Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Wydawnictwo Waneko 2

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 kreska: 8/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 12
Średnia: 6,83
σ=2,3

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Red Dada

Rodzaj: Inne
Wydanie oryginalne: 2011
Liczba tomów: 1

Serdecznie zapraszam na pokład samolotu, który zabierze Was do świata wypełnionego muzyką i podróżami, w którym religia jest sztuką, a fantazja niebezpiecznie zbliża się do granicy oddzielającej ją od rzeczywistości. Nikogo nie brakuje? Wszyscy gotowi? Pasy zapięte? No to startujemy!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Yumi

Recenzja / Opis

Świat, w którym przyszło żyć bohaterom Red Dady, prawie niczym nie różni się od naszego – technika nie została rozwinięta w większym stopniu, mapa świata nie uległa zmianie. Oczywiście „prawie” jest słowem kluczowym – w tej alternatywnej rzeczywistości istnieje bowiem klasztor Dada, którego mnisi od dawien dawna poszukują ludzi, zwanych – co za niespodzianka – Dadami. Odpowiadają oni za kształtowanie wyobraźni zbiorowej poprzez tworzenie fantazji dostatecznie silnej, by mogła oddzielić się od swojego Dady i zacząć funkcjonować samodzielnie jako tzw. „bóg” lub inaczej „archetyp”, „topos”. Przykładami najstarszych, silnie rozwiniętych archetypów może być motyw czarownicy, wilkołaka, mówiących zwierząt itp. Problem polega na tym, że Dada nie zawsze jest świadomy rozwijającego się w nim boga i w takim wypadku najczęściej nie jest w stanie go uwolnić – wtedy oboje ulegają mutacji, tworząc niebezpieczną istotę zwaną półbogiem. Klasztor istnieje właśnie po to, żeby odpowiednio wcześnie zaopiekować się ludźmi, którzy wykazują zdolności typowe dla Dady i gdy nadejdzie czas, doprowadzić do uwolnienia toposu.

Oczywiście mnisi nie są nieomylni – zdarza się, że wskazane przez nich osoby mimo wszelkich znaków okazują się nie być Dadami. Benjamin, który większość życia spędził w klasztorze, pod wpływem pewnych wydarzeń dochodzi do wniosku, że tak właśnie jest w jego przypadku. Wszyscy, nie wyłączając przeora klasztoru i samego bohatera, są tym zaskoczeni – Benjamin od dzieciństwa wykazywał silne cechy Dady, a na dodatek ma pewną niezwykłą umiejętność: potrafi opuszczać swoje ciało. Ta szczególna zdolność jest jednak bardzo kłopotliwa – właściciel nie zawsze może nad nią panować, a jakby tego było mało, inne duchy tylko czekają, żeby przejąć chwilowo pustą powłokę cielesną. Tak czy inaczej, Benjamin stwierdza, że wszystko, w co wierzył przez tyle lat, jest fikcją i bujdą na kółkach, po czym opuszcza klasztor i rozpoczyna nowe życie jako nauczyciel języka atlantydzkiego (języka pierwszych Dadów). W samolocie spotyka faceta przedstawiającego się jako DJ Zara, który podczas krótkiej rozmowy daje mu kasetę z utworami swojego autorstwa. Jednak zanim nawiązuje się głębsza znajomość, Zara znika. Rok później Benjamin poznaje rodzeństwo tworzące początkujący zespół The Mints – Mariana i Liska Miętków. Marian potrafi zobaczyć wolne dusze oraz inne „stwory”, dzięki czemu pomaga Benjemu w kłopotliwej sytuacji i tak właśnie zaczyna się ich znajomość. Jakiś czas później cała trójka spotyka Zarę, który tymczasem zdążył stać się sławny, a któremu Maniek natychmiast wciska płytę z nagraniem swojego zespołu. Już następnego dnia Zara odwiedza Benjamina z propozycją zatrudnienia w charakterze osoby zajmującej się wszelkimi aspektami technicznymi, takimi jak organizacja wyjazdów zagranicznych, a przy okazji stwierdza, że nagrania z płyty są całkiem niezłe. Dwa miesiące później DJ Zara i The Mints dają wspólny koncert, a gdy okazuje się on sukcesem, Zara, Marian, Lisek i Benjamin, który przyjął ofertę pracy, wyruszają w trasę.

Patrząc na powyższy opis fabuły, można odnieść wrażenie, że w Red Dadzie sporo się dzieje. Tak jest w istocie, a poprzedni akapit na dobrą sprawę stanowi jedynie wstęp do całej historii. O co tak naprawdę chodzi? Wątek związany z tytułowym Dadą cały czas przewija się w tle, ale na główny plan wysuwa się jedynie na początku i końcu. Przez większą część komiksu czytelnik towarzyszy bohaterom w objeżdżaniu świata podczas trasy koncertowej. Autorka skupia się na pokazaniu miejsc, które sama miała okazję zobaczyć, przy czym nie ma mowy o monologach na temat historii lub kultury danego kraju – klimat każdego z nich można poczuć poprzez przeżycia bohaterów. Najlepiej potraktować to jako zbiór ciekawostek na temat miejsc, o których zapewne każdy coś tam słyszał, chociaż wątpię, czy osoba poważniej interesująca się którymś z nich znajdzie tu coś nowego. Podczas czytania nasunęła mi się myśl, że na świecie jest mnóstwo rzeczy wartych zobaczenia – i wierzę, że nie tylko w mojej głowie pojawiła się taka refleksja. Red Dada budzi naturalną dla każdego człowieka ciekawość świata. Może warto na chwilę oderwać się od anime/gier/filmów i, jeśli nie można pozwolić sobie dalekie podróże, wyjść chociaż na spacer, zobaczyć, co ciekawego jest w najbliższej okolicy?

Red Dadę zasadniczo można czytać jakby na dwóch poziomach. Pierwszy z nich to ten czysto rozrywkowy, gwarantujący świetną zabawę. Śledzenie perypetii bohaterów jest interesujące i dostarcza powodów do radości, zwłaszcza biorąc pod uwagę humor – nie tak absurdalny, jak w Česarym, ale nadal stojący na co najmniej przyzwoitym poziomie, a co najważniejsze, spełniający swoją rolę. Natomiast drugi poziom wymaga więcej uwagi, którą należałoby poświęcić w szczególności bohaterom – dokładnie obserwować ich zachowania, zbierać wszelkie informacje, jakie zostaną na ich temat podane. Pomaga to lepiej zrozumieć przyczyny ich postępowania, a w rezultacie prowadzi do refleksji. Według mnie Red Dada porusza kwestie dotyczące własnej tożsamości i jej znaczenia dla każdego człowieka, a także ciężaru, jaki mogą czasem stanowić zbyt wysokie oczekiwania.

Bohaterów Red Dada ma naprawdę niewielu: czworo głównych, dwóch ledwie trzecioplanowych i paru epizodycznych (kilka razy mignie nawet sama autorka, a także główni bohaterowie Materii Dziwactwa). Jednakże przyciągają oni uwagę czytelnika do tego stopnia, że ich małą liczbę uświadomiłam sobie dopiero w momencie, gdy zaczęłam się przygotowywać do pisania recenzji. Znajdą się pewnie tacy, którzy będą uważać Benjamina za jedynego głównego bohatera – ja będę bronić swojego stanowiska, twierdząc że ta zaszczytna rola przypada także Marianowi, Zarze i Liskowi. Każde z nich w pewnym momencie ma szansę rozwinąć skrzydła, a perspektywa, z której czytelnik obserwuje zdarzenia, przeskakuje pomiędzy trojgiem z nich (wyłączając Zarę, a szkoda). Postaci skonstruowane zostały solidnie i sprawiają wrażenie osób, które bez problemu można spotkać w prawdziwym życiu. Na pewno nie są sztampowe – nie przychodzi mi go głowy żaden schemat, w którego ramy mogłabym wcisnąć którąkolwiek z nich. Benjamin sprawia wrażenie człowieka zagubionego i nie bardzo wiedzącego, czego tak naprawdę chce od życia, a jednocześnie rozsądnego i zrównoważonego. Marian jest z kolei lekkoduchem niejednokrotnie udowadniającym, że do dojrzałości jeszcze mu daleko – czasami zachowuje się po prostu jak dziecko, chociaż teoretycznie przekroczył dwudziesty rok życia. Co ciekawe, jego sposób bycia nie był dla mnie irytujący ani sztuczny, wręcz przeciwnie: dobrze wpasowywał się w klimat, ożywiając go i kilkakrotnie dając okazję do śmiechu. Swoistą przeciwwagę dla brata stanowi Lisek, dziewczę zazwyczaj spokojne, roztropne i stanowiące tę bystrzejszą część rodzeństwa Miętków. Często stawia Mańka do pionu i nie daje sobą pomiatać, co nie oznacza, że zachowuje się agresywnie – ot, zwykła dziewczyna, a jednocześnie miła odmiana po niektórych mangach czy anime, gdzie bohaterki są albo do przesady słodkie, albo nieustannie się wściekają. Z kolei Zara… Zara jest postacią najbardziej niezwykłą z całej czwórki. Bardzo złożoną, o wielu twarzach. Silnie oddziałuje na otoczenie, nieważne, z kim ma do czynienia. Większość ludzi błyskawicznie poddaje się jego urokowi osobistemu, zwłaszcza że wie, jak się zachować, by tak się stało. Jest w nim coś magnetycznego… W zasadzie stanowi materiał na osobny artykuł, ograniczę się więc do stwierdzenia, że jest to bohater, z jakim nigdy wcześniej się nie spotkałam i jednocześnie jeden z największych atutów Red Dady.

Tak naprawdę najważniejszą część komiksu – obok wątku podróży i Dady – stanowią relacje między postaciami. Niby to tylko cztery osoby, a jednak (a może właśnie dlatego) ten aspekt został przedstawiony bardzo dokładnie. Spodobał mi się zwłaszcza sposób ujęcia stosunków między rodzeństwem, które wypadły bardzo naturalnie i po prostu ładnie. Co ważniejsze, te relacje cały czas, pod wpływem różnych wydarzeń, ulegają zmianie – tyczy się to przede wszystkim, chociaż nie wyłącznie, stosunku poszczególnych bohaterów do Zary. Taki rozwój relacji się ceni, zwłaszcza że świadczy także o ewolucji postaci.

Kreska, jaką posługuje się Katarzyna Wasylak, jest dosyć nietypowa i na pierwszy rzut oka przywodzi na myśl raczej komiks niż mangę (oczywiście w stereotypowym tego słowa znaczeniu). Jednakże jej korzenie wyraźnie sięgają do japońskiego komiksu, co widać na przykład po oczach postaci. Generalnie kreska jest zupełnym przeciwieństwem subtelnego, szkicowego i słodkiego stylu shoujo – wyrazista i kanciasta, o bardzo mocno zaznaczonych konturach i z często występującymi zabawami szarością. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale nie warto przekreślać komiksu tylko z jej powodu, zwłaszcza że ma swoje zalety. Jedną z nich jest doskonale ujęta mimika twarzy, bardzo dobrze podkreślająca wydźwięk niektórych scen, inną bardzo dynamiczne rysunki, sprawiające, że kadry wręcz tętnią życiem. Niektóre strony, przede wszystkim przedstawiające koncerty, prezentują się po prostu niesamowicie; głównie dzięki wspomnianemu wcześniej starannemu cieniowaniu. Nic, tylko powiększyć i powiesić na ścianie (tak, recenzentka zdecydowanie należy do fanów stylu rysowania Hitohai). Autorka dobrze oddaje też klimat miast, które odwiedzają bohaterowie – wszystkie te miejsca rysowane są starannie i dosyć szczegółowo. Nieco gorzej wygląda to w przypadku pomieszczeń, wtedy bardzo często kadry wypełnione są postaciami i tekstem, a za tło służy jedynie czarny, biały lub szary kolor. Jednak, szczerze mówiąc, zauważyłam to dopiero uważniej przyglądając się całości pod kątem pisania recenzji. Podczas czytania zupełnie nie zwróciłam na ten fakt uwagi, co znaczy, że raczej nie powinien on przeszkadzać w odbiorze komiksu.

Red Dada stanowi dosyć obszerne tomiszcze, na które składa się prawie 260 stron. Niby dużo, ale biorąc pod uwagę ilość zawartej treści, niewiele. Trochę boli niedostateczne rozwinięcie niektórych wątków (których wymieniać nie będę, żeby nie spoilerować) i zakończenie – samo w sobie dobre, ale wolałabym dowiedzieć się trochę więcej na temat dalszych losów bohaterów. Dlatego moim zdaniem lepiej sprawdziłoby się rozłożenie historii na dwa tomy. Ostatecznie jednak to jedyna wada komiksu, jaką jestem w stanie wskazać, w dodatku niewpływająca w poważnym stopniu na przyjemność czytania. Nie ukrywam, że na ten tytuł czekałam kilka miesięcy i nie zawiodłam się na nim pod żadnym względem.

Trudno jest mi wskazać konkretną grupę docelową Red Dady. W przypadku tego tytułu nie należy się szczególnie sugerować widocznymi powyżej gatunkami – komiks zawiera jakieś elementy każdego z nich, ale ktoś nastawiony na przykład na „kryminały/zagadki/tajemnice” prawie na pewno się zawiedzie. Że niby moja wina, wprowadzam czytelnika w błąd? Coś przecież musiałam wpisać! Uwierzcie mi, wybór do łatwych nie należał. Wracając do tego, komu polecam – na pewno nikomu nie odradzam, bo nie widzę tutaj żadnych elementów, które miałyby kogokolwiek odrzucić. Prawie na pewno przypadnie do gustu osobom, dla których najważniejsze są solidnie skonstruowane i sympatyczne postacie, ale ostatecznie proponuję samodzielnie odpowiedzieć sobie na pytanie „Czytać czy nie czytać?”. Jeśli opis znajdujący się w tej recenzji Cię zainteresował – próbuj śmiało, jeśli wydaje Ci się nudny – odpuść sobie.

Yumi, 20 kwietnia 2011

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Studio JG
Autor: Katarzyna Wasylak

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Studio JG 2.2011