Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Waneko - Wydawnictwo komiksu japońskiego

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 kreska: 5/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 1
Średnia: 4
σ=0

Wylosuj ponownieTop 10

Anastasia Club

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2002-2003
Liczba tomów: 4
Tytuły alternatywne:
  • アナスタシア倶楽部
Widownia: Josei; Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość

I miłość i dreszcze, historia, co jeszcze? O jedno jajo za daleko.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Mollaan

Recenzja / Opis

W 2008 roku zespół amerykańskich naukowców opublikował wyniki badań szczątków z lasu Jekatrynburskiego, ostatecznie kończąc spekulacje na temat śmierci cara Mikołaja II i jego rodziny. W nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku towarzysz Romanow wraz z żoną, piątką dzieci, lekarzem i trojgiem służby zostali rozstrzelani. Zwłoki zalano kwasem i pośpiesznie pochowano w pobliskim lesie. Rząd powstrzymał się od oficjalnych oświadczeń, zaś krewni przebywający na uchodźstwie do końca wierzyli, że ich bliscy kiedyś się odnajdą. W ustaleniu prawdy nie pomagał fakt, że co kilka lat światu objawiał się kolejny „cudownie ocalony” członek carskiej rodziny. W latach 30. kobieta podająca się za księżniczkę Anastazję odegrała swoją rolę na tyle dobrze, by przez krótki czas przekonać do siebie cesarzową matkę. Tożsamość pretendentki została w końcu odkryta, ale temat cudem unikającej śmierci młodej księżniczki okazał się doskonałą pożywką dla popkultury. Hipotetyczny los Anastazji rozważano w formie książek, filmów i animacji. Zanim ekspertyza naukowców ostatecznie ucięła spekulacje, światło dzienne ujrzała też omawiana tu manga.

W małym antykwariacie, w którym między starymi bibelotami rezyduje Kamui Tsubaki. Dziwne zajęcie, jak na uczennicę? Nie dla wnuczki słynnego antykwariusza. Ponieważ jest to jednak manga dla nastolatków, a nie realistyczny opis zawodu, nasza bohaterka nie spędzi czterech tomów na przeglądaniu zakurzonych drobiazgów znalezionych przez starszych panów przy okazji porządków na strychu. Pierwszym jej klientem będzie piękny (a jakże), młody (oho…), tajemniczy (no kto by pomyślał), bogaty (a nie mówiłam?) Sena Takuto. Czego może chcieć obdarzony wymienionymi przymiotami młodzieniec? Ni mniej, ni więcej, tylko potwierdzenia, że jest wnukiem pani Anastazji R, która w czasie, gdy mordowano jej rodzinę, została zgwałcona przez strażnika, ale zdołała uciec, po drodze rodząc dziecko i zostawiając mu rodzinny medalion, żeby kiedyś objął dziedzictwo. (Nie mogła biedaczka wiedzieć, że wbrew pogłoskom o szwajcarskich kontach, jej rodzina była zupełnie zrujnowana.) Za dużo spojlerów? Chwileczkę, to tylko wycinek pierwszego rozdziału, zaledwie jeden wątek i dwoje bohaterów. Nie można wszak z historii wyciąć jednego kawałka bez zrozumienia jego przyczyn i skutków. Przed nami kolejne nieślubne dzieci (ze związku Mikołaja II z gejszą), koszyk jajek Faberge, magiczne ikony, matrioszki, dziadki do orzechów, baletmistrze, gangsterzy, stara arystokracja i nowe pieniądze, do tego romantyczny wielokąt. Uff, że też to wszystko się zmieściło w czterech tomikach.

Teraz zostaniecie ostrzeżeni, ci, którzy przeczytacie tę mangę. Zwłaszcza ci, którzy kojarzą autorkę jako „Panią od Uteny”. Proponuję zmianę na „Więcej!, Bardziej!”, bo to wyrażenie doskonale opisuje mangi tej pani. Więcej traum, więcej tragedii, więcej zwrotów akcji, bardziej bogaci, bardziej szczupli bohaterowie. Jedno jest pewne – nudzić się tu nie można, akcja gna do przodu niczym kolejka górska. Pozostaje jednak pytanie, czy nie wzięto jednego zakrętu za dużo.

Akcja – jak wspomniałam – jest naładowana do granic możliwości. Zagadka zagadkę pogania, jest miejsce na odrobinę mistycyzmu i naukową analizę. Ledwie wydaje się, że osiągnięto cel, gdy nowy wątek wyłania się zza rogu. Mimo że czasem zdarzenia wydają się naciągnięte do granic absurdu, a pewne wątki należy wziąć na wiarę, autorka wykonała kawał dobrej roboty, zgrabnie dobierając wątki z rosyjskiej historii, kultury i sztuki. Spodziewałam się paru najbardziej oczywistych klisz, dostałam zestaw ciekawych, ale mało znanych szerokiej publiczności faktów. Jak dla mnie jest to zdecydowany plus. Osoby przekładające akcję nad tło informuję, że dłużyzn związanych z wyjaśnieniami nie odnotowano. Tylko wątek romantyczny jakiś taki płaski i przewidywalny do bólu.

Teraz bohaterowie i tu już mi się tak bardzo nie podobało. Kamui to wypisz­‑wymaluj Velma ze Scooby­‑Doo, tylko sama i trochę ładniejsza. Nie jest to bynajmniej komplement. Ja wiem, że należy pokazywać, nie informować, ale udowadnianie na każdym kroku intelektu i wiedzy bohaterki daje efekt przeciwny do zamierzonego. Raz czy dwa panna zajrzy do książek czy zleci ekspertyzę, ale zazwyczaj jeden rzut oka wystarcza jej do określenia szczegółów dotyczących aktualnie omawianego drobiazgu czy autentyczności biżuterii. We mgle. Na osobie stojącej daleko i nie eksponującej tego, co ma na sobie. Chyba ktoś nam sugeruje, że wrogowie na jej spotkanie założyli zabawki z odpustu, albo zwyczajnie nie wie, gdzie kończy się geniusz, a zaczyna Mary Sue. Poza momentami, kiedy nasza dziewoja błyska intelektem, czas zajmują jej przystojni i tajemniczy absztyfikanci oraz fakt, że wygląda na młodszą niż jest. To, że ubieranie się jak gimnazjalistka może mieć z tym coś wspólnego, jakoś umyka jej uwagi.

Postacie męskie… przyznam, że trochę mi się mieszają. Sztuk trzy. Wszystkie piękne, utalentowane i tajemnicze. Dobrze, że różnią się kolorem włosów. Najpierw służą za spiritus movens, potem za lekkie popychadła, dopóki autorka nie przypomni sobie, że powinni coś zrobić. Pozostała kadra wypada nieco lepiej, ale trudno się o niej rozpisywać bez poważnych spojlerów. Jednego możecie się spodziewać – w mangach tej pani nie ma ludzi szczęśliwych. Postać bez traumy, która w najlepszym razie powinna być powodem długiego leczenia, zwyczajnie się nie liczy. W pierwszych rozdziałach jest to interesujące, później już trochę irytuje.

Teraz będzie naprawdę źle. Ja wiem, że każdy mangaka ma swój styl, ale niektórzy chyba zwyczajnie nie potrafią rysować inaczej niż się przyzwyczaili, choćby wymagała tego sytuacja. Postacie pani Saitou zawsze były chude do granic absurdu, co nie raziło w normalnych mangach, ale gdy na scenę weszły postacie historyczne, zrobiło się śmieszne. Rasputina od córek Mikołaja odróżnia broda i wąsy. Car Aleksander III – człowiek, który na barkach potrafił utrzymać dach wagonu kolejowego – wygląda jak szczypiorek. Carewicz Aleksy wiecznie ma minę, jakby zamierzał kogoś zabić. Tła nieszczególne, za to ubrania i historyczne drobiazgi nawet piękniejsze niż w rzeczywistości.

Po pierwszym czytaniu miałam w głowie mętlik i summa summarum musiałam na potrzeby recenzji drugi raz przejrzeć mangę, by zorientować się, kto z kim, jak i po co. Materiału spokojnie starczyłoby na dłuższą serię. Nagromadzenie zwrotów akcji i postaci lekko mnie zmęczyło, ale nie mogę powiedzieć, by Anastasia Club znudził mnie lub zniesmaczył. Mimo pewnych wad i ogólnego wrażenia natłoku myślę, że mogę polecić tę mangę zwłaszcza osobom zainteresowanym historią i lubiącym rozmaite wariacje na jej temat.

Eire, 9 grudnia 2011

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shogakukan
Autor: Chiho Saitou