” fantasy musi też posiadać „dobrych” bohaterów. Czy Claymore takowymi się może poszczycić? Niestety nie bardzo. Główna bohaterka – Clare (jedna z wojowniczek Organizacji), wydaje się „sztywna”, „drętwa”; trochę jak zaprogramowany automat, który robi to, co robić musi, nie zastanawiając się nawet, dlaczego to robi i dlaczego tak robi. Darzę ją względną sympatią, trochę na kredyt, trochę ze względu na „zasługi” z dzieciństwa (o dziwo, Clare jako dziecko uważam za postać dużo ciekawszą – ją polubiłem naprawdę). „Program” Clare zawiera dwa zadane wektory działań – „zemstę za wydarzenia z dzieciństwa” oraz „ochronę Rakiego”. Raki to młody chłopak, który po stracie rodziny (którą zjadła youma), przyczepił się do Clare, a ta, mimo oporów, w końcu go zaakceptowała. Dla odmiany Raki jest początkowo postacią nijaką, niewyraźną (mazgai się, nie potrafi prawidłowo ocenić rzeczywistości, w której żyje), nawet biorąc poprawkę na jego traumatyczne przeżycia (podobne zresztą do tych Clare). Z wiekiem ewoluuje – staje się samodzielnym młodzieńcem, który w końcu potrafi wziąć los w swoje własne ręce i zacząć realizować cele, zamiast tylko o nich rozmyślać czy mówić. Przez tę mangę przewija się sporo postaci, aczkolwiek niewiele z nich jest naprawdę godnych uwagi – o większości trudno coś pozytywnego powiedzieć. Ta strona Claymore szwankuje.

Jednym z najważniejszych elementów w prawie każdej mandze jest dla mnie fabuła. Na pewno ma ona znacznie kluczowe dla każdej mangi typowo „rozrywkowej”, nie niosącej żadnych głębszych wartości (a taką jest zdecydowana większość dzieł „beletrystycznych”, z dużym naciskiem na fantastykę, której tutaj Claymore jest bardzo dobrym przykładem). Pomimo pewnych wad to właśnie ten element uważam za najlepszy w przypadku tego tytułu. Fabuła, oparta na dążeniu do zrealizowania zemsty przez Clare, zawiera kilka ciekawych zwrotów akcji, czasem zupełnie niespodziewanych (niewątpliwy plus tytułu), a w miarę lektury ocena pewnych wątków ulega przewartościowaniu. Ucieszyło mnie to – nie byłem zmuszony do znużenia „męczyć się” z ciągle przewijającym się motywem zemsty Clare. Yagi potrafi zgrabnie konstruować fabułę. Dawkuje ją stopniowo – tak, aby zainteresować, a jednocześnie nie zadławić nią czytelnika. To ważna umiejętność.

Pewnym nieszczęściem dla Claymore jest to, że jako tytuł z gatunku dark fantasy, nieraz porównywane było do bodaj najlepszej mangi tego gatunku (a nawet nie tylko tego) – Berserka Miury. Jak recenzowany tytuł wypada w tym porównaniu? No cóż… Świat wykreowany przez Miurę bije na głowę ten Yagiego, postaci z Berserka uważam za zdecydowanie ciekawsze, lepiej skonstruowane i posiadające pewną „głębię”, w porównaniu do postaci z Claymore. „Ładunek semantyczny” Berserka jest nieporównywalnie „cięższy”, pomimo że fabularnie prezentują podobny „poziom” (z tym, że w dziele Miury fabuła jest, moim zdaniem, najsłabszym elementem, a w Claymore – najlepszym). Rysunku, rzecz jasna, nawet nie ma co porównywać, bo Miura obecnie mógłby być nieosiągalnym ideałem dla Yagiego. Pomimo tego pewne jego elementy można ze sobą zestawić – na przykład kreskę wszechobecnych w obu tytułach potworów. Co ciekawe, w obu bardzo często wyglądają one niezwykle kiczowato, tak że w czytelniku prędzej wzbudzą kpiący uśmiech aniżeli lęk (ten może czuć najwyżej bohater, z potworami tymi się mierzący). Te podobieństwa wzbudziły moje zainteresowanie – sama technika rysowania i pomysłowość rozbija się jak fale o skały, gdy przychodzi do stworzenia czegoś nowego, oryginalnego i niekiczowatego. Dlatego też rysunek potworów w Claymore można potraktować ulgowo. Niestety pozostałych elementów rysunku – już nie. Owszem, wszystkie wojowniczki Claymore są złotowłose, srebrnookie oraz dysponują bardzo podobnym uzbrojeniem – ale nie z tego powodu wyglądają niemal identycznie. Unifikacja rysów twarzy i sylwetek – to podstawowy błąd Yagiego (albo brak umiejętności). Wojowniczki Claymore rozpoznajemy więc przede wszystkim po… fryzurach. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z ludźmi. Odnoszę nieodparte wrażenie, że autor dysponował najwyżej kilkunastoma schematami rysunku ludzi. Czasem ma się wręcz pewność, że te osoby już się gdzieś widziało. Nie mają oni własnej tożsamości i traktuje się ich jako tłum, a nie jako zbiór jednostek. Być może w ten sposób Yagi chciał pokazać, jak niewielką rolę odgrywają w świecie Claymore, zdani na siły „wyższe” (służą przede wszystkim do tego, by wojowniczki miały kogo bronić przed potworami). Rysunek postaci, nie dość, że zunifikowany, jest także mało szczegółowy i prosty. Podobnie niskiej jakości jest tło rysunku postaci. Na plus można za to policzyć całkiem dynamiczny sposób przedstawienia walk, przez co wyglądają one nieźle. Jednak to stanowczo za mało, bym mógł być z rysunku zadowolony. Mimo wszystko Yagi starał się rysować starannie, więc nawet pomimo braków technicznych, nie sposób ocenić rysunek źle – co najwyżej przeciętnie.

Podsumowując – czy o tej mandze mógłbym powiedzieć, że jest to dobre fantasy? Myślę, że tak. Pomimo przeciętnego rysunku, pewnego ubóstwa świata oraz nie do końca dopracowanych postaci, fabuła, okraszona sporą ilością walk, wciągnęła mnie. Oczywiście Claymore od tak wybitnych dzieł jak Berserk dzieli spora przepaść, jednak miłośnicy mrocznych klimatów fantasy, amatorzy walk, powinni być zadowoleni.

SixTonBudgie, 1 maja 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shueisha
Autor: Norihiro Yagi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Claymore na forum Kotatsu Nieoficjalny pl