Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Funcon 2017 - konwent

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 kreska: 4/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 17
Średnia: 7
σ=1,46

Wylosuj ponownieTop 10

Helter Skelter

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2003
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • ヘルタースケルター
Tytuły powiązane:
Widownia: Josei; Rating: Nagość, Seks; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność

Cudownie być Kopciuszkiem. Ja też chciałbym nim być. Ale gdy bilans musi wyjść na zero – gdy zyski w ostateczności będą równe stratom, to co wtedy?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Spojrzałem na okładkę, potem na stronę pierwszą, drugą, kolejne – coś mi ewidentnie nie pasowało, ale co? – myślę sobie. Rysunek? Owszem, jest on dość oryginalny, „kobiecy”, lecz chociaż nie przekonał mnie do siebie, to nie było tylko to. W końcu zorientowałem się, co mnie „kłuje” w oczy – to różnica między mangą z gatunku josei a seinen. Helter Skelter jest pierwszą mangą przeznaczoną dla kobiet, po jaką sięgnąłem – z ciekawości, jako że miałem podstawy przypuszczać, iż to może być naprawdę dobry tytuł (kulturalna nagroda im. Osamu Tezuki była najlepszą rekomendacją). Lektura to potwierdziła i pomimo tego, że kobietą to ja raczej nie jestem, byłem pod sporym wrażeniem, a im bliżej było końca, tym szybciej pochłaniałem kolejne strony.

Helter Skelter (czyli po polsku „na łeb na szyję”) opowiada historię młodej dziewczyny – Ririko, jednej z kolejnych wielkich „gwiazd” japońskiej popkultury. Ririko to nie jest nawet jej prawdziwe imię – była jedną z tysięcy japońskich nastolatek o wątpliwej urodzie, na dodatek żyjącą wręcz na marginesie społeczeństwa, i tylko przypadek sprawił, że od tego dna się odbiła (choć to nie do końca prawda – to ktoś ją od dna odbił). Wylansowana na „gwiazdę” po niezliczonych zabiegach chirurgiczno­‑kosmetycznych i marketingowych, żyje chwilą, nie myśląc o przyszłości i ponurym widmie, które tam na nią czeka. Gdy wchodzimy w świat tej mangi, Ririko jest u szczytu swej kariery – później, jak sam tytuł mówi, pędzimy razem z nią na łeb na szyję aż na samo dno (dodam tutaj pewien znak zapytania, bo zakończenie pozostawia pole do interpretacji, jednocześnie całość zamykając ładną klamrą). Główny wątek – upadek „gwiazdy”, rozwija się niejednostajnie, stopniowo przyspieszając. Towarzyszą mu dwa inne, poboczne – dotyczący relacji między Ririko a nowo zatrudnioną dziewczyną, mającą dbać o jej wygląd, oraz kryminalny, dotyczący stosowania niebezpiecznej „kosmetycznej” medycyny inwazyjnej (czy wręcz pasożytniczej) i serii tajemniczych „wypadków” – zarówno pięknych, młodych kobiet, jak i młodych, lecz potwornie oszpeconych (brr!, aż mnie ciarki przechodzą, gdy próbuję sobie wyobrazić rzeczywistą kobietę tak wyglądającą; a ciarki to bardziej ze strachu niż z obrzydzenia). To jeszcze nie wszystko, co znaleźć można w tej mandze, ale więcej wątków fabularnych nie będę zdradzał – warto zapoznać się z nimi samemu.

Tymczasem kilka słów o Ririko – to nic, że tylko na nielicznych rysunkach tę „superpiękność” mógłbym uznać za ładną – w porównaniu z większością postaci i tak jest niedoścignionym „ideałem kobiety”, przynajmniej jeśli chodzi o urodę, bo jej przymioty duszy oraz umysłu trudno by określić mianem wysoko rozwiniętych – pewnie nie potrafiłbym jej znieść dłużej niż pięć minut (chyba, żeby akurat nic nie mówiła). Można powiedzieć, że jest „typową rozkapryszoną gwiazdą” – jest zarozumiała, ma ogromne kompleksy na punkcie swej urody (całkiem uzasadnione, biorąc pod uwagę jej wygląd, pozycję i sytuację społeczną „przed” i „po”), jest złośliwa, uparta, potrafi być niesamowicie jadowita i brutalna, a jednocześnie niestety inteligencją nie grzeszy – pomimo że nie przepadam za kawałami o blondynkach, to jednak w jej przypadku niektóre pasują jak ulał. Jako głównej bohaterce poświęcono jej sporo uwagi, lecz wbrew temu, co sugeruje wcześniejsze wyliczenie jej wad – nie tylko z nich się Ririko składa. Nie sposób powiedzieć o niej, że jest nieciekawa. Jak przypuszczam, wedle autorki, miała ona wzbudzać silne emocje – i tak też się dzieje, a że zupełnie czymś innym jest kwestia sympatii, a czymś innym – sprawa oceny „portretu” danej postaci, muszę oddać pani Okazaki to, co jej się słusznie należy. W zasadzie całe Helter Skelter opiera się na postaci Ririko, i gdyby ona została źle skonstruowana, była nijaka, to i ta manga stałaby się niewiele warta, a bohaterkę najchętniej wysłałoby się w pole na wykopki kartofli. Ririko nie jest boginką, ale i nie jest przedmiotem – moją sympatię wzbudziła ludzkimi słabościami, a i współczucie budziła wizja przyszłości, rysującej się przed nią na czarno. Jej postać ma w sobie coś bajkowego – jest jak Kopciuszek wyrwany z szarej codzienności, który w końcu ma swoje „pięć minut”, lecz ten Kopciuszek jest nam dużo bliższy, bo nie ma księcia, który ją na zawsze zmieni w księżniczkę. Tak więc wielki plus ode mnie – za bohaterkę, której w zasadzie nie chciałbym znać, a która dzięki bardzo dobrze ukazanej psychice naprawdę mnie zainteresowała.

Helter Skelter poza ukazaniem losów Ririko w dość oczywisty sposób odwołuje się do popkultury, która poza jasnymi, ma także te ciemne strony – szczególnie widoczne oczami „gwiazdy”. Przyznam, że całkiem chętnie poświęcam trochę czasu na analizę problemów społecznych, socjologicznych, więc i pod tym względem manga ta trafiła w dziesiątkę. Pierwszą osobą, o której pomyślałem w trakcie lektury, była ikona popkultury – Marilyn Monroe (czytałem mangę przed premierą spektaklu Lupy o Monroe, o podobnym wydźwięku), której życie poniekąd potoczyło się podobnie jak Ririko. Okazaki świetnie oddała to, w jaki sposób „gwiazdy” są kreowane (pomimo oczywistych przejaskrawień z jej strony) i jak są „zabijane” – paradoksalnie to zwykli ludzie, konsumenci popkultury są jednocześnie katami „gwiazd” – gdy „gwiazda” jest wielka, wszyscy ją „kochają”, a gdy upada – wszyscy się od niej odwracają. Miło sobie czasem pomarzyć, że jest się sławnym, pięknym, bogatym i uwielbianym, życie „gwiazd” może się wydawać bajką, choć mało kto w ogóle zadaje sobie trud, by zastanowić się, czym jest ono okupione. Ktoś powie pewnie, że to jałowe rozmyślania, które nic nie zmienią – pewnie będzie miał trochę racji, bo obojętność oraz świadoma ignorancja w różnych kwestiach często zdają się być w cenie. Pewnie jednak znajdą się też osoby, które ta problematyka zainteresuje.

Tym, co mnie spodobało się najmniej, był rysunek. Może określenie go „kobiecym” jest pewną niesprawiedliwością, ale właściwie tak najłatwiej jest mi jednym słowem nazwać zbiór głównych cech, wyróżniających kreskę tej mangi. To przede wszystkim twarz, a więc wręcz nienaturalnie duże, owalne oczy (ale nie te „typowe” dla mangi i anime), wyzywająco zadarte noski, potężne uszy – jak półmiski, oraz niesamowicie wydatne usta (mógłbym w tym miejscu powołać się na przykład innej „gwiazdy”, tym razem naszych ekranów – nieboskiej Pameli Anderson). Do całości obrazu można dorzucić jeszcze naprawdę długie nogi. Rysunek skupia się wyłącznie na elementach najistotniejszych dla danej sceny, czasem kompletnie zaniedbując pozostałe. Owszem, zdołałem się do niego przyzwyczaić ale gdy po raz kolejny znienacka trafiałem na dużą, wyraźną sylwetkę bez twarzy, sam nie wiedziałem, co myśleć (tzn. twarz jest, jak najbardziej, ale okaleczona przez „gumkę” – brak jej nosa, oczu, ust). Innym razem, gdy sytuacja była odpowiednia, ciało potrafiło być bardzo szczegółowo narysowane, tak że bez trudu można było dostrzec wydzielinę z oczu, ust, nosa lub innych części ciała (purytańska to ta manga nie jest). Do mankamentów rysunku można zaliczyć także wygląd postaci, z których większość jest do siebie bardzo podobna (oczywiście poza Ririko). Przez dłuższy czas miałem problemy z ich odróżnieniem, co mnie irytowało. Przy takiej kresce miłą niespodzianką są rysunki na początku tomu, zrobione z dużo większą dbałością, jednocześnie oddające klimat mangi – kilka z nich naprawdę mi się spodobało. Jednak to za mało by moja opinia na temat całości mogła się znacząco zmienić.

Helter Skelter sprawiła, że mimo iż po mangę kobiecą dalej nie będę sięgał zbyt często, to jednak od czasu do czasu pewnie to zrobię, bo przekonałem się, że niekiedy warto. Pewnie większości kobiet łatwiej przyjdzie docenienie tego tytułu, ale i mężczyźni, chcący spróbować czegoś „innego”, śmiało mogą po niego sięgać. A jeśli chodzi o podsumowania, to chyba najlepszym dla tej mangi jest jeden z mniej znanych utworów Beatlesów, noszący ten sam tytuł.

SixTonBudgie, 10 maja 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shodensha
Autor: Kyouko Okazaki