Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Wydawnictwo Waneko 2

Mushishi

Tom 1
Wydawca: Hanami (www)
Rok wydania: 2015
ISBN: 978-83-60740-88-0
Liczba stron: 228
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Mushishi w Polsce! Dobrze to, czy źle? Obiektywnej oceny nie ma, a w tym przypadku jest problem nawet z subiektywną, ponieważ polskie wydanie wzbudza we mnie mieszaninę radości i goryczy.

Radość

Urushibara już na początku swojej kariery rysowniczej trzymała formę. Opowiadania wypełniające pierwszy tom poziomem rozważań filozoficznych i psychologicznych spokojnie mogą rywalizować z dalszymi, a jednocześnie bardzo sprawnie wprowadzają w świat przedstawiony. Najbardziej podobała mi się opowieść Delikatne rogi – jest głęboko emocjonalna, wzruszająca i jednocześnie spokojna. Wioska pogrążona w śniegu i w ciszy ma klimat, w który losy postaci wspaniale się wpisują. Pod koniec robi się filozoficznie, a Urashibara, jak to ma w zwyczaju, wplata w opowieść swoje przemyślenia dotyczące tak elementarnych pojęć, jak życie, pustka i cisza. Na uwagę zasługuje też pierwsze opowiadanie, w którym jest kilka scen wyciskających łzy z oczu. Zahacza przy tym o tematy religijne i pokazuje aspekty tytułowych mushi, które Urashibara porusza rzadko i z reguły tylko w najważniejszych opowiadaniach.

Pod względem oprawy to nie jest poziom wspaniałości, jaki prezentują dalsze tomy. Kreska jest jeszcze dość nieporządna, a na wielu stronach widziałem mniej teł, niż bym sobie życzył. Niemniej to ciągle Mushishi – mnóstwo tu pięknych ujęć przyrody i psychologicznych zbliżeń. Mimo to, kiedy trzeba, autorce całkiem nieźle udaje się oddać dynamikę: używa klasycznych ujęć, koncentruje się na jednej rzeczy i dobrze na tym wychodzi.

Nie tylko zawartość, ale i sam tomik jest ładny. To duży format, na co Mushishi z pewnością zasługuje; jest też zgrabnie zszyty, przez co czyta się łatwo i nie ma obawy, że się przy lekturze uszkodzi. Okładka jest solidna, a przy tym śliczna – rysunki Urashibary kolorowane akwarelami to po prostu przecudny widok, w którego docenieniu pomaga fakt, że okładka jest matowa i ma stylową fakturę, zbliżoną do płótna. Wygląda to bardzo elegancko i pasuje do klimatu Mushishi, choć jest zapewne jednym z powodów, dla których cena jest bolesna – 35 zł za tomik to jak na polskie warunki sporo. Przełknąłbym to spokojnie, ale za tę cenę opłacamy również polskie tłumaczenie, wzbudzające wspomnianą wcześniej…

Gorycz

Zacznijmy od pierwszej strony, na której znajduje się spis treści z tytułami opowiadań:

  • Zielone siedzenie – „siedzenie” w języku japońskim budzi zupełnie inne skojarzenia niż w polskim, ponieważ Japończycy zwykle siedzą na podłodze. W opowiadaniu nie ma ani jednego krzesła czy fotela, kto zrozumie, o co chodzi z tytułem w polskiej wersji, temu szczerze gratuluję.
  • Delikatne rogi – w oryginale jest yawarakai, czyli delikatne/miękkie. Co w nich delikatnego – nie wiem, są raczej trudne do usunięcia. Są natomiast cieliste i miękkie.
  • Poduchowa ścieżynka – brzmi jak tytuł bajki dla dzieci. Można się więc zdziwić, że jest to opowiadanie, w którym duże grupy ludzi giną w okrutny sposób.
  • Promień powieki – to z kolei ewidentny błąd językowy. W oryginale mamy „blask/światło spod powiek”. Czym jest „promień powieki” ja nie wiem, czytelnicy nie wiedzą, może tłumacz wie, ale jakoś wątpię.
  • Podróżujący staw – tu niespodzianka, to tłumaczenie akceptowalne.

To tylko pierwsza strona – dalej jest gorzej. Tłumacz kompletnie nie miał wyczucia; ten tom momentami brzmi, jakby był napisany językiem bajkowym, momentami sprawia wrażenie pseudostaropolskiego (jakieś „człeki”, „czar­‑woda”, używanie spójnika „ni”), czasami wypada neutralnie (wtedy jest najlepiej), a czasami brzmi zupełnie niewiadomo jak, gdy na przykład bohaterowie używają wyrażenia „30% czasu”. I owszem – w oryginale jest „sanwari”, czyli „3 części na 10”. Matematycznie wychodzi na to samo, ale spróbujcie sobie wyobrazić dziewiętnastowiecznego Polaka mówiącego na przykład, że praca zajmuje mu 50% doby (dziewiętnastowieczny Japończyk używający w zwykłej rozmowie „sanwari” ujdzie jak najbardziej). Największym kuriozum stylistycznym jest „Lubisz sobie golnąć podziwiając księżyc?”, padające z ust, uwaga – Ginko. Poczucie dziwaczności wzmaga masowe nadużywanie cudzysłowów (tu się nie pije alkoholu, tu się pije „alkohol”, zamiast robić badania, robi się „badania”) i podkreśleń. Cudzysłowy są tam, gdzie w oryginale były cudzysłowy, podkreślenia są tam, gdzie w oryginale była emfaza, ale dziwaczność jest odczuwalna jedynie w polskiej wersji. Powiedziałbym więc, że to niewolnicza wierność oryginalnej wersji zniszczyła tekst. Powiedziałbym, ale dosłownie kilka stron dalej mamy „świetlisty alkohol/sake ze światła” przetłumaczone jako „ognisty alkohol”. Ręce opadają.

Żeby na tym się kończyło… Są tu muszle ślimaków, które „kręcą się w lewo” (skręcają), naczynia krwionośne „tworzące jedność w nadgarstku” (łączące się), „przedawkowanie ciemności” (??), „robactwo od owadów do gadów” (wyobrażam sobie zgrzytanie zębów czytających to biologów), „stado początków życia”, „nie można wyłonić poszczególnych odgłosów” (rozpoznać), itp. itd. Mógłbym kontynuować tę smutną wyliczankę, ale zaczyna mi brakować sił.

Trudno nie być zdegustowanym, gdy tekst roi się od tak prostackich błędów językowych. Nie rozumiem, jak tłumacz mógł oddać przekład z taką ilością baboli. Pomijam brak wyczucia językowego, pomijam paskudny styl i błędy gramatyczne, ale ciągle nie wiem i nie wyobrażam sobie, jak można przeczytać swoje słowa i nie zauważyć kwiatków typu: „zasłaniaj uszy, inaczej coś pożre ci uszy”, czy „jeśli się weźmie się”. Jest boleśnie oczywiste, że, wbrew informacji podanej w stopce, nie było żadnej redakcji ani korekty tego tekstu.

Na koniec kilka drobnych spraw: czcionka jest brzydka, proste, geometryczne litery sprawiają wrażenie, jakby był to styl inżyniersko­‑techniczny, co zupełnie nie pasuje do Mushishi; biały tekst na szarym tle jest niemal nieczytelny; numery znajdują się na dole losowo wybranych stron. Ta ostatnia cecha występuje też w wydaniu oryginalnym, ale nie nabiera przez to więcej sensu. W porównaniu do tłumaczenia to drobnostki.

Życzenia recenzenta

Pragnienie, aby z dumą polecić polskiemu czytelnikowi kupno Mushishi tkwiło we mnie od lat. Tkwi nadal, nie mogąc znaleźć ujścia. Jest szansa, że następne tomy będą tłumaczone lepiej, nikła, ale obecna. Z trwałą obecnością potworków typu „ognisty alkohol”, trzeba się niestety pogodzić.

Tablis, 2 maja 2015
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Hanami 4.2015
2 Tom 2 Hanami 7.2015
3 Tom 3 Hanami 10.2015
4 Tom 4 Hanami 12.2015
5 Tom 5 Hanami 4.2016
6 Tom 6 Hanami 8.2016
7 Tom 7 Hanami 10.2016
8 Tom 8 Hanami 3.2017