Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 kreska: 8/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,75

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 98
Średnia: 7,38
σ=1,37

Wylosuj ponownieTop 10

Purikyuu

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2005
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • プリキュウ
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm

Puri + kyuu = baletnica z łukiem. Krótkie, ładnie narysowane i niezłe fabularnie sportowe shoujo.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Purikyuu to krótka opowieść o utalentowanej primabalerinie, Annie Katsuragi. Tak przynajmniej tytułuje się sama Anna, pomimo faktu, że primabaleriną już nie jest – z powodu kontuzji musiała zrezygnować z kariery i marzeń o dalszej karierze. No ale nic to, jest wiosna, dziewczyna mimo wszystko nie przyznaje się do porażki, gdyż jest osobą próżną, dumną i bardzo pewną siebie, a niemożność tańczenia przedstawia sama sobie jako wspaniałą okazję do spędzenia licealnych lat w charakterze normalnej uczennicy. A to, żeby przeciętny, zdrowy na umyśle japoński nastolatek zaraz po lekcjach szedł do domu normalne nie jest, więc któregoś dnia Anna zostaje zaciągnięta przez przyjaciółkę do szkolnego klubu kyuudou. Dziewczyna jest w szoku: przecież łucznictwo to hobby dla starych dziadków, ona, utalentowana primabalerina, ma w czymś takim brać udział?! Tym bardziej, że przewodniczącym klubu jest Takeru Jinnai, zwany „Niebieskim Demonem”, z którym od dawien dawna kłóci się i walczy niemalże do upadłego. Chcąc się jej pozbyć, w gniewie chłopak popełnia błąd i stwierdza, że kyuudou to nie to samo co balet i była primabalerina sobie nie poradzi. Anna, której drugie imię brzmi Chorobliwa Ambicja, postanawia udowodnić Jinnaiowi, że się myli. I chociaż pierwsza próba kończy się porażką, dziewczyna dzięki temu przypomina sobie, że jeśli nie weźmie czegoś na serio i nie będzie ciężko pracować, to niczego nie osiągnie. Skupiona i poważna, ponownie zjawia się w dojo, zdecydowana udowodnić, że do kyuudou, tak jak i do baletu, ma niezaprzeczalny talent.

Przyznam, że po rzuceniu okiem na tytuł tej mangi, zdjęła mnie groza, odczuwam bowiem dziwny lęk przed tworami nazywającymi się mniej więcej Pupuripuri, Pichipichi i tym podobne. Okazało się jednak, że mangaka to całkiem sprytny człowiek – wymyślił taki tytuł, żeby i brzmiał słodko, i miał sens. „Purikyuu” to bowiem połączenie dwóch słów: „primabalerina” i „kyuudou”. Motyw byłej baletnicy nie jest może bardzo popularny (do tej pory spotkałam się z nim jedynie w trzech mangach: Purikyuu, Rideback i Forbidden Dance), ale za to ciekawy i dający sporo możliwości, ma w sobie też nutkę dramatyzmu. Taka dziewczyna może spróbować pokonać lęk i powrócić do tańca albo zająć się innym sportem, jest bowiem wytrzymała, w dobrej formie i ma wyczucie rytmu. Kyousuke Motomi, jak na początkującego mangakę (zadebiutował w 2002 roku, Purikyuu jest z 2005), a na dodatek mężczyznę tworzącego shoujo, poradził sobie z tym tematem całkiem nieźle. Fabuła, chociaż jest dość ograniczona w możliwościach rozwoju (w końcu to tylko jeden tom) i przez to nie powala czytelników na kolana oryginalnością, ma tę zaletę, że jest zwięźle skonstruowana i nie ma w niej niepotrzebnego i przesadzonego dramatyzmu, tak często spotykanego w nawet bardzo krótkich tytułach shoujo. Akcja jest całkiem wartka, bowiem Anna „Chorobliwa Ambicja” Katsuragi niedługo po tym, jak dołącza do klubu, postanawia wziąć udział w zawodach łuczniczych, trzeba więc w stosunku do niej przyspieszyć trening i dołożyć coś gratis (łowienie ryb gołymi rękami, na przykład). Ale co to za shoujo bez wątku miłosnego? Wątek miłosny, owszem, jest – nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, jeśli powiem, że Anna i Jinnai reprezentują często spotykany schemat „kto się czubi, ten się lubi”. W dalszych rozdziałach pojawiają się też takie elementy, jak należąca kiedyś do klubu łuczniczego starsza koleżanka czy zazdrosny rywal zachowujący się dość maniakalnie, ale są one zaledwie muśnięte – jak gdyby były sugestią tego, co i jak można byłoby rozwinąć, gdyby manga miała więcej niż jeden tom. Według mnie same sugestie wystarczą, są to bowiem schematy strasznie oklepane, więc skupienie się na kyuudou i tworzącym się związku dwójki głównych bohaterów było dobrym pomysłem.

Jedną z głównych zalet mang Kyousukego Motomi są ciekawie skonstruowane postaci kobiece. Anna jest niesłychanie irytująca, jak już pisałam: próżna, nadmiernie pewna siebie i przekonana o własnym wszechstronnym geniuszu. Zdecydowanie nie jest kolejną rozlazłą panienką, pragnącą przeżyć pierwszą/prawdziwą/wyjątkową miłość. Jednocześnie jej zapał i powaga, z jaką traktuje treningi kyuudou, sprawiają, że potrafimy dostrzec w niej też i pozytywne cechy, a nawet w pewnym stopniu polubić. Z kolei Jinnai raczej nie wybija się ze schematu bishounena, który jest zakochany w głównej bohaterce, ale to ukrywa, a w związku z tym raz ją zamęcza, a raz wspiera. Przez to sprawia wrażenie postaci trochę płaskiej, choć być może wpływ na to miała także długość (a raczej krótkość) mangi. Tym niemniej, jak na postać, która nie miała czasu i miejsca się rozwinąć, wydaje się osobą całkiem sympatyczną i odpowiedzialną, a poza tym jest, nie oszukujmy się, całkiem przystojny. Postaci drugoplanowe tworzą przeważnie po prostu tło, czasem dostają jedną kwestię na rozdział i moim zdaniem jest to dobre posunięcie, bo przy jednym tomie nie ma się co rozdrabniać na nie wiadomo jaką liczbę bohaterów, których potencjał i tak nie zostanie najprawdopodobniej wykorzystany.

Kreska tego mangaki jest bardzo charakterystyczna, dzięki czemu jego prace można bardzo łatwo rozpoznać. Główną cechą rozpoznawczą są bardzo ładnie narysowane, z nieco mocniej niż zwykle zarysowaną dolną kreską, oczy postaci – u dziewcząt duże i okrągłe, a u chłopców lekko skośne. Szczerze mówiąc, gdy dowiedziałam się, że autorem mangi nie jest kobieta, byłam bardzo zdziwiona – nie sądziłam, żeby taki bishounen mógł wyjść spod ręki mężczyzny. Kreska jest bardzo ładna, postaci są narysowane starannie, a ponieważ manga jest o kyuudou, a więc ważne jest pokazanie pozycji, w jakiej znajduje się ciało łucznika, możemy częściej zobaczyć bohaterów ukazanych od czubka głowy do stóp (no, do kolan), a nie, jak to miało miejsce we wcześniejszych tytułach, głównie od pasa w górę. Tła także nie są zbywane machnięciem ręki, przeważnie coś tam z tyłu jednak jest, czy to kawałek ściany, siatki, czy krzaka.

W porównaniu do innych krótkich mang shoujo, Purikyuu prezentuje się całkiem dobrze. Ma nieszablonową główną bohaterkę, a motywem przewodnim nie jest tylko i wyłącznie miłość oraz miłosne rozterki. Jednak ograniczenie się do jednego tomu dobrą rzeczą nie jest, w efekcie powstają takie wady, jak skrótowa fabuła, nierozwinięte postaci i ogólne wrażenie niepełności. Ten błąd Kyousuke Motomi powoli stara się naprawiać, tworząc obecnie mangę Dengeki Daisy, której w Japonii wyszły już cztery tomy i na tym jeszcze nie koniec. Wracając jednak do Purikyuu – dla wielbicieli mangaki pozycja obowiązkowa. Dla czytelników lubiących shoujo – tytuł, po który warto sięgnąć, choćby i na spróbowanie, bo ma jednak w sobie zalążki „czegoś innego”.

Easnadh, 25 maja 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shogakukan
Autor: Kyousuke Motomi