Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Sekaiichi Hatsukoi: Przypadek Ritsu Onodery

Tom 3
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2016
ISBN: 978-83-64891-18-2
Liczba stron: 178
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Kiedy wracam do recenzji drugiego tomu Sekaiichi Hatsukoi, a dokładniej do akapitu, w którym wspomniałam o pilnowaniu przez Waneko dwumiesięcznego trybu wydawniczego, nie mogę opędzić się od myśli, że stwierdzając ten pozorny komunał, zapeszyłam na całego – na kolejną część przygód Ritsu Onodery przyszło nam bowiem czekać aż osiem miesięcy. Ta niespotykana w przypadku Waneko przerwa nie była oczywiście spowodowana opieszałością wydawnictwa, a wyłącznie kolejnymi problemami z autorką mangi i jej japońskimi przedstawicielami. W całej tej historii nie sposób nie dostrzec pewnej ironii losu – wszystkie te komplikacje wydawnicze dotyczą wszak mangi, w której stale powracającym motywem jest praca redaktorów ścigających się z czasem i napiętymi grafikami.

A skoro już przy cyklu wydawniczym jesteśmy… Onodera otrzymuje od Takano kolejne zadanie, mające na celu poszerzenie jego redaktorskich kompetencji – zostaje oddelegowany do współpracy z drukarnią, której ma dostarczyć wszystkie niezbędne materiały. Niestety doświadczeni drukarze zdają się natychmiast rozpoznać nowicjusza i nakłaniają go do przystania na terminy całkowicie nieakceptowalne dla reszty redakcji. Całą sytuację ratuje Takano, który udziela Ritsu wskazówek – chłopak z jednej strony jest wdzięczny za ratunek, z drugiej ponownie wypomina sobie konieczność skorzystania z pomocy bardziej doświadczonych kolegów. Jakby tego było mało, jego już i tak przeciążona psychika musi znosić ciągłe wyznania miłosne i niekoniecznie subtelne zaloty Takano. Onodera nie dowierza ani słowom, ani nawet czynom starszego kolegi, zwłaszcza że z przypadkowej rozmowy z Yokozawą wynika, że on i Takano byli, a być może nawet nadal są parą.

Tom trzeci Sekaiichi Hatsukoi na życiu miłosnym Onodery jednak się nie kończy – i całe szczęście, gdyż bardzo prędko mogłoby to nas zamęczyć. By urozmaicić historię, autorka otwiera zupełnie nowy wątek, tym razem koncentrujący się na osobie Shouty Kisy, trzydziestoletniego redaktora mang shoujo, pracującego w tym samym dziale co Takano i Onodera. Kisa to typ kochliwy, w miłosnych wyborach niezwykle jednak powierzchowny – u mężczyzn zwraca uwagę przede wszystkim na wygląd i wiele wskazuje na to, że za ładną buzią poszedłby na koniec świata. Zwłaszcza, jeśli jest ona tak ładna, jak ta należąca do Kou Yukiny, przystojnego młodzieńca pracującego w pobliskiej księgarni, oczywiście w dziale mang shoujo. Pewnego dnia za pośrednictwem Yokozawy obaj panowie zostają sobie przedstawieni… a dalej wszystko toczy się już w ekspresowym tempie i jeszcze przed zakończeniem trzeciego tomiku padają gorące wyznania miłosne, po których dochodzi do nie mniej gorących manifestacji fizycznych świeżo zrodzonych uczuć… Oczywiście nie mam najmniejszych wątpliwości, że wkrótce i ta para zacznie się szamotać i przeżywać kolejne wzloty i upadki, równie zawiłe, jak w przypadku Onodery i Takano, ale przynajmniej na ten moment ich relacja wydaje się mniej skomplikowana i absurdalna.

Zanim podejmę temat jakości wydania, pozwolę sobie poświęcić chwilę na wzmiankę o samych rysunkach. Nie jest tajemnicą dla osób znających którykolwiek z tytułów Shungiku Nakamury, że autorce tej – mówiąc delikatnie – daleko do czołówki, jeśli chodzi o zdolności plastyczne. Wcześniej nie poruszałam tego tematu, jako że po pierwsze, nie ma potrzeby w recenzji tomiku mówić o takiej oczywistości, po drugie zaś do drobiazgów w stylu koślawych i kanciastych twarzy przyzwyczaiłam się szybko i zaakceptowałam jako jedną z cech charakterystycznych serii. W trzecim tomie jednak zauważyłam niepokojący przyrost rysunków zwracających uwagę z powodu niedorzecznych wręcz zaburzeń proporcjonalno­‑anatomicznych w projekcie postaci. Już pierwsza kolorowa strona prezentująca Kisę i trzymającego go na rękach Yukinę jest brzydka w tak wielu aspektach, że potrzebowałabym osobnego akapitu na dokładne opisanie tychże. Kolejne strony przynoszą kolejne tego typu kwiatki, co gorsza najbardziej widoczne w scenach, w których panowie spleceni są w czułych uściskach, pocałunkach etc. – czyli w tych które, biorąc pod uwagę gatunek, powinny być najlepiej dopracowane. Tymczasem naliczyłam stanowczo zbyt dużą ilość ujęć, w których dłonie seme przybierają groteskowe rozmiary (np. dłoń Takano obejmująca całą szerokość talii Onodery, przy okazji wielkością przekraczająca objętość głów obu panów), a długość ich korpusów i rąk jest niebezpiecznie bliska długości dolnych partii ciała. Nie twierdzę, że w poprzednich tomach takie rzeczy się nie zdarzały, sądziłam jednak, że z każdym kolejnym woluminem będzie ich ubywało, choćby w myśl zasady, że trening czyni mistrza i nawet pani Nakamura powinna z czasem nabierać wprawy…

Poprawę widać pod względem konsekwencji zapisu różnych form i nazw własnych, na którą tak narzekałam w przypadku tomu drugiego. Niestety nadal nie jest to poziom w pełni satysfakcjonujący – wystarczy spojrzeć na tytuł czasopisma, w którym pracują bohaterowie. W słowniczku zamieszczonym między pierwszym a drugim rozdziałem pojawia się zapis Emerald, w treści kolejnego rozdziału już „Emerald”. Z punktu widzenia zasad polskiego edytorstwa poprawny jest zapis w cudzysłowie, ważniejsze jest jednak to, by niezależnie od wybranej formy, zachować konsekwencję w obrębie całego tomu, a tutaj ponownie się to nie udaje.

Lepiej, choć nadal nie idealnie, jest też ze spolszczeniami nazw obcych. Waneko ponownie (choć szczęśliwie tylko raz) podniosło mi ciśnienie jednym ze swoich pomysłów translatorskich – po nieszczęsnym dedlajnie przyszła pora na sajens fikszyn. Dlaczego ktoś się upiera przy spolszczaniu zapisu terminów, które od lat funkcjonują w języku polskim w oryginalnej formie, niestety nie mam pojęcia…

Ostatnią rzeczą, na którą muszę ponarzekać, jest numeracja stron. Z prawie stu osiemdziesięciu stron tomu zaledwie na dziesięciu pojawiają się numery. Jest to bardzo kiepski wynik. Jakby tego było mało, między numerowanymi stronami są gigantyczne odstępy – po numerze 23 kolejny, który się pojawia, to dopiero 90. Z tego też powodu nie podałam w jednym z powyższych akapitów stron, na których dokładnie widać problemy z kreską autorki – ręczne ich liczenie mijałoby się z sensem zarówno dla mnie, jak i dla czytelników.

Niezależnie od mojej listy zażaleń, nie mam wątpliwości co do tego, że tom trzeci Sekaiichi Hatsukoi uradował mnóstwo polskich fanek tej serii, które tak długo musiały na niego czekać. Pozostaje wierzyć, że tak długa przerwa była pierwszą i ostatnią, jaka przytrafia się Waneko.

Lin, 5 lutego 2016
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 2.2015
2 Tom 2 Waneko 5.2015
3 Tom 3 Waneko 1.2016
4 Tom 4 Waneko 4.2016
5 Tom 5 Waneko 7.2016
6 Tom 6 Waneko 11.2016
7 Tom 7 Waneko 2.2017
8 Tom 8 Waneko 5.2017

Zapowiedzi

Tom Tytuł Wydawca Rok
9 Tom 9 Waneko 8.2017