Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 10/10 kreska: 10/10
fabuła: 9/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 12 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,08

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 126
Średnia: 8,54
σ=1,55

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Neon Genesis Evangelion

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 1995-
Liczba tomów: 14
Wydanie polskie: 2004-
Liczba tomów: 14
Tytuły alternatywne:
  • Shin Seiki Evangelion
  • 新世紀 エヴァンゲリオン

Mangowa wersja kultowego serialu, lepsza od niego w każdym aspekcie. Mechy, kosmici i ciągłe kryzysy osobowości w zaskakująco stonowanym wydaniu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Dawno, dawno temu, za górami i lasami Kotliny Kłodzkiej, mały chłopczyk w tajemniczym zakątku babcinego kiosku 1 odnalazł zeszyt z czarno­‑białym obrazkowym opowiadaniem. Niezbyt dużo zrozumiał z przedstawionej historii (czytanie od lewej do prawej zapewne miało w tym pewien udział), ale ludziki z dużymi oczami spodobały mu się. Przybita do krzyża wielka pani o siedmiu oczach, z której przepołowionego ciała wystawały ludzkie kończyny, również. Dalsze losy dziecka pokazały, że ten pierwszy kontakt z obcą, wschodnią kulturą miał na niego druzgocący wpływ. Już sam nawyk mówienia o sobie w trzeciej osobie podpowiada, że niedoszły recenzent w międzyczasie nieźle zdziwaczał. Pozostało mu rozliczyć się z traumatyczną przeszłością.

Kiedy patrzy się na wcześniejsze fascynacje, zazwyczaj z łatwością bardziej obiektywnym okiem wyszukuje się niedostrzegalne uprzednio uchybienia i wady. To doskonały punkt rozpoczęcia rozliczeń – usterki się znajdą, trzeba tylko szukać, szukać, szukać… Poważnie, gdzie one? Temat serialowego Evangeliona był już walcowany w stopniu, jakiego nasze polskie drogi mogą tylko pozazdrościć, więc lista jego właściwości jest z grubsza wyczerpana. Streszczając: serial jest głęboki psychologicznie, emocjonujący i ma niezgorszą fabułę, niestety za duża część odcinków przybiera formę „potwora tygodnia”. Osobną sprawą jest zakończenie, a właściwie dwa zakończenia. Jedno budżetowe, zamykające serial bez wyjaśnienia czegokolwiek, i drugie kinowe, tonące w kabalistyczno­‑kosmicznym bełkocie (interpretacja fanowska: głębokiej prawdzie na temat ludzi i ich miejsca w świecie). Z mangą jest bardzo podobnie, główną modyfikacją Yoshiyukiego Sadamoto było wycięcie wszystkich wad.

Fabuła w początkowych tomach jest identyczna z wersją telewizyjną. Do Neo Tokio sprowadzony zostaje czternastoletni Shinji Ikari, jako jeden z wybranych posiadający zdolność pilotowania wielkich mechów bojowych, tytułowych Evangelionów. Te zostały skonstruowane przez organizację NERV do obrony ludzkości przed kosmitami w postaci przybywających pojedynczo gigantycznych stworzeń, zwanych Aniołami (oklaski dla tłumaczy Gainaxu – w oryginale ewidentnie stoi „Apostoł”, co ma spore znaczenie dla fabuły). Anioły będą po kolei likwidowane, zaś za resztę akcji odpowiadają polityczne rozgrywki NERV­‑u i obyczajowe perypetie pilotów mechów i ich otoczenia. Brzmi banalnie, tym większe jest więc zaskoczenie, kiedy okazuje się, że konstrukcja świata przedstawionego ma głęboki sens. W mandze i serialu główna oś wydarzeń wygląda podobnie, powiększające się z czasem różnice między wersjami sprowadzają się głównie do wycinania w mandze zbędnych fabularnie scen akcji, z częścią Aniołów włącznie, i wstawiania zamiast nich równie zbędnych fabularnie scen obyczajowych. Tyle, że psychologiczna wiwisekcja bohaterów jest solą tego tytułu, więc recenzent nie narzeka i grzecznie odkłada fabułę na półkę.

Prawdziwym cudem jest psychologiczna konstrukcja Shinjiego Ikariego. Portrety mocnych introwertyków w anime (w sumie w całej współczesnej popkulturze) można policzyć na palcach jednej ręki. To trudna sztuka, ekspresja introwertyków jest ograniczona i aby oddać ich emocje i przemyślenia, trzeba używać subtelnych środków i umiejętnie aranżować sytuacje. Jako członek klubu, piszący w pełni docenia realizm i sprawność wykonania przedsięwzięcia. Shinji często jest niedojrzały, jak to czternastolatek, w pewnych momentach jednak okazuje niespodziewanie silny, lub, zależnie od interpretacji, zdesperowany. Pragnie kontaktu z ludźmi, poszukując jego formy, która nie będzie go przytłaczać, co znajduje największe odzwierciedlenie w jego ewoluujących relacjach z opiekującą się nim major Misato Katsuragi oraz pilotkami Rei Ayanami i Asuką Langley.

Z uwagi na nietrywialność osobowości powyższych relacje te nie należą do prostych, z nadmiarem wystarczając na kilkanaście tomów. W przypadku Rei Ayanami jej poziom aspołeczności każe wszelkie z nią kontakty brać w duży cudzysłów, niemniej w późniejszych etapach mangi zaczyna się powolne odkrywanie jej osobliwego sposobu czucia i myślenia. Asuka Langley z kolei stanowi w obyciu jej dokładne przeciwieństwo – jest hałaśliwa, napastliwa i dominująca. Recenzent nie zadziwi nikogo, wyjawiając, że to typowy przykład tsundere – pod ciernistą powłoką kryje się delikatne wnętrze, jak nie przymierzając w przypadku jadalnych opuncji z gatunku Opuntia ficus­‑indica. Przedstawiając taką postać łatwo popaść w tandetę, jednak wyczucie sytuacji, niechęć do tanich wzruszeń i ogólna niesamowitość pana Sadamoto uchroniły czytelników od tego problemu.

Ostatnia członkini kwartetu – Misato Katsuragi, stanowi miłą, dojrzałą przeciwwagę dla reszty młodzieży. Nie znaczy to, że nie czuje ona niewytłumaczalnej słabości do Shinjiego – prawa haremu to rzecz święta. Mówiąc o dojrzałości, autor może zbytnio upraszcza – Misato z dystansu i racjonalnie patrzy na życie podopiecznych, jest to dla niej jednak kompensacja za własną niepoukładaną sytuację, w stosunku do której pozostaje emocjonalnie bezradna. Staje się również jednym z głównych kół napędowych wydarzeń, kiedy fabuła odnajduje się w zapomnianym kącie biblioteczki. Oczywiście nie chodzi o to, o co wydaje się, że chodzi, warstwa skrywa warstwę, niemniej najgłębszą zawsze jest psychologia – odzew, jaki w postaciach wywołają wydarzenia i decyzje, jakie podejmą.

Nie samą psychoanalizą człowiek żyje – strawę dla ducha uzupełnia strawa dla oka, czyli pełne boskiego powabu rysunki pana Sadamoto. W opinii piszącego najważniejszą funkcją recenzji, ważniejszą nawet od informacyjnej, jest zachęcenie do skonfrontowania opinii. Pisze o tym, ponieważ teraz uczyni wyjątek – nie ma mowy o wymianie zdań, ta manga jest narysowana bosko. Basta. Niektóre strony z zaawansowanych tomów można by sobie wydrukować jako plakat do pokoju, po czym na przykład porównać z grafikami z innych tytułów. Porównanie wypadnie na korzyść tych pierwszych, rzecz jasna. Co tu nie jest śliczne? Uchodzące już za historyczny wzorzec projekty postaci, urzekające krajobrazy, czy może oszałamiające dynamiką walki? No dobrze, na początku manga jest „tylko” bardzo dobra. Wtedy też ukazywała się w przewidywalnym cyklu wydawniczym, później zdaje się pan Sadamoto stwierdził, że dość w jego życiu kompromisów, rozdziały zaczęły ukazywać się w odstępach wielomiesięcznych, a jakość poszybowała w kosmos. Część dobroci jest źródła serialowego – projekty Aniołów i Evangelionów na przykład, ale dopiero tutaj rozwinęły w pełni skrzydła, pokazując się w pełni swojego biologiczno­‑mechanicznego dzikiego piękna.

Otoczenie zadziwia bogactwem szczegółów, ocierając się o fotorealizm. Dziesiątki drobiazgów wypełniają pokoje mieszkalne i ulice miast, nie mając żadnego znaczenia dla przebiegu wypadków. Z drugiej strony przechadzające się na tym tle postaci ludzkie, mimo niezmiennie pedantycznej dokładności rysunku, pozostają ekspresyjne, co jest rzadkim przypadkiem godzenia wody z ogniem. Lektura tej mangi wywołuje straszne dylematy – z jednej strony chce się zawiesić oko na jakimś szczególnie udanym i bogatym kadrze, a z drugiej zobaczyć, co dzieje się dalej w pędzącej akcji. A propos kadrów, to one w dużym stopniu zarządzają akcją. Rzadko zwraca się uwagę na takie rzeczy, jak ich układ na stronie, ale tutaj nie sposób zignorować maestrii ich przycięcia i rozłożenia. Jest dalekie od klasycznego – w momentach napięcia strony przypominają witraże kościelne bardziej niż konwencjonalne prostokąciki. Pomimo tego oko ląduje zawsze tam, gdzie powinno i płynnie podąża się za wydarzeniami, poza nadmienionymi momentami zawieszenia.

Litanię zachwytów dałoby by się jeszcze kontynuować niczym buddyjskie mantry wznoszone na cześć Oświeconego. Nie znaczy to, że się powinno – inteligentny czytelnik powinien już zrozumieć, co recenzent miał na myśli, i że rozliczenie recenzenta z trudnym dzieciństwem zakończyło się porażką. Kontakt z Neon Genesis Evangelion w zbyt młodym wieku wyrządził niedojrzałej psychice nieodwracalne szkody, zdaje się, co gorsza, że ofiara cierpi na syndrom sztokholmski. Uświadomienie sobie tego jest przynajmniej jakimś krokiem naprzód. Kiedyś, może kiedyś, rozsądek wróci i wady się znajdą…

  1. obok nie mniej tajemniczych zafoliowanych magazynów z nagimi paniami (te z panami były pod ladą)
Tablis, 22 lutego 2012

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kadokawa Shoten
Wydawca polski: J.P.Fantastica
Autor: Yoshiyuki Sadamoto
Tłumacz: Rafał Rzepka

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 J.P.Fantastica 1.2004
2 Tom 2 J.P.Fantastica 2.2004
3 Tom 3 J.P.Fantastica 15.3.2004
4 Tom 4 J.P.Fantastica 4.2004
5 Tom 5 J.P.Fantastica 5.2004
6 Tom 6 J.P.Fantastica 6.2004
7 Tom 7 J.P.Fantastica 7.2004
8 Tom 8 J.P.Fantastica 9.2004
9 Tom 9 J.P.Fantastica 12.2004
10 Tom 10 J.P.Fantastica 2.2007
11 Tom 11 J.P.Fantastica 2.2008
12 Tom 12 J.P.Fantastica 5.2011
13 Tom 13 J.P.Fantastica 11.2012
14 Tom 14 J.P.Fantastica 11.2014

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Neon Genesis Evangelion: fanfiki na Czytelni Tanuki Nieoficjalny pl
Podyskutuj o Neon Genesis Evangelion na forum Kotatsu Nieoficjalny pl